jaczarnaja
18.08.13, 23:05
Witam, jestem tu nowa, jakoś muszę się podzielić... "pierwszy raz" dopadło kiedy w krótkim czasie zmarło pare osób z mojego najbliższego otoczenia, udało mi się pozbierać dzięki obecności osoby, któa była przy mnie i stała się moim życiowym partnerem. Po pięciu latach bańka prysła. zostawił mnie. po miesiacu od rozsania zaczełam się leczyć, trwało to ponad rok, kiedy teoretycznie się JAKOŚ unormowało - a raczej ja starałam się przekonać innych i samą siebie, wróciło znów... mija 4 rok... a ja nie wiem gdzie szukać sił. co dalej... nie mogę patrzeć w lustron, nie myślę o przyszłości, marze o śmierci. w pracy i wsrod znajomych udaje, ba nawet mi sie udaje, chociaz odcinam sie od nich.