Witajcie, moja historia..

13.02.14, 09:57
Moja historia choroby nie jest tak długa i wyczerpującą jak niektórych tu obecnych, ale nerwica i tak zdążyła mi namącić w życiu. Z okazji moich urodzin postanowiłam objąć się dodatkową formą terapii i napisać o wszystkich złych emocjach które są ze mną od 2 miesięcy.
Pierwsze niechciane spotkanie z nerwica nastąpiło około 3 lata temu, gdy miałam zaledwie 20 lat, nagle podczas zasypiania zaczęłam odczuwać ucisk w klatce piersiowej, niesamowity lęk, przyspieszony rytm serca, ból brzucha, myślałam, że umieram. Nawet teraz myśląc o tym moje serce reaguje i tak się zaczęło, leczyłam się już wtedy na niedoczynność tarczycy, myślałam, że to może wina leków, powiedziałam o tym Pani która nazywała się endokrynologiem, ale nie była nim z pewnością, powiedziała, że widać, że jestem bardzo nerwowa i przepisała doraźnie propranolol oraz na sen hydroxyzinum w syropie. Po około miesiąc, może dwóch nerwica się uspokoiła, może dlatego, że ataki miewałam rzadko, raz w tygodniu. Zmieniłam trochę styl życia i jakoś się wszystko poukładało. Następnie zaatakowała mnie po roku i trwało ledwo 2 tygodnie, ale wtedy wylądowałam pod kroplówką z powodu zasłabnięcia, nie zastanawiałam się wtedy nad nerwicą i nie analizowałam sposobu w jaki mnie atakowała, żyłam szybko, studia, praca, dom. Jakieś 3 miesiące temu tempo mojego życia znowu przyspieszyło, siłownia, znajomi, praca, studia, alkohol, używki – brak czasu dla siebie i rodziny. I bach dostałam ataku którejś grudniowej nocy i niestety nie przeszło po 2 tygodniach. Pojechałam na sylwestra ze znajomymi, alkoholu nie piłam bo bałam się ataku i tego, że nie będę mogła zażyć tabletki, ogólnie wyjazd nie zaliczam do udanych. Nie mogłam się doczekać aż wrócę do domu. Jeszcze wtedy ataki były tylko w nocy. W styczniu byłam w tak złym stanie, nie było dnia kiedy nie miałam ataku, byłam na L4 2 tygodnie bo nie byłam wstanie pracować, leżałam, nie spotykałam się z nikim, użalałam się nad własnym losem licząc, że może nerwica sama przejdzie, trochę czytałam, ale im bardziej czytałam tym bardziej się stresowałam. Wylądowałam u neurologa aby potwierdzić moją chorobę, bo tak naprawdę wcześniej nikt mi jej nie potwierdził. Pani neurolog zapisała mi hydroxyzinum 10 mg na noc, revitalsens (jakieś witaminy) i kazała spróbować tej metody, przez 2 tygodnie, jeżeli nie pomoże to psychotrop Servenon, przepisała recepty i kazała zmienić sposób myślenia. Od lutego postanowiłam się ogarnać, starałam się wiecej wychodzić, chociaż jest mi bardzo ciężko, ale bywa 2-3 dni w tygodniu, że jest naprawdę OK., w pracy nadal jest mi ciężko, ponieważ moja praca pozwala mi na to abym rozmyślała, co nie jest dobre. Jak tylko wracam do domu to wszystko mija, czuje się dobrze, jak mam obok mamę i narzeczonego. Każdą noc przesypiam, najgorzej jest tylko w pracy, nie umiem sobie z tym poradzić, mam gule w gardle, w tym momencie też. Chciałabym już być całkiem zdrowa i mam nadzieje, że tak będzie. Oto moja historia w skrócie. Na urodziny życzę sobie zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia…
    • elzbieta007 Re: Witajcie, moja historia.. 14.02.14, 00:10
      Życzyć zdrowia sobie możesz, a jakże, ja Ci też życzę, ale od tych życzeń zdrowia Ci nie przybędzie.

      Nerwicy nie leczy się lekami, bo one są nieskuteczne. Mogę nieco zmniejszyć dolegliwość objawów, czasem nawet całkiem je wyeliminować, ale po ich odstawieniu wszystko wraca. Bo leki nie usuwają przyczyny nerwicy.

      Jedyną skuteczną metodą leczenia nerwicy jest psychoterapia. Poszukaj sobie psychoterapeuty (nie psychologa) i zacznij w niej uczestniczyć.

      >Jak tylko wracam do domu to wszystko mija, czuje się dobrze,
      > jak mam obok mamę i narzeczonego. Każdą noc przesypiam, najgorzej jest tylko w
      > pracy
      A to może być dobrym początkiem pracy z terapeutą.
      • julka1989.89.89 Re: Witajcie, moja historia.. 14.02.14, 08:35
        Dziękuje, że przeczytałaś moją historię. Uważam, że zrobiłam wielki krok naprzód, z lezącej z ciągłym atakami i użalającej się nad sobą osobą w przeciągu tygodni zmieniłam się w osobę która uczestniczy w życiu, spotyka się ze znajomymi, chodzi do pracy i stara się uśmiechać bez względu na to jak się czuje. Są gorsze i lepsze dni, ale czuje, że już mam pewną kontrolę nad nerwicą i wierzę, że moją siła pomoże mi ją pokonać.
        Na tym etapie nie chce psychoterapii, to byłoby dla mnie zbyt stresujące, a stres wiąże się u mnie z częstszymi atakami. Dziękuje za radę. Pozdrawiam
        • elzbieta007 Re: Witajcie, moja historia.. 14.02.14, 09:14
          Jeśli masz dość siły i motywację, samodzielna praca nad sobą może przynieść efekty, choć wtedy jest o wiele trudniej niż z terapeutą. Ale - próbuj.

          Proponuję, byś zapoznała się z książką: J. Aleksandrowicz - Psychoterapia. Poradnik dla pacjentów. Zawarta tam wiedza pozwoli Ci lepiej poznać mechanizmy, które wywołują nerwicę.
Pełna wersja