cale moje zycie to jakas walka,ale...

23.07.04, 09:45
sie chyba przyzwyczailam,bo mysle z etak trzeba ..ze to jedyny ratunek przed
tymi wszytstkimi cholerstwami ktore mnie nawiedzaja.
od dziecka malego balam sie ciemnosci..ze cos przyjdzie cos mi
zrobi..budzilam po nocach brata zeby choc uslyszec ze nie spi ze sie wscieka
ze go budze.potem kiedy mialam okolo 15 lat zaczely sie przerazaJACE LEKI O
TO ZE UMRE..TERAZ ZARAZ I TUTAJ.ale coz..minelo 15 lat a ja ciagle zyje:)
A mialam juz wszelkie objawy..sercowe zoladkowe dusznosci omdlenia mrowienia
jakies ,hiperwentylacja taka ze nie moge sie ruszac bo nogi mi paralizuje i
rece i to najczesciej w towarzystwie znajomych:) albo wtedy kiedy szczegolnie
zalezy mi zeby tego nie doswiadczyc.jakies pare lat temu..poddalam sie(tak
myslalam) postanowilam olac to wszystko normlanie olac-ze najwyzej umre
zemdleje itp.i co? i jak reka odjal-wszystko poszlo-moj lęk znudzil sie moim
niemysleniem o mnie samej.mysle ze akceptacja tego stanu jest
najwazniejsza.to taki paradoks..ale chyba dziala.tylko ze trwalo to u mnie
dobre kilkanascie lat histerycznego strachu depresji prochow ech szkodas
gadac.
Ale nic to..moj wspanialy lęk sie nie poddal..wrocil sobie pod postacia
innego natretnego ustrojstwa..czyli kolejnych natretnych mysli..szczescie w
nieszczesciu ze nie odczuwam przymysu wykonywanmia czegos..tylko mysli mnie
drecza..oczywisice skierowane przeciwko mnie i temu co kocham najbaredziej
czyli rodziny ,meza i dziecka..i co?..jeden pierwszy epizod tego
czegos..spowodowal z racji swojej swiezosci reakcje totalna w moim organizmie-
panika ryk histeria..poczytalam o tym..pochodzilam do lekarza..zero lekow i
przeszlo..naprawde odszedl dupek na bok. ale nie na dlugo..od paru dniu
powrocil..po aferze z andrzejem s sobie mysli powrocily...a co to bedzie
kiedy i mnie dopadnie taka perwersja jak i jego..wszak on psycholog i nie dal
rady..a mnie napewno dopadnie..i co?> skrzywdze swoje dziecko itp..no i
wyobraznia robi swoje..a ja czuje sie jak smiec.
ale..miec wyrzuty sumienia za to o czym sie mysli i to majac swiadomosc ze
jest to zle?? troche lęku ze sie to wprowadzi w czyn..ale ale..czy to nie
jest znowu ten sam podstepny kolega lęk tylko nowa drozke sobie obral w tej
mojej pokreconej gloweczce?...
powiem wam ze ja nawet nie zamierzam z nim walzyc..ja sobie go przygarne i
bede znim zyc..zareczam wam ze szybko mu sie znudzi..i sobie
pojdzie ..ciekawe tylko czy wroci i w jakiej forimie.
ale fakt jest faktem..ze cholernie smuci mnie to ze sie mi cos takiego
przytrafilo.
malo wie o natrectwach..moze jest tu jeszcze ktos kto ma podobne
doswiadczenia?
chetnie z kims pogadam..bo samemu..trudno:(
pozdrawiam
    • mskaiq Re: cale moje zycie to jakas walka,ale... 23.07.04, 16:46
      Jesli chodzi o strach to masz racje, najlepiej go nie akceptowac, sam odejdzie.
      Zwykle probuje straszyc objawami takimi jak artymia serca dusznosci, mrowienia
      itp. Przeszedlem przez te objawy, nie zabily mnie rowniez. Wszystko odeszlo tak
      jak Tobie.

      Jesli chodzi o natrectwa myslowe to najlepsze rozwiazaniem jest ignorowanie
      ich, przeszedlem przez nie, odeszly, zwykle sa skierowane przeciwko Tobie i
      najblizszym.

      Mysle ze beda nadal probowaly dzialac przeciwko Tobie, beda szukaly slabej
      strony w Tobie. Jesli ja znajda beda probowaly to wykorzystac. Nie mniej
      obronisz sie przed tym bo rozumiesz.
      Bardzo wazne w tym wszystkim sa wartosci. Jesli jest w Tobie jakas wartosc
      negatywna ktora traktujesz jako pozytywna to beda probowaly to wykorzystac.
      Jesli nie masz to beda probowaly zmienic wartosc pozytywne w negatywne bo tylko
      wtedy mozesz z nimi przegrac.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • kropka_a Re: cale moje zycie to jakas walka,ale... 24.07.04, 21:55
        Cześć!
        Z wielka uwagą przeczytałam Wasze posty.
        Ja takze przezywam lęki,panikę,mam natretne myśli.To KOSZMAR-sami wiecie.
        Trudno mi je odpuścić,zignorować te myśli.
        Ale też powoli dochodzę do tego,ze cóż-najwyżej umrę,zemdleję...-każdy i tak
        wcześniej czy póżniej umrze.Tylko nie jest to takie łatwe w praktyce.Póki co-u
        mnie to nie mija (lęki).
        Chciałabym pozbyć sie tego cholerstwa bo zaczęłam pracę i życie jest dla mnie
        męką!
        Jak się coś zmieni to napiszę.
        Trudno olać gdy panika wzbiera całą siłą.
        Pozdrawiam:)
        • cafe_lorafen Re: cale moje zycie to jakas walka,ale... 24.07.04, 22:03
          Takie mysli ksobne sa naturalne dla nerwicy, a w konsekwencji czesto napadow
          paniki.
          Jak strezlal snajper ja sie balam, ze tez bede snajperem, jak Rywin mial sprawe
          to ja sie balam ze cos kiedys w przeszlosci przeskrobalam i tez znajda jakis
          urojony paragraf, jak ogladam np. wiadomosci biore wszystko do siebie -
          a teraz rada - nie ogladac 997, Nocy Zbrodni i innych dupereli.
          Nic nie zrobisz nikomu !
          Strach przed utrata samokontroli to tylko strach. Jesli czujesz lęk przed czyms
          ochydnym to zapewniam cie NIE ZROBISZ TEGO !!!
          Rodzina jest bezpieczna. Idz po leki do psychiatry i nie czytaj na razie
          niczego co moze powodowac lęk.
          Potem przejdzie. Potem pewnie wroci.
          Ale pod kontrola lekarza bedziesz silniejsza.
          Trzymaj sie, jakby co pisz na @.
          Pozdrawiam :)

          P.S. Andrzej S. sie pewnie nie bal, tylko robil, a ty masz nerwice.
          Minie. Npaewno !!!
Pełna wersja