Tybetańska alternatywa :)

02.08.04, 00:10
Mój ojciec - zagorzały miłośnik filozofii wschodu, buddyzmu, jogi i podobnych
osobliwości, wobec moich nasilających się wciąż zaburzeń nerwicowych, powziął
decyzję o wysłaniu mnie, równolegle z leczeniem psychiatrycznym, na terapię
do... tybetańskiego lekarza. Propozycję przyjąłem sceptycznie, ale wiedząc,
że mój upór i opór na niewiele się zdadzą wobec idee fixe mojego starego,
zgodziłem się na wizytę. Wywieziono mnie autem na Żoliborz, gdzie w jednej z
willi, na tym osiedlu klasycznych "dobrych domów", mieściło się sanktuarium
owego egzotycznego znachora. Na wpół zrezygnowany, na wpół zaciekawiony
nacisnąłem dzwonek domofonu, po czym zostałem wpuszczony do małego,
niepozornego przedsionka - na przeciwległej ścianie mieściły się drzwi, jak
się później okazało, do gabinetu; po lewo wąskie, kręte schodki, którymi to
schodkami zszedł mi na powitanie... prawdziwy skośnooki, łysy
tybetański "mnich" owinięty pstrokatymi szmatami!
Zaprosił mnie do gabinetu - mrocznej, dusznej jamy obitej haftowanymi
tkaninami, wonnej kadzidłami i usłanej różnych kolorów i rozmiarów posążkami
buddy. Po środku mieściło się biurko, za którym zasiadł lama, wskazawszy mi
uprzednio miejsce naprzeciw siebie, po czym koszmarnym akcentem
zapytał: "So...what is your problem young man?". Po moim krótkim monologu
relacjonującym przebieg choroby i zespół objawów oraz rodzaje podjętego
leczenia, usłyszałem, że: "really, you don't have a big problem, you've got
to start more active life, meet people, gain new experiences, earn money or
just have fun". Oraz że: "sitting and doing nothing, thinking too much will
depress you and will make your energy go away". Po czym "mnich" wręczył mi
paczuszkę ziół wyglądających jak nieco bardziej zbite kulki Nesquick, które
należy roztłukiwać w moździerzu, zalewać gorącą wodą i pić. Smakuje
koszmarnie, gorzkie jak piołun i odbija się cały dzień. Piję ten syf już
drugi dzień, drastycznych zmian w metabolizmie ani wyglądzie nie odnotowałem:)
Będę was na bieżąco informować, jakie to cudowne zmiany ewentualnie spowodują
w moim zdrowiu i samopoczuciu owe kulki. Ale co wy o tym wszystkim myślicie?
    • rzeznia_nr_5 Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 00:13
      To powiedz ile wziął za tę porade?
      • negatywista Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 01:59
        70 zeta łącznie z ziołami (zapas na 2 tygodnie)
        • aneta10ta Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 23:15
          Za taką kasę załatwiłabym Ci miesięczną porcję siana lub zboża a może nawet
          suchego chleba, oczywiście dla konia.
          Aneta
    • gloom Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 00:14
      Mysle, ze to ciekawa historia. A relacje zdawaj koniecznie, bo latwo
      przyprawiaja geby tym metodom, a nigdy nie wiadomo, co kogo na nogi postawi.
      • pollka Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 04:25
        dziwne tylko ze mieszka w drogiej dzielnicy.Przeicez Buddyzm nie akceptuje
        materializmu.
        • aneta10ta Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 23:17
          K.k. też.
          Nie dziwi nic?
          Aneta
    • beekeeper Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 07:53
      negatywista napisał:

      > usłyszałem, że: "really, you don't have a big problem, you've got
      > to start more active life, meet people, gain new experiences, earn money or
      > just have fun". Oraz że: "sitting and doing nothing, thinking too much will
      > depress you and will make your energy go away".

      poradę podobnej treści masz u mskaiqa za darmo i z dostawą do domu, ale
      działania ziółek jestem ciekaw
    • mskaiq Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 09:20
      Zgadzam sie z tym co powiedzial Ci ten Czlowiek. Czy znasz inna lepsza
      alternatywe? Czasem czytajac to co piszesz mam wrazenie ze szukasz leku ktory
      by Cie odmienil, ale tylko Ty sam mozesz to zrobic. Nie jest latwo bo o kazda
      zmiane trzeba walczyc ze soba. probowales to robic ale za kazdym razem sie
      cofales, strach byl silniejszy.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • o0oo Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 14:13
        mskaiq napisał:

        > Zgadzam sie z tym co powiedzial Ci ten Czlowiek. Czy znasz inna lepsza
        > alternatywe? Czasem czytajac to co piszesz mam wrazenie ze szukasz leku ktory
        > by Cie odmienil, ale tylko Ty sam mozesz to zrobic. Nie jest latwo bo o kazda
        > zmiane trzeba walczyc ze soba. probowales to robic ale za kazdym razem sie
        > cofales, strach byl silniejszy.

        a ja zgadzam sie z mskiq w 100%, choc w innych sprawach zgody miedzy nami nie
        ma. lekarz moze pomoc w zalamaniu psychicznym i najciezszych objawach depresji
        nerwicowej, natomiast 90% pracy nalezy do nas. nie ma zadnych cudownych
        rozwiazan. trzeba caly czas przelamywac swoje ograniczenia i jesli jest sie
        jest przekonanym ze czegos nie jest sie w stanie zrobic, to zastanowic sie
        dlaczego sie tak mysli i zaczac to robic.
        widze na tym forum ze ludzie z nerwica, przejeli przekonanie od ludzi z
        schizofrenia ze musza koniecznie zrec leki, bo one ich uzdrowia, a jesli je
        odstawia to "choroba" wroci. nerwica nie jest "choroba" ktora nie pozwala zyc
        normalnie i trzeba zjesc leki wyzdrowiec i bedzie git, tylko zespolem
        kompleksow, ktore trzeba przezwyciezac.
        negatywisto, zeby wyjsc z nerwicy musisz po prostu zaczac zyc tak jak chcesz, i
        przelamywac sie. sa dwie drogi,ktore mozesz wybrac :
        1. rozmyslasz nad klopotami i sie corac bardziej pograzasz
        2. zyjesz tak jak chcesz, co wiaze sie z przelamywaniem poczatkowo mnostwa
        barier w sobie i z czasem jest coraz lepiej.
        • lucyna_n Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 14:27
          No tak, ale nerwicy czesto towarzyszy depresja, i moment gdzie sie konczy jedno a drugie zaczyna jest
          czesto nieuchwytny. Ja przez cale lata sobie wmawialam ze bedzie dobrze ze nic mi nie jest i ze dam
          rade bez lekarstw i co? i mylilam sie . Wpedzilam sie w ten sposob w rozliczne fobie i ugruntowalam
          rozmaite nerwicowe dolegliwosci. Nie kazdy jest taki silny zeby sam w sobie zmoc nerwice, ale
          zgadzam sie, ze jechanie na samych prochach to droga do nikad i nie ma prawa sie udac wyzdrowiec
          przy pomocy magicznej pigulki takiego czy innego koloru bo tak jak napisal o0oo i mskaiq trzeba o
          siebie walczyc i to ostro, o kazdy najmniejszy drobiazg czasami.
          pozdry dla walczacych;)
        • beekeeper Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 20:04
          pisałem wiele razy że własny wyzwalający wysiłek neurotyka jest kluczem do
          wyleczenia. nie jestem też, delikatnie mówiąc, entuzjastą farmakologicznego
          leczenia nerwicy.

          co nie zmienia faktu, że nie wierzę w moc sprawczą pewnych naiwnych zaklęć.
          • o0oo Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 23:13
            no i slusznie ze kolega nie wierzy, bo w nerwicy bardziej niz afirmacja,
            bardziej jest potrzebna krytyczna moc negacji. juz kolega wie o co chodzi.
            • beekeeper Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 23:27
              o0oo napisał:

              > w nerwicy bardziej niz afirmacja,
              > bardziej jest potrzebna krytyczna moc negacji.

              nie, potrzebne jest i jedno, i drugie (a w jakimż to splocie te sprzeczności
              pozostają to kolega już dobrze wie) - tyle ze w oparciu o rzetelną samowiedzę,
              a nie praktyki magiczno-życzeniowe.
              • o0oo Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 23:29
                pozostanmy przy roznicy zdan haha
                • beekeeper Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 23:44
                  myślałem że chodzi o coś więcej niż zwyczajową sofistykę, ale nie ciągnijmy
                  tematu haha
    • mskaiq Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 16:14
      Mysle Lucynko ze nie mialas odwagi isc dalej bez lekow, bierzesz je i wierzysz
      ze jestes pod ich ochrona a to bardzo pomaga. Ja nie jestem przeciwko lekom,
      odgrywaja czasem bardzo wazna role, dzieki temu ze wierzymy w ich moc potrafimy
      isc dalej, bez nich nie mielibysmy odwagi i wiary a to jest najgorsze.
      Wszystkie zmiany musza sie jednak zdazyc w nas, musimy przelamac nasze obowy i
      robimy to nawet wtedy kiedy czujemy sie podle i bez nadziei. To ze kazdego dnia
      wstajemy ze probujemy zyc to nasze wielkie zwyciestwo.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • laryska ale jak to zrobic ? 02.08.04, 21:32
        tiaaaa,latwo powiedziec "don't think too much" ale TO wlasnie /przynajmniej dla
        mnie/ jest do cholery najgorsza bariera nie do przeskoczenia. Juz od rana glowa
        mi prawie pęka od mysli, tworzacych siec, ktora splata wszystkie moje zdrowe
        komorki w mozgu i zasypuje setkami swidrujacych pytan, na ktore wciaz nie znam
        odpowiedzi. A wlasciwie jest to jedno pytanie.

        Nie potrafie ot tak po prostu sie WYLUZOWAC, przestac myslec!
        To sie dzieje i nic na to nie poradze.
      • lucyna_n Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 00:50
        leki lagodza mi objawy z ktorymi nijak nie daje sobie rady, to nie jest tak ze biore je i spoczywam na
        laurach szczesliwosci. Te tablety mnie wspomagaja ale nie wylecza. Ja to wiem i od poczatku
        wiedzialam, Faktem jest za dlugo to juz trwa i faktycznie nie mam odwagi sprobowac zyc bez nich bo
        automatycznie wraca lęk, jakies dziwne dolegliwosci, zaostrza sie fobia. Wiesz ze ja sie nie poddaje ale
        wyzej dupy nie podskocze. Marnie mi z tym ze jestem uzalezniona od prochow psychicznie bardziej niz
        fizycznie ale nie umiem tego zmienic , nie mam sily na taka walke na piesci. Moze i dla mnie kiedys
        swiat bez dragow okaze sie mozliwy do przezycia, mam taka nadzieje.
        Jedno Ci powiem , wylaze na te cholerne spacery , i codziennie bede sie starala jakis sport uprawic,
        obiecuje Ci to chocbym sie miala czolgac po schodach to pojde bo juz nie daje rady, bole i zawroty
        glowy, bole serca i jakies dziwne coraz to nowe nieprzyjemne odczucia, sprobuje do tych prochow
        dolaczyc te cwiczenia fizyczne i relaksacje ktora do tej pory pogardzalam a teraz mam zamiar
        sprobowac, a jak mi nie pomoze to Cie wytarmosze za ucho o!
        pozdry serdeczne
        Lucyna
        • nativeau Re: Tybetańska alternatywa :) 07.03.14, 00:49
          jakbys byla dla mnie grzeczna od poczatku to bym ci teraz powiedziala co masz robic a tak to cwicz i relaksuj sie.
    • carlabruni Re: Tybetańska alternatywa :) 02.08.04, 20:21
      Myślę, że ojciec pomaga Ci jak tylko potrafi i chwała mu za to. Powinieneś
      spróbować brać to dalej. O skutkach informuj nas koniecznie. Jest przecież
      wiele przypadków, gdzie medycyna wschodnia pomogła. Pozdrawiam i życzę
      powodzenia
    • aneta10ta Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 01:10
      Kilka lat temu konwencjonalna medycyna nie mogła mnie wydobyć z przewlekłego
      zapalenia nerwów międzyżebrowych. Poszłam do jakiegoś szamana, bo i tak gorzej
      już być nie mogło. Latał wokół mnie z wahadełkiem czy czymś takim, po czym
      stwierdził, że mi nie pomoże przy pomocy owego narzędzia, bo JA w taką
      możliwość NIE WIERZĘ. Skąd to wiedział, nie mam pojęcia, bo zachowywalam się z
      pełnym szacunkiem dla szamana i jego praktyk. Potrafię nad swoim zewnętrzem
      bardzo dobrze panować, przynajmniej na tyle, że psychię wpuszczę w maliny, o
      ile tego zechcę.
      Zaproponował akupunkturę. Przyniosła istotną ulgę.
      Jakby co, zawsze wybiorę ręce chirurga, a tybetańskie dzwony zostawię sobie
      jako sposób na ewentualną poprawę humoru.
      Aneta
    • mskaiq Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 06:24
      Wychodz Lucynko, zrob Sobie z tego codzienna rutyne, najlepiej rano, bedzie Cie
      to ladowalo na caly dzien.
      Jesli chodzi o leki to jednego dnia pokonasz to rowniez. Potrzebujesz duzo
      kontroli nad Soba, te spacery bardzo Ci w tym pomoga, to tylko kwestia czasu
      kiedy uwierzysz ze mozesz zyc bez lekarstw. Wystarczy zyc zdrowo.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aneta10ta Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 08:36
        Skoro można przeżyć ponad 30 godzin bez papierosa, to widać wszystko jest
        możliwe.
        Pozdrawiam
        Aneta
        • lucyna_n Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 22:56
          bez papierosa spox moge wytrzymac i rok, ale bez prochow? nie widze tego na razie...
          • aneta10ta Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 23:08
            A może to jest tak, że jak się ma 1 nałóg, to nie popada się w drugi?
            Od paru lat łykam różne prochy, a nigdy się od żadnych nie uzależniłam.
            Fajki to co innego.

            _Kłębami dymu niechaj się otoczę
            i o miłości pomarzę półsenny.
            Czuję, jak pachną kochanki warkocze,
            widzę , jaki ma w oczach wzrok promienny._
            Dedykuję Kamilce ileś tam
            Aneta
            • lucyna_n Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 23:46
              to by sie zgadzalo , fajek , aloholu i innych moge miesiacami na oczy nie ogladac chociaz kiedys sporo
              palilam ,a od prochow uzaleznilam sie blyskawicznie, niestety z poczatku przez niewiedze, lykalam jak
              witaminki i w krotkim czasie bylo juz po ptokach.
              Kazde odstawienie tego swinstwa to istna męka.
              • orlando10 Re: Tybetańska alternatywa :) 04.08.04, 14:24
                lucyna_n napisała:

                > od prochow uzaleznilam sie blyskawicznie, niestety z poczatku przez
                > niewiedze, lykalam jak
                > witaminki i w krotkim czasie bylo juz po ptokach.
                > Kazde odstawienie tego swinstwa to istna męka.

                Lucynko, czy mogę spytać, od jakich prochów się uzależniłaś? Benzo?
      • lucyna_n Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 23:00
        Oblukalam moje blokowisko ze wszystkich stron, bo postanowilam ze bede chodzila na spacery ale
        kurcze nie bardzo jest gdzie, dookola bloku to jest tak sobie srednio przyjemne, a w parku sa wielkie i
        gryzace (jestem o tym przekonana gleboko:) psy i menele. Menele nie gryza ale sa nieprzyjemni z
        widoku i ze sluchu:))
    • mskaiq Re: Tybetańska alternatywa :) 03.08.04, 16:46
      Czy piszesz Aneto o Sobie ze wytrzymalas 30 godzin bez papierosa. Pamietam jak
      ja rzucalem palenie, a palilem 60 papierosow dziennie. Masz racje 30 godzin bez
      papierosa moze czasem oznaczac wiecznosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • lisette Re: Tybetańska alternatywa :) 04.08.04, 14:14
      Kolezanka tez byla u tego mnicha tybetanskiego i tez dostala smierdzace kulki
      do rozbijania w mozdzierzu. Moze on ma jedne i te same i daje kazdemu to samo
      na rozne schorzenia???
      Kolezanka po smierdzacych kulkach czula sie coraz gorzej i gorzej, chociaz
      wczesniej miala jakies niewielkie dolegliwosci. W koncu rozchorowala sie na
      dobre i musiala leczyc sie konwencjonalnie u zwyklego lekarza.
      • lucyna_n Re: Tybetańska alternatywa :) 04.08.04, 14:19
        to na bank byly te same kulki:)
        • eri22 Re: Tybetańska alternatywa :) 06.03.14, 21:35
          Czy jest mozliwe aby kolega który załozył ten wątek zdał relację z leczenia?
          minęło 10 lat...
          • zoliborski_goral Re: Tybetańska alternatywa :) 06.03.14, 21:45
            eri22 napisała:

            > Czy jest mozliwe aby kolega który załozył ten wątek zdał relację z leczenia?
            > minęło 10 lat...
            Musiał nabroić bo go zabanowali. Ale z podejścia Pana Lamy nie spodziewałbym się rewolucji.
            • another_story Re: Tybetańska alternatywa :) 09.03.14, 12:04
              O ile mnie pamięć nie myli, ten kolega bardzo się na pewnym etapie pogubił i zaczął tu wypisywać rzeczy nonsensowne. Bywa.
    • lucyna_n Re: Tybetańska alternatywa :) 09.03.14, 15:19
      a ja zapamiętałam Negatywistę jako bardzo milego modego człowieka, ciekawe jak sobie radzi.
      • another_story Re: Tybetańska alternatywa :) 09.03.14, 16:57
        > a ja zapamiętałam Negatywistę jako bardzo milego modego człowieka, ciekawe jak
        > sobie radzi.

        Tak czy inaczej, był wyrazisty. Podejrzewam, że w końcu wyszedł na swoje - cokolwiek miałoby to dzisiaj znaczyć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja