lucyna_n
30.05.14, 13:11
dlaczego to na mnie nie działa, od alt codziennie robie miliardy rzeczy ktorych się boję i nic, dlaczego lęk jest tak wiernym towarzyszem, i dlaczego potrafi zniknąć jakby go nigdy nie było po to żeby pojawić się w sytuacji pełnego komfortu psychicznego i fizycznego. Dlaczego jednego dnia mogę funkcjonować normalnie a drugiego doczołganie się do łazienki stanowi wyczyn na granicy sił. Co to ku... jest, i dlaczego nikt, dosłownie nikt z mojego otoczenia w realu tego nie ma, mają owszem inne pie...e ale nie pojmują lęku "bez powodu", nigdy nie odczuli. Czuję się jak kosmita, jakbym sobie wmówila te depresję. Po tylu latach powinnam już się chyba przyzwyczaić, a ja wciąż w czasie remisji myślę że depresja to było jakieś moje wyobrażenie, że to nie było "naprawdę" że teraz już będzie ok i tak pozostanie, aż do następnego nawrotu. Tyle że te nawroty coraz częstsze, coraz dłuższe, a remisje żalośnie krotkie, na leki reaguję trzęsiawą już na sam widok recepty, po prostu nei mogę patrzeć już na kolejne cudowne tabletki które miały pomóc. Trzymam się życia jak pijany płota, kiwam się kiwam, ale kroku zrobić nie mogę. Dlaczego normalne dla mnie jest że się odczuwa panikę, lęk, że się nie śpi, nie je, nie żyje. Dlaczego kiedy jest źle nic na mnei nei działa, leki, ćwiczenia, marchewka a kiedy jest dobrze to jest bez żadnych starań,
co w tym łbie mi nie styka,
żebym się chociaż uczciwie umiała najeść stabilizatorow czy innego szitu, ale mi po tych tabsach jeszcze gorzej niż bez.
Dzisiaj naprawde odechciało mi się wszystkiego, każda pie... urasta mi do rangi wpinania się po pionowej ścianie bez zabezpieczeń.
Pytania oczywiście są retoryczne, teoretyczne odpowiedzi znam, ale guzik mi ta wiedza pomaga.