moja rodzina mój krzyż?

21.07.13, 18:32
znowu będę się uzewnętrzniać, jest ostatnio u mnie słabiej, a teraz będę pisać aby rozładować emocje i mieć poczucie, że może jednak rozmawiam o tym z kimś emocjonalnie neutralnym....

Moja rodzina, oni próbują mnie wykończyć. Wychowałam się w domu w którym okazywanie uczuć nie było mocną stroną. Częste napięte sytuacje, walka na każdy możliwy sposób, wszystkie chwyty dozwolone. Wymagająca matka z wygórowanymi oczekiwaniami wobec małżonka i dzieci. Pijący małżonek bo jak dziś twierdzi nie umiał sobie z tym poradzić. Patologia to może nie była, ale.... ech, każdy z nas został zraniony. Ja jestem po terapii, siostra iść na nią powinna a nie chce, mama która trochę odpuściła, zmieniła się na plus, ale nadal w świecie osamotnionych, niespełnionych marzeń, choć mówi, że jest jej dobrze, no i ojciec, który uważa, że to jego otoczenie i małżeństwo winne są tego, że pił, że hazard, może po trosze miał rację, ale kiedy dostawał szansę to je marnował...

Jestem po "spotkaniu rodzinnym" z ojcem właśnie, on nie wie, że jestem po depresji, po leczeniu. Dziś słuchałam jak to jego życie wyglądało, że jak się ożenił zaczął pić i palić i w ogóle on się starał a moja matka go niszczyła. Kiedy zapytałam a gdzie jego wina leży, przecież do tanga trzeba dwojga, to coś tam napomniał i wrócił do tego jak niszczyło go małżeństwo i że to on o nie walczył. Nie wytrzymałam, powiedziałam mu, że ja z dzieciństwa pamiętam jego chlanie, pamiętam wstyd przed znajomymi, pamiętam awantury i owszem pamiętam też błędy matki, ale pamiętam też jak ona wyciągała rękę a on jak poczuł że ma dobrze to zaczynał pić. I że nie pozwolę by on, czy ona uczyli mnie jak żyć w małżeństwie bo sami tego nie umieją a moje małżeństwo ma się dobrze i chcę aby tak zostało.
Pogadaliśmy trochę jeszcze mówiłam co mnie przeszkadzało w nim, on żalił się na swoją przeszłość, usłyszałam, że czasem słowa bolą bardziej niż cios. Nie wiem czy tyczyło się to mnie, czy tego co nie raz od mojej matki usłyszał ale teraz mam wyrzuty, za to, że pozwoliłam sobie na wytykanie mu błędów, ten człowiek i tak krąży ciągle wokół swoich filozofii. Staram się nie dawać wciągać w ich emocjonalne gierki być obok.... nie chce brać niczyjej strony, chcę żyć wolna od koszmaru jaki się uwolnił w czasie depresji, a oni czasem mnie w to ciągną. Rozumiem, że jestem ich rodziną, że powinnam wysłuchać, ale na litość Boską, oni wszyscy powinni rządkiem iść do psychiatry!!!

Siedzę teraz w domu i rozkminiam członków swojej rodziny, kocham wszystkich, ale męczą mnie ich problemy i zagrania. Siostra ma manię kontrolowania ojca, matki świata wręcz, mama odpuściła, ale nadal walczy z siostrą, ojciec, twierdzi że zmądrzał ale to co do mnie dociera to mam wątpliwości....

Ze stresu plecy mnie bolą, mięśnie mam napięte że kołki można ciosać na nich.... dlaczego mnie się udało zobaczyć problem w swoim życiu, zawalczyć coś z tym zrobić, chcieć żyć inaczej,a oni? Staram się to od siebie odsuwać, stąd też u mnie pewna oziębłość emocjonalna, strach przed uczuciami, zaangażowaniem w ich życie, nie chcę być złą córką czy siostrą ale nie chcę też niszczyć swojego życia, swojego małżeństwa borykając się z ich problemami, rozmyślając nad nimi. Proponowałam im terapię, nikt nie skorzystał.
    • neffi79 Re: moja rodzina mój krzyż? 09.10.13, 21:47
      dokładnie rozumiem co czujesz. Twój ojciec jest chory. Ty powinnaś się zająć wyłącznie sobą. zostawić ich w spokoju, nie namawiać na leczenie, człowiek musi sam chcieć.
      Jesteś zraniona przez dzieciństwo ale to przeszłośc, to już było. Musisz życ tym co jest teraz.
      Mieszkasz blisko nich? Widujecie się często?
    • lucyna_n Re: moja rodzina mój krzyż? 09.10.13, 22:10
      odetnij pępowinę, oni bez ciebie doskonale sobie poradzą, ty z nimi już niekoniecznie.
    • tylkojezusnaszympansem Re: moja rodzina mój krzyż? 09.10.13, 23:08
      To nie tu leżą problemy. Życie idzie naprzód, te sprawy są gdzieś daleko. Fakt że Cię ukształtowały ale za zycie trzeba się brać tu i teraz a nie tam i gdzieś. To gonienie w piętkę.
    • onebrief Re: moja rodzina mój krzyż? 09.10.13, 23:51
      serdecznie zachęcam, żeby przeczytać w całości:
      wreszciezyc.files.wordpress.com/2012/03/wolni-od-niemocy.pdf
      • neffi79 Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 08:53
        Super, warto przeczytać.

        Dodam jeszcze, że jesteś od nich uzależniona psychicznie, to jak nałóg, dlatego też pod tym kątem musisz się leczyć.
        • zoliborski_goral Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 09:41
          Ja osobiscie mam zdrowy odruch wymiotny na wszelkie formy pomagania religią ( nie tylko katolicyzmem ale ten u nas ma najwięcej za uszami) czy religijnością w szczególności. Jest teraz w Polsce jakiś okres kontrreformacji który chyba się za chwilę zakończy w związku z ogłaszanymi kolejnymi aferami pedofilskimi czy szerzej obyczajowymi które już mi się mylą a które wyraźnie pokazują degenerację pewnej części tej grupy czarowników. Komentarz Michalika że to dzieci rozwodników nęcą swoimi tyłeczkami Mężów Świętych oddaje sposób ich myślenia i był tylko przyklepaniem łopatą tego śmierdzącego problemu...Ale jeśli komuś pomaga to tylko pogratulować. Jakby mi pomagało to na pewno też bym terroryzował swoją dewocją wszystkich dookoła.
          • neffi79 Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 10:08
            ale chyba nie o tym mowa w wątku, nieprawdaż? Aż tak boli Cie ten temat to udaj się do forum tematycznego związanego z religią i tam oświecaj innych swoimi poglądami.

            W leczeniu zaburzeń typu depresja liczy się skuteczność "leku". Jeśli w tym wypadku pomoże komuś odwołanie się do religii to bingo! Liczy się dobry skutek prawda??
            I żaden Michalik i szajka pedofili nie ma tu nic do rzeczy.
            • neffi79 Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 10:09
              zresztą jesli ktoś wierzy w Boga o wierzy w Boga a nie w Michalika czy innego księdza
              • zoliborski_goral Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 10:39
                Zaraz, bo mi się kićka Twoja logika: wysyłasz mnie na jakieś inne forum religijne żeby na tym można spokojnie było omówić korzyści płynące z religii w walce z depresją? Tak ma to zrozumieć?
                • neffi79 Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 10:47
                  ale to Ty się zagalopowałeś. Taki długi post i nic o leczeniu depresji. Same rewelacje nt. syt. w kościele. Ale co to ma do rzeczy??? Bo nie jarze
                  • zoliborski_goral Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 11:43
                    Czyli mogę zostać...Patrzę po prostu po propozycjach terapii. Jeden ze swoją książką Zdrowie leczy wszystko lewatywą a drugi modlitwą. Dziwne, ale w końcu obydwie terapie zaczynają dotyczyć tych samych partii ciała....
                    • neffi79 Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 12:56
                      Nietolerancyjny jesteś. Jeden modlitwą, inny medytacją a inny lewatywą. Racja. Ważny Cel - wyzdrowienie. Cel uświęca środki.
                      Pomimo to widzę, ze masz niewiele do powiedzenia w temacie.
                      • zoliborski_goral Re: moja rodzina mój krzyż? 10.10.13, 13:27
                        Nie jestem nietolerancyjny, zachęcam do usilnych prób. Ale lewatywę stosował pewien mój znajomy i niestety rozczarował się srodze. Co do modlitwy, może być diabelsko skuteczna. Przypominam sobie jak Kardynał Dziwisz w czasie powodzi w Krakowie kilka lat temu dla wzmocnienia suplikacyjna wieży wawelskiej także św. Stanisława szczątki doczesne wystawił i imaginuj sobie aśćka, po kilku tygodniach wzburzone wody rzeki opadły! Skoro nad ślepym żywiołem święte członki taką władzę mieć mogą to cóż dopiero nad jakimiś humorami człeczymi !?
Pełna wersja