Dodaj do ulubionych

Witam ponownie zimową, melancholijna pustką...

21.01.13, 12:20
Witam serdecznie wszystkich ponownie.
Dawno nie zaglądałam na forum...właściwie bardzo dawno.Mam nadzieję,że część stałych bywalców się wykruszyła - mam na myśli oczywiście,że wyszli z choroby i dziś zamiast siedzieć tu cieszą się korzystając z uroków życia,czego wszystkim życzę. Dziękuję za wszystkie posty.Dziś znów dopadła mnie wielka pustka, więc postanowiłam zajrzeć i uśmiechnąć się przez łzy(łzy z nerwów i braku siły) do wszystkich, którzy czują to samo.
Dziś mam wolne, siedzę w nowym- wymarzonym domu (mieszkamy w nim już 8 miesięcy-już 8 miesięcy...jak ten czas leci).Zaglądam przez okno..Pada śnieg,płatki tańczą na wietrze, dokonując swego żywota na białej kołdrze, która pokryła jeszcze niedawno zielone łąki i pola.Gołe drzewa pokryte skorupą lodu pogrążone są w melancholii...Las śpi.Sikorki oblegają karmnik przepychając się wzajemnie...Myszołów przysiadł na gałęzi w oddali wypatrując ofiary.Zając przybłąkał się pod płot szukając pożywienia i stado jeleni oraz saren znów wędruje dumnie przez pole.Pięknie, lecz nie mogę się nasycić widokiem,przeszkadzają mi spięte plecy,kamienny kark utrzymuje ciężką głowę,muszę przełknąć przez ściśnięte gardło ślinę,raz,drugi ,jeszcze odchrząknę dla pewności...czuję jak krew buzuje w żyłach,serce przyspiesza,boję się,że dostanę zawału...dziś wyjątkowo zle się czuję,miałam ćwiczyć na orbitreku(co dobrze wpływa na samopoczucie)lecz rezygnuję- godzina dziennie(mordęgi - mierzenia pulsu podczas wysiłku-przy 140 wpadam w panikę, zwalniam, bo może serce nie wytrzyma,albo żyłka mi strzeli)lepiej usiądę...zajmę umysł....
Lato minęło,przyszła jesień,tą przegnała zima..Samopoczucie raz lepiej ,raz gorzej...Bywały dni "dziwnie" dobrego nastroju-łapałam te chwilę,błagałam,by tak już zostało...Nie zapomnę jednego sierpniowego wieczoru,gdy zaprosili nas na kolację emerytowani sąsiedzi(właściwie jedyni w promieniu 300 m.Tego dnia zjadłam najlepszy od dawna posiłek ze smakiem-publicznie!.Byłam spokojna,czułam się tak dobrze jak kiedyś.Kołatanie serca,zwężenie pola, ,duszności, ból żołądka,panika...mówiłam i myślałam z sensem.Nerwica zniknęła!Bawiłam się jak nigdy,po raz pierwszy od dawna nie chciałam uciekać do domu...Ach..jakże było cudownie.Bywały i bardzo ciężkie dni,tak złe,że siadałam w fotelu i czekałam na dopadającą mnie zapewne śmierć.Ostatnio w miejscowym markecie myślałam,że ucieknę od kasy bez towaru , bez zapłacenia.Napisałam sobie karteczkę z napisem POMOC - z danymi i nr.telefonu do męża.Włożyłam ją do porfela - w kieszonkę, przeznaczoną na zdięcie .Pomogło na tydzień. Hmm na początku marca mija rok jak nie robiłam badań krwii (na wszystko co możliwe).Już się boję jak tam wyniki.Wątroba,trójglicerydy, może potas i magnez za niski,lub wysoki...o..cholesterol(bo miażdzyca-ostatnio dwie moje klientki wylądowały w szpitalu-panika ),chociaż przecież jem ryby, łykam omegę 3 - najlepszą na rynku,ruszam się, nie palę.Dieta..Cukier?Biała śmierć-tylko miód.Tłuszcz-jedynie oliwa z oliwek,zioła,chude mięso,sery,owoce morza, warzywa - unikam jak mogę glutaminianu sodu.Nawet wędliny robię własne.Smażonego na tłuszczu produktu nie jadłam wieki,no chyba,że duszona pierś z kury.Sos?- nie pamiętam jak smakuję.Podobnie frytki, czy inne fast foody- no może pizza czasem- to moja jedyna słabość.Wstyd mi w gościach.Moja mama gotuje, tłusto i "nadużywa" chemii w potrawach- na tym punkcie mam obsesję,zazwyczaj najadam się w domu przed wizytą...;/ Jestem opętana obsesyjnym zdrowym żywieniem, by uniknąć zawału serca, czy wylewu...Wczoraj skusiłam się na miseczkę chipsów (pomyślałam,że raz na jakiś czas nie zaszkodzi), ale przegryzając je czułam jak skład z opakowania pakuje mi się w układ krwionośny...Piwo-uwielbiam,tylko po nim czuje się dobrze, ale wątroba...Wódka?-unikam na przyjęciach-boję się.Propranolol biorę tylko kiedy wiem, że naprawdę nie dam rady.Pomaga mi sama świadomość,że po nim nic mi nie grozi.Po nim luzuje już w momencie połknięcia tabletki.Mogę spokojnie usiąść i pooglądać telewizor,lub poczytać książkę,choć mam myśli,że może sobie szkodzę.Psychoterapia pomaga mi tylko w tym samym dniu.Kolejnego poranka budzi mnie myśl po co to wszystko, dzień za dniem-praca, dom, praca dom aż do śmierci.Mąż ma tyle planów na wiosnę - remont piętra,zakładanie ogrodu (sama go o to prosiłam)..tyle ma się wydarzyć.Nie chce mi się nawet za to zabierać...Żyję mechanicznie,zgodnie ze schematem,wszystko wykonuję bez emocji- bo tak należy.Fryzura, makijaż,praca, obowiązki domowe... Głównym moim zmartwieniem jest to, żeby moje klientki były zadowolone,słowa krytyki są dla mnie bolesne,obwiniam się o wszystko nawet wtedy, gdy nie mam do tego powodów.Psychoterapeuta powiedział mi,że przyczyna tkwi we mnie, że jest to brak pewności siebie...to prawda.....Niemniej jednak jest jedna optymistyczna rzecz w moim sercu...nadzieja,że to wszystko kiedyś się skończy...że coś mi pstryknie w umyśle i obudzę się pewnego dnia z tą samym pozytywnym ,radosnym nastawieniem do życia jak kiedyś.Nie wymazuję jeszcze z duszy mojego "Carpe diem"....jeszcze nie...Wiecie, tak bardzo napiłabym się kawy...takiej z mlekiem i cukrem, bez lęku,że skoczy mi ciśnienie...tak zwyczajnie...bez lęki, ze smakiem i radością....

Pozdrawiam bardzo,bardzo ciepło .Cieszę się po prostu,że napisałam coś nie coś.Dziękuje za przeczytanie postu!
Obserwuj wątek
      • lesna_duszyczka Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 21.01.13, 17:45
        Witaj !
        Masz na myśli zespół natręctw ?..powiem szczerze,że otworzyłaś mi oczy! Nikt tego nigdy nie określił w ten sposób, zawsze jako nadmierna empatia i wrażliwość charakteru..ale właśnie zgłębiłam temat i zdaje się, że tak...trafione w sedno!-zwłaszcza: Treść obsesyjnych myśli przed zranieniem czy skrzywdzeniem drugiej osoby, niewłaściwym zachowaniem się, przekroczeniem prawa, powiedzeniem czegoś niewłaściwego,wątpliwości o kwestie związane z bezpieczeństwem, prawidłowym wypełnieniem obowiązków, zgubieniem rzeczy..itd...
        Jeśli chodzi o natręctwo higieny to nie...Hmmm ojej, to lepiej rokuje, czy gorzej?;/
        • lucyna_n Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 21.01.13, 19:26
          ee, to znaczy, ja nei stawiam Ci diagnozy tylko tak pytam, myślałam po prostu że już wiesz co Cię gryzie. Teoretycznie OCD podobno daje się psychoterapeutyzować, pomocniczo też stosuje się leki, podobno z bardzo dobrym skutkiem. Myślę że jeśli jeszcze nei bylaś to warto skonsultować te Twoje odczucia i problemy jakich Ci przysparzają z psychoterapeutą i psychiatrą.
          Niewiele wiem na temat tego problemu, z autopsji nie znam, ja na Twoim miejscu nie traktowalabym tego jako cechę charakteru której nie da się zmienić, a raczej jako coś nad czym da się i warto popracować, może leczyć? Sama nie dasz rady tego zmienić, tyle wiem.
          • lesna_duszyczka Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 21.01.13, 19:55
            Droga lucyno_n dałaś mi do myślenia i to zupełnie z zaskoczenia-pozytywnie, bo w tym całym moim zagubieniu skierowałaś mój tok myślenia na tą kwestię,a każda rada jest dla mnie cenna bo daje nadzieję, że w końcu trafię w sedno problemu i da się go rozwiązać. Biorę sobie do serca Twoje rady i opinie,ponieważ widzę,że na tym forum masz pojecie na temat jaki się wypowiadasz.Robisz to ostrożnie, mądrze i kompetentnie i tylko wtedy kiedy jesteś pewna swojej wypowiedzi.Masz rację, samemu nie da się tego zmienić, gdyby dało się wyplenić te chwasty fobii z umysłu,ujarzmić go, tego forum by nie było....Dziękuję. Jak to niewiele do uśmiechu trzeba.
            Pozdrawiam!
            • lucyna_n Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 21.01.13, 20:23
              Proszę nei przeceniaj tego co piszę, bo ja nie jestem lekarzem, mogę się bardzo mylić, przecież nawet Ciebie nie znam. Oprzyj się proszę na rozmowie ze specjalistą, wierzę że można Tobie pomóc i podnieść bardzo jakość życia. Nie zwlekaj, niech to będzie takie dobre postanowienie noworoczne że do końca stycznia umówisz się na choćby jedną wstępną wizytę. Bez napinki, po prostu pomyśl że w ten sposób zrobisz coś najlepszego dla siebie i dla bliskich, zadbasz troskliwie o swoją psychikę.
    • bernato Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 21.01.13, 19:53
      Witam Panią,powiem krótko ma Pani silną nerwicę,Cały czas myśli Pani o swoim zdrowiu i cały czas nadsłuchuje Pani czy coś się dzieje z tym zdrowiem złego czy nie.Boi się Pani napić kawy bo obawia się Pani skoku ciśnienia,ale przecież można kupić kawę bezkofeinową dobrej firmy(ja taką piję) wypić ją ze smakiem zagryzając biszkoptem.Pisze Pani o pięknym domy wspaniałych plenerach,ale tak naprawdę to nic Panią nie cieszy.Tak nie można żyć droga Pani
      bo to do niczego dobrego nie prowadzi.Jest Pani kobietą spełnioną z pięknym domem,ma Pani pracę perspektywy,męża więc trzeba trochę nad sobą popracować.Bo tak naprawdę wszystko zależy od nas samych.Musimy tego chcieć.holmed @wp.pl tam mogą Pani pomóc.Pozdrawiam
    • mskaiq Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 21.01.13, 20:42
      napisałaś
      >Pięknie, lecz nie mogę się nasycić widokiem,przeszkadzają mi spięte plecy,kamienny kark >utrzymuje ciężką głowę,muszę przełknąć przez ściśnięte gardło ślinę,raz,drugi ,jeszcze >odchrząknę dla pewności...czuję jak krew buzuje w żyłach,serce przyspiesza,boję się,że >dostanę zawału.
      Ten kamienny kark, który opisujesz jest rezultatem nie wyrażania swojego smutku,
      złości, napięcia, ogólnie uczuć. To samo dotyczy cięzkiej głowy, gardła.
      Napisałaś, że masz terapię. Co robisz na terapii aby uwolnić swoje emocje.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • lesna_duszyczka Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 22.01.13, 09:21
        Witaj!

        Ja w ogóle jestem smutna,przerażona i totalnie skulona w sobie...Brak mi pewności siebie...tzn straciłam ją jakoś powoli przez lata...

        Jestem bardzo oporna na psychoterapię,dlatego nie uczęszczam regularnie,po wyjściu jest ok, następnego ranka uświadamiam sobie,że psychoterapeutka(jest to kobieta) musi tak mówić, a ja tam swoje wiem i najwięcej zależy odemnie...wiem, że ciężki ze mnie przypadek. Moja psychoterapeutka wysłała mnie na jogę...i polecała ćwiczenia fizyczne- fakt,że pomaga, ale głownie zależy to od mojej własnej determinacji.Staram się wyciszać w domu.Włączam płytę z odgłosami natury, siadam przy świeczce na miękkim dywanie, zamykam oczy i wyobrażam sobie przyjemne rzeczy.Siedzę na plaży, oczami wyobrazni widzę morze..słyszę dzwięk fal, a bryza przyjemnie owiewa mi twarz i włosy....,albo dokonuję projekcji samych pozytywnych rzeczy w moim życiu..no i takie tam... bardzo pomaga, więc staram się jakoś walczyć,dzięki temu chyba jeszcze nie zwariowałam do reszty.

        Pozdrowionka
        • victta Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 22.01.13, 14:27
          Kup sobie piwo i pizze. Zjedz i zobaczysz czy umrzesz.
          Jak nie umrzesz, pomyśl o tym, że za wszelką cenę starasz się zachować życie i zdrowie, które i tak stracisz. Dodatkowo tracisz je właśnie w tej chwili, kiedy starasz się je zachować.
          Rozwiń się trochę duchowo, bo chyba za dużo materializmu w Twoim życiu i skupieniu na żarciu, choresterolu, organach.
          • mifune85 Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 22.01.13, 15:14
            victta napisała:

            > Rozwiń się trochę duchowo, bo chyba za dużo materializmu w Twoim życiu i skupie
            > niu na żarciu, choresterolu, organach.

            Brak duchowości i materializm przyczyną obsesyjnego skupiania się na tym co się je i jego skutkach. Dobre...Nigdy nie słyszałem nic podobnie głupiego.
            • victta Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 23.01.13, 10:20
              Dzięki Lucyna, nie musisz mi życzyć ostrej nerwicy, bo takową już posiadam.
              Nie miałam na celu zdołować koleżanki, tylko pokazać sprawę z drugiej strony.
              Mówiąc materializm nie mam na myśli tv i nart, tylko materię i nadmierne skupianie się na niej.
              Czytając wypowiedź leśniej duszyszki, widzę, że goni ją lęk przed śmiercią i utratą zdrowia.
              Uciekając przed tym lękiem lub walcząc z nim zdrowo się odżywiając, dbaniem o siebie, wsłuchiwaniem się przesadnie w organizm (co oczywiście w odpowiednich proporcjach jest słuszne) leśna duszyczka mam wrażenie, że ten lęk wzmaga, bo tak naprawdę nie pracuje nad nim u źródła.
              Żeby pozbyć się lęku, trzeba się z nim skonfrotować. Ale żeby to zrobić, trzeba dojść do muru, czyli miejsca, gdzie życie z lękiem wydaje się takim koszmarem, że marzy się, żeby umrzeć i odpocząć wreszcie. A kiedy człowiek zdecyduje się utracić to czego tak strasznie się boi utracić lęk mija.
              Takie jest moje zdanie i doświadczenie.
              Pozdrawiam Leśną Duszyczkę i łączę się w bólu, bo wiem, że lęk potrafi strasznie męczyć.
          • lesna_duszyczka Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 22.01.13, 18:35
            victta napisała:

            > Kup sobie piwo i pizze. Zjedz i zobaczysz czy umrzesz.
            > Jak nie umrzesz, pomyśl o tym, że za wszelką cenę starasz się zachować życie i
            > zdrowie, które i tak stracisz. Dodatkowo tracisz je właśnie w tej chwili, kiedy
            > starasz się je zachować.
            > Rozwiń się trochę duchowo, bo chyba za dużo materializmu w Twoim życiu i skupie
            > niu na żarciu, choresterolu, organach.

            Wiem,że tracę życie, że ucieka mi przez palce przez to co się ze mną dzieje....jeśli chodzi o materializm(choć materialistką nie jestem , znam takich i takimi gardzę ) .W miarę spokojne życie powoduję,że nie mam większych zmartwień....może to jest przyczyną,że wyszukuje sobie problemów.....ale przecież powinnam się cieszyć prawda?spać spokojnie, a nie budzić się w środku nocy z walącą pikawą i lękiem...Jeśli chodzi o duchowość, między innymi piszę opowiadania, wiersze, gram na gitarze i parę innych rzeczy, więc ta sfera jakoś działa.Dbam o potrzeby bliskich, skupiam się na życiu rodzinnym, ale mimo wszystko,mimo tego,że staram się żyć normalnie jestem skulona w sobie i w swoich fobiach............
            • lucyna_n Re: Witam ponownie zimową, melancholijna pustką.. 22.01.13, 18:49
              a ja tam materialistami nie gardzę, o ile nie krzywdzą innych mają prawo żyć według swojej filozofii i cieszyć się z telewizora 3D i wyjazdu na narty w alpy. Powiem więcej, ja to bym chciala być taką prosta konstrukcją psychiczną osadzoną w realiach, bez żadnej tam wrażliwości, pustki egzystencjalnej, dupereli. To tylko utrudnia życie. a już poezja... koniec świata.
              Pozbycie się lęku przed śmiercią jest kluczowe, po prostu trzeba śmierć zaakceptować jako naturalną kolej rzeczy, jako coś normalnego, zwyczajnego, ludzkiego. Człowiek ma prawo do życia ale i prawo do śmierci. Taka jest ludzka kondycja, wszystkich nas to dotyczy. Odrealnienie śmierci, zrobienie z niej tematu tabu, powiązanie z nadmiernie prowadzonymi zabiegami medycznymi ktore już tylko predłużają agonię poza siły i wytrzymałość ludzką, zajmowanei się tylko fizjologią pacjenta bez żadnego zajęcia się jego psychiką, powoduje że boimy się śmierci jako czegoś wymagającego nadludzkich sił żeby przez to przejść. Nie czujemy się na siłach umrzeć. My w sensie fobiki, bo każda fobia ma u swojej podstawy po prostu lęk przed śmiercią.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka