sącząc martini...

21.07.04, 21:28
Wreszcie spakowałam jego rzeczy...długo się do tego zabierałam, bo tak bardzo
się bałam, że psychika wysiądzie, że wspomnienia opadną pajęczyną. Nie było
tak źle, może dlatego że już sporo czasu minęło od czasu kiedy się
wyprowadził, od jego ostatniej wizyty...Może to działanie leków, którymi
nasycony jest organizm...
....tak było wczoraj....
A dziś jest jakaś nuta smutku, potrzeba obecności kogoś bliskiego koło
mnie....albo raczej ucieczki na drugi koniec świata, do obcych, którzy nie
znają, nie oceniają...ale co to da, to co jest w głowie ucieknie razem ze
mną, albo nawet mnie wyprzedzi i będzie czekało na mnie na nowym miejscu...

Słońce już zaszło...i za oknem i w duszy...to za oknem jutro na pewno
wstanie, a to moje, wewnętrzne...oby, bo jutro kolejne wyzwania, którym
trzeba sprostać, a rozedrganie wewnętrzne jest wielkie i cicho ale
natarczywie szepcze – zaszyj się w domu, nigdzie nie wychodź, przecież możesz
zadzwonić i powiedzieć, że nie możesz przyjść, nikt nie będzie znał
prawdziwego powodu...
    • rzeznia_nr_5 Re: sącząc martini... 21.07.04, 21:29
      Piszesz Harlequina?Dobrze Ci idzie.
      • looserka Re: sącząc martini... 21.07.04, 21:49
        I dobrze. Radosna twórczość też ma działanie terapeutyczne!
        • rzeznia_nr_5 Re: sącząc martini... 21.07.04, 21:50
          looserka napisała:

          > I dobrze. Radosna twórczość też ma działanie terapeutyczne!


          A czy ja mówię że źle....
      • lucyna_n Re: sącząc martini... 22.07.04, 00:04
        a mnie sie bardzo podobalo, pierwszy dlugi post od wielu dni jaki bez bolu przbrnelam.
    • lira_korbowa Re: sącząc martini... 21.07.04, 22:16
      A do martini polecam "Żegnaj, świnko" Hanny Banaszak:
      ...no i jeszcze daj mi mordki,
      nigdy tak nie byłeś słodki,
      jak z walizką w każdej z twych kochanych łap...
      • lucyna_n dygresyjka 22.07.04, 00:07
        uwielbiam piosenki Hanny Banaszak i Anny Jantar, no po prostu uwielbiam.
Pełna wersja