martini-7
01.12.14, 19:22
Mam dziś słaby dzień, nie ma co kryć, może nawet i słaby tydzień. Kiedyś euforia musiała minąć i trzeba teraz przeczekać, oswoić i zwalczyć to co się w głowie wykluwać zaczyna.
Trzy lata temu urodziłam pierwsze dziecko, po urlopie macierzyńskim podjęliśmy decyzję, że do pracy nie wracam bo, za mało zarabiam, to co zarobię pójdzie na żłobek i paliwo. Zostałam z dzieckiem w domu. Sama. Mąż pracuje za granicą. Teraz kiedy jesteśmy już tu wszyscy razem parę miesięcy temu urodziłam drugie dziecko. Euforia z posiadania dzieci ogromna, radość z przebywania z nimi też. Jednak... Jednak przychodzi taki dzień, kiedy człowiek by sobie wyszedł, odreagował, a tu zonk. Małe ostatnio chore, ja siedzę jak turek w domu, nawet na głupi plac zabaw nie pójdę. Nikogo tu w zasadzie nie mamy. W PL jak już zaczynałam chodzić po ścianach, zawsze mogłam poprosić kogoś z rodziny aby na choć 2 godz został z dzieckiem, choć za dumna byłam i rzadko to robiłam, a tu nikogo takiego nie mam. Ostatnio wyszłam sama, bez całej świty na zakupy, zwykłe zakupy spożywcze i dało mi to radość z przebywania samej ze sobą. Wstałam rano, obudziłam męża żeby był przygotowany, że nie będzie mnie jak dzieci wstaną i poszłam. Długo to nie trwało bo, musiałam wrócić do domu na karmienie małej, ale zawsze coś. Dziś siedząc w domu patrzyłam jak ludzie na przystanku wsiadają i wysiadają z autobusu i zazdrościłam im. Postanowiłam po nowym roku idę gdzieś dorobić kasę, odstresuje mnie to bo, zrobię coś pożytecznego, a przede wszystkim będę przebywać z ludźmi, a nawet jak nie to będę robić coś innego. Wiem, że to co się dzieje to słaby dzień, słaby tydzień i lada moment minie, ale poczułam potrzebę wyrzucenia tego z siebie. Nie chcę się z tym kisić. Mąż mnie rozumie i popiera mnie. Ech, no to sobie popisałam i już mi jakoś lżej. Matko jeśli pisanie na forum daje ulgę to znaczy, że terapeuci będą niedługo na wymarciu ;)