niszczę swój związek...

11.09.04, 01:26
i nie potrafię temu zaradzić. Zazdrość, małe poczucie własnej wartości,
wrażenie że On nie kocha (choc widze ze wszytko dla mnie robi,) zrezygnowanie
i poczucie beznadziejności.

leże i nie odzywam się, nie potrafię otworzyć ust,śpię 4 godziny. Wesoła,
aktywna dziewczyna zmieniła się w pesymistyczny cień człowieka.

Jak nauczyć się ufać?! Jak odżyć? Nie moge Go stracić....
    • belpo Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 01:32
      zacznij od pokochania samej siebie..bezwzględne zabieganie o Niego raczej niczego
      dobrego nie wróży..
    • gloom Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 01:33
      aspiryno, moj zwiazek wlasnie tak sie rozlecial. tym raczej sie nie sugeruj (w
      warstwie negatywnej). sprobuj... sprobuj porozmawiac z facetem o tym, co sie
      dziej. weszlas na to forum, wiec pewnie domyslasz sie lub wiesz - co... niech
      wie, mezczyzni bywaja opiekunczy. przede wszystkim - udaj sie/udajcie sie po
      pomoc do specjalisty (psychologa i/lub psychiatry). na pewno mozna jeszcze
      wszystko uratowac i poskladac do kup. najpierw Ciebie, potem - zwiazek.
      pozdrawiam cieplo
      • aspiryna11 Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 01:53
        dziekuje za słowa otuchy. Nie sadziłam ze ktoś odpisze wogóle...

        My jestesmy razem ponad dwa lata i kochamy sie szlenie, spedzamy kazdy dzien ze
        sobą. U mnie "to" pojawiło sie jakies kilka miesięcy temu... Własnie kilka dni
        temu nie wytrzymałam i rozmawiałam z nim, dowiedziałam się ze jemu przez to
        jest tez ciężko, nie wie jak mi pomóc, bo nic nie mówię, myslał, że mi
        przechodzi ta miłość... A mi się zdaje ze własnie kocham go za bardzo i boję
        się go stracić. Delikatnie sugerował mi psychologa. Myslę, że wybiore się w
        najblizszym czasie.

        Ja wiem ze to ogólnie brzmi bardzo głupio, tak jakbym sama sobie problemy
        stwarzała... Wiem ze mam problem z samoakceptacją... ale jak pokochać siebie?
        Napewno osoby pewne siebie nie mają takich problemów. Potrafia ufać i byc
        poprostu szczęśliwymi. Ja skreślam ludzi, nie ufam, strasznie łatwo mnie
        zranic.

        Mam jeszcze jedno pytanie... moze śmieszne, ale jak wygląda wizyta u
        psychologa? Jeszcze nigdy nie byłam. Ile potrzeba wizyt mniejwięcej? I czy to
        coś wogóle pomaga?

        Jest mi bardzo ciężko, chciałabym nareszcie się szczerze uśmiechać, i żyć
        pełnią zycia i przede wsyztkim nie robić sobie problemów...

        gorąco pozdrawiam...

    • subrealism Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 01:42
      Nie chcesz go stracić bo go kochasz, czy dlatego, że masz małe poczucie własnej
      wartości, a Jego odejście potwierdziło by to? Jeżeli robi dla ciebie, jak to
      napisałaś, wszystko, to chyba nie ma powodu do obaw.
      • aspiryna11 Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 02:03
        własnie, on mi nigdy nie dał do zrozumienia że cos mu we mnie nie pasuje...
        wiem ze ranię go swoim zachowaniem. Wiem ze nie powinnam mieć powodów do obaw,
        ale skąd to okropne zachowanie nad którym nie potrafię zapanować?Jak nauczyć
        sie ufać? Ciężko to uczucie opisać, nie brzmi logicznie, ale czuje że niszczy.

        pozdrawiam
        • subrealism Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 02:09
          Najlepiej nie ufać nikomu i nie zazdrościć.
    • mskaiq Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 08:53
      Mysle ze bardzo wazne abys wiele rozmawiala z Nim. Potrzebujesz upewnienia ze
      Cie kocha, popros Go o to. Po pewnym czasie ten brak pewnosci zacznie zanikac.
      Staraj sie rowniez nie kierowac emocjami, masz rowniez zdrowy rozsadek. Emocje
      przynosza czasem bardzo wiele dziwnych wrazen ktore dzialaja przeciwko nam.
      Wiesz ze kocha Cie a jesli Cie kocha to nie ma powodu byc zazdrosna, szukaj
      radosci w tym ze jestes z nim. Nie ma przeciesz nic piekniejszego jak dwoje
      ludzi ktorzy sie kochaja, potrafia ciszyc sie druga osoba. Milosc jesli
      pozwolisz jej byc z Toba i nie bedziesz sie bala ze stracisz partnera sama
      zlikwiduje poczucie beznadziejnosci i uczucie rezygnacji.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aniabania25 Re: niszczę swój związek... 11.09.04, 13:52
        najzwyczajniej uzależniłaś się od partnera. też to przechodziłam. nie można tak
        myśleć. miłość to piękne uczucie, ale żyjąc w obawie, że się ją straci, można
        rzeczywiście wszystko zepsuć. nie zatrzymasz go jeśli będzie kiedyś chciał
        odejść. ciesz się teraźniejszością, ciesz sie tym szczęściem jakie was spotkało
        i nie pozwól żeby złe myśli zatruwały wasz związek. jeśli się kochacie
        będziecie razem, a jeśli u któregoś z was miłość wygaśnie rozstaniecie się, jak
        miliony innych par. taka jest kolej rzeczy i nic na to nie poradzisz. jesli
        chcesz być z nim, staraj się pielęgnować to uczucie i przede wszystkim myśl o
        sobie. myśl o sobie dobrze. znajdź sobie jakieś cele w życiu, rozwijaj się,
        sama się dowartościowuj. jak zrozumiesz że jesteś wartościową osobą, złe myśli
        odejdą. nie będziesz się bała, że on odejdzie, bo jeśli nawet będzie chciał to
        jego strata! życzę powodzenia. uszy do góry. pamiętaj że jesteś jedyna w swoim
        rodzaju i jeśli ktoś cię pokochał to znaczy że na to zasługujesz. nie zapominaj
        o tym nigdy.
    • Gość: bbb Re: niszczę swój związek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.04, 15:00
      hej, nie zraz sie jak pojdziesz do psycholga a on okarze sie do dupy, pojdz do
      innego, w tego typu sprawach to normalne, psycholog tez czlowiek i jak czlowiek
      kazdy jest inny, a jak juz trafisz na dobrego to na pewno ci pomeze.
      bedzie dobrze...
      • aspiryna11 Re: niszczę swój związek... 13.09.04, 00:06
        ... bardzo Wam wszytkim dziękuje za słowa otuchy i rady. Nie sądziłam, że
        znajdą się ludzie, którzy jednak mnie zrozumieją i co najważniejsze powaznie
        potraktują.

        Postaram się wziąść w garść, nie mieć natrętnych myśli... Zresztą wkrotce nauka
        się zaczyna, to mam nadzieję, że nie będe mieć czasu na zamartwianie się i
        tworzenie sobie stresów. Pójdę do psychologa, wiem że moje zachownie nie jest
        normalne, i chcciałabym w końcu pozbyć się tych natręctw.

        Aniubaniu25... masz rację, my się poprostu od siebie uzależniliśmy, nie damy
        rady obejść się bez siebie chociaż jednego dnia. Pozdrawiam Cie gorąco i
        dziękuje za wsparcie.

        Naprawdę zaczęłam sie starać i narazie nie wychodzi mi to najgorzej...

        • cafe_lorafen Re: niszczę swój związek... 13.09.04, 07:07
          Uzaleznienie od partnera to katastrofa. Sama to przechodze. U mnie trwa to juz
          prawie 3 lata. Trzeba rozluznic granice miedzy soba a partnerem. Wiem, ze to
          glupio brzmi, ale to jest do przejscia, tylko musicie miec oddzielne obszary.
          Rob cos tylko dla siebie. Niech on tez ma cos tylko swojego. A psycholog bardzo
          wam pomoze. Zycze Wam duuuuuzo szczescia !!!! no i milosci w granicach
          rozsadku :)
Pełna wersja