alter_ego
21.07.04, 21:28
Wreszcie spakowałam jego rzeczy...długo się do tego zabierałam, bo tak bardzo
się bałam, że psychika wysiądzie, że wspomnienia opadną pajęczyną. Nie było
tak źle, może dlatego że już sporo czasu minęło od czasu kiedy się
wyprowadził, od jego ostatniej wizyty...Może to działanie leków, którymi
nasycony jest organizm...
....tak było wczoraj....
A dziś jest jakaś nuta smutku, potrzeba obecności kogoś bliskiego koło
mnie....albo raczej ucieczki na drugi koniec świata, do obcych, którzy nie
znają, nie oceniają...ale co to da, to co jest w głowie ucieknie razem ze
mną, albo nawet mnie wyprzedzi i będzie czekało na mnie na nowym miejscu...
Słońce już zaszło...i za oknem i w duszy...to za oknem jutro na pewno
wstanie, a to moje, wewnętrzne...oby, bo jutro kolejne wyzwania, którym
trzeba sprostać, a rozedrganie wewnętrzne jest wielkie i cicho ale
natarczywie szepcze – zaszyj się w domu, nigdzie nie wychodź, przecież możesz
zadzwonić i powiedzieć, że nie możesz przyjść, nikt nie będzie znał
prawdziwego powodu...