niech to dunder świśnie..

18.09.14, 17:35
Dwa miesiące temu zakręciło mi się w głowie .. tak mocno, że ledwo doczłapałam do domu.. Następnego dnia byłam lekko przetrącona, potem pojawiły się zawroty głowy. i jakieś takie złe samopoczucie - spięcie w środku... przebadałam się, morfologia, hormony (tarczyca 2,3), laryngolog, neurolog.. jeszcze czekam na wyniki rtg kręgosłupa - tzn mam wyniki ale nie rozumiem więc czekam na wizytę. anyways. chwilami przechodziło, byłam w mega fajnej formie, góry, znajomi, grill, czasem wracały zawroty głowy, mroczki przed oczami (u okulisty też byłam). a w zeszłym tygodniu ledwo podniosłam się z łóżka do pracy - w sensie byłam bardzo zmęczona. I jakiś taki lęk się pojawiał, że będę się źle czuła w pracy. Drżenie rąk.
wzięłam dwa dni wolnego. myślałam że przejdzie - nie przeszło. Czułam się mega zmęczona. Zapytacie czy miałam urlop w tym roku. nie miałam. sporo pracuję. w korpoświecie. sporo stresu, presji. Nie mówię że potrzebnej, ale niestety tak to funkcjonuje. problemów życiowych raczej nie posiadam. wszyscy zdrowi. życie się układa.
No i tak poszłam do internisty bo naprawdę nie miałam siły iść do pracy, samo wyjście do lekarza mnie zestresowało - jakbym szła na jakiś egzamin czy wystąpienie. drżące dłonie, ścisk w żołądku. (nigdy nie miałam takich objawów, no chyba że przed wizytą u stomatologa ;-) No i tak pani internista powiedziała że wygląda jej to na objawy nerwicy lękowej i że sugeruje wizytę u psychologa i psychiatry. Plus wypisała 4 dni l4 - żeby odpocząć. I mówiła żeby nie wzbraniać się wizyty u psychologa i psychiatry. No i tak siedzę na tym L4. jestem zmęczona. W sensie nie mam standardowej energii. ale idę na spacer. Śpię dobrze 8-9h. I poszłam do psychologa - pierwszy raz w życiu bo pomyślałam że może faktycznie moje nerwy szwankują. Pani psycholog to jakaś porażka była (jak na mój gust)- słuchała mnie; po 10 minutach rozmowy rzekła iż wypada się przejść do psychiatry po jakieś antydepresanty. I że mam postać nielekkiej (czyli pewnie ciężkiej) depresji; kazała mi narysować drzewo : stwierdziła że jestem przytłoczona życiem, nie mam oparcia, jestem niedojrzała. Wtedy czułam się jakby Pani wróżyła z mojej ręki. No i tak wyszłam z tego gabinetu. Wkurzona - całkiem miła emocja to była. Dzisiaj poszłam na rower. Na zakupy. Na obiad do rodziców. Nie czuję się dobrze ale jako tako. Wieczorem spotkam się ze znajomymi bo mnie odwiedzą. Ale zastanawiam się czy powinnam iść do psychiatry? innego psychologa? Wziąć jeszcze tydzień L4 - odpocząć? potem 2 tygodnie urlopu? I zobaczyć? Czy ja jestem ślepa na swoje własne samopoczucie czy ta pani psycholog przesadziła? Czuję że coś jest nie tak. Ale nie wiem co.

Dziękuję za Wasze uwagi.
maya
    • anaisia Re: niech to dunder świśnie.. 18.09.14, 18:22
      Wygląda na początek nerwico/depresji. Pytanie w którą stronę to pójdzie. U mnie się niestety rozwinęło, ale miałam dużo bardziej gwałtowny początek. Choć na początku też nie miałam bezsenności to po paru tygodniach ona się pojawiła, a uwierz mi, że to najbardziej rozwala życie. Zrób wszystko, zeby nie dopuścić do rozwoju choróbska. Ja na Twoim miejscu wzięłabym dłuższe zwolnienie i poszła na terapię jak najszybciej, oczywiście do terapeuty, który Ci podpasuje. Wygląda na to, że jesteś przemęczona/ wypalona i potrzebujesz się odbodźcować:) Pozdrwiam
    • lucyna_n Re: niech to dunder świśnie.. 18.09.14, 19:24
      Stres się kumuluje, a ciało w końcu się buntuje i wysyla rozpaczliwe sygnały pod tytułem "ja chcę odpocząć", sama pewnie to wiesz bo to żadna wiedza tajemna.

      u mnei takie dziwne zawroty głowy jakby mi ziemia umykała spod nóg, albo jakbym chodzila po grubej gąbce zawsze pojawiają sie kiedy depresja się nasila, czasem to naprawdę nie idzie złapać pionu, wnerwiające uczucie jakby innych objawów nie bylo dosyć. Jeżeli umiesz i możesz to bardzo pomaga na to pływanie, chyba chodzi o jakieś rozlużnienie mięśni pleców czy karku, sama nie wiem ale pomaga, na krotko bo dzień, dwa, ale zawsze. Może też masaże, ale mnie nigdy jakoś nie zdażyło się spróbować, za daleko trzeba by jeżdzić, a ja w depresji żle znoszę przemieszczanie.

      ps
      do mnie też nie przemawiają psychologowie od rysowania i lepienia z plasteliny, jak dla mnie ci ludzie są jacyś tacy nieogarnięci i infantynie się z nimi rozmawia, to są chyba metody dobre dla dzieci.
    • deadgirl Re: niech to dunder świśnie.. 19.09.14, 11:26
      z tym rysowaniem drzewka to pani psycholog pojechala, wybralabym sie do kogos innego, ale musisz wiedziec, ze w gabinecie psychologa czy psychiatry, nie uslyszysz samych pochlebstw na swoj temat. Nie ocenia Cie, ale doradze cos na wszelki wypadek: pokora to dobra rzecz podczas leczenia, oczywiscie nie chodzi mi o brak zdrowego krytycyzmu w stosunku do specjalistow. Nie zniechecaj sie, szukaj pomocy do skutku. Samo odpoczywanie nic nie da, bo musisz sie uporac z konkretnym problemem, przepracowac go. Wrocisz z urlopu i zacznie sie na nowo. Odpocznij i w tym czasie odwiedz psychiatre, na ktorego temat jest duzo pozytywnych opinii w necie, on wie do ktorego terapeuty warto pojsc (wszyscy sie znaja w tym srodowisku) i albo znajdziesz sobie sama takiego, albo zdaj sie na opinie lekarza, ktory bedzie wiedzial jaki rodzaj terapii, jesli jest Ci potrzebna, jest dla Ciebie odpowiedni.
      • deadgirl Re: niech to dunder świśnie.. 19.09.14, 11:51
        Jednak stres codziennymi obowiazkami, przemeczenie to pewnie glowny powod Twojego stanu. Odpoczynek jest jak najbardziej wskazany, ale nie tylko podczas urlopu, wlasciwie codziennie powinnismy sobie znalezc moment na to. Lucyna ma racje z tym plywaniem. Inna rzecz, ze trzeba umiec sie relaksowac. Sa osoby, ktore nie potrafia odpoczywac. Mozesz cos wiecej napisac o relacjach w pracy? Jaki masz kontak z przelozonymi i reszta? Bardzo sie stresujesz wykonywanymi zadaniami?
        • 2maya Re: niech to dunder świśnie.. 19.09.14, 16:07
          Hm no tak nie przedstawiłam się - przepraszam.

          Lat 28. singiel. aktualnie chyba powoli.. zauroczona. miesiąc temu poznałam fajnego faceta. hm mimo że krótko się znamy powiedziałam mu że źle ze mną... (a ja to najchętniej nie mówię o swoich problemach na około). Wspiera. Jest mega ciepłym człowiekiem. Wczoraj długo z nim siedziałam i rozmawiałam. Dobre emocje.

          Praca - ja zawsze byłam ambitna. Może za bardzo? Dużo się zamartwiałam na zapas - niepotrzebnie. Np że coś się nie uda, abo coś złego się stanie. Tak czy siak zawsze sobie świetnie radziłam na uczelni. W pracy jestem tzw. świetnym pracownikiem do misji specjalnych. Mam mega fajnych ludzi z którym pracuję na co dzień. Średnia wieku 30 - pomocni, weseli, z częścią się zaprzyjaźniłam na tyle że spędzamy czasem razem weekendy, wieczory przy winku itd. Nigdy moje środowisko pracy mnie specjalnie nie stresowało. Pracuję tam już 5 lat. Wiadomo były cięższe projekty - mało czasu na wykonanie zadania, ale się jakoś dało.
          Jakiś czas temu zaczęłam pracować z szefem (w okolicach maja) który jest mega zestresowany (ciągle czymś się bawi, porusza nogami itd.) Moja rodzina stwierdziła że to on mnie zestresował samą swoją obecnością. Jest wymagający. Nerwowy. Może to to?

          Nie byłam na urlopie od roku. Wiec może też to?

          W czerwcu mój współlokator się wyprowadził i mieszkam sama - może to też to? Od 2 lat mieszkałam z bratem. Brat i bardzo dobry przyjaciel w jednym. Rozmawialiśmy, jadaliśmy razem śniadania, kolacje, znajomi ciągle się przewijali. A teraz jakoś tak pusto się zrobiło w domu. Cieszę się że układa sobie życie z narzeczoną, ale pomyślałam też sobie - tak teraz zostaję sama...

          Chyba tyle wystarczy?

          Wiecie z tym psychologiem, ja to chyba jestem albo staram się być pokorna. ale jak Pani mi powiedziała że : na podstawie kresek - gałęzi drzewa stwierdzam że jestem bardzo niedojrzała - to mnie zatkało. I chyba nie tego oczekiwałabym od pierwszej wizyty kiedy przychodzę i mówię jak na spowiedzi co mi na sercu leży. I że coś nie gra... i pewnie to nierozsądne ale chwilowo nie mam ochoty ponownie udawać się na taką godzinną sesję...

          Co do relaksowania się. Ja sporo biegałam (3 razy w tygodniu wieczorami). Ostatnio zaniechałam ze zmęczenia. Pilates czasem. Czasem basen. Czasem długa kąpiel. Czasem muzyka relaksacyjna. Sporo czasu spędzałam poza miastem - wieś, leżaczek, książka. Zimą narty. Latem góry. Nie wyczynowo. Ale tak rekreacyjnie. Chodzę na masaże czasem. Ja szybko odpływam w ogóle na masażach i przy relaksacjach/medytacjach.

          To nad czym teraz zastanawiam się najbardziej to czy powinnam siedzieć na L4 czy jednak iść do pracy. Z jednej strony mózg mówi mi odpocznij - ogarnij się - zajmij sobą. A z drugiej : eee Maja dasz radę , idź do pracy, lubisz to co robisz, nie poddawaj się. Z innej znowu: przecież nic mi takiego się nie dzieje. Trza się wziąć w garść i żyć dalej. Włącza się też : przecież ktoś w pracy mnie musi zastępować - powinnaś wrócić. (ten argument staram się wyciszać..)
          Wiem, wiem na pewno powiecie mi że ja sama muszę zdecydować... ale jakoś tak dobrze mi się pisze.

          Dziękuję za wysłuchanie i Wasze doświadczenia !
          m.

Pełna wersja