kiedy psychoterapia? kiedy leki?

02.10.14, 16:47
jak w temacie... od czego uzależnione jest włączenie leków? albo stosowanie psychoterapii? albo 2w1?

jestem świeża w temacie - różne opinie słyszę - że leki tak - że leki nie - bo to zło - bo jeśli niekoniecznie to lepiej nie - lepiej znaleźć przyczynę złego samopoczucia a nie stosować leki - włączać leki bo się poprawi - nie włączać bo skutków ubocznych dużo.... i bądź tu mądry.


-
    • lucyna_n Re: kiedy psychoterapia? kiedy leki? 02.10.14, 18:08
      Będzie dobrze, myślenie o tej wizycie pewnie jest gorsze niż sama wizyta, jak to z lękiem bywa.
      Wyobraź sobie jaka będziesz z siebie zadowolona już po wizycie, że nie uległaś pokusie ucieczki i stawiłaś czoło tej sytuacji. To naprawdę duży krok że się zdecydowałaś mimo swoich obaw i lęku na terapię. To bardzo bardzo dużo i możesz być już teraz z siebie dumna. Nie każdy zdaje sobie sprawę jak trudno jest przełamać lęk, ja sobie zdaję i szczerze się cieszę że mimo wszystkich ograniczeń starasz się walczyć o swoje zdrowie i szczęście.

      Co do lekow to nikt nie jest w stanie Ci zdalnie powiedzieć czy Ty ich potrzebujesz czy nie. Polegaj na tym co powie lekarz i terapeuta, oni w końcu od tego są.

      Tym, kim byłaś, stań się znów;
      Ujrzyj jawę, nie świat snów.
      • 2maya Re: kiedy psychoterapia? kiedy leki? 02.10.14, 21:25
        hej lucyna_n ...

        tak sama wizyta jest dużo lepsza niż myślenie/oczekiwanie... pani psychoterapeutka bardzo w porządku. moje samopoczucie w trakcie rozmowy dobre. wyrzucanie z siebie tego wszystkiego też jest dobre.

        wiesz, jestem dumna z tych małych sukcesów. myślę o nich. myślę jak dużo mnie kosztują i jak są ważne.

        dzisiaj porozmawiałam z przyjaciółką. powiedziałam jej jak mi źle. jak się boję. jak ważna jestem teraz dla siebie a nie wszyscy dookoła. nie zgrywałam dzielnej kobiety. nie udawałam.

        mam nadzieję że Ty miewasz się dobrze lucy.
        m.
        • lucyna_n Re: kiedy psychoterapia? kiedy leki? 03.10.14, 16:00
          To się cieszę że jest ok, że czujesz że idzie w dobrą stronę, naprawdę te malutkie osobiste sukcesy są ważne, a przynajmniej mi jak to mówią angole "robią" dzień.

          Co do mojego samopoczucia to bywa rożnie, ale staram się jakby oddzielić depresję, a zwłaszcza jej somatyczne objawy od swojej osoby jako takiej. Czyli nie daję się już zepchnąć na takie beznadziejne dno dna jak to kiedyś bywało. Staram się cały czas mimo choroby żyć jak naintensywniej i najnormalniej jak w danym dniu mogę (czasem to oznacza tylko kilka ćwiczeń, tabletkę, zrobienei kanapki, tabletkę, zwinięcie się w klębek z książką albo i bez, tabletkę, spacer wieczorem to szczyt możliwości tego dnia, ale takie jest tego dnia moje zdrowie, tyle mogę, no trudno, nstępnego dnia może będzie lepiej), no i szukać tych dobrych schematów myślowych. Porzucić stare śmieci typu poczucie winy które naprawdę jest ogromnym ciężarem i potrafi zatruć każdą chwilę. Staram się żyć tu i teraz. Teraz jest ok, nie wybiegam myślami w przyszłość. Co będzie to będzie. Do tej pory jakoś żyję to i dalej też sobei poradzę. Będą złe dni, ale dzisiaj o nich nie chcę myśleć, będę się martwić jak przyjdą.
          Powiem szczerze że gdyby w mojej okolicy był sensowny i dostępny dla mnie cenowo terapeuta to chyba bym nawet z przyjemnóścią chodziła na terapęi. Lubię się poznawać, nawet te kiepskie rzeczy o sobie, bo tylko poznawszy je mogę coś zmienić. To mnie w tej chwili bardziej ciekawi niż przestrasza, ale niestety nie mam takiej możliwości, ale od czego jest literatura.
Pełna wersja