duża odległość od rodziny= spokój

10.03.14, 15:21
Jak już nie raz pisałam, rodzinka moja to mój krzyż czasem, kocham mamusię, rodzeństwo i tatusia ale tak jak czasem na mnie działają to po prostu najkrótsza droga do psychiatryka. Od niespełna pół roku mieszkam za granicą, dzielą mnie od nich setki km, i odkrywam, że to prawdziwe szczęście :) gadam z nimi czasem przez tel. czasem przez skype, nie mają przez to aż takiej okazji mi się wtrącać w życie, w wychowanie dziecka, narzucać swojej woli, a jednocześnie dzięki tej odległości widzę lepiej ich zalety i wady. Chyba najlepszą terapią na problemy z rodziną jest wyprowadzić się daleko :) no oczywiście widujemy się na święta (przy okazji Bożego Narodzenia próbowali już przejąć kontrolę, rządzić się moim dzieckiem) ale dwa razy w roku przeboleję jakoś, poza tym jasno dałam do zrozumienia, że moje dziecko to nie ich sprawa, każdy wychowuje swoje wg uznania, zwłaszcza, że mojemu krzywda się nie dzieje.
    • malwi.4 Re: duża odległość od rodziny= spokój 10.03.14, 15:33
      Ja też mieszkam daleko od rodziców. I z jednej strony czuję większą swobodę, z drugiej mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko ich widuje, a czas ucieka, oni się starzeją. Mam też wyrzuty, że oni cierpią, bo tak rzadko wnuka widzą... Czasem myślę, ze lepiej byłoby mieszkać obok i wtedy bym się do nich przyzwyczaiła może, zaakceptowała takich jacy są. A ja gdy była okazja uciekłam daleko (na studia).

      Rodzeństwo mam w tym samym mieście. Ale brata uwielbiam. Razem przechodziliśmy przez trudne chwile w dzieciństwie.
      • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 10.03.14, 16:59
        oj wyrzuty też mi się zdarzają, wiesz to chyba naturalne bo, coby nie było to nasi rodzice, moi też wnuczkę teraz będą bardzo rzadko widywać, a jeszcze drugie w drodze to już w ogóle....
        miałam przez chwilę możliwość przenieść się niedaleko, co prawda na moment ale jednak, no ale nie skorzystałam... wiesz moja mama jest kochaną kobietą, ale ma jedną zasadniczą wadę - wtrącanie się, zawsze wie lepiej, zawsze ma być jak ona chce, kiedy nas wychowywała to zawsze słyszałam "jesteś w moim domu, masz robić co ja chcę", dzięki temu nigdy tak naprawdę nie czułam się w jej domu, jak w swoim, w sumie moje odejście z domu rodzinnego było zrządzeniem losu, nie planowane, nagle się wyniosłam bo właśnie usłyszałam, że jak się nie chcę podporządkować to mam spier*****. Potem parę lat zachodziły we mnie zmiany, spotkałam mojego męża, pomógł mi się trochę wyzwolić z tego podporządkowania. Wiem, że mieszkanie blisko było by złe, były by kłótnie, wtrącania się, mówienia mi jak mam żyć, próbowanie rządzenia się moim dzieckiem/ dziećmi, co by w dalszym planie prowadziło do konfliktów nie tylko między nią a mną, a również między moim mężem. Kocham ich, ale wiem, że muszę trzymać na odległość dla bezpieczeństwa mojej swobody, prywatności, zdrowia psychicznego oraz poprawności naszych kontaktów, moja siostra nadal mieszka z mamą, wiecznie się kłócą, ze mną już nie bo mnie tam nie ma, jakbym była znowu by mnie w kłótnie swoje wciągały, znowu bym nie pasowała ze swoimi poglądami. Ona próbowała wychować mnie na swój wzór i podobieństwo przez co doprowadziła do mocnego zagubienia wewnętrznego we mnie bo, z jednej strony czułam, że chcę czegoś innego, a z drugiej miałam wyuczone pewne zachowania, starałam się spełniać pewne oczekiwania - może nie koniecznie z nauką bo, tu z góry stwierdziła że leń ze mnie, że dzieci koleżanek lepsze mądrzejsze itp. Owszem buntowałam się troszkę, coś tam żyłam inaczej, ale teraz żyje mi się lepiej. Nie narzekam mocno na moje dzieciństwo czy młodość bo, wtedy nie dane mi było wiedzieć jak to jest żyć inaczej, dziś wiem, że to co mam cieszy mnie bardziej.
        Widzę jak ona pod wpływem mojej depresji zmieniła się w stosunku do mnie, stara się zrozumieć więcej, być bardziej na luzie, ale jeszcze zdarzają się jej takie czy inne zachowania i nie chcę ich sprawdzać na co dzień. Kocham ją, lubię się z nią spotykać ale wolę mieć jednak pewien dystans.
    • lucyna_n Re: duża odległość od rodziny= spokój 10.03.14, 18:15
      no niestety, ale ja też z rodziną lepiej się czuję na odleglośc, czasem człowiek chcialby tego wsparcia jakie powinno dawać stado, ale moje rodzinne stado jakoś nei bardzo mi pomaga, raczej dołuje i dokłada problemów.
      • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 11.03.14, 10:29
        no niestety, jak to tak wychodzi... jakoś brak temu stadu wyczucia, kiedy ich potrzebujesz, kiedy powinni być wsparciem i dać poczucie, że są z Tobą i w ogóle dać poczucie bezpieczeństwa jakoś im to nie wychodzi, a kiedy potrzeba Ci spokoju od nich, atakują Cię swoją pomocą, która bardziej ciąży niż pomaga... tyle razy się im mówi, że jak coś to poproszę, a oni uszczęśliwiają człowieka na siłę :/

        Widać rodzina to dobro które trzeba sobie dozować w umiarze ;) mam nadzieję, że to jak ja wychowam moje pociechy nie wytworzy w nich mechanizmu obronnego przed rodziną i będą czuły, że mają w rodzinie wsparcie, że to stado nie atakuje, nie szkodzi, a wspiera .....
        • lucyna_n Re: duża odległość od rodziny= spokój 11.03.14, 11:43
          Widać rodzina to dobro które trzeba sobie dozować w umiarze ;) mam nadzieję, że to jak ja wychowam moje pociechy nie wytworzy w nich mechanizmu obronnego przed rodziną i będą czuły, że mają w rodzinie wsparcie, że to stado nie atakuje, nie szkodzi, a wspiera .....

          też mam taką nadzieję
          • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 11.03.14, 20:08
            no czas pokaże co z tych nadziei będzie...

            ja jestem po rozmowie telefonicznej z jedną z członkiń stada, rozmowa miła, dowiedzieli się, że będę w PL za jakiś czas na dłużej i już uzurpować chcą mnie i dziecko.... delikatnie starałam się powiedzieć, że będę ich odwiedzać, ale mam trochę spotkań, na co, że o cudnie to stado weźmie wolne i dziecko mi weźmie do siebie, ale stado jakoś znowu nie trybi, że nie jest jedyną rodziną dziecka i jedynymi znajomymi, stado zapomniało już (o czym w porywie, choć delikatnie przypomniałam), że przekroczyło swe kompetencje przy mojej ostatniej wizycie tam, robiąc mi awanturę, że z dzieckiem moim własnym wyszłam do kuzynki i za późno w przekonaniu stada wróciłam, dziecko było tam szczęśliwe, dobrze się bawiło i tyle...

            no i co podsumowując, obawa przed wizytą w PL jest, nie wiem czy na ten czas zamieszkać u mojego stada czy stada męża, czy może pół na pół, wyrzuty sumienia są, że może stado się poczuło urażone... niestety, ciężko będzie póki nie zatrybią, że w kwestiach mojego życia i mojego dziecka mają dziś do powiedzenia tyle co żyd za okupacji, kiedyś dawałam się podporządkować, choć się buntowałam to i tak zwykle wychodziło na ich, dziś próbują jechać na moim sumieniu, co im często wychodzi....

            Ech, może jednak trzeba znaleźć jeszcze inny bardziej odległy kraj....
            • lucyna_n Re: duża odległość od rodziny= spokój 11.03.14, 20:56
              Myślę że trzeba się zawczasu zaimpregnować na stały zestaw tekstów i zacowań stada. Oni z pewnością polecą swoim "wypróbowanym" schematem bo im ten schemat zapewne nie wadzi. I sztuka teraz będzie polegala na tym żeby jednym uchem wpuścić, a drugim uchem wypuścić to co powiedzą, żale obrócić w żart w stylu "mamusiu jeśli chodzi o dobre życiowe rady jesteś jak zwykle niezawodna! teraz dopiero czuję że jestem w domu!"
              i cieszyć się mimo wszystko pobytem, spotkaniami ze znajomymi i odwiedzeniem starych kątów.
              Polecam też milczenie kiedy gadają głupoty i próbują ci coś narzucić, spokojne milczenie po którym pada "nie" ma niesamowitą silę wyrazu:)
              • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 12.03.14, 09:07
                Masz rację, trzeba tak do sprawy podejść. Czasem milczę, czasem po prostu ignoruję, ale czasem odgryzam się jaką ironiczną uwagą pół żartem pół serio... ale czasem po prostu nie wytrzymuję i coś odwarknę.
                Wiesz na czele stada stoi matka, która choć już u niej nie mieszkam, to jednak kiedy tam nocowałam chyba znowu próbowała mi, mojemu mężowi i dziecku narzucić zasadę "to mój dom, moje zasady". Owszem miała potem jakiegoś tam kaca moralnego (chyba), a co to przyniosło dowiem się jadąc tam. Niby coś tam w niej się zmieniło. Jej problem ze mną polegał na tym, że ciężko było jej ogarnąć jeszcze jak u niej mieszkałam, że jestem już istotą dorosłą i pełnoletnią i nie potrzeba mi na wszystko jej zgody i akceptacji, a jednak tego oczekiwała, a kiedy oczekiwania się nie spełniały były awantury.... dziś widzę, że czasem chce coś powiedzieć, coś narzucić ale woli milczeć, cieszy mnie ta zmiana, jest szansa, że kiedyś może się zmieni, nie tylko w stosunku do mnie ale do całości.
                Jednak pojadę tak jak piszesz z nastawieniem na miłe chwile, nie myśląc o tym co się złego zdarzyć może, przecież zawsze mam opcję nocowania u rodziny męża (gdzie i tak parę nocy spędzę) lub przyjaciół :)

                na marginesie powiem, że paradoksem sytuacji jest to, że jak mała zostaje w ciepłe dni u mojej rodziny to ma ciut lepiej niż u męża bo, moi mieszkają w domu z ogrodem, mają psa, a ona ma gdzie się wybiegać... ogólnie źli nie są, gdyby tylko więcej myśleli poza swoimi schematami...ech, tak źle i tak nie dobrze ;)
    • canoine Re: duża odległość od rodziny= spokój 11.03.14, 10:32
      no coś w tym jest.
    • egzor.cysta Re: duża odległość od rodziny= spokój 11.03.14, 21:19
      Też o tym myślę tylko jeszcze finansowo muszę się podciągnąć relacje rodzinne w które wolę sie nie angażować poza mieszkaniem nie czuje tu już więzi brak wsparcia emocjonalnego i zrozumienia.
      • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 12.03.14, 09:20
        hmmmm... jak to jest, że gdzie depresja tam problem z rodzinnym gniazdem...
    • druginudziarz Re: duża odległość od rodziny= spokój 06.04.14, 09:49
      martini-7 napisała:

      > Jak już nie raz pisałam, rodzinka moja to mój krzyż czasem, kocham mamusię, rod
      > zeństwo i tatusia ale tak jak czasem na mnie działają to po prostu najkrótsza d
      > roga do psychiatryka. Od niespełna pół roku mieszkam za granicą, dzielą mnie od
      > nich setki km, i odkrywam, że to prawdziwe szczęście :)

      Ale jesteś juz dorosłą, więc Twoim problemem nie jest rodzina tylko Twój stosunek do rodziny. A za ten odpowiadasz już tylko Ty sama, nikt inny.
      Ucieczka od problemów to jest jakies rozwiązanie, ale to jest rodzaj chusteczki do nosa, kataru tak nie wyleczysz. A przed samym soba nie da się uciec.
      Znam wiele takich historii, również z kręgu znajomych czy rodziny. Najczęściej niechęć/nienawiść do np. ojca przeobraża się z czasem w niechęć/nienawość do męża.
      • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 07.04.14, 10:45
        Mój Drogi wyprowadzka nie była ucieczką, tak nam się w życiu z mężem ułożyło i tak jest. Nie leczę kataru chusteczkami, rodzinkę mam przepracowaną na terapiach i takie tam, ale jak już takie metafory do chorób dajesz to ujmę to w ten sposób - moja sytuacja z nimi była bardzo ok, do czasu, aż obudziła się we mnie dorosła świadomość, a teraz to jest jak z ospą. Ospa nawet zaleczona czasem zostawia blizny, no i tak to trochę jest. Choroba wyleczona ale jakieś tam ślady zostały. Jeśli jesteś tym szczęściarzem którego wyleczono na 100%, nie pozostawiając na Twojej psychice śladu to tylko Ci zazdrościć :)
        Pozdrawiam.
        • druginudziarz Re: duża odległość od rodziny= spokój 07.04.14, 20:22
          martini-7 napisała:

          > Mój Drogi wyprowadzka nie była ucieczką, tak nam się w życiu z mężem ułożyło i
          > tak jest. Nie leczę kataru chusteczkami, rodzinkę mam przepracowaną na terapiac
          > h

          Aaaaa, to inna sprawa, to szacun i w 10000% popieram :)
          Na usprawiedliwienie mam to, że na róznych forach spotykam raczej inne sytuacje, same narzekania bez posprzątania u siebie.
          pzdr.
          • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 09.04.14, 17:41
            Ok, nie ma problemu ;)
    • nativeau Re: duża odległość od rodziny= spokój 08.04.14, 07:44
      takie sa polskie rodziny, typowe i uzasadnione uwarunkowaniami historycznymi (rozbiory, wojny itp). Radzisz sobie dobrze, po prostu ich kochaj i powiedz im ze ich kochasz ale postepuj tak jak postepujesz. Powodzenia
    • glizda1977 Re: duża odległość od rodziny= spokój 08.04.14, 15:05
      Ludzie są różni ale zawsze się docenia kogoś jak się go traci. Więc nie zgadzam się z tym spokojem. Mieszkam z córką za granicą, nie mam tu nikogo , tylko jej tata czasem ją zabiera. Nie mam już rodziców, mam tylko brata i jego rodzinę . Mam trochę problemów związanych z poprzednimi związkami , które zostały tylko mi. Próbuje je rozwiązać ale nie wiem czy dam radę, przez to nie jeżdżę do Polski często bo zwyczajnie mnie nie stać, więc sobie tu wegetuje bez rodziny , znajomych , przyjaciół. Oni tez nie przyjadą bo za drogo.Na stałe nie mogę wrócić do Kraju bo wiadomo bez pensji holenderskiej nie rozwiąże problemów , które zaczęłam rozwiązywać.Nie wiem jak długo to wytrzymam, bo tak bez bliskich się nie da. Więc dzięki za taki spokój. Wstaje bo muszę bo jest dziecko..... Pozdrawiam!!!
      • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 09.04.14, 17:40
        Co mogę Ci powiedzieć? Przykro mi, że tak się Ci życie poplątało, ja też poza mężem i córką żadnej rodziny tu nie mam. Przykro mi, że jesteś z dzieckiem sama, ale czy to moja wina? Jakoś odbieram Twoją wypowiedź jako wylanie żalu na mnie, że mam pogląd taki, a nie inny.
        Kocham moją rodzinę, doceniam ją. Doceniam każdego z nich i każdego dnia cieszę się, że są zdrowi i żywi, że w każdej chwili mogę zadzwonić do nich, a oni do mnie, że co jakiś czas się spotykamy. Jednak tak jak ja nie znam dokładnie Twojej sytuacji, tak Ty nie znasz mojej. Moja rodzinka jest specyficzna, zbyt dużo mocnych i próbujących dominować charakterów, kiedy przebywamy ze sobą zbyt długo, na zbyt małej powierzchni nie jest super. Każdy kocha jak umie, jak potrafi. Ja mimo tego wszystkiego, choć może Ci się nie wydaje, kocham moją rodzinę, nie zamieniłabym ich na nikogo innego, jednak wiem, że jest to szczęście jakie trzeba sobie dozować, każdy w tej rodzinie ma problem, jak w większości rodzin, ja jednak tylko odważyłam się głośno powiedzieć o swoich, pójść na terapię, a niestety jest tak, że nadal nie potrafię czasem udźwignąć ich próby przejęcia kontroli nade mną, nad moim życiem, dzieckiem, ich wtrącania i negatywnego u niektórych nastawienia do świata. Nie mogę dać siebie pogrążyć bo, mam dziecko, drugie mam drodze. Jednak aby powiedzieć coś dobrego, to powiem, że to iż widują mnie rzadziej, sprawiło, że bardziej zaczęli szanować moje prawo do własnej opinii. Zobaczyli we mnie dorosłą kobietę, która ma swoje życie i swoje zdanie.
        Cóż mogę więcej powiedzieć ponadto, że Tobie życzę odnalezienia szczęścia i spokoju w życiu. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
        • glizda1977 Re: duża odległość od rodziny= spokój 09.04.14, 18:29
          Dzięki, Wiem że to nie Twoja wina, nie chciałam żebyś tak to odebrała, ale chyba mi lżej jak to napisałam. Może mi pomogłaś w jakiś sposób? Nie wiem. Po prostu przeczytałam to i napisałam o swojej wręcz odwrotnej sytuacji, wiem że dużo jest takich rodzin że się wtrącają, ja nie miałam nigdy tak, sama sobie musiałam radzić. Najważniejsze że masz męża blisko siebie i że możesz widywać się z rodziną. Pozdrawiam również i życzę szczęśliwego rozwiązania.
          • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 09.04.14, 19:18
            Rozumiem Cię, czasem po prostu człowiek musi zareagować, zwłaszcza, że nie ma tego, na co inni narzekają. Ja wiem, że nic w życiu nie jest wieczne, w mojej rodzinie jest ktoś kto odszedł nagle, odebrał sobie życie, dziś każdy choć milczy, czuje się winny tej śmierci bo, nie umiał zrozumieć bo, stracił cierpliwość do huśtawek nastroju, do braku dojrzałości, a przede wszystkim, każdemu smutno bo, jednak miłość była bo, byliśmy rodziną, ta osoba była osobą samotną mocno wierzącą w swoje rodzeństwo które się odwróciło, odtrącała nasze zaproszenia na święta, obiady, a my pozwoliliśmy mu odsunąć się w swoją samotność, a kiedy sprzątano dom po jego śmierci okazało się, że i biedę którą ukrywał. Dlatego szanuję i kocham moją rodzinę, ale jest jak jest, jednak mocno wierzę, że będzie lepiej, zwłaszcza, że jest już zmiana, lata tkwiliśmy jako rodzina w swojej własnej "patologii", więc lat teraz nam potrzeba, żeby się ogarnąć. Tak mam szczęście, że mam męża i córkę, tego szczęścia i Tobie życzę, znajdź kogoś na kim się oprzesz, kto Cię nie zawiedzie i da szczęście.
            Dziękuję, za to co napisałaś o rodzinie, myślałam potem jeszcze o tym, i wiem, że masz rację, że trzeba cieszyć się póki się ma bo, potem zostanie tylko żal i smutek...
            Dziękuję za życzenia, trzymam i za Ciebie kciuki, wszystkiego dobrego :)
            • glizda1977 Re: duża odległość od rodziny= spokój 09.04.14, 19:38
              Przykro mi że tak się stało w Twojej rodzinie ale tak jest wszędzie. Potem wszyscy gdybają. W mojej sytuacji też co niektórzy nie słyszą to co mówię, każdy wysłucha i wraca do swoich klocków. Starają się pomagać no ale nie rozwiążą moich problemów. Sama jestem sobie winna za naiwność może.??/ Znaleźć kogoś ... wiem .. ale to nie takie łatwe, będę się starać. Dużo by pisać, pewnie bym musiała nowy wątek założyć he he.
              • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 09.04.14, 21:47
                Naiwność jest cechą wielu z nas, ja też byłam i nadal nie raz jestem naiwna. Naiwnie nie raz w życiu wierzyłam ludziom zamiast własnej intuicji, ważne, żeby się uczyć, nawet na tej naiwności. Wszystko coś do życia wnosi. Gdyby parę spraw nie potoczyło się tak jak się potoczyło, pewnie dziś byś dziecka nie miała, a wydaje mi się, że jest ono jakby nie było całym Twoim światem :)
                Jeśli mogę coś powiedzieć w kwestii starania się znalezienia kogoś. Nie mam co prawda doświadczenia, ale z obserwacji mogę powiedzieć, że Ci co się najbardziej starają najgorzej trafiają. Może po prostu wystarczy być otwartą na przyszłość, na nowy związek? Zresztą nie mi radzić, znasz siebie i wiesz jak rozporządzać swoim życiem :)
                • rozrabiara0 Re: duża odległość od rodziny= spokój 20.04.14, 21:28
                  ja też dopiero po odejściu z domu rodzinnego zrozumiałam czym naprawdę jest życie. Wcześniej mama starała się mnie trzymać pod kloszem, robiła wszystko za mnie, aby tylko nic mi się nie stało. Teraz mieszkam z dwoma współlokatorkami, z mamą tylko rozmawiam przez telefon. Sama decyduję o swoim życiu i czasem popełniam błędy. Ale w końcu sama muszę je przeżyć i wszystkiego doświadczyć.
                  • martini-7 Re: duża odległość od rodziny= spokój 25.04.14, 16:00
                    tak po odejściu na "swój garnuszek" często zaczyna się własne życie, prawdziwe życie. Choć ja może wyręczana nie byłam to byłam ograniczana, kontrolowana ciut za mocno, jakby próbowali ukształtować mnie na kogoś kim nie jestem, co odkryłam kiedy zaczęłam mieszkać sama, dziś czasem mi brak mojej rodziny bo, po ostatnim spotkaniu mam wrażenie, że albo coś zrozumieli albo świetnie udają, że tak jest... boję się, że to może być złudzenie, ale przy ostatnim spotkaniu takie dobre wrażenie na mnie zrobili, że mam ochotę na kolejne spotkanie choć i boję się, że się okaże, że to był po prostu przypadek....
Pełna wersja