moje rozważania o depresji

27.04.14, 11:43
witam forumowiczów! choruję na depresję od 15 roku życia, ale prawde mowiac towarzyszy mi ona odkąd pamietam. zastanawiałem się nieraz dlaczego? czy rzeczywiscie jesteśmy jakimis ofiarnikami natury, którzy musza cierpieć za nieswiadomosc innych? człowiek to istota szukajaca uparcie sensu, potrzebujaca nadziei i optymizmu. bez nich jest jak zeschła mumia.. dlatego poszukiwanie sensu tej choroby zajelo mi troche czasu, ale to wszystko na nic. we krwi jakby płynie rozpacz, a każda chwila radości musi być srogo odplacona. zainteresowałem się trochę statystykami - wynika z nich, że np. osoby urodzone miedzy kwietniem a czerwcem maja 17 % wieksze prawdopodobienstwo zachorowania na depresje niz urodzeni w innych miesiacach. interesujące. moim zdaniem wszystkie kłapouche istoty cierpią na jakis rodzaj pierwotnego niedostosowania do ziemskiego życia - ten okropny nastroj rano niczym ponowny koszmar narodzin, to jego polepszanie ku wieczorowi, niczym chęć zlozenia do calunu. jestem późniakiem, czasem zartuje, ze juz jako noworodek nie chcialem wyjsc na swiat. wszyscy jestesmy jak takie blogoslawione zabawki w rekach ironii losu winni tyle, co nic - za cioranem. depresja z pewnoscia poszerza pole widzenia, szkoda tylko, ze widzimy to, czego dla dobrego samopoczucia lepiej nie ogladac.
    • kara.mija Re: moje rozważania o depresji 30.04.14, 13:16
      a ten kwiecien i czerwiec to włącznie bo ja z kwietnia więc pasowałby jeśli włącznie
    • zoliborski_goral Re: moje rozważania o depresji 30.04.14, 14:36
      Myślę że na bazie pewnych cech wrodzonych (przede wszystkim pobudliwość układu nerwowego) uczymy się także przyjmowania odpowiedniego nastroju. To by tłumaczyło życiową upierdliwość (ale nie zawsze!) przykładowo takiej cechy jak depresyjność. Po prostu zwalczamy ponury nastrój tym właśnie nastrojem co zamyka kółko. Są jednak oczywiście przypadki uduczenia się takich nawyków w sprzyjających okolicznościach.
    • ingr.ida Świetnie napisane... 02.05.14, 05:37
      To jak napisałeś o odczuwaniu depresji jest zgodne z moimi odczuciami, choruję na depresję o podłożu nerwicowym od podobnego wieku jak ty - jeśli chcesz z kimś o tym popisać to napisz na maila gazetowego.
    • pirx123 Re: moje rozważania o depresji 04.05.14, 08:01
      Ogólnie leki nie leczą. W sumie tylko jakby podleczaja chorobę. Powodują cofnięcie się objawów nie usuwając choroby całkowicie. Szczególnie w psychiatri jest to widoczne. Niestety, przy ciężkiej chorobie pacjent nie ma wyboru . Lekarze są różni. Niektórzy nawet mają ludzkie odruchy
    • druginudziarz Re: moje rozważania o depresji 04.05.14, 11:18
      klapouchyy05 napisał(a):

      > wynika z nich, że np. osoby urodzone miedzy kwietniem a czerwcem m
      > aja 17 % wieksze prawdopodobienstwo zachorowania na depresje niz urodzeni w in
      > nych miesiacach.

      A depresyjny rodzić to na 90% depresyjne dziecko.
      Wiesz, wg mnie to ważniejsza jest odpowiedź na pytanie "skoro już, to jak sobie radzić?" a nie "dlaczego znalazłem się w tym miejscu?".

      P.S.
      Wg mnie te 17% (jesli to prawdziwe) to stany depresyjne matki wynikająca z niedoboru słońca (ciąża w sezonie zimowym - któtki dzień).
      • lucyna_n Re: moje rozważania o depresji 04.05.14, 11:53
        odpowiedź na pytanie dlaczego znalazlem się w tym miejscu jest bardzo ważna żeby wiedzieć jak sobei poradzić. Życie to nie ciąg oderwanych od siebie zdarzeń, to strumień, fala, to wszystko jednym cięgiem płynie, przenika się, od przeszłości się pan siekierą nie odrąbie, chyba że razem z łbem.
        Dużo pan masz jeszcze w z zanadrzu tych banałów? bo poziom forum i tak już sięga dna.
        • druginudziarz Re: moje rozważania o depresji 04.05.14, 13:10
          lucyna_n napisała:

          > odpowiedź na pytanie dlaczego znalazlem się w tym miejscu jest bardzo ważna żeb
          > y wiedzieć jak sobei poradzić. Życie to nie ciąg oderwanych od siebie zdarzeń,
          > to strumień, fala, to wszystko jednym cięgiem płynie, przenika się, od przeszło
          > ści się pan siekierą nie odrąbie, chyba że razem z łbem.
          > Dużo pan masz jeszcze w z zanadrzu tych banałów? bo poziom forum i tak już sięg
          > a dna.

          Ale przeszłości nikt już nie zmieni.
          Nic a nic nie da "odkrycie" że np. miało sie toksycznego rodzica. Albo że ma się od urodzenia nie leczone zaburzenia hormonalne.
          Babranie się w przeszłości to jak grzebanie w ranach, ja dużego pozytku w tym nie widzę.
          A nawet widzę niebezpieczeństwo, że cały impet mentalny skieruje się w przeszłosć a nie przyszłość. Bo oto dojdziemy do miejsca, w którym będziemy juz wiedziec wszystko o tym "dlaczego" i wogóle nie mieć już ani czasu ani siły, by żyć lepiej.
          • lucyna_n Re: moje rozważania o depresji 05.05.14, 08:27
            a kto mówi o kierowaniu całego impetu? jednakowoż marzenia o łatwym i prostym odcięciu się od tego co było i skierowaniu całego siebie ku przodowi to tylko takie marzenia depresyjnego, to się raczej nie udaje, w gorszych chwilach samo wraca.
            • druginudziarz Re: moje rozważania o depresji 05.05.14, 14:40
              lucyna_n napisała:

              > a kto mówi o kierowaniu całego impetu? jednakowoż marzenia o łatwym i prostym o
              > dcięciu się od tego co było i skierowaniu całego siebie ku przodowi to tylko ta
              > kie marzenia depresyjnego, to się raczej nie udaje, w gorszych chwilach samo wr
              > aca.

              A nie sądzisz, że jak ktoś ma depresje, to zastanawianie się nad nieciekawymi wydarzeniami z przeszłosci jeszcze dodatkowo przybija? Po co to komu?
              Takie analizowanie to jest dobre jak ktoś już nie ma emocjonalnego związku z przeszłością, ale nad tym się pracuje latami.
              P.S.
              Mam znajomych z rysem schizoidalnym. Masakra, wieczne introspekcje, nic do przodu.
              • lucyna_n Re: moje rozważania o depresji 05.05.14, 15:12
                nie trzeba się celowo zastanawiać i wspominać żeby wrociło, wroci np w postaci nieświadomie stosowanych schematów, reakcji emocjonalnych wypracowanych tak dawno że nawet nie wiesz kiedy. Nie trzeba snuć wspomnień żeby przeszlość z całym impetem zwalila się człowiekowi na plecy. Do rozpamiętywania wydarzeń dla samego ich rozpamiętywania to chyba już nikt nikogo nie namawia, ja też jestem jak najdalsza od takiej koncepcji, czasy tego typu terapi mam nadzieję minęły, jednakowoż można nie wspominać, ba można wręcz nie moc sobie przypomnieć i można nie być w stanie odciąć się od przeszłości.
            • nativeau Re: moje rozważania o depresji 05.05.14, 22:53
              jezu, ale belkot.
    • lucyna_n Re: moje rozważania o depresji 04.05.14, 11:50
      wincie
      iak

      nawet fajne.

      btw, leki na inne choroby też w zasadzie często niczego nie leczą tylko łagodzą objawy.
    • lucyna_n Re: moje rozważania o depresji 05.05.14, 23:27
      mamroczesz
Pełna wersja