klapouchyy05
27.04.14, 11:43
witam forumowiczów! choruję na depresję od 15 roku życia, ale prawde mowiac towarzyszy mi ona odkąd pamietam. zastanawiałem się nieraz dlaczego? czy rzeczywiscie jesteśmy jakimis ofiarnikami natury, którzy musza cierpieć za nieswiadomosc innych? człowiek to istota szukajaca uparcie sensu, potrzebujaca nadziei i optymizmu. bez nich jest jak zeschła mumia.. dlatego poszukiwanie sensu tej choroby zajelo mi troche czasu, ale to wszystko na nic. we krwi jakby płynie rozpacz, a każda chwila radości musi być srogo odplacona. zainteresowałem się trochę statystykami - wynika z nich, że np. osoby urodzone miedzy kwietniem a czerwcem maja 17 % wieksze prawdopodobienstwo zachorowania na depresje niz urodzeni w innych miesiacach. interesujące. moim zdaniem wszystkie kłapouche istoty cierpią na jakis rodzaj pierwotnego niedostosowania do ziemskiego życia - ten okropny nastroj rano niczym ponowny koszmar narodzin, to jego polepszanie ku wieczorowi, niczym chęć zlozenia do calunu. jestem późniakiem, czasem zartuje, ze juz jako noworodek nie chcialem wyjsc na swiat. wszyscy jestesmy jak takie blogoslawione zabawki w rekach ironii losu winni tyle, co nic - za cioranem. depresja z pewnoscia poszerza pole widzenia, szkoda tylko, ze widzimy to, czego dla dobrego samopoczucia lepiej nie ogladac.