martini-7
08.07.14, 13:58
No i jak w tytule... męczę się teraz z własnym sumieniem, a wszystko przez sprawę tego dziecka uratowanego przez Chazana.
Była u mnie znajoma (też matka), jakoś tak rozmawiałyśmy, mówiłyśmy, że od kiedy człowiek ma dziecko to jakoś jeszcze bardziej go ruszają te wszystkie afery z lekarzami zaniedbującymi ciężarne i porody i takie tam co w rezultacie prowadzi do śmierci.
Jakoś tak od słowa do słowa doszło do rozmowy o stanie w jakim urodziło się dziecko kobiety, której Chazan odmówił aborcji. Nie jestem zwolennikiem aborcji, ale są przypadki które są jakie są.
Powiedziałam, że teraz czeka to dziecko powolna śmierć, a choć i aborcja jest dla dziecka męką to jeśli humanitarny lekarz to zacznie od karku. Jakoś tak mi się wyrwało, palnęłam jak durna, a dziewczyna jest po ciąży pozamacicznej i aborcji jaka się z tym wiązała.
Mam teraz strasznego kaca moralnego, że jakoś tak bezceremonialnie palnęłam, że mogłam jej sprawić przykrość, odgrzać złe wspomnienia, czy dać poczuć, że jej dziecko cierpiało... męczy mnie to, zwłaszcza, że pokierowałam się własnymi przekonaniami, a nie tym co mówią naukowcy, że dziecko w łonie matki ból odczuwać może dopiero w III trymestrze...
Przepraszam Was, ale musiałam się "wygadać" bo, sumienie mnie dręczy, a z dziewczyną gadać o tym nie chcę bo, jeśli się okaże, że jej to nie ruszyło to po co grzebać się w tym....