wwwybredna
01.08.14, 23:28
Kilka dni temu powiedziałam dość partnerowi ,który dręczył mnie od około roku.
Ja -wydawałoby się silna ,niezależna kobieta, wykonująca wolny zawód ,z pasją ,ukochanym dzieckiem i niezłymi zarobkami dałam się sponiewierać :( On bez stałej pracy ,z czterema koszulkami i parami skarpetek na krzyż ,bez ambicji zdominował całe moje życie i co gorsze -życie mojego dziecka .
Nie chce mi się opisywać tego co mi wmawiał ,jak się denerwował na każdy przejaw buntu ,ile rzeczy mi zniszczył (z mojej winy -bo przecież to ja go zdenerwowałam)...
W środę powiedziałam DOŚĆ! Dziecko miesiąc na wakacjach -nie będzie świadkiem przepychanek i kłótni, postanowiłam działać...
I zaczłęo się - po 3 dniach mam zdemolowane meble, próbę samobójczą za sobą (podcięłam sobie żyły z bezsilności -nie było możliwości się go pozbyć!). Nachodzenie w miejscu pracy ,naslanie policji w miejsce pracy...
Złożyłam doniesienie na policję -jak wróciłam do domu -nie było moich ukochanych psów :(
Szef powiedział,że mam się w pracy nie pokazywać póki wszystkiego nie załatwię.
Zlikwidowałam konto na fejsbooku- za późno -gnój jaki tam zrobił...Łącznie o posądzenie o handel narkotykami...
Nie mogę przestać plakać ,nie wiem co robić, czuję się zaszczuta i najnormalniej w świecie nie mam siły walczyć.
Ciągle myślę o śmierci, bo cierpienie mnie przerasta.
Do wszystkiego doszłam sama -teraz mogę stracić pracę -w związku z czym dom i prawo opieki nad dzieckiem (trudno się opiekować dzieckiem pod mostem).
Rodzina i przyjaciele mnie wspierają ,ale tak mi strasznie przykro ,że muszą przez to przechodzić przeze mnie ,bo wszyscy mnie przed nim ostrzegali,a ja byłam głupia i naiwna.
Nic tylko siąść i powiedzieć "A nie mówiłam?"
Jestem na krawędzi- jeśli on zrobi cos jeszcze żeby uprzykrzyć mi życie to skoczę.
Nie mam już siły walczyć :(
Nigdy nie znalam ludzi tego pokroju ,nie wiedziałam ,że można tak manipulować ,kłamać,naciągać fakty,przekręcać i WIERZYĆ W TO!! On naprawdę wierzy ,że to ja go zmuszam do demolki ,że to przeze mnie musiał mnie hejtować bo on chciał się pogodzić ,a ja odtrąciłam jego wyciągniętą rękę.
Nie mam pojęcia co robić poza palnięciem sobie w łeb (kolokwialnie rzecz ujmująć) :(