parnelll
16.03.14, 12:19
Wacław K. ze wszystkich narzędzi najbardziej lubił posługiwać się tłuczkiem do mięsa. Od ciosów nim zginęła w Warszawie żona - Ewa. Czy podobny los miał spotkać w Krakowie pacjentkę, na której chciał wymusić wycofanie zeznań o gwałt?
We wtorek 3 lipca idącą ulicą Alicję ktoś chwycił za szyję, prysnął w twarz gazem pieprzowym. Kopał w bok, bił w plecy i głowę. Działo się to w dzień, w środku Krakowa, na oczach przechodniów. Nie pozostali obojętni i uwolnili kobietę z rąk napastnika.
Okazał się nim krakowski lekarz - laryngolog Wacław K. W jego aucie - do którego chciał wciągnąć ofiarę - policja znalazła nóż kuchenny, tłuczek do mięsa, taśmę, lateksowe oraz skórzane rękawiczki i dwa egzemplarze oświadczenia o składaniu fałszywych zeznań.
Dzięki komisji lekarskiej, która zaleciła mu kurację psychiatryczną, a następnie w oparciu o diagnozę lekarza psychiatry przywróciła prawo wykonywania zawodu.
Komisja lekarska miała oczywiste prawo i zapewne obowiązek oprzeć decyzję na diagnozie psychiatry. Ale owa diagnoza budzi przerażenie. Mianowicie, skądinąd utytułowany, psychiatra postawił owemu przestępcy rozpoznanie „osobowość symbiotyczna, którą cechuje misja nadmiernej pomocy” i orzekł, że choć molestował, to nie chciał wyrządzić krzywdy, więc może leczyć dalej.
Trzeba wyraźnie powiedzieć: to nie jest diagnoza zgodna z obowiązującym w Polsce systemem diagnozy nozologicznej ICD-10. Takiego czegoś nie ma w kategoriach, którymi mają obowiązek posługiwać się specjaliści z obszaru zdrowia psychicznego, stawiający diagnozę nozologiczną w naszym kraju . Jest to natomiast konstrukt wytworzony przez endemicznie rozpowszechnionego w Polsce S. Johnsona. Poza Polską twórczość S. Johnsona nie znalazła uznania w środowisku zawodowym.