Kronika....i jak to zrobić w końcu...

14.08.04, 05:18
Jakie to dziwne dojść do takiego punktu, że po lęku, rozpaczy, targania się,
męczarni z niczym nieporównywalnej i myśleniu o totalnym bezsensie
wszystkiego, jest ten punkt, gdy już o swej śmierci myśli się jakby z
chłodem, bez emocji - jest konieczna. Konieczna i tyle.Tylko jeszcze to, że
nie mam siły jej przygotować - bo trzeba zdobyć to i tamto, by się zabić. I
jeszcze - mogą , mimo mego życzenia, nie zawieźć mnie do domu, tylko pochować
w W-wie. Nie chcę tu leżeć sama. No to musiałabym pojechac tam, gdzie chce
leżeć i tam umrzeć.
I ubranie, i chcę ładnie wygladać, a tymczasem tyle dni, a ja nie mam siły
glowy umyć. Potrzebna mi moja śmierć jest już natychmiast, bo bardzo jestem
umordowana - ale żeby tak kogos wynająć by wszystko zrobił - np. srodki
nasennne, a potem jak zasnę strzelił mi kilka razy w serce dla pewności.
Pewniej jest w głowę, ale nie chcę mieć twarzy naruszonej. Żeby ktoś zaufany
zajął się strojem - żebym ja sama miała siły przedtem się sama wykapać, by
mnie już nikt nagiej nie dotykał. Ale jesli z broni, to dotkną - i to
dokładnie, bo rozetną mi brzuch. Widzialam zdjęcia z autopsji zastrzelonej,
prześlicznej, mlodziutkiej córki znanej piosenkarki i to piękne ciało
rozkrojone, potem te etapy wszytskie, potem zszyte, a jej twarz taka czysta i
piekna i to ciało - takie sliczne i tak rozprute. Straszne zdjęcia. Nawwet
nie powiem o którą piosenkarke chodzi, bo 1 do 100 milionów, że się dowie, iż
ktos tak tu pisze i mogę przczynić sie do powrotu na świeżo przygasłej
rozpaczy.
Nigdy nie byłam tak blisko śmierci. Chyba.
Próbowałam to robić spontanicznie, pod wpływem nagłych emocji, bez
wystarczających środków i się nie udawało. Może nie mogło, bo nie chciałam
umrzeć, tylko nie mogłam wytrzymać bólu psychicznego.
A teraz chyba chcę umrzeć, bo mam już dość.
Bo za długo się szarpię.
I chyba czuję, że oprócz tragicznej wokół mnie sytuacji i czynników
psychogennych wyłazi też to smutne , co we mnie siedzi i tańczy taki taniec
rozpaczy - zewnętrza z wnetrzem.
Nie mam siły. Nie chce mi sie. Mój mąż osiągnął mój cel, Pani Doktor -
chcial, bym nie żyła. I nie bedę żyła. A on ...- czyste ręce - jak , w
przeciwieństwie do prokuratury w W-wie, stwierdziła prokuratura w Koninie.
    • mskaiq Re: Kronika....i jak to zrobić w końcu... 14.08.04, 07:00
      Zycie nie konczy sie na tym co bylo. Trzeba zyc dalej, trzeba sie zmusic do
      wyjscia na dwor do umycia wlosow. Wszystko jest przed Toba, to co bylo juz
      przeszlas. Teraz reozumiesz wiele, potrafisz ulozyc Swoje sprawy lepiej. Nie
      mozna rezygnowac, pisz tutaj, znajdziesz wielu przyjaciol i nowa droge.
      Nie akceptuj tego smutnego, ono chce zniszczyc Ciebie. Nie pozwol na to. Masz w
      Sobie rowniez milosc i radosc. Uzywaj tego na przekor smutkowi. Mozesz ten
      smutek zlamac ale musisz wyjsc, zaczac wierzyc ze ten swiat jest dla Ciebie bo
      jest. Bedziesz sie nim jeszcze cieszyla, nie wolno sie poddawac.
      Serdeczne pozdrowienia.
Pełna wersja