freez0
26.04.13, 14:32
Witam piszę, gdyż prawdę mówiąc nie daje już sobie rady. Zacznijmy od tego, że chodzę do 2 LO, mam 18 lat. Z natury jestem osobą dość nieśmiałą przy poznawaniu nowych osób, na pierwszym spotkaniu naszej klasy spodobała mi się dziewczyna. Ma na imię Monika:) Jednak z powodu mojej nieśmiałości trochę to trwało zanim ją poznałem. Teraz jestem w 2 klasie i przyjaźnię się z kilkoma osobami i jakby to powiedzieć trochę odizowaliśmy się od większej części klasy, a raczej oni od nas, Monika przyjaźni się z koleżanką (one też nie są aż tak zintegrowane z całą klasą) i dwoma kolegami z którymi chodziła do gimnazjum. We wrześniu tego roku dowiedziałem się, że ona ma chłopaka, wtedy na serio się załamałem, starałem się wysyłać jakieś głupie sms, żeby ich rozdzielić (wiem to było głupie). Ogólnie to teraz jest koniec drugiej klasy, a ja żyję z tą świadomością, że mam marne szanse, na to żeby chociaż się z nią zaprzyjaźnić (może jakbym przyjaźnił się z jej kolegami z gimnazjum, przebywałbym choć w jej otoczeniu), do tego dochodzi te odizolowanie do klasy (nie mówię, że jestem jakimś mułem), ja naprawdę się zakochałem i codziennie myślę o niej, jak zagadać, zaprzyjaźnić się etc. i żyjąc z taką świadomością wiem, że jak nie będę z nią będę nieszczęśliwy.
Do tego jeszcze dużo czasu spędzam w domu samotnie, gdy wracam od kuzyna czy kolegów, gdyż mój tata zmarł gdy miałem 13 lat, moja mama często pracuje po 12h. Obawiam się też tego, że niedługo moi przyjaciele się pożenią, a ja będę samotny i nieszczęśliwy, gdy chociaż nie zaprzyjaźnię się z nią. Ogólnie dołuje mnie cała moja sytuacja.
Co wy zrobilibyście gdybyście byli w mojej sytuacji i wiedzieli, że w przyszłości pewnie będziecie nieszczęśliwi? Szczerze powiem, że każdy dzień coraz bardziej mnie męczy, nie mam motywacji do dalszego życia i naprawdę mam już ochotę zakończyć te wszystkie problemy, gdyż nie widzę nawet szansy na to, że będzie lepiej.