pixe
24.08.13, 21:49
Podobno to nie depresja, ale nie umiem sobie poradzić. Byłam u psychiatry, miłej pani, prywatnie, stwierdziła, że mam obniżony nastrój, ale skoro najgorzej czuję się wieczorami, nie rano - to nie może być depresja. Ale te wieczory są straszne. Wiem, mam kłopoty, żaden lek nie pomoże mi ich rozwiązać, ale ja sama też nie umiem. No i co robić? Jak pomóc sobie przetrwać te najgorsze chwile?
Mam problem z tarczycą (Hashimoto), endometriozę, na którą biorę antykoncepcję, zauważyłam, że najgorsze doły mam w trzecim tygodniu zażywania tabletek. Ale muszę je brać, kto zna tą chorobę, wie dlaczego.
Sytuację pogarsza fakt, że mam pracę, której nienawidzę. Kredyt mieszkaniowy, który mnie blokuje, boję się podjąć ryzyka zmiany pracy, bo grozić mi może bezdomność. Nie mam nikogo - rodziny, przyjaciół. Mam ze 2 osoby, które mogę określić jako swoich znajomych, ale oni mają swoje życie i ani myślą mnie wspierać. Trudno tak samej podołać temu wszystkiemu. Ale jakoś muszę żyć, iść do tej okropnej roboty, wracać do pustego domu, nie móc liczyć na dobre słowo. Mam signopam 10mg, ale średnio mi pomaga. Co robić?