Na początek: przestać bać się nie bać. Pytanie jak

09.07.13, 18:34
to przeprowadzić? Myslę że korzystając z wyobraźni. Trzeba sobie taki stan po prostu chocby krótko ale systematycznie wyobrażać.
    • tlenoterapia Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 09.07.13, 22:17
      Słusznie.
      Wyobraźnia jest zwykle prekursorem wszystkiego co robimy po za odruchami. Zanim przejdzie się po kładce nad przepaścią najpierw to sobie trzeba wyobrazić tak samo z przejściem przez ulice, dotarciem do sklepu.
      Równie dobrze można sobie wyobrażać strach jak i odwagę ale emocje są strasznie trudne do kontroli.
      • zoliborski_goral Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 11.07.13, 07:31
        Coraz bardziej przekonuję się do tego typu psychogimnastyki. Jak to powiedział Jezus? Wyobraźnia góry przenosi. A przynajmniej powinien powiedzieć.
        • tlenoterapia Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 13.07.13, 17:21
          Wiara tez ma moc, zwłaszcza razem z wyobraźnia.
          Najpierw trzeba było sobie wyobrazić, ze jest synem Boga, a potem w to uwierzyć.
    • mskaiq Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 14.07.13, 03:39
      Aby przestać się bać trzeba przeżyć strach do samego końca i zobaczyć,
      że go nie ma.
      Zupełnie nie rozumiem co chcesz sobie wyobrażać.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • tlenoterapia Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 14.07.13, 14:12
        jest strach inaczej by tego slowa nie wymyslono.Zupelnie nie rozumiem co oznacza przerzyc strach do konca.Plynie do ciebie rekin i co strach znika jak cie zje?
        • mskaiq Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 14.07.13, 15:27
          Przeżyć strach do końca to zrobić to co wywołuje ten strach. Np. pojechać
          tramwajem kiedy ktoś boi się jazdy tramwajem, albo pójść do dentysty
          kiedy to wywołuje strach.
          Znam osoby które polubiły jazdę tramwajem. nie znam za to osób, które lubią
          chodzić do dentysty, ale chodzą.

          Jeśli chodzi o rekina to ludzie korzystają z plaż, nurkują, pływają na deskach. Prawdopodobieństwo zjedzenia przez rekina jest wielokrotnie mniejsze niż
          bycia napadniętym, czy wypadku kiedy wychodzi się z domu po gazetę.
          Pozdrawiam serdecznie.

          • zoliborski_goral Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 14.07.13, 22:29
            "Przeżywanie strachu do końca" może zadziałać jeśli zmieni twoje schematy , nazywa się to desentyzacją jeśli ćwiczymy to regularnie ale raczej nie zadziała bo zazwyczaj schematów nie zmienia przy jednorazowych ekspozycjach. Może natomiast nasz lęk wzmocnić. I wiedzę co lęk wywołuje też z reguły mamy, to nie tajemnica. To co naprawdę nas zmienia to zmiana naszych reakcji emocjonalnych. Może to dotyczyć równie dobrze obniżenia nastroju.
            • mskaiq Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 15.07.13, 11:57
              Technika desentyzacji to coś innego. Polega ona na zastępowaniu reakcji lękowych
              reakcjami relaksu i odprężenia.
              Przezywanie strachu do końca pochodzi z Gestaltu. Przeżycie lęku do końca nie
              jest łatwe. Nie znam przypadku przeżycia do końca lęku przez osobę bojąca się
              bez pomocy drugiej osoby i tylko kiedy istniała bardzo silna motywacja, aby
              dokonać takiej próby.
              Te przypadki, które znam kończyły się pozbyciem się lęku. Przy drugiej próbie
              nie była już potrzebna obecność drugiej osoby, ale ciągle konieczna była bardzo
              silna motywacja do podjęcia nowej próby.
              Po którymś tam razie problem z lękiem znikał i pojawiała się satysfakcja i
              przyjemność.
              Pozdrawiam serdecznie.
            • tlenoterapia Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 15.07.13, 13:30
              Mam poczucie,ze każdy ma na myśli inny lęk.

              Lęki są różne - inny jest u nerwicowca,inny u psychotyka,inny w depresji ,fobii, inny jest lęk paniczny,inny w agorafobii, a jeszcze inny przed rekinem.

              Nie uogólniała bym lęku do jakiegoś jednego aspektu jak mskaiq - bardzo ryzykownie zabrzmiała recepta na na pozbycie się lęku. Ekspozycja ma wąskie zastosowanie nie jest receptą na wszystkie rodzaje lęków.


              >To co naprawdę nas zmienia to zmiana naszych reakcji emocjonalnych. Może to
              > dotyczyć równie dobrze obniżenia nastroju.

              A reakcje emocjonalne jak się zmienia?

              Najłatwiej jednak z tego wszystkiego zmienić zachowanie - wyobrazić sobie konsekwencje takiej czy innej reakcji.
              • mskaiq Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 17.07.13, 05:48
                Lęk jest uczuciem i trudno mówić o różnych lękach. Mogą być inne przyczyny
                leku ale uczucie jest to samo.
                Lęk dzieli się pod względem jego siły. Za najsilniejszy lęk uważa się lęk przed
                unicestwieniem. Jest to lek schizofrenika, który nie stosuje żadnych
                mechanizmów obronnych.
                Następny lęk co do siły to lek separacyjny. Jest to lek osoby borderline.
                Następny lek to lęk przed superego, jest to lek neurotyczny.
                Tak to dzieli podejście psychodynamiczne.

                Metoda, która opisałem jest dla ludzi, dla których dostępna jest motywacja,
                czyli wysoko na szczeblu rozwojowym.
                Dla schizofrenika, czy osoby borderline motywacja może nie być dostępna.

                W wielu wypadkach można redukować lęk przez zmianę wzorców zachowania
                i relacyjnych.
                To powolna metoda psychoterapii, często wzmacniana przez rozsądną
                bioenergoterapię.
                Pozdrawiam serdecznie.
                • tlenoterapia Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 19.07.13, 23:47
                  mskaiq napisał:
                  Metoda, która opisałem jest dla ludzi, dla których dostępna jest motywacja,
                  czyli wysoko na szczeblu rozwojowym.

                  Zejsc z tego szczebla mskaiq.
                  Lęki są rożne i nie da sie porównać lęku gdy atakuje rekin z lękiem np.egzystencjalnym ,tylko przy pomocy natężenia. Uczucie jest całkiem inne gdy ci ktoś nogę odgryza.


                  "Na szczęście organizm ludzki jest tak wspaniały, że wytrzyma prawie każde leczenie."
          • mouse13 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 01.08.13, 23:13
            Jak mam przeżyć do końca lęk przed tym że obudzę się w grobie? obecnie jestem na lekach i nie boję się tej sytuacji, jednak miałam takie okresy że ten lęk dominował mnie zupełnie i myślałam tylko o tym czy i kiedy spełni się ta koszmarna wizja. Czy mam pozwolić zakopać się pod ziemią a potem wydostać o własnych siłach żeby przestać się bać? Przecież to absurd.
    • martini-7 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 16.07.13, 22:37
      Wyobraźnia to cudowne narzędzie do wizualizacji, jednak poza nią, trzeba stanąć samemu ze sobą prosto w twarz i przykazać sobie wprowadzić to w czyn, każdego dnia kroczek do przodu, aż któregoś dnia stanie się to tak naturalne jak oddech, powodzenia :)
      • armia12xxxx Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 17.07.13, 20:08
        Mam na imię Artur i urodziłem się w 1977 roku w Krakowie. W tekście tym staram się opisać najważniejsze fakty ze swego życia, związane z chorobą określaną jako zespół Klinefeltera.

        Początkowo moje dzieciństwo upływało bezproblemowo. Jak pamiętam, niczym szczególnym nie wyróżniałem się spośród rówieśników. Chyba raz usłyszałem za plecami od jakiejś ciotki, że „Arturek taki nieśmiały”. Aha! W wieku sześciu lub siedmiu lat, lekarz pediatra polecił żebym zaczął ćwiczyć, bo mam „okrągłe plecy”. W tym celu rodzice zakupili ekspander. Chodziłem też z kijem trzymanym za plecami. Trudno mi oceniać czy poprawiłem tym sobie sylwetkę.
        Około trzy lata później , pamiętam gorące lato, graliśmy w piłkę bez koszulek, kolega w pewnym momencie stwierdził, że mam jakieś dziwne sutki. W pierwszym momencie nie zrozumiałem o co mu chodzi. Kiedy wróciłem do domu stanąłem przed lustrem i przyjrzałem się swoim piersiom. Zauważyłem, że moje brodawki są jakby większe i bardziej wypukłe od tych, które mają koledzy. Przypominają te dziewczynek, moich rówieśniczek. Nie byłem przerażony, ale pamiętam, że trochę się zaniepokoiłem. Postanowiłem poczekać co będzie działo się dalej, nawet na jakiś czas zapomniałem o tej „anomalii”. Nie miałem też zamiaru poskarżyć się rodzicom, którzy nie zwracali na to uwagi. W tym czasie miałem kolegę, który był bardzo otyły i jego sutki były trochę większe od moich. Nawet otrzymał przezwisko „Cycek” i bardzo mu dokuczano. W sumie było to korzystne dla mnie, bo główną uwagę skupiano na tym nieszczęśniku. Póki co miałem spokój.

        Jako dziecko nie mogłem zdawać sobie sprawy, że to był początek objawów Zespołu Klinefeltera. Ubzdurałem sobie, że to co się dzieje z moimi sutkami jest wynikiem rozciągania sprężyn (ekspanderów). Skoro tak, to postanowiłem zaniechać dalszych ćwiczeń, wierząc naiwnie, że wszystko wróci do normy.
        Przyznaję też, że w tym czasie byłem pod silnym wpływem wiary katolickiej. Uczęszczałem na katechezy, gdzie uświadamiano mnie, że Pan Bóg decyduje i wszystko dzieje się za jego wolą. Odnosząc to do mojego problemu, pomyślałem, że ta zasada ma tutaj też zastosowanie. Zacząłem się żarliwie modlić o przywrócenie normalnego wyglądu klatki piersiowej, by nie upodabniała się do kobiecej.
        Raz matka zwróciła uwagę i zażartowała mówiąc, że będzie mi musiała sprezentować biustonosz. Nie zareagowałem, a ona nie ciągnęła tematu. Kiedy chodziła ze mną do lekarza, nigdy nie zapytała o moją ginekomastię. Lekarze też nie widzieli problemu. Może myśleli, że to stan przejściowy okresu dojrzewania. Jedyny raz w szkole podczas badań kontrolnych lekarka zapytała mnie czy zażywam jakieś lekarstwa, odpowiedziałem, że nie i na tym się zakończyło.

        Jedno co zafascynowało moich bliskich to mój ponadprzeciętny wzrost jak na swój wiek. W ich mniemaniu był to raczej powód do dumy, a nie sygnał, że coś się ze mną dzieje niedobrego.

        Mając 14, może 15 lat, zacząłem zauważać, że moja budowa ciała znacznie się różni od rówieśników: nogi i ręce są smuklejsze, mięśnie słabo zaznaczone, na brzuchu sadełko, no i oczywiście coraz większe piersi. Niechęć do samego siebie narastała. Swoją inność starałem się ukrywać, ponieważ bolały mnie kąśliwe komentarze i zaczepki, które od czasu do czasu mogłem usłyszeć pod swoim adresem. Zrezygnowałem z noszenia T-shirtów, które jak wiadomo podkreślają sylwetkę, na rzecz bardziej luźnych koszul i strojów. Duże problemy miałem na lekcjach wychowania fizycznego, kiedy wymagano ode mnie zdolności siłowych, byłem wtedy bez szans. Wyjątkowo traumatyczne były dla mnie sytuacje, gdy musiałem zdjąć koszulę. Było dużo śmiechu i ironicznych docinek. Niektórzy zaczęli mówić, że jestem baba.

        Do 15-go roku życia nie zwracałem uwagi na swoje genitalia. Nie byłem świadomy swej seksualności. Nie interesowałem się płcią przeciwną. Coraz bardziej wstydziłem się kontaktów z innymi, pogłębiała się moja nieśmiałość.

        Szokiem była dla mnie sytuacja, gdy w szkolnej toalecie zobaczyłem penisa i jądra kolegi. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś takim. Był dwa razy większy od mojego, jego moszna również. Wtedy tak naprawdę jeszcze nie wiedziałem po co są jądra, a o penisie wiedziałem, że służy tylko do oddawania moczu. Cały czas koncentrowałem się na swoich dziwnych piersiach. Na lekcjach biologii były tematy o dojrzewaniu, więc pomyślałem, że może w moim przypadku ma miejsce pewne przesunięcie w czasie tych spraw.

        W szkole średniej zacząłem się utwierdzać, że jestem do niczego. Coraz gorzej szła mi nauka. Owszem byłem w stanie nauczyć się materiału, ale wymagało to poświęcenia znacznie większej ilości czasu. Zacząłem w ten sposób mocno ograniczać kontakty z otoczeniem. Koleżanki szkolne orientowały się, że ze mną coś nie tak. Przekonania, że jestem inny nabierałem na lekcjach wf-u. Miałem okazję obserwować rozebranych rówieśników w szatni. Widziałem ich ciała i rozwinięte narządy płciowe. Zadawałem sobie pytanie, dlaczego właśnie mnie to spotkało? Drugiego takiego nie spotkałem i nigdy nie słyszałem o takim przypadku. Pojawiły się silne wahania nastroju. Łudziłem się, że może jeszcze coś się odblokuje w moim organizmie i wszystko wróci do normy. Nie myślałem wtedy żeby pójść po prostu do lekarza i przedstawić mu swój problem. Nie miałem odwagi, nie potrafiłem sobie tego wyobrazić, byłem zamknięty w sobie.
        Sex był dla mnie pojęciem całkowicie obcym. Do 16 roku życia nie miałem wytrysku, pojawiające się wzwody były dla mnie czymś nie zrozumiałym. Pierwszy wytrysk miałem podczas kąpieli. Nie wiedziałem co się stało. Masturbacja nie sprawiała mi większej przyjemności. Miałem stulejkę i manipulowanie członkiem powodowało ból.

        Jak każdy młodzieniec stawiłem się na wezwanie WKU. Lekarz z komisji powiedział żebym się nie przejmował, że wszystko jest w porządku i będzie jeszcze ze mnie chłop jak dąb. Otrzymałem kategorię A1.

        Pod koniec liceum cierpiałem na różne dolegliwości somatyczne. Miałem dużą absencję. Lekarz stwierdził nerwicę i początki depresji. Miałem podwyższone ciśnienie krwi, kilkakrotnie dostałem ataku drgawek, zaburzenia żołądkowo - jelitowe stały się normą, dokuczały bóle głowy. Otrzymałem skierowanie do szpitala pod kątem nadciśnienia. Pobyt trwał dwa tygodnie. Raz na obchodzie pan doktor zaglądnął do moich spodenek, dotykał jąderek, ale nic nie powiedział. Na wypisie zalecenie – konsultacja w poradni nefrologicznej. Pamiętam, że lekarka tam przyjmująca była w stosunku do mnie bardzo nieprzyjemna. Kazała się rozebrać i po chwili zapytała, czy byłem już z dziewczyną? Odpowiedziałem twierdząco, co nie było prawdą. Obejrzała moje ciało, krytykując przy tym budowę – mizerne umięśnienie. Wyznaczyła termin kolejnej wizyty. Stchórzyłem i nie przyszedłem.

        Dzięki wcześniejszemu wypisowi ze szpitala, w którym rozpoznano u mnie nadciśnienie, wybroniłem się od wojska. Zmieniono mi kategorię na D i uznano za niezdolnego do służby wojskowej w czasie pokoju. To był prawdziwy zysk. Wyobrażam sobie co by tam ze mnie zrobiono.

        Miałem już skończone 20 lat. Od dłuższego czasu stosowałem sztukę kamuflażu. Zrezygnowałem z tak prozaicznych czynności spędzania czasu jak opalanie, czy chodzenie na basen. Były problemy ze znalezieniem pracy. Moja wydolność fizyczna była niewielka, więc na robola się nie nadawałem. Przez dłuższy czas wykonywałem prace dorywcze, nie mogąc znaleźć stałego zajęcia. Korzystałem z porad psychologa, który ocenił, że mam jakieś problemy emocjonalne.

        Doszedłem do wniosku, że mam obniżone libido. Nie odczuwałem wielkiej potrzeby uprawiania seksu. Poznałem jednak starszą kobietę z odzysku z którą kilka lat zamieszkiwałem. To co nas związało ze sobą, nie można nazwać uczuciem, to była potrzeba stworzenia pozorów normalności ze względu na presję otoczenia. Ona miała skłonności lesbijskie i czasowy układ ze mną jej odpowiadał. Próbowałem jeszcze kilkakrotnie związać się z kimś, ale nic z tego nie wychodziło. Gdybym miał określić swoje preferencje, powiedzi
    • mouse13 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 20.07.13, 22:07
      Jedyną reakcją jaką miałam na różne sytuacje był strach, kiedy nie wchodziłam w interakcje z otoczeniem wyobrażałam sobie straszne sytuacje i też się bałam. Zauważyłam że przed każdym wyobrażeniem budzącym lęk najpierw pojawiał się impuls w ciele który kumulował się gdzieś w potylicy. Nie wiem czy wysiłek woli i wyobraźni dałby radę powstrzymać takie lękowe nastawienie. Od kiedy jadę na sertralinie i hydroksyzynie nie raguję już lękiem, nie mam strasznych wyobrażeń. Może to nierównowaga w biochemii powoduje te stany lękowe, może leki zlikwidowały ich przyczynę. Kiedy nie brałam leków moje życie było skoncentrowane na lęku a teraz czasem śmieję się w nos temu demonowi i czuję ogromną ulgę.
    • zoliborski_goral Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 20.07.13, 22:55
      Zauważyłem że jeśli stosować te techniki w miarę regularnie to nie wymagają żadnej specjalnej spinki. Po prostu wystarcza jeśli regularnie wyobrazimy sobie np. siebie jako osobę zadowoloną zupełnie bez powodu i przyczyny.
      • mouse13 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 20.07.13, 23:06
        Odbiegając od tematu. Ktoś zadowolony bez powodu i przyczyny to chyba ideał do którego dążymy.
        • zoliborski_goral Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 21.07.13, 08:30
          Dokładnie. Przeciwieństwem głupiego smutku bez powodu będzie głupie zadowolenie, także bez powodu.
          • mskaiq Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 22.07.13, 09:20
            Razem z tym pozytywnym nastawieniem idzie również uśmiech. To uśmiech
            zrozumienia i akceptacji. Bardzo pomaga okazywać zadowolenie.
            Ludzie często reagują na takich ludzi uśmiechem i akceptacją.
            Od 10 lat, a może i dłużej stosuje uśmiech i okazywanie zadowolenia. To
            bardzo pomaga.
            Pozdrawiam serdecznie.
          • mouse13 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 01.08.13, 23:31
            Dlaczego głupie zadowolenie ???? Od kiedy jestem zadowolona otrzymuję więcej sympatii i chęci utrzymywania kontaktu ze mną. Głupota i poczucie szczęścia to jednak dwie różne sprawy.
            • malwi.4 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 02.08.13, 00:33
              wczoraj doszłam do podobnych wniosków:)

              to znaczy - jak ważne jest zadowolenie, jaki pozytywny efekt może dać

              poczuć zadowolenie to krok w sumie nie trudny, bo zadowolenie można czerpać choćby z obserwacji zjawisk przyrody: deszczu, burzy, tęczy, wschodu słońca

              człowiek zadowolony, to człowiek który widzi świat w jasnych barwach, a tym światem jest też on sam, więc i siebie postrzega jak najbardziej pozytywnie - zadowolenie podnosi jego samoocenę, pomaga mu zaakceptować siebie

              chyba będę tu zaglądać
    • olga_w_ogrodzie Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 24.07.13, 18:51
      zoliborski_goral napisał:

      > to przeprowadzić? Myslę że korzystając z wyobraźni. Trzeba sobie taki stan po p
      > rostu chocby krótko ale systematycznie wyobrażać.

      pomaga też skupianie się na celu.
      czy celem jest banie się i myślenie o tym, że np. tłum ludzi w tramwaju,
      a tu trzeba dojechać na badania do szpitala, gdzie też tłum ludzi i sterta pytań lekarzy ?
      czy też celem jest wykonanie tych badań, wyniki, leczenie.
      gdy się skupia na myśleniu o faktycznym celu,
      to lęki okołocelowe często bardzo można znacznie zmniejszyć.
      • zoliborski_goral Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 25.07.13, 09:08
        Słusznie. Ale to skupianie się na celu to właśnie odmiana wyobraźni.
        • olga_w_ogrodzie Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 25.07.13, 15:40
          jak najbardziej.
          wyobrażam sobie cel, jego realizację, zadowolenie potem.
          • zoliborski_goral Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 28.07.13, 08:51
            Zauważ jednak że zaczyna się ciekawie gdy celem jest właśnie zadowolenie samo w sobie...
            • mouse13 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 01.08.13, 22:55
              No dobrze. Powiedz czy Twoje metody przyniosły jakieś rezultaty i ile czasu na nie poświęciłeś? Ja użerałam się z lękiem od małego dziecka, a teraz stawiam mu czoła w najbardziej stresujących sytuacjach i umiem go wykopać za drzwi a potem spać spokojnie.
    • o0.oo Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 30.07.13, 21:02
      Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem stanów lękowych czy depresyjnych jest warunkowanie we wczesnych latach życia czyli że remedium na to byłoby przewarunkowanie.
    • aa_propos Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 31.07.13, 08:05
      Po zastanowieniu myslę że błąd leży w głebokim przekonaniu u neurotyka że słusznie się sam katuje, słusznie sie boi i słusznie rzęzi w depresji.
      • mskaiq Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 31.07.13, 12:43
        Neurotyk boi się kochać i w tej sytuacji pozostaje mu tylko uczucie zagrożenia,
        które nieustannie przeżywa.
        Pozdrawiam serdecznie.
      • mouse13 Re: Na początek: przestać bać się nie bać. Pytani 01.08.13, 23:23
        Tia. Samoukaranie i poczucie winy nawet za zło które wyrządzili nam inni
Pełna wersja