warning_adapter
12.11.14, 23:16
Witajcie chorzy i zdrowi! Mam 33 lata, kobieta, 2 dzieci, mąż od 9 lat. Jestem racjonalnym typem myślącym, analitykiem, realistą, regułkowym ( pl.wikipedia.org/wiki/Introwersja) introwertykiem. Uwielbiam kryminały, fakty , dowody, demaskowanie. Powinnam pracować na stanowisku detektywa a nie w banku ...ale do rzeczy. Moje życie nie jest usłane różami, jak każdego z nas -pewnie powiecie. Każdy ma tam jakieś swoje przeżycia traumatyczne lub nie. Z pewnością są one subiektywne. Ja też je mam ale mam ich tyle, że czasami zastanawiam się czy ja powinnam się w ogóle urodzić ?! Ale myślę sobie, że skoro się urodziłam, to pewnie tak musiało być :-) Jestem matką, żoną i wszystkim tym co każda kobieta w domu ;-) -wiadomo obowiązki ! Ale uważam swoje życie za szczęśliwe. Zawsze doceniałam i doceniam zdrowie. Wg mnie to najważniejsze ! Zdrowie nasze by pracować i zarabiać na utrzymanie dzieci i domu oraz zdrowie dzieci - to chyba powinnam wymienić jako pierwsze :P- jest najważniejsze! Nie masz zdrowia , nie masz nic. Ostatnimi czasy nasiliły mi się tzw. stresy. Patrząc wstecz - jakieś 3 lata były przerwy. Ale ostatnie 5 tygodni, kiedy mój mąż wyjechał za granicę w delegację i zostałam sama z dziećmi, psem, piecem ( tak tym do palenie i grzania), domem, pracą 12 godzinną ( z dojazdami) poczułam, że moje życie jest nerwowym, ciągłym kołowrotkiem. Tak naprawdę nie miałam przez ostatnie 5 tygodni czasu dla siebie, wieczorami kończąc obowiązki matki, uświadamiałam sobie, że godz. 21:30 jest jak najbardziej odpowiednia, by położyć się spać, bo przecież o 5:00 rano zadzwoni tel by wstawać. I tak w kółko. Weekendy sprzątanie, gary ,bachory i ciągle coś. Zero odpoczynku, relaksu, zastanowienia. Nie wiem czy ja sobie sama takie tempo życia narzuciłam czy tak się nie potrafię ze wszystkim wyrobić. W każdym razie 6 listopada przeżyłam w pracy coś co można śmiało nazwać atakiem ! Cholera wie czego to był atak ale poczułam się jakbym miała zawał. Ja ! Zawsze zdrowa ! Wysportowana ! Czarny pas w TaeKwonDo ! Zwarta! Gotowa ! Pracowita ! Matka ! Zarobiona Matka ! Matka bez czasu dla siebie ! Padłam w pracy ! Zemdlałam ...ale wcześniej miałam objawy duszenia -ścisku w gardle- jakby za ciasny golfik. Uczucie ciężaru w klatce, duszności, kręcenia w głowie, skoku ciśnienia, mrowienie kończyn i dekoltu. Przyspieszonego pulsu. Fali uderzeniowej, która jakby szła od nerek w stronę głowy.
Znieśli mnie na dół do kliniki (ten sam budek). Tam lekarze po 2 EKG stwierdzili niedotlenienie serca, reszta szybkich badań w normie. To był czwartek....a w sobotę ( żyjąc na większym luzie, nie przemęczając się ) dostałam tego znowu. Tylko, ze nie zemdlałam. Duszności, zawroty głowy, "zaciasny golfik" ,ciężar w klatce, skos ciśnienia, przyspieszony puls. Pomogły wdechy zimnego powietrza na parapecie ale mało brakowało bym zemdlała. Ratowały mnie ostatnie podrygi świadomości , wiedziałam, że nie mogę zostawić samego mojego półtorarocznego dziecka. To mnie jakoś opamiętało. Mimo to poszłam do szpitala, zrobili mi 2-krotne EKG gdzie znowu wyszły jakieś nieprawidłowości i zwiększona liczna płytek krwi ale w górnej granicy normy. Od tego czasu biorę raz dziennie Acard, 2 razy dziennie Valerin forte ale to nic nie daje. Ataki przychodzą nagle i w najmniej oczekiwanych momentach. Kiedy rozmawiam z koleżanką, bawię się z dzieckiem, oglądam swój ulubiony serial. Absurd !
Gdzieś pewnie w podświadomości boję się ich, tego, że zemdleję, zostawię dzieci same w domu, nie zamykam nawet drzwi wejściowych na dół by ewentualnie matka mogła je z zewnątrz otworzyć. Niby nie myślę ale myślę. natomiast bardzo szybko nauczyłam się z tym walczyć umysłem. Uświadamiam sobie, że to tylko zryty beret,moje wyobrażenie, moja psyche, tego nie ma, to nie tak, mogę to zmienić. Oddycham głęboko, polewam ręce zimną wodą, stawiam swoje emocje na baczność, nakazuję sobie natychmiast przestać. Dziś średnio mi to wychodziło ale nie dopuściłam do skoku ciśnienia. Czuję kiedy to przychodzi i od razu włączam odpowiednie myślenie, oddechy, rozluźnienie. Wiem jaką potęgą jest umysł. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo mam na to wszystko wpływ ale wkurza mnie niemiłosiernie, że jest ze mną coś nie tak. Że nie kontroluję tego, nie mam wpływu na atak i jego przyczynę. Dodam, że nie mam żadnych lęków, obaw, problemów. No może poza tęsknotą za mężem, miłością, dotykiem :-) Mam wspaniałe dzieci, dobrą pracę i generalnie moje życie jest git. Skąd mi się to wzięło ? Kiedy minie ? Czy czas iść do psychologa ?? W poniedziałek mam kardiologa. Zobaczymy co powie. Czy zapisać się do psycho prywatnie czy państwowo ?? Dziękuję za uwagę, pozdrawiam. Judyta