chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uczuć

01.06.13, 22:32
dawno nie pisałam... co jakiś czas wraca do mnie jakaś refleksja na temat mnie samej.... teraz zastanawia mnie kwestia mojego oddania i miłości. Kiedy zależy mi na kimś oddaje mu cały swój czas, całą siebie, potem to się jakoś normuje, ale chore że na początku podporządkowuję swoje życie komuś, czy może to znaczy, że aż tak szukałam akceptacji?
Z miłością jest tak, że jestem raczej empatyczna, uczuciowa, ale jednak po depresji coś się zmieniło... czasem boję się przyznać, że mi zależy, że kocham, boję się zaangażowania... kiedy dopadała mnie depresja chodziły mi myśli, żeby odejść, a właściwie uciec od męża, że to nie ma sensu byśmy razem byli, gdzieś wewnątrz czegoś się bałam, kiedy zachorowała moja mama, ciężko było mi przyznać się przed sobą samą, że martwię się, drażniło mnie wręcz to, bałam się przyznać, że ją kocham, kiedy adoptowaliśmy kota nawet bałam się przywiązać do niego, że coś się mu stanie, że nie podołam jego wymaganiom i że nie będzie ok, kiedy urodziła się moja córka (za którą dałabym się żywcem pokroić) jakoś nie miałam tego co inne dziewczyny na mojej sali, nie miałam tych ochów i achów, tego szaleństwa, owszem straszną radość mi dawało to jak była przy mnie, jak czułam jej ciepło, ale bałam się przyznać, że stała się sensem mojej egzystencji, bałam się przyznać że ją kocham, bałam się, że jak wpuszczę to na całego w siebie to mi ją ktoś odbierze, że ona zniknie... mam po depresji cholerny problem z przyznaniem się samej przed sobą że mi zależy, że kocham bo boję się cierpienia czy nie wiem czego.... z zewnątrz tego nie widać, sama o tym też dużo nie myślę ale jednak czasem ta myśl do głowy wpada i drąży... nie wiem na ile jasno się wyraziłam z tym o co mi chodzi (tak wiem interpunkcja u mnie kuleje), ale przynajmniej jest mi lżej że się "wygadałam"
    • xuka Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 02.06.13, 11:19
      Nie chce cię niepokoić Martini, ale to wygląda na syndrom Lokatora. Tak miał właśnie bohater tego filmu Polańskiego. Wydziedziczenie i patologiczna empatia doprowadziły go do utraty własnej tożsamości i przyjęcia cudzej , co wiązało się z popadaniem w paranoję. Takie są skutki podporządkowywania i oddawania.

      Niepokojące jest poczucie winy związane z przyjściem na świat córki i chęć cięcia się w zamian za przedłużenie swoich genów. To może być depresja poporodowa.

      Czy było może tak że mama dawała ci kotleta na obiad a jak ci ślinka zaczęła cieknąc na stół to zabierała kotleta za karę i sama go jadła? BYć może powiązałaś odruch cieknącej śliny ze znikaniem kotleta i starasz się ślinę połykać.
      • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 05.06.13, 23:04
        Wow, myślę, że to zbyt daleko idąca interpretacja :) nie miałam wyrzutów za przedłużenie swoich genów, ale może faktycznie miałam jakąś namiastkę depresji poporodowej bo ciężko było mi się doprowadzić do porządku po tym wszystkim, nie wiem czy wynikało to z tego, że leczyłam kiedyś depresję, czy z burzy hormonów czy może po prostu ze zmęczenia organizmu bo poród prawie mnie zabił i to dosłownie.

        Kotletowych akcji w życiu nie miałam.

        Owa refleksja o której pisałam raczej wynika z czegoś innego. Przemyślałam to na tle różnych wydarzeń z mojego życia, przywołałam to co mówiła mi czasem terapeutka.

        Jednak zaintrygowałaś mnie tym filmem i chcę go teraz obejrzeć, rację masz jednak w jednym. Bywało w moim życiu, że byłam podporządkowana i oddawałam się w całości, bywałam uległa.
    • mskaiq Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 08.06.13, 21:13
      Czy po depresji nie pojawił się lęk, który podważa Twoją miłość ? Mam wrażenie
      że piszesz o tym że boisz się kochać.
      Tam gdzieś w Tobie może tkwić lęk, że możesz stracić miłość, że możesz być
      odrzucona, że nie podołasz, ze ktoś albo coś może zabrać Ci miłość. Może się to
      wiązać z zaufaniem do siebie, ludzi, bliskich i do miłości.
      Czy tego lęku nie było zawsze z Tobą ? Czy to nie on spowodował Twoją depresje ?
      On nadal jest i nie da się go pozbyć, można jednak równoważyć jego działanie,
      właśnie zaufaniem do miłości, że ona jest w stanie Cię obronić, ze będąc z nią
      jesteś bezpieczna.
      Pozdrawiam serdecznie


      • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 11.06.13, 09:22
        Witaj Mskaiq,

        masz sporo racji, całe swoje życie głęboko wierzyłam w miłość, nadal wierzę, jednak przed depresją miałam trochę skrzywione chyba pojęcie miłości, może nie widziałam wszystkich jej odmian i barw. Wydarzenia tuż przed depresją, ona sama i wydarzenia po niej, przewróciły moje życie do góry nogami, ale wniosło to wiele pozytywnych zmian.
        Najważniejsze że owy strach został pokonany, kocham i przyznaję się do tej miłości ale ten lęk gdzieś żyje we mnie i być może, jeśli zdecyduję się jeszcze kiedyś na kolejne dziecko, być może powróci z nim, ale minie jak i wtedy minął bo przecież nikt nie może mi odebrać miłości...
        • mskaiq Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 11.06.13, 12:16
          Myślę, że to nie chodzi o pokonanie strachu, bo takie pokonanie często
          powoduje utratę świadomości istnienia strachu. To przynosi najwięcej
          problemów.
          Czy nie najlepszym rozwiązaniem jest być świadomym lęku i w ten
          sposób mieć nad nim kontrolę ?
          Podobnie ważną sprawa jest być świadomym własnej miłości bo i ona
          często potrafi przynosić szkodę. Miłość to najpiękniejsza rzecz, ale tylko
          wtedy kiedy nie szkodzi ani nam ani tych, których się kocha.
          Pozdrawiam serdecznie.
    • kajoor Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 09.06.13, 14:17
      hej Martini-7

      Powiedz czy podczas tych wydarzeń, które opisujesz brałaś jakieś leki antydepresyjne? Bo one też potrafią w niektórych przypadkach stłumić uczucie miłości do bliskich, ulubionych zwierząt itp.
      • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 11.06.13, 09:13
        hej kajoor,

        nie brałam wówczas leków, jedyne leki jakie brałam to na początku terapii jeszcze przed ciążą, jednak nawet wtedy nie wybrałam całej dawki, dostałam receptę na dwa opakowania, grzecznie je wykupiłam, a wzięłam tylko parę tabletek z pierwszego opakowania i odstawiłam je sama, naturalnie poinformowałam o tym terapeutkę uzasadniając, że nie chcę w ten sposób pomagać sobie, że chcę przebrnąć przez to na "trzeźwo". Zgodziła się na takie rozwiązanie, widać przy moim przypadku nie były takie konieczne. Chyba.
    • zoliborski_goral Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 11.06.13, 19:36
      To co opisujesz też pasuje do mojego rozumienia problemów afektywnych. Człowiek jest zbyt reaktywny, reaguje zbyt gwałtownie i boi sie tych reakcji bo traci nad nimi kontrolę. Dlatego właśnie starasz się nie poddawać tym emocjom - czyli się do nich "nie przyznajesz". To nic złego oczywiście, dopiero jak zaczynasz się o coś oskarżać zaczyna także powstawać błędne koło wzmocnienia tych pretensji do siebie i napięcia. Zgódź się że masz uczucia i zaaprobuj się że nie chcesz stracić nad nimi kontroli. Bądź po prostu dla siebie wyrozumiała (jako i ja się staram dla siebie). To pierwsze przykazanie.
      • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 16.07.13, 22:33
        przepraszam, że dopiero teraz ale jednak odpisuję ;)
        zoliborski_goral przeczytałam co napisałeś i prawda Twych słów uderzyła mnie w pewien sposób, nie wiem, czy w 100% się pod tym mogę podpisać jeśli chodzi i kontrolę, coś w tym jest ale nie do końca, jednak to co piszesz o błędnym kole, po prostu mistrzostwo! czasem w nie wpadam. Być wyrozumiałą dla siebie, chyba jestem czasem aż za bardzo, albo udaję sama przed sobą że jestem, jakiś czas temu, moja matka, osoba która miała wpływ na moją depresję (chciała dla mnie w życiu dobrze, nie zawsze jednak wychodziło) powiedziała że za dużo od siebie wymagam, może to prawda, może trzeba po prostu być człowiekiem z całym dobrem tego inwentarza....
        • lucyna_n Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 17.07.13, 22:41
          widzę że nadal nie pozwalasz sobie na żadną słabość, chcesz wyszlifować swoją psychikę tak żeby żadna rysa na niej nie została, a tak się nie da, trzeba wygładzać to co rani a nie próbować wyszlifować z umysłu rowniutką okrąglą kulkę która nigdy nigdzie nie będzie uwierała.
          Popełnianie błędów, słabości, wady, to wszystko czyni człowieka jako tako znośnym. Ludzie bez wad są naprawdę okropni.

          W kwestii lęku przed pokochaniem córki, mój kamyczek w tej dyskusji jest taki, to był lęk przed utratą, lęk że jak pokochasz to przewrotny świat zabierze, a Ty tej utraty nie przeżyjesz. Dowód na to że pokochałaś córkę od wielka miłością zanim jeszcze ją zobaczyłaś:)

          Bardzo słowiański rys charakteru, podobno na głos krytykowali nowonarodzone dziecko, że przydkie, że paskudne, żeby licho nie usłyszało i nie podmieniło:) ogólnie wogóle nie bardzo wolno było cokolwiek chwalić na głos, żeby tego nie utracić.
          Coś w tym jest bo Polki do dziś nie umieją przyjmować komplementów i jak ktoś pochwali np sukienkę to mówią "ee stara, z przeceny, grubo w niej wyglądam" to chyba z tych pogańskich wierzeń nam zostało, żeby na głos deprecjonować bo zazdrosne licho nie śpi:)
          • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 18.07.13, 09:38
            a no chyba nie pozwalam, choć staram się żyć normalnie to raz na czas jakiś przyłazi to paskudztwo do mojej głowy i starta się zniszczyć mój świat. Może taki już mój los żeby się sama z sobą borykać. Może za dużo we mnie kompleksów i tych o których wiem, i tych ukrytych, stąd w sobie często coś znajduję nie tak, a może to ja jestem normalna a świat zwariował? Tak czy owak dobrych dni więcej niż złych, żyje sobie jak każdy dopóki coś się nie przypałęta.

            Co do licha to coś w tym jest, że licho nie śpi ;) jednak jak coś ma się złego zdarzyć to i tak zdarzy, czy pochwalimy czy nie pochwalimy to, co ma być to będzie.

            Największą prawdą jaka tu padła od Ciebie jest to, że nie przeżyłabym utraty córki. To prawda. Ona i mąż to cały mój świat.
            • lucyna_n Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 18.07.13, 12:17
              dam Ci maskiańską radę, kontroluj myśli, nie pozwalaj sobie na rozmyślania, na gdybania, na wyobrażania co będzie gdyby, na przypominanie i rozkminianie sytuacji. Nie wolno. Trzeba takie myślowe potoki ucinać jak tylko się człowiek na nich zdyba.
              • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 18.07.13, 14:33
                tak, to dobra rada, dziękuję, naprawdę bardzo się staram lecz nie zawsze wychodzi... no nic, nie jestem przecież w stanie wszystkiego rozegrać jak należy i siedzieć w głowach innych by zrozumieli mój przekaz tak jakbym chciała... całe szczęście to pojawia się i znika...

                co jak co, będę się starać nadal i może kiedyś to się uda i już nie będzie takich myśli :)
                • mskaiq Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 18.07.13, 14:48
                  Czy przypadkiem nie za bardzo próbujesz kontrolować sytuacji w rodzinie ?
                  Taka kontrola wiąże się z obawami, że oni mogą nie rozumieć należycie
                  Ciebie, Twoich intencji.
                  Obawa zawsze wzmaga nieufność, po każdej stronie i wtedy tak ważna dla
                  Ciebie i dla nich miłość spychana jest na drugi plan a na pierwszym jest lęk.
                  Pozdrawiam serdecznie.
                  • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 18.07.13, 21:52
                    no i w tym sęk, że nie, nic nie staram się kontrolować, jest jak jest, wiem, że nie na wszystko mogę mieć wpływ, a sprawa nie tyczy się tylko mojej rodziny a i tak i ogólnie

                    Staram się trochę iść za tym co powiedział Marek Aureliusz "Boże, daj mi cier­pli­wość, bym po­godził się z tym, cze­go zmienić nie jes­tem w sta­nie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jed­no od dru­giego. "

                    tej mądrości może czasem mi brak, ale z godzeniem się z tym co jest poza moim wpływem idzie mi całkiem nieźle, chyba...
                    • mskaiq Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 19.07.13, 00:35
                      Często jest tak, że nie jesteśmy świadomi tego, że kontrolujemy, często jest to
                      objaw naszej troski o tych których kochamy.

                      Wierze, że można zmienić wszystko w naszym i życiu bliskich , tylko to wymaga
                      cierpliwości. Takich małych kroczków zmierzających do celów, ale przede wszystkim
                      miłości, tej bezwarunkowej.
                      Pozdrawiam serdecznie.
                      • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 19.07.13, 17:58
                        chęć kontroli gryzłaby się trochę z tym, że sama nie lubię być kontrolowana, owszem, był w życiu etap, kiedy byłam pod kontrolą, bardziej lub mniej despotyczną czy jakby to nazwać, a potem siłą rzeczy, nie znając innego zachowania przeniosło to się trochę na moje życie, ale zrozumiałam, że nie tędy droga, to raz, a dwa, nie pasowało mi to do przekonania jakie mam, że każdy ma prawo żyć tak, jak sobie wybrał, jak chce, no oczywiście pod warunkiem, że nie cierpią na tym inni, a i że on sam jest szczęśliwy, jestem raczej mało ingerująca w innych

                        Może i można zmienić wszystko, nie wiem, ja staram się nie zmieniać nic w życiu innych (no może nie zawsze), staram się czasem tylko pokazać im inną możliwość, a decyzję zostawiam im, nie walczę o zmianę bo wiem, że to nie moja walka, ja mogę wyznaczyć kierunek, ale dana osoba musi sama chcieć

                        Miłość zawsze powinna być bezwarunkowa, ponieważ wtedy dopiero chyba jest prawdziwą miłością. Kiedyś mąż mnie zapytał za co go kocham, powiedziałam, że nie wiem, po prostu kocham (choć naturalnie jest wiele rzeczy za które go kocham ale to nie wszystko). Na to samo pytanie jednak innej odpowiedzi udzieliłam pewnej znajomej (jej wymieniłam parę cech), ponieważ wiem, że mogłaby nie zrozumieć, czasem trzeba się dopasować do rozumowania kogoś by do niego dotrzeć
                        • mskaiq Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 19.07.13, 23:51
                          Takie etapy w życiu gdzie było się kontrolowanym zostawiają wzorzec relacyjny i
                          łatwo się jemu ulega.

                          Właśnie w taki sposób można zmienić jak piszesz. Chodzi o to aby ta osoba, która
                          chce się zmienić sama chciała zmiany. Trzeba jednak pokazywać alternatywy, ale
                          tak aby nie były przyjęte jako nacisk, czy chęć zmiany.

                          Miłość zwykle nie jest bezwarunkowa, częściej bywa bezwarunkowa w stosunku
                          do dzieci. Rzadko zdarza się aby porzucona kobieta czy mężczyzna kochali
                          partnera, który ich porzucił. Jest jednak coraz więcej osób, którzy potrafią kochać
                          w taki sposób.
                          Pozdrawiam serdecznie.
                          • martini-7 Re: chyba nie umiem przyznać się przed sobą do uc 20.07.13, 21:07
                            Owszem zostawiają wzorzec, ale trzeba tylko go dostrzec, zobaczyć, że się go powiela i wtedy jest to pierwszym krokiem do zmiany. Choć u mnie chęć kontroli nie była jakoś wybitnie silna, to jednak na tyle mi doskwierała, że zauważyłam ją i to było początkiem zmian.

                            To prawda, że porzuceni ludzie często przestają kochać, ale sądzę, że nie wynika to z tego, że wcześniej miłość była warunkowa, a z tego, że ból jaki przeżywają zagłusza tę miłość. Łatwiej czasem im się jej wyrzec niż cierpieć.

                            Sama jestem po dość długim związku zakończonym rozstaniem zainicjowanym przeze mnie. Cały czas myślałam, że to co łączy mnie i mojego ówczesnego partnera wówczas, to miłość. Owszem może i była to miłość, ale bardziej oparta na młodzieńczym pragnieniu kochania, na zauroczeniu, przyjaźni i przywiązaniu. Po rozstaniu choć było z mojej winy, przeżywałam złość, gdyż zobaczyłam swoje błędne rozumowanie i całą stertę innych odczuć o których zresztą wiesz. Dziś choć nie czuję do niego miłości to czuję szacunek. Może podobnie jest z porzuconymi? muszę wylać swoje negatywne odczucia, przepracować je, a potem dopiero na "trzeźwo" spojrzeć na sprawę i wówczas zobaczyć czy nadal kochają czy im przeszło. Nie wiem, jest jakby trochę poza moim doświadczeniem, mogę tylko gdybać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja