aidka
13.08.04, 07:21
A kiedy do tego doszło całkowite rozwalenie ciała - te bóle stawów czy kości,
operacja kolana, teraz nie wiadomo czy nadgarstki też nie powinny iść pod
nóz,
bo inaczej bóle nie miną. Serce się odezwało tak strasznie. Wali i wali. Choć
na pogrzebie Ś. P. Jacka Kuronia lekarka powiedziała, że ledwo je słyszy i
prawie jest tak, jakbym nie miała ciśnienia. Chcieli mnie zabrać od razu do
szpitala. Ale ja bardzo chciałam dać Jackowi te kwiatki ode mnie - specjalnie
nie kupne, tylko takie, które wyhodowałam. Trudno bardzo w tym ogródku
pracować
teraz. Wszystko tak bardzo boli...A nie mam nawet na odpowiednie leczenie.
Publiczna służba zdrowia leczyła mnie ponad pół roku i nic. Nawet diagnoza
była
błędna.Może też to ciśnienie od tego, że prawie nie jem, nie śpię..Nie mam za
co jesć. Taka jest prawda. Całe akcje Agory poszły już na to wszystko, co tu
obiecał zrobić K. Sama zrobiłam. Liczyłam, że choć te obiecane alimenty
będzie
płacił. Mówiłam mu, że do czasu aż pojawi się jakaś nowa na horyzoncie i nie
będzie jej się podobało, że płaci. - Żadna kobieta nie bedzie miała wpływu na
to - obruszył się wtedy. I na początku wspomagał i moje leczenie tu, i dał mi
na sofę, odkurzacz, mikrofalówkę, ale potem już przestawał. W domu w Koninie
została też lodówka, więc miał mi ją kupić tu. Kilka lat już i nic. Więc
wszystko jest przemyslane, co do Exodusu.
Wszelkie możliwe pisma do różnych instytucji, miłe i niemiłe rozmowy z K.,
próby rozmów z innymi...- nic to nie dało. Ale przynajmniej nie może nikt
powiedzieć, że rozłozyłam ręce i nic nie zrobiłam, by mieć za co żyć. Pewno
rzadko się zdarza, iż ktoś w takim stanie, jak ja, może tak walczyć - tyle
tych
pism spuchniętymi, obolałymi palcami wystukać. Czaić się na kogoś na klatce i
wybłagać, by te listy wysłał, bo jestem chora i nie mogę iść na pocztę. Nie
tłumaczyłam za bardzo o co chodzi, bo niektórzy nie rozumieją lęków
pezpostaciowych. - Czego się pani boi - mogliby zapytać. I co takim
odpowiedzieć? Wychodzenia, ludzi, wszystkiego...Ale niektórzy chcą usłyszeć
konkret - że boję się, bo jakiś bandyta grasuje, który napada na blondynki
mające 170 cm wzrostu. A to już wszak starch, a nie lęk jest.
Moja renta, to 411 zł. Nie mam nikogo - rodziców, rodzeństwa, kto mógłby mi
pomóc. Choć byłam coraz bardziej tu chora - lekarze mówili, że to przewlekły
stres uruchamia i wrzody, i te stawy, serce etc, choć byłam tak chora i
wiedziałam, że nie podołam, ale szukałam pracy tu. Przedtem, tj. zanim K.
znalazł kolejną panią z dziećmi, mówił, że w W-wie mi pracę znajdzie, gdy
tylko
wyzdrowieję.Mówił, żę na cały etat, to nie powinnam, bo nigdy nie odzyskam
zdrowia w pełni, ale tak na pół, bo on wie, że ja jestem pracoholiczką...Gdy
się dobrze czuję , rzecz jasna..Chciał wysłać mnie do sanatorium /przedtem
wiele razy mi zarzucał, że nie leczę się konsekwentnie, lekceważę zdrowie/
Teraz powiedział, że pomoc w załatwieniu pracy nic go nie obchodzi, że swoje
choroby zmyslam /zaznaczam, że wszystkie wyniki badań pokazywały, że nie
zmyślam, że o komisji, która przyznaje renty i mi znów ją przedłużyła,nie
wspomnę/,teraz znów stwierdził publicznie, że jestem bardzo schorowana.
Szkoda,
że nie dodał, że może te kolana i nadgarstki, kręgosłup też - wysiadły mi po
latach fizycznej pracy ponad moje siły. Pracy jako pomocnik budowlany,
ogrodnik
- kopacz ziemi etc.
No więc skoro lata mijały i zamiast być lepiej, było gorzej,to ja już nie
mogłam znaleźć tych Światełek do wychodzenia ze Studni Rozpaczy i
Beznadziei.I
Planu.Tylu ludziom w tzw. dołku, ponoć pomogłam, jak mówili, opowiadaniem o
Planie i o Swiatełku. A ja sama już Swiatełka nie mam - jestem chora, nie
mogę
pracować, a jakbym mogła, to nikt, nawet w stolicy mnie nie zechce, bo jestem
za stara. Piałam do tylu różnych tam takich, choć wiedziałam, że nie dam rady
pracować, to i tak szukałam tej pracy. I nic.
Tylko jeden taki umówił sie ze mną w sieci, że da mi pracę, potem się
spotkaliśmy w tej sprawie, a następnie ów przysłał był maila,potem
wydzwaniał,
że da mi tę pracę, ale ponieważ mocno wpływam na jego zmysły i powoduję
żądze,
to chciał, bym raz choc w miesiącu, prócz normalnej pracy świadczyła usługi
seksualne. Krótko mówiąc prostytucja, jak dla mnie - ode mnie praca, a ty
dajesz tego owego. Obrzydliwy łajdak. Ale najgorsza jest chyba świadomość, że
mój mąż chce, bym umarła. Mówił mi to. Jego czyny o tym świadczą.
Nie mam pieniędzy. Nie mam od kogo i nie chcę, bo mi wstyd pożyczać. Nie
oddam
przecież, bo skąd.
Więc teraz już nawet nie chce mi się leczyć tych rąk i całej reszty. Nie mam
pieniedzy i po co leczyć coś - czyli ciało, które nie bedzie żyło. Myślę o
tym
codziennie i dzięki temu może, już mnie ta śmierć nie przeraża.Tylko taki
dziw
mnie ogarnia - tam w Koninie mąż, jego rodzina zrobili ze mnie zło wcielone.
Czemu tu, obcy ludzie, tak szybko mnie lubią ledwo znając i lgną bardzo do
mnie? Mówią, że mam tyle dobroci i że jestem wrażliwa. To mówi też pani
doktor
moja.Że jestem zbyt wrażliwa, by znieść ten świat. Jak mój brat cioteczny
może
Ś. P. Krzysiu...?
A teraz jestem w takim stanie, że boję się wychodzić z lokalu /tak nazywam tę
ruderę, którą mąż obiecał wyremontować/ - zresztą po co wychodzić...W ogródku
-
gdy mnie bolą ręce, nogi - robię coś okolo 5 rano, gdy już jasno, ale mało
ludzi. Nie lubię wrzucać na twarz maski wesołości czy normalności, skoro ja
cały czas mam łzy pochowane w każdziutkiej komórce ciała. W tym ogrodzie,
albo,
gdy czasem uda mi się przezwycieżyć i wyjść z tego lokalu, to te łzy, gdy
tylko
pomyślę, jak K. musi mnie nienawidzić i jak syn mój nie kocha mnie wcale,
skoro
jest, jak jest. Umierać tak...Nie. Powtórzyłabym za Ś.P. Stachurą - Mogłam to
zrobić wczoraj, to dziś już bym tak nie cierpiała. Ale właściwsze, w moim
wypadku, byłoby : - Mogłam to zrobić lata temu, to lat tyle bym nie
cierpiała.
A jeszcze lepiej : - Mogłam się nigdy nie urodzić, to bym tak nie cierpiała.
Ja wiem czemu aż tak jest źle. Pieniądze to jedno - ani krzty poczucia
bezpieczeństwa, gdy ich nie mam - wyłączą prąd, gaz, telefon /niby boję się
go
odbierać, ale czasem , rzadko, sama dzwonię czy korzystam z internetu o ile
stary komputer nie robi badziewia mi i udaje się połączyć. Bo ja przez
tepsę...
Boję się też spółdzielni. Nie płacę czynszu od paru miesięcy. A jak mnie
wyrzucą? K. tak mi groził: - Zrobię z ciebie żebraczkę, na ulicy wylądujesz !
Ale to już po tym, jak zaczął z tymi nowymi kobietami. Przedtem zapisywał na
kartce, co jeszcze tu trzeba zrobić, kupić, zabierał mnie, gdy tu
przyjeżdżał,
do restauracji, albo przychodził na obiad do mnie, przytulił, chwalił, że
sobie
radzę, że leczę się...A teraz wszystko inaczej. I ja mam takie poczucie
krzywdy, niesprawiedliwości, bo tyle obietnic złamanych, ja obrzucona tonami
kłamstw, nienawiścią. Dźwigam to i dźwigam, i już nie chcę. I to ciągłe
poczucie zagrożenia, te pieniądze. Nie martwię się, że nie dojadam, bo to już
nieważne. Decyzję podjęłam, więc to nieważne czy utuczona będę czy
przeciwnie.
O koty się martwię. Nie mam za co im jedzenia kupować, żwirku do kuwety..Ale
już znalazłam dom, gdzie je wezmą. Oczywiście nie powiedziałam czemu.
Nie pójdę do przytułku. K. nie dotrzymał obietnic. Jaka ja głupia i ufna -
nie
pomyślałam, by wszystko spisać u notariusza. A gdy napomknęłam o sądach,
początkowo mówił, że przecież chyba mu ufam, że mnie nie oszuka, a potem
groził: - Spróbuj z sądami, to tak cię załatwię, że nie będziesz miała na
kawalerkę nawet w Legionowie...
Ja, która chciałam żyć zawsze, w najmniejszym nawet, ale z ogródkiem domu
dlatego tu wybrałam parter, bo jest ogródek - dość duzy, jak na centrum
miasta
- 140 m kw ma.I ja, która pracowałam z K. na nasz dom z ogrodem, oddałam
swoje
mieszkanie po Ś.P. Tacie teraz mam nie mieć na nic ? To nie jest sprawiedliwe
wc