martini-7
10.06.14, 13:27
Im dłużej żyję tym częściej zauważam, że ludzie mają tę piękna umiejętność aby za swoje niepowodzenia czy inne nieszczęścia obwiniać innych, np. by kiedy dostaną po premii w pracy to nie myślą "kurcze faktycznie nawaliłem" tylko, że jakiś frajer podłożył im świnię (bywa i tak) albo, że szef się przywala (tak bywa jeszcze częściej). Jednakże, dlaczego tak ciężko powiedzieć, że problem leży w nas?
Może po prostu trzeba przyjąć taką taktykę właśnie w życiu? Moja depresja to coś co nie wynika w żaden sposób ze mnie, a z ludzi jakich przyszło mi spotkać? Może trzeba jak inni zwalać wszystko na innych i żyć z poczuciem własnej boskości. Nie dałabym pewnie rady, ale zastanawia mnie jak inni dają, jak lekko odciążają siebie i swoją cud osobę przerzucając wszystko na innych i świat. Spychologia rządzi.
Ten post to takie tylko podzielenie się ostatnią refleksją. Nie mam napadu czarnych myśli ani nic, jest u mnie ok :)