niedojrzały chłopak...czy to moja wina?

10.08.04, 15:01
Zastanawiam się od jakiegos czasu nad sensem słowa: miłość.
Zakochujemy się poświecamy/oddajemy wszystko co najlepsze w nas tkwi tylko po
to by usłyszec "KOCHAM Cię"...
Ale co znaczy: kocham Cię, ale nie jestem w Tobie zakochany...??? Co znaczy:
jest mi teraz z Toba DOBRZE, CUDOWNIE, ale nie widze nas razem za 6 msc,
rok...?
Może ja GO nie rozumiem, a może dla NIEGO miłość to puste słowo...
Tylko co robić kiedy kocham go mocno i wbrew wszystkiemu nie chce się z NIM
rozstawać?
Czuje jak każdego dnia, powolutku rodzi sie we mnie czarna rozpacz... Jak
smutek zjada od środka wszystkie marzenia i nadzieje... Jest z każdym
wieczorem gorzej, bo choć bardzo pragnę być przy nim to boje się zadzwonić i
poprosić o przytulenie...
Czuje, że już nic nie ma sensu...ja nie mam sensu i w niczym go nie szukam...
Chciałabym zasnąć w chwili krótkiego błogostanu, kiedy ON nie ma żadnych
kaprysów ...i już się więcej nie obudzić...
Co będzie z nami dalej...?
    • lucyna_n Re: niedojrzały chłopak...czy to moja wina? 10.08.04, 15:38
      rozpatrywanie takich sytuacji w kategorii winy budzi moj kategoryczny sprzeciw.
      Co do reszty sie nie wypowiadam, nigdy specjalnie nie cierpialam po rozstaniu wiec nie umiem sie
      wczuc.
      Na czym polegaja owe kaprysy?
    • kaleson1 To po prostu objawy praw genetycznych: interesem 10.08.04, 16:09
      kobiety, czy tez szerzej, samicy, jest przywiązanie partnera do siebie, bo to
      zwiększa szanse na przedłuzenie jej zestawu (garnituru) genetycznego. Stąd owe
      głebokie uczucia i zaangażowanie emocjonalne. Interes genetyczny meżczyzny
      (szerzej: samca) polega na zapładnianiu jak najwiekszej ilości samic,
      aczkolwiek nie wyklucza to szczególnej opieki nad swoim potomstwem z jedną,
      stąd mężczyźni nie sa zazwyczaj aż tak afektowani. Oczywiscie jest to ogólna
      tendencja z duzym marginesem dowolności. Odwałki zawsze sie zdarzają.
      Tzw. "miłość" ma solidne podstawy biologiczne.
      • cafe_lorafen Re: To po prostu objawy praw genetycznych: intere 10.08.04, 16:12
        Taaaaaa... wsyztsko po to, zeby przekazac geny..., a adopcja zeby uspic nature
        i oszukac chce przekazania swoich genow potomstwu. A potem to juz tylko
        strzelic sobie w leb. Ja wole o tym nie myslec !
        • kaleson1 Oczywiście, redukcja do poziomu biologicznego 10.08.04, 16:26
          wszystkiego u człowieka nie tłumaczy ale tam gdzie mamy emocje są one często po
          prostu sznurkami naszego interesu genetycznego. Tylko niech ktoś nie pyta, jaki
          interes reprezentuje depresja, bo jakiś pewnie tak, ale nie wiem jaki. Może
          zreszta to te margines wolności który mamy od biologii.
          • cafe_lorafen Re: Oczywiście, redukcja do poziomu biologicznego 10.08.04, 16:54
            Zwierzeta tez maja nerwice i depresje.
            W procesie ewolucji zwierzeta przystosowaly sie do warunkow pod wzgledem
            fizycznym, my nic innego nie umiejac, przystosowalismy nasze mozgi, a teraz
            mamy za swoje :(
          • aneta10ta Re: Oczywiście, redukcja do poziomu biologicznego 10.08.04, 21:37
            Kiedyś się zastanawiałam nad podobnym zagadnieniem. Nikt chyba nie stwierdził,
            że jednostki odważne, skłonne do ataku w obliczu zagrożenia, żyły dłużej od
            swych tchórzliwych braci. Może salwujący sie ucieczką zyskiwali większą szansę
            przeżycia? Jeśli depresja jest ewakuacją z wrogiego otoczenia w głąb siebie, to
            analogia wydaje mi się wyraźna. Tchórze podtrzymywali gatunek. O zgrozo!
            A Trójca św. leży rozbabrana.
            Pozdrawiam przymilnie
            Aneta
        • aneta10ta Re: To po prostu objawy praw genetycznych: intere 10.08.04, 21:29
          Potem to Whorton, jeśli ktoś gustuje.
          Aneta
          • kaleson1 Re: To po prostu objawy praw genetycznych: intere 10.08.04, 21:34
            Co Wharton? Rozwiń tę mysl.
            • aneta10ta Re: To po prostu objawy praw genetycznych: intere 10.08.04, 21:38
              Nie ma co rozwijać. _Spóźnieni kochankowie_.
              Aneta
    • mskaiq Re: niedojrzały chłopak...czy to moja wina? 10.08.04, 16:57
      Mysle ze budujesz bardzo wiele strachu bojac sie ze On odejdzie. On tez sie boi
      tylko ze jego strach bierze sie z obawy przed zwiazkiem. Dlatego mowi Ci ze
      jest mu dobrze z Toba a nawet cudownie i to jest milosc.
      Ta milosc ktora ma do Ciebie potrafi pokonac ten strach. Nie buduj w Sobie
      strachu ze mozesz Go stracisz. Nie stracisz Go jesli Sama tego nie zniszczysz
      Swoim strachem.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • trilogy Re: niedojrzały chłopak...czy to moja wina? 11.08.04, 10:52
        ... ciagle strach... a mnie juz nie chce sie nawet budzic rano, bo wiem, ze to
        moze byc kolejny raz, kiedy minie mnie gdzies na ulicy...nie zauwazy...
        Co to znaczy, ze ON boi sie zwiazku? Mowi, ze kocha ale nie jest zakochany...
        To rozsadek prowadzi go do tych wszystkich zabezpieczen przed zakochaniem????
        jestem w stanie dac mu bardzo duzo, ale on sie boi to przyjac.
        Ja sie teraz wycofalam. Czekam na jedo krok.Patrze w milczacy telefon ...pusta
        skrzynke maila i czekam... Choc juz nawet leki nie powstrzymuja lez.
        • aneta10ta Re: niedojrzały chłopak...czy to moja wina? 11.08.04, 10:58
          trilogy napisała:

          > jestem w stanie dac mu bardzo duzo, ale on sie boi to przyjac.
          Może oferujesz nie to, czego mu trzeba, a może jakąś przecenę posezonową?

          > juz nawet leki nie powstrzymuja lez.
          Aneta

          ------------------------------

          Rycz, mała, rycz....
          • nevada_blue Re: niedojrzały chłopak...czy to moja wina? 11.08.04, 11:00
            aneta10ta napisała:

            ------------------------------
            >
            > Rycz, mała, rycz....

            płacz maleńka, płacz..
            nie wart Ci on tego..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja