ja777
13.07.04, 12:55
przezywam teraz trudny okres.
rozpadl sie moj dlugoletni zwiazek, ktory w zasadzie przez ostatnie 1,5 tylko
ja ciagnelam. on jest alkoholikiem
zle sie rozstalismy.
on obrzuca mnie obelgami, wini mnie za wszystko, neka mnie telefonami,
opowiada mi o swoich podbojach erotycznych twierdzac, ze wreszcie sobie
przypomnial jak mozna fajnie sie kochac itp.
ja odpowiadam mu w podobnym tonie, ale po odlozeniu sluchawki rycze na glos.
placze wszedzie - w samochodzie, autobusie, pracy, kinie, parku - wszedzie.
probuje sie wyrwac z tego kregu spotykajac sie na sile ze znajomymi, ale
jestem tak drazliwa, ze sie kloce i obrazam o byle co.
nie znosze pelnych powiezchownego wsparcia uwag moich przyjaciolek, ze to
dobrze zesmy sie rozeszli itd. nawet jesli obiektywnie maja racje - wiem, ze
nic nie wiedza i strasznie sie wsciekam ze robia takie uwagi.
(sama bym pewnie takie mowila, gdybym byla swoja kolezanka)
probuje dzialac, ale nic mnie nie porywa, niczym nie potrafie sie zajac przez
dluzsza chwile.
gdybym nalezala do grupy samobojcow moze bym skonczyla z soba? (nie umialabym
sie zabic, a poza tym nie moge zrobic tego mojej rodzinie, wiec tu spoko- nic
sie nie stanie) ale faktem jest ze nie widze celu i sensu zycia.
czy jestem przyadkiem beznadziejnym?
czy powinnam cos zrobic? co????