malaga38
16.12.13, 18:59
Witam
Moja psychika sprawiła mi niemałą niespodziankę. Koszmarną i nieznośną. Czuję się wykończona i wydrenowana psychicznie, to, że ciągle funkcjonuję to tylko dzięki lekom (sertralina). Biorę je od tygodnia. Do lekarza biegłam z rozwianym włosem a w gabinecie z płaczem błagałam o pomoc, normalnie zrobiłam niezłą scenę...
Zaczęło się dwa tygodnie po bardzo ciężkim porodzie, podczas którego miałam przekonanie, że to moje ostatnie chwile, życie przemknęło mi przed oczami, pożegnałam się ze światem, no po prostu klasyczna trauma. Musiałam mieć niezły wyrzut adrenaliny. I dwa tygodnie później ta adrenalina odezwała się ze zdwojoną siłą. Zaczęła się paranoja. Średnio co godzinę atak paniki, wyrzut adrenaliny jak przy skrajnym niebezpieczeństwie. Potrzeba ucieczki, pustka w głowie, duszność, sucho w ustach, biegunka, po prostu szok i panika, rzeczywistość stała się nie do zniesienia!!! Nie mogłam w ogóle spać, najmniejszy dźwięk budził mnie na równe nogi, a dziecko wydawało takie odgłosy non stop. Wytrzymałam tak tydzień. To nie była kwestia złego, czy obniżonego nastroju. To było jak by mój własny organizm chciał mnie zabić, zniszczyć, wykończyć... Co to było?? Czy to część depresji poporodowej?