deadgirl
19.09.14, 10:53
Nie wiem, jak poradzic sobie ze zloscia na starego. Chlal i robil pieklo w domu, a teraz z duma opowiada, ze on alkoholikiem nigdy nie byl, bo kiedy nie chcial, to nie pil, nie czul potrzeby chlania. Kurrr... Nie da sie tego sluchac. Kiedy bylam mala, to mowil do mojej matki, ze nie jem, tylko zre (bo za duzo jadlam jego zdaniem); kiedy mialam 4 lata, to mowil mojej matce, ze jestem kur*a i bedzie mnie musiala szukac po burdelach. Pewnie byl pijany, kiedy to mowil, ale trudno przejsc obok czegos takiego obojetnie.
Od dawna juz nie chleje (klopoty ze zdrowiem) i stara mi sie pomagac, jak moze, ale ja go nie darze takim uczuciem jakim sie darzy tatusia. Ostatnio zaczal sie czepiac: a to glos mam nie taki - warcze ponoc na niego (bardzo wrazliwy jest na swoim punkcie i wszystko bierze do siebie), zaczal sie madrzyc (madrowanie sie to jego pasja, np. z niesmakie odpowiedzial mi na moja rekomendacje, ze on zadnych seriali nie oglada, bo nie ma czasu na takie glupoty, a pozniej wlaczl tv i komentowal jakis idiotyczny serial paradokumentalny) co mam zrobic w danej sytuacji, nie slucha, co sie do niego mowi, bo od razu zaczyna sie denerwowac. Niby nic wielkiego, ale tak sie zdenerwowalam po jego krotkich odwiedzinach, ze wpadlam w histerie. Doradzcie mi, prosze, jak mam sobie radzic z agresja i poczuciem braku wplywu na sytuacje w relacji z takim czlowiekiem. Moze mam udawac, ze slucham jego madrosci a nastepnie pozostawiac to bez komentarza? Po prostu ignorowac dziada. Dla was to pewnie pierdoly, ale ja przez nie wlasnie strasznie sie spalam emocjonalnie.