nuska_m
20.10.13, 15:14
bardzo ciezko rozmawiac o tym co czujesz jesli nic nie czujesz. Znalazlam sie w momencie swojego zycia w ktorym nie widze juz sensu. Tak naprawde nikt nie rozumie w czym tkwi problem bo nikt nie jest w stanie poczuc jak to jest byc na granicy jesli tego nie przezyl.
Mam za soba nieudana probe samobojcza, jako nastolatka probowalam sie zabic. Nie udalo sie i bardzo zaluje. Zlozylo sie na to wiele czynnikow. Choc w najwiekszym stopniu trudne relacje z mama. Tak naprawde nikt nigdy nie zastanawial sie dlaczego to zrobilam , nigdy nikt ze mna o tym nie rozmawial. wyszlam ze szpitala i temat zniknal.
Potem moje zycie poukladalo sie mozna powiedziec normalnie , skonczylam studia, wyszlam za maz. Bylam szczesliwym czlowiekiem. Przez kilka lat malzenstwa zylismy na wysokim poziomie i niczego nam nie brakowalo. Potem zapragnelam miec dzieci a moj maz odwlekal ten moment bardzo dlugo. Kiedy w koncu sie udalo, stracilam to dziecko. W szpitalu zostalam potraktowana bardzo zle. Znieczulica totalna. Wrocilam do domu i nie potrafilam tego ogarnac. Siedzialam i plakalam a moj maz zmusil mnie zebym wrocila do pracy i tym zakonczyl temat. Nigdy ze mna nie rozmawial. Caly czas myslal o sobie. Ja czulam sie coraz gorzej a on chcial miec zadowolona zone i udane zycie sexualne. Tylko to bylo wazne. Kiedy moj lekarz pozwolil nam sie starac o dziecko on znow nie chcial. Przychodzilam do pracy i plakalam. Nasze relacje zaczely byc fatalne. Wtedy ktos inny pokazal mi ze mozna inaczej , ze mozna byc troszke szczesliwym. Tak poprostu , polezec na trawie i byc szczesliwym. A w domu bylo coraz gorzej, chcialam pracowac nad tym malzenstwem ale nie bylam w stanie zrobic tego sama. doprowadzilo to do tego ze w poszukiwaniu szczescia wdalam sie w romas z jedynym czlowiekiem ktory chcial wogole ze mna spedzac czac. W koncu mialam takie napady lekowe ze trafilam na terapie z diagnoza - nerwica lekowa. Wpadalam w panike w totalnie nieoczekiwanych momentach. Czulam ze sie dusze , nie moglam jesc, wymiotowalam.
Terapia dawala krotkotrwale poprawy , trafilam do innego lekarza ktory zapisal mi leki antydepresyjne. Pomoglo na tyle ze bylam w stanie normalnie isc do pracy.
Mialam ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do meza ale nie chcialam nawet wracac do domu bo wiecznie bylo zle. W koncu postanowilam to skonczyc i kazalam sie mezowi wyprowadzic. Chcialam na nowo sprobowac byc szczesliwa.
Wtedy moj maz sie ocknal. Zaczal walczyc o mnie jak lew. A moj przyjaciel odsunal sie na bok bo chcial zebym podjela sama decyzje ktorej bede pewna , bez jego ingerencji.
Cala ta sytuacja doprowadzila do tego ze nie moglam wstac z lozka. Lezalam i plakalam. Maz zapewnial ze mnie kocha i wszystko bedzie dobrze, przyjaciel zapewnial ze mnie kocha i czeka na mnie. A ja wpadlam w taki dol ze musialam uciec. I wyjechalam.
Maz na mnie czeka , blaga zebym wrocila. On tez na mnie czeka. A ja nie umiem juz sobie z tym poradzic. Leki nie wystarczaja. Nie wyobrazam sobie powrotu do domu , do pracy. Zal mi obydwoch ale nie mam juz na to sily. Nie chce mi sie zyc. Nie potrafie zaplanowac nastepnego dnia. Nie chce mi sie wstawac z lozka. Gdybym wiedziala ze sie uda zabilabym sie poprostu... musialam sie wypisac bo juz nie wiem komu mialabym opowiedziec.