autoagresja

11.04.14, 23:46
nie mam ochoty opisywać szczegółów.
powiem jedynie, że przez lata rozwinęłam bardzo złożony i wielowymiarowy system robienia sobie krzywdy. do tego stopnia, że niektóre zachowania przeszły w czynności nawykowe, których nawet nie zauważam czasem (albo nawet jak zauważam, to jest to jakby rodzaj 'transu' - widzę, że robię, a jakbym nie widziała i robię dalej).
i mniejsza o to co, jak i kiedy.
jedno bym tylko chciała wiedzieć - czy po 20 latach nieprzerwanej, nie do końca nawet kontrolowanej chyba, autoagresji, da się to w ogóle jeszcze jakoś naprawić? odwrócić?
zanim zniszczę kiedyś swoje życie i siebie do końca..
(wystarczy odpowiedź: tak. to bym chciała dziś tylko usłyszeć/przeczytać..)
    • zoliborski_goral Re: autoagresja 12.04.14, 16:39
      Checheche, aleś zagadkę rąbnęła. Wynika z tego że albo się tniesz albo niszczysz alkoholem albo strzelasz publicznie babole żeby się skompromitować w otoczeniu...ciepło?
      • martini-7 Re: autoagresja 12.04.14, 21:17
        mam za sobą autoagresywne zachowania, nie tyle lat, ale jednak... nie robię już tego, więc odpowiedź na Twoje pytanie w sumie jest TAK, jednak jedno co mi nie minęło, że czasem w ogromnym stresie, dole czy huk wie czym mam na to chęć, ale nie taką mega i da się kontrolować, mija i wiem, że jakbym to zrobiła było by mi gorzej
        • canoine Re: autoagresja 21.04.14, 22:06
          brawo. że ogarnęłaś. ja jestem dupa. nie ogarniam kontrolowania mechanizmu i szeregu zachowań, które notorycznie powtarzam od dwóch dekad (niektóre codziennie), bo to czasem coś w rodzaju transu. jakby widzę, co robię, ale jakbym nie widziała, jakby nie ja, jakby nie to, jakby się dzieje, nie dziejąc się. nie wiem jak opisać. no i automatyzm zakorzeniony na kilometry wgłąb. załamka. kwestia kontroli wydaje mi się zresztą jedynie półśrodkiem. marzę o odwróceniu mechanizmu. o zaniku podskórnej potrzeby niszczenia siebie. hm, chyba chciałabym nauczyć się o siebie dbać. i żeby myśl o tym nie wzbudzała niejasnego lęku. możliwe też, że w ogóle nie wiem o co mi chodzi. szkoda, że się tu nie da usuwać postów.
      • canoine Re: autoagresja 21.04.14, 21:57
        raczej chłodno. nie wyczerpałeś nawet 1% możliwości, ale jak wspomniałam - one nie są istotne. chodzi o mechanizm i jego odkręcenie.
    • lucyna_n Re: autoagresja 13.04.14, 20:37
      tak
      nie dziękuj:)
      • canoine Re: autoagresja 21.04.14, 21:59
        jedna konkretna.
    • kasiaborkowska Re: autoagresja 17.04.14, 23:05
      jeśli widzisz sens w zmianie i masz motywację - TAK
    • mskaiq Re: autoagresja 18.04.14, 16:33
      Autoagresja uważana jest za atak na własne ciało. Trudno to zmienić, kiedy
      nie znosi się swojego ciała. Kiedy zaczyna się je lubić i doceniać wtedy
      autoagresja przestaje być problemem.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • canoine Re: autoagresja 21.04.14, 21:59
        sprowadzenie tematu autoagresji jedynie do obszaru ciała to spore uproszczenie i spłycenie.
        poza tym konkluzja godna kolorowego pisma dla kobiet z niższej półki.
        • warriorforfreedom Re: autoagresja 24.04.14, 17:36
          Autoagresja jest skrajnym dowodem na brak zdrowej miłości siebie,
          odpowiadam Ci:tak, możesz zmienić ten mechanizm,jest to możliwe,
          zdrowej miłości siebie można a nawet trzeba się nauczyć..ale jest to proces
          i wymaga to czasu,pracy nad sobą i zmiany myślenia,trzeba też uważać,aby nie wpaść
          chorą miłość siebie,jaką jest narcyzm na przykład..
          spójrz na siebie z miłością i wyrozumiałością,nie krzywdź siebie więcej i dbaj o siebie;)
          • canoine Re: autoagresja 24.04.14, 18:57
            > spójrz na siebie z miłością i wyrozumiałością,nie krzywdź siebie więcej i dbaj
            > o siebie;)

            o łał, jakie to proste! dobra, zacznę od jutra!
            • lucyna_n Re: autoagresja 24.04.14, 22:15
              tak, tak, już dawno powinnaś się przestać opierdzielać droga Canoine, to przecież jak widzisz trywialne żeby "takie problemy sobie wymyślać" i "nic z tym nie robić". Powinnaś doprawdy "wziąć się w garść". To mówię ja osoba która dziś.. a nieważne zresztą co.. ważne że mniej więcej tak samo doskonale sobie radząca z problemami natury psychicznej, somatyzacje zwłaszcza dobrze mi idą, po prostu rewelacyjnie...

              Gorzkie dzisiaj myśli mnie opanowały, że jak człowieka w dzieciństwie nie kochano i nie dbano, nie zapewniono tego minimum dobrych emocji to zawsze się będzie borykał ze sobą i światem, nie będzie umiał ani o siebie zadbać w sensie psychicznym ani się akceptować. Nie wiem dlaczego, fachowcem nie jestem, ale widzę że ruszenie tego przypomina dłubanie w murze za pomocą wykałaczki. Pozostaje tylko tresura siebie samego, nauka nowych zasad i nawyków żeby sobie krzywdy nie robić.
              • canoine Re: autoagresja 25.04.14, 01:24
                tresura.. tresurę to ja sobie potrafiłam zarządzić taką, że instytucje w Helsinkach i Strasburgu mogły by mieć sporo do powiedzenia. nauka wyrabiania nowych nawyków się u mnie jakoś nie sprawdziła - zawsze kończyło się na krótkoterminowych zrywach, które nie przeszły nigdy w nic stałego. im dłużej się z tym borykam, tym bardziej nabieram przekonania, że bez wyrzygania z siebie całego syfu i ugłaskania go akceptacją i czymś ciepłym (miłością? albo jakimś jej rodzajem..), to się nie da. ale ja się nie znam. zarobiona jestem.
                • warriorforfreedom Re: autoagresja 25.04.14, 12:46
                  Rozumiem Twoje rozgoryczenie..masz do tego prawo ,
                  wiem również,że łatwiej jest coś napisać,niż to wykonać,szczególnie
                  po tylu nieudanych próbach,które jak piszesz podejmowałaś..,
                  nie chodziło mi tutaj o żadną tresurę siebie,ale właśnie o akceptacje siebie,
                  abyś uwierzyła,że mimo wszystko możesz coś spróbować zmienić,że możesz
                  spróbować pokochać siebie taką,jaka jesteś,ale też możesz pozwolić innym,aby Cię pokochali
                  • canoine Re: autoagresja 29.05.14, 05:28
                    nie no, ja mogę całkiem sporo zmienić. tylko jakoś niewiele mi się udaje :]
    • canoine Re: autoagresja 29.05.14, 12:15
      właściwie to nie widzę żadnego powodu, żeby żyć. nie mam żadnego celu. nic, co by było warte budzenia się kolejnego dnia. nie pamiętam kiedy ostatnio cokolwiek sprawiło mi taką szczerą radość. zaraz ktoś powie, że mi się w dupie poprzewracało, ale nawet wyjazd na drugi koniec świata odczuwałam jakby przez mgłę. jeśli już coś czuję, to jest to raczej przykre. jestem wiecznie zmęczona i przytłoczona poczuciem kompletnej bezwartościowości mego żywota i mej marnej osoby. niczego nie potrafię. nie wiem czy jeszcze cokolwiek mnie interesuje. nawet okaleczanie się, picie, głodzenie się i wszystkie te inne radosne formy autoagresji nie budzą we mnie żadnych głębszych emocji. nawet płytszych często nie budzą. nie widzę możliwości zmiany. moje życie wydaje mi się pustą beznadzieją po sam horyzont. jakby nic zupełnie już na mnie nie czekało. ani ja na nic. idiotyczne. dopóki zapieprzałam jak mały samochodzik, nie przeszkadzało mi to tak bardzo. myk polegał na tym, by się zarżnąć na tyle, żeby nie mieć czasu ani siły rozkminiać, że przegrałam życie. tymczasem na palcach jednej ręki mogłabym policzyć dni, w których nie pomyślałam o tym, że chciałabym już umrzeć. nie żyć. albo wprost - zabić się. "przegrałam życie" - brzęczy mi to w głowie non stop. jestem cholernie zmęczona :/
      • lucyna_n Re: autoagresja 29.05.14, 12:53
        ...
      • lucyna_n Re: autoagresja 29.05.14, 13:21
        tak się zasępiłam nad tym tekstem.. wiem że nie da Ci to żadnej pociechy bo niby dlaczego by miało, ale podobne refleksje są też moją codziennością, pierwsza myśl po obudzeniu to "co tego dnia trzeba będzie wytrzymać " nieuniknione jest też pytanie "po co" ja też nei czuję sensu, wiem że choruję po nic, niestety, nie ukułam głębszego sensu z tego co się ze mną dzieje, i nie znajduję w swoim życiu żadnego większego sensu, ot bycie tu i teraz, dzień po dniu.
        Ja muszę trzymać fason, wiadomo dlaczego. ale często się zastanawiam jak by się potoczyło moje życie gdybym nie musiała trzymać tego fasonu, gdybym nie musiała żyć, walczyć z objawami, z depresją czy czymś tam co we mnie jest. Na szczęście ja miewam dni dobre, i chyba dlatego jakoś tam ciągnę, uparcie, sama się dziwię że wciąż i wciąż na nowo się zbieram, bo zawsze mam wrażenie że już nei mam sił, że już nei mogę, że nie dam rady ani chwili dłużej, ale jakoś tam zbieram się i mebluję ten mój mały świat i jakoś tak dzień po dniu czy dobre czy złe toczą się do przodu.
        Dzisiaj chcę tylko kupić sobei truskawki, tylko tyle, więcej sensu nie będzie.
        • canoine Re: autoagresja 29.05.14, 18:49
          fakt, jakoś mnie to nie pociesza. mogę wykazać jedynie pewien stopnień zrozumienia [nie wiem jaki], ale co to zmienia? hm, pewnie nic.

          najgorsze, że nie mam wizji tego, jakby mogło być inaczej. nie widzę niczego, do czego bym mogła dążyć. jeśli całe życie, które w ogóle kojarzę, jestem zmęczona, czuję pustkę przerywaną jakimiś irracjonalnymi czasem zrywami hipperoptymizmu, czuję się samotna i opuszczona przez cały świat, a jednocześnie kompletnie nie umiem, nie wiem jak to ludzie robią, poczuć się przy kimkolwiek swobodnie, być blisko.. jeśli całe życie, niezależnie od wydarzających się w nim rzeczy, jawi się jako szare, puste, często jakby zamglone, świat ze słoika taki.. to trudno sobie chyba wyobrazić cokolwiek innego. co by mogło dawać nadzieję. a może to tylko ja nie potrafię.

          ale spoko. dziś zrobiłam badania i podobno mam anemię wg wyników. to dziwne, bo miesiąc temu oddawałam krew i anemii nie miałam, ale przynajmniej na chwilę mam na co zwalić swoją życiową zdechłość. martwi mnie za to, że trzeba będzie bardziej zadbać o odżywianie się i w ogóle (ironia losu - nigdy nie miałam tak marnych wyników i to akurat jakiś miesiąc po tym, jak zaczęłam wdrażać proces wzbogacania swej diety o inne rzeczy niż te 3, które ciągle jem). a mi się nie chce dbać. nie mam siły. nie sprawia mi to przyjemności. nie mam po co. chce mi się spać.

          kurde, no przykro mi jak na to patrzę :/
          • lucyna_n Re: autoagresja 29.05.14, 21:36
            w samotności to się takie myśli lęgną, wiem że to nie jest kwestia wyboru, ale nie powinnaś być sama.
            • canoine Re: autoagresja 02.06.14, 09:22
              nie umiem nie być sama. i to poniekąd jest kwestia wyboru - czy jak to określa mój terapeuta - pewnej konieczności (w odniesieniu do czegoś innego, ale też chodziło o dokonanie wyboru może nie najlepszego, ale jedynego, który byłby do uniesienia i który kiedyś pozwalał przeżyć, w imię zasady chyba, że każda decyzja, jaką się podejmuje, jest najlepszą, jaką w danej chwili, w danych okolicznościach i przy aktualnym wówczas stanie wiedzy i doświadczenia można było podjąć.. od piątku ciągle to jeszcze trawię..)
              • lucyna_n Re: autoagresja 02.06.14, 12:45
                jeżeli nie możesz dokonać innego wyboru no to nie masz wyboru, tak ja to pojmuję, ale ja ostatnio mam tak zachwianą wiarę w swój rozum że w zasadzie należałoby mnie odgórnie zabanować żeby nikt nie musiał mnie czytać, gdyż jak wiadomo mam takie natręctwo że tutaj piszę czy ma to sens czy nie.
      • mskaiq Re: autoagresja 31.05.14, 13:54
        Trudno żyć, kiedy nie ma się żadnego celu, kiedy szczera radość jest odczuwana
        już tylko przez mgłę a jak już coś czujesz to jest to przykre, kiedy jest się wiecznie
        zmęczonym.
        Nie cieszy nawet autoagresja, pozostaje żyć z odczuciami, że się przegrało życie.
        Tak bardzo często się dzieje.
        Wszystkie odczucia biorą się z ciała i te dobre i te złe. Jeśli tak, jest to aby móc je
        zmienić trzeba zauważyć potrzeby własnego ciała.
        Pozdrawiam serdecznie.

        • canoine Re: autoagresja 02.06.14, 09:17
          moje ciało ma aktualnie wszystkie flaki poskręcane od uczucia lęku i choćbym chciała, to się go nie da nie słuchać, Mskaiq.
          czasem mam wrażenie, że jesteś jakimś botem, losowo generującym beznamiętne frazy na podstawie napisanych wcześniej przez kogoś słów kluczowych :>
          • mskaiq Re: autoagresja 04.06.14, 22:09
            To ważne, że dostrzegasz swoje ciało i nie możesz go więcej ignorować.
            Z tego co pisałaś byłaś przez długi czas na psychoterapii, czy nikt nie
            rozmawiał z Tobą jaki wpływ zaniedbane ciało ma na psychikę ?
            Tak naprawdę to chyba już wiesz, że tylko samo możesz sobie pomóc.
            Pozdrawiam serdecznie.
            • canoine Re: autoagresja 05.06.14, 08:43
              Ty chyba jednak jesteś botem :( myślący człowiek nie mógłby czegoś takiego wyprodukować :|
      • ekspert_terapiadialog Re: autoagresja 01.06.14, 17:19
        Szanowna Pani,

        Napady autoagresji można zatrzymać. Warto skorzystać z pomocy specjalisty.
        Z Pani słów wynika, że autoagresja nie jest jedyną trudnością. Zachęcam usilnie do wizyty u lekarza psychiatry i w dalszych krokach do psychoterapii.

        Pozdrawiam serdecznie,
        lek. Anna Nowak
        NZOZ Centrum Terapii DIALOG
        www.terapiadialog.pl
        • rzeznia_nr_5 Re: autoagresja 01.06.14, 23:49
          ekspert_terapiadialog napisała:

          > Szanowna Pani,
          >
          > Napady autoagresji można zatrzymać. Warto skorzystać z pomocy specjalisty.
          > Z Pani słów wynika, że autoagresja nie jest jedyną trudnością. Zachęcam usilnie
          > do wizyty u lekarza psychiatry i w dalszych krokach do psychoterapii.


          No brawo , wysilila sie pani.

          W ostatniej Polityce czytalem raport o psychiatrii . Padlo zdanie od lekarza : "jestesmy jak
          dentysci" , chodzilo o to , ze zdecydowana wiekszosc pacjentow korzysta wylacznie prywatnie
          bo nie ma innej dobrej oferty ( jak kogos nie stac to nie korzysta) .

          I rzeczywiscie , jak obserwuje namnozylo sie tych prywatnych spoldzielni i gabinetow jak grzybow po deszczu . Niestety watpie w jakosc , przypominaja raczej Mcdonaldy , z gotowymi
          okraglymi formulkami jak zaprezentowala powyzej pani doktor reklamujaca tu swoja
          spoldzielnie.

          Widocznie dobre czasy nastaly dla tej niemedycznej dyscypliny i wreszcie psychiatra
          zaczyna jako tako zarabiac na tle swoich kolegow .
          • canoine Re: autoagresja 02.06.14, 09:13
            elloł Rzeźnia :)

            z tą ofertą, to z pewnością wiele w tym prawdy.
            aczkolwiek sama łażę w miejsce, gdzie można do psycho-szamana czy na terapię łazić zarówno prywatnie, jak i na NFZ, to są dokładnie te same usługi, ten sam wymiar czasowy itd., tylko na NFZ trzeba trochę dłużej poczekać. przynajmniej za pierwszym razem jak się tam przychodzi. ale to "trochę dłużej" to nie jest 3 miesiące do psychiatry, to kwestia najwyżej paru tygodni, a bywa, że uda się z dnia na dzień (koleżance ostatnio tak się udało wbić). podobnie z terapią - niby kolejki są na długie miesiące, ale w praktyce to trwa sporo krócej (bo ludzie rezygnują, zapisują się w kilka miejsc i gdzie indziej wbijają się szybciej itd.). nie wiem, aktualnie chodzę na terapię w ramach NFZ-tu, bowiem nie było mnie już stać na prywatne wizyty, i nie narzekam. a i mój terapeuta nie z tych, co lecą na kasę. fakt, że zdarzało się spotykać różne indywidua, ale nie uogólniałabym chyba w żadną stronę. a co do ilości prywatnych gabinetów - no cóż, popyt rodzi podaż. proste prawo rynkowe. to w ogóle jest jeszcze głębszy temat (np. rzeczywistego zapotrzebowania na usługi psychiatryczne, leczenia już wszystkiego - nawet tak naturalnych stanów jak żałoba, dół po rozpadzie związku itp.). mam wrażenie, że żyjemy w czasach, gdzie na wszystko oczekuje się pigułki i bez terapeuty czy coacha to już nie ma tzw. samorozwoju. ale to by można było długo się nad tym rozwodzić :)
          • lucyna_n Re: autoagresja 02.06.14, 16:15
            Ja sobie myślę że niedługo będzie to jedno z najbardziej dochodowych zajęć.
        • canoine Re: autoagresja 02.06.14, 09:04
          dziękuję Pani za tę, jakże słuszną, acz lakoniczną nieco odpowiedź. psychiatra, do którego chodziłam, w ostatnim czasie wykazał się już takim poziomem ignorancji mej skromnej osoby, że się z nim pożegnałam i mam nadzieję, że nieprędko mnie mój stan zmusi do szukania innego psycho-szamana. na terapię natomiast chodzę. niestety jest to przedsięwzięcie cholernie trudne, bardzo dużo ciężkich emocji i przeżyć się z tym wiąże, a ja mam dość kijowy sposób ich rozładowywania i przeżywania. i jakbym się nie pilnowała, i tak prędzej czy później 'wybuchnę', a niektórych przejawów autoagresji nie jestem w stanie zatrzymać na jeden dzień nawet (no, raz na ruski rok może zdarzy się takie święto lasu).
          ten wątek to raczej taki opad macek ku glebie. niemniej dziękuję za poświęcenie chwili uwagi.
          Pozdrawiam.
          • lucyna_n Re: autoagresja 02.06.14, 12:42
            ten wątek to raczej taki opad macek ku glebie.

            bardzo trafne:)
        • canoine Re: autoagresja 05.06.14, 08:46
          a tak z czystej ciekawości to czy mogłaby mi Pani powiedzieć jakie sposoby, techniki czy coś, jest najlepsze do ogarnięcia tematu samokatingu? bo przyznaję, że póki co nie trafiłam na nic takiego, co by zadziałało trwale.
          • ekspert_terapiadialog Re: autoagresja 06.06.14, 17:34
            Canoine, nie wiem, jakie techniki stosowała Pani do tej pory, natomiast ze swojej strony mogę podzielić się z Panią technikami z zakresu terapii poznawczo - behawioralnej. Z pewnością zrozumienie przyczyn i mechanizmów leżących o podłoża autoagresji to ważny element pracy nad tym zagadnieniem - u genezy może kryć się na przykład brak akceptacji dla swoich potrzeb, akceptacji siebie i swojego ciała, nieumiejętność radzenia sobie z napięciem emocjonalnym i regulacji emocji w sposób bardziej adaptacyjny. Jednak psychoterapia poznawczo - behawioralna bazuje zwykle na pracy na objawie, zaczynającej się "tu i teraz", natomiast do głębszych mechanizmów dochodzimy zwykle w drugiej kolejności. W tym przypadku praca "tu i teraz" mogłaby się zacząć od monitorowania objawu (jak często, w jakich okolicznościach zdarzają się sytuacje autoagresji, co następuje przed w trakcie i po, jakie myśli, emocje i doznania z ciała im towarzyszą - tu polecam książkę: Padesky, Ch. A., Greenberger, D. (2004). Umysł ponad nastrojem. Zmień nastrój poprzez zmianę sposobu myślenia. Kraków: WUJ. Po takiej analizie być może udałoby się Pani zauważyć pewne prawidłowości, okoliczności bardziej skłaniające do rozpoczęcia czynności autoagresywnych - w takim przypadku można by spróbować zamienić te czynności na inny rodzaj pozbycia się napięcia (np. relaksacje, sport, rozmowa, coś, co byłoby pomocne w Pani przypadku). Skoro zachowania autoagresywne utrzymują się u Pani od wielu lat, być może faktycznie możemy je rozpatrywać w kategorii nawyku, w takim przypadku polecam książkę: Claiborn, J.M., Pedrick, Ch. (2007). Jak pozbyć się złych nawyków. Trening. Gliwice: Wyd. Helion.

            Przede wszystkim proponowałabym Pani omówić tę kwestię z terapeutą, tak aby harmonijnie włączyć plan zmiany Pani nawyków w proces terapeutyczny. Życzę owocnej pracy!

            Pozdrawiam serdecznie,

            Anna Jarmińska - Srebrna
            psycholog, psychoterapeuta poznawczo - behawioralny w trakcie szkolenia
            NZOZ Centrum Terapii DIALOG
            www.terapiadialog.pl
            • canoine Re: autoagresja 06.06.14, 17:54
              dziękuję Pani! :)
              co do źródeł samokatingu, właściwie mogłabym przytaknąć wszystkiemu, co Pani napisała (brak akceptacji, słabo opanowałam wyrażanie emocji, przy czym jestem dość impulsywna, ale nauczono mnie, że wyrażanie jest złe itd., plus to, że po tylu latach to już niektóre formy weszły mi w nawyk dość głęboko). na terapię trafiałam dotąd do ludzi pracujących raczej psychodynamicznie (mam wrażenie, że głównie taka terapia jest refundowana przez NFZ albo jest jej najwięcej, a mnie niestety nie stać obecnie na luksus prywatnych wizyt) - ten nurt nie wydaje mi się zły, choć odczuwam w nim pewne braki, no i większość moich aktualnych odpałów i trudności rzeczywiście zaczęła się dawno-dawno-temu, więc taka archeologiczna kopanina ma sporo sensu. pewne rzeczy w trakcie takiej terapii zresztą mi ustępują, jednak trwa to trochę długo i jest średnio trwałe - jak mnie coś sieknie, to i tak wracam do schematycznego nawyku. no nic, popracuję jeszcze - właśnie wróciłam po dwuletniej przerwie do swojego dawnego terapeuty i zaczynamy.. w sumie jakby od nowa (ja się nie oswajam..). może jak dokończę to, co kiedyś na tej terapii przerwałam i uciekłam, wtedy spróbuję - jeśli będzie potrzeba - terapii beh-pozn.
              dziękuję za tytuły książek :) przeczytam jak je gdzieś znajdę. może znajdę tam coś, co mi pomoże pójść nieco bardziej do przodu :)

              Pozdrawiam!
Pełna wersja