Depresja, dystymia a życie rodzinne

27.08.15, 14:56
Witam,
Piszę za zapytaniem o zdrowie mojego męża.
Chodzi na terapię od ponad 3, regularnie. Brał przez nie cały rok Asertin, ale przestał bo jak twierdził psychiatra nie był przekonany co do zasadności lekoterapii w przypadku męża, mąż twierdził że czuje się jak naćpany i nie czuje zmiany we własnym życiu, poza tym że jest sztucznie wyluzowany.
Było to rok temu.
Przez te trzy lata psychoterapii nastąpił duży postęp jeśli chodzi o zachowania "społeczno-emocjonalne" ale wewnętrz naszej rodziny. Mąż bardziej otworzył się na dzieci i zabawy z nimi ale nadal spędza dnie przed komputerem i nie pracuje. Twierdzi, że pracy nie znajdzie bo jest obcokrajowcem, nie zna polksiego i nie ma wykształcenia. Obecnie sytuację mamy kryzysową a on nie kwapi się do szukania pracy. Siedzi przed kompem i zamartwia się całymi dniami, w nocy rozpacza i nie może spać.
Moim skromym zdaniem to wygląda to na jakieś fobie (oprócz społecznej o której mi wiadomo). W miedzy czasie miał też epizod depresji - na moją prośbę poszedł do psychiatry (innego niż poprzednio) i ten twierdzi że leków nie potrzebuje przyjmować.
Pańswa Ekspertów bardzo proszę o odpowiedź: czy faktycznie tak jest że leków przyjmować nie musi? czy raczej nie dają mu ich bo sam nie wyraża chęci ich brania? Czy ja mogę się dowiedzieć czy faktycznie farmakologiczne leczenie nie było u niego konieczne? (mam powody twierdzić, że mąż nie jest ze mną szczery w tej sprawie) Czy Asertin działa przeciwlękowo?

Zdanie reszty forumowiczów też byłoby mile widziane. Co ja mam zrobić? On musi isć do pracy bo zostaniemy bezdomni, braknie nam na czynsz. Na moje pytania: czy ma jakiś cel psychoterapii, czy ma plan awaryjny, jakiej pracy chciałby szukać, gdzie, co zrobimy kiedy będziemy musieli opuścić wynajmowane mieszkanie i inne podobne odpowiada: "nie wiem, nie męcz mnie". Mamy dwójkę dzieci.

Będę wdzięczna za jakieś wskazówki i wasze opinie, bo ja nie wiem co mam zrobić.
Z tego co mąż mówi, przymusem i radykalnym krokiem nie zmobilizuje go do działania a wręcz przciwnie. A ja się skłaniam do wniesienia pozwu o zabezpieczenie finansowe rodziny.


    • lucyna_n Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 15:22
      Ja na Pani miejscu postawiłabym na samodzielność, i zabezpieczyła byt finansowy na ile to możliwe prawnie, tak żeby np nie musiała Pani płacić długów męża, bo w tej sytuacji niestety nie ma na co czekać, długi i ryzykowne działania mogą być tylko kwestią czasu.

      Co do tego czy mąż powinien przyjmować leki czy nie, to tylko psychiatra może się wypowiedzieć po wywiadzie z pacjentem. Czy jest pani pewna że to lekarze nie przepisywali leków czy tylko mąż tak powiedział? Moim zdaniem źle to wszystko wygląda i nie liczyłabym na cud i n to że on coś zmieni w swoim podejściu do pracy, skoro nawet realne problemy finansowe go nei wygoniły z domu.
      ps
      może by tak "zepsuć" kompa i zobaczyć co zrobi jak nie będzie ucieczki w wirtual? wiem, to wredne, ale chybabym szału dostała jakby mi chłop w gierki grał w takiej sytuacji.
      • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 15:38
        Dziękuję za szybką odpowiedź.
        Myślę, że długi nam nie grożą - bo mąż nie ma możliwości ich zaciągnięcia.

        Kiedy czasem brakuje prądu i pojawia się brak internetu mąż przejawia zachowania panikowe. ..
        Nie wiem jak mogę zabezpieczyć byt finansowy rodziny, poza sprawą w sądzie. Mąż twierdzi że go to dobije - on się stara i robi postępy. Ja to widzę: ogarnia dom i zajmuje się dziećmi itp, ale pójście do pracy jest dla niego jakimś progiem nie do przekroczenia.
        On twierdzi żę pracuje nad CV i szukaniem pracy, ale ja wymiernych wysiłków nie widzę. efekt jest taki, że się wkurzam i wymagam działania, a on odniera to jako atak który umniejsza jego dokonania. Koło się zamyka.

        Tak jak pisałam w pierwszym wątku, mam obawy, że co do leków mąż może nie być ze mną szczery. Czy mogę zadzwonić/umówić się na wizytę z psychiatrą u któego był w ostatnio w trakcie epizodu depresji z pytaniem tylko i wyłącznie o ewentualnośc leczenia farmakologicznego? Udzieli mi takich informacji? Mąż twierdzi że jego zaburzenia osobowości nie zawsze wymagają leczenia, a te leki które brał mu nie pomogły tak jak by oczekiwał.
        Komputer mogę mu zepsuć, ale pewnie sobie sam naprawi. Odłączenie internetu będzie dla mnie trudne, bo pracuję przy pomocy sieci.
    • ya-rn Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 19:33

      Pomyślałam o tym, że jeśli pacjent nie chce się leczyć, to się leczyć nie będzie i żadne dyskusje z lekarzem czy naciski rodziny tu nie pomogą.
      Pozostaje pytanie czy można coś zrobić żeby leczyć się zechciał (czy lepiej uznać, że zmiany nie będzie) i o tym warto porozmawiać z lekarzem.
      • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 20:20

        <Kiedy czasem brakuje prądu i pojawia się brak internetu mąż przejawia zachowania panikowe. .. >

        Myślę że tu tkwi problem.Może bardzo silne uzależnienie od internetu.
        Trzeba się udać do psychologa,psychoanalityka.Poszukać rozwiązania.Czy oni pomagają w uzależnieniach?Możliwe że tak.No bo sama sobie nie poradzisz.
        Czy mąż ma świadomość swego uzależnienia?Może to jest powodem że nie poszukuje pracy?
        • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 20:36
          Uzależnienie od netu to kropla w morzu. Mąż chodzi na psychoterapię.
        • renatapg Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 31.08.15, 12:55
          Porusza Pani wiele spraw różnej wagi. Dobrze by było, aby je Pani uporządkowała np. wg klucza co Pani może sama zrobić, co wspólnie z mężem, a co mąż sam. Bardzo to ułatwi dalsze postępowanie.
          W chwili obecnej wszystko jest na Pani barkach. To jest frustrujące i bardzo męczące. Może dla Pani zdrowia psychicznego dobrze by było, aby Pani umówiła się na własne spotkanie z psychologiem, nie w sprawie męża. Nawet kilka pojedynczych wizyt może Pani dać inne spojrzenie na swoją sytuację życiową i dystans, potrzebny aby zacząć działać i podejmować zmiany w swoim życiu.
          Istotna jest też oczywiście szczera rozmowa z mężem. To może być trudne w jego stanie. Ale może Pani spróbować poprowadzić rozmowę w taki sposób, aby nie kierowała Pani tylko zarzutów do męża, ale przedstawiała fakty. Fakty dotyczące sytuacji rodziny. Jeśli rozmowa jest za trudna albo maż nie chce rozmawiać, proszę spróbować napisać list, spokojnie przedstawiający najważniejsze punkty. I co może najważniejsze – zarówno rozmowa jak ewentualny list powinny podkreślać z Pani strony chęć pomocy i akceptację jego osoby, a problemy przedstawiać jako dotyczące rodziny. W ten sposób nie odbierze on tego jako kolejny sąd nad własną osobą, za to ważne aby poczuł się jak partner współdecydujący o rodzinie.
          Decyzja o podjęciu terapii farmakologicznej i psychologicznej w całości zależy od Pani męża. Na Pani pytania dotyczące dalszej terapii farmakologicznej, doboru leku może odpowiedzieć Pani tylko psychiatra znający historie choroby męża.
          Pisze Pani o tym, że mąż jest obcokrajowcem, nieznającym języka polskiego. Czynniki społeczno-kulturowe mają ogromny wpływ na stan psychiczny człowieka. Może warto poszukać kontaktów z ludźmi, którzy mieli podobne problemy, aby opowiedzieli jak sobie poradzili. Swego rodzaju grupy wsparcia dla niego.
          Trzeba pamiętać, że stan, w którym znajduje się Pani mąż może być też w jakiś sposób dla niego korzystny. Może nie podejmować żadnego wysiłku, bo przecież ma depresję. To może być strach przed podjęciem działań, ale też przed porażką, że nie uda się nauczyć języka, znaleźć pracę – a przed wszystkimi tymi lękami chroni go stan depresji.
          Istotne jest, aby w sytuacji kryzysowej zauważyć pewną informację mówiącą, że coś, co robiliśmy do tej pory niekoniecznie działało. Czasami wystarczy zmienić jeden element całej układanki, aby powoli zmieniać rzeczywistość.
          W chwili obecnej oboje z mężem skupiliście się na tym, co jest złe, co nie działa i jest to normalne w takiej sytuacji. Ale trzeba też poszukać elementów pozytywnych. Jest bardzo istotne, aby zauważać pozytywne elementy życia. Takim elementem jest choćby to, że Pani mąż ma lepszy kontakt z dziećmi, i to jest przyczynek do wspomnianej wyżej roli partnera, a nie podopiecznego w związku.
          Ważne jest, aby nie rezygnować z opieki psychiatrycznej i psychologicznej.

          Renata Pająkowska-Górniak psycholog
          Kierownik Zespołu Psychoterapeutów w Gabclinic.com
      • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 20:31
        Też tak myślę. Problem w tym że ja raczej nie chce być w związku z osobą która ma w nosie własne zdrowie, szczególnie gdy jest się rodzicem. Ja go nie chcę przymuszać chcę mieć jasność sytuacji i ewentualnie dostosować do tego moje działanie.
        • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 21:38
          Zawsze możesz złożyć pozew o rozwód z człowiekiem z którego nie ma żadnego pożytku.
          Nie chce się ogarnąć?Nie bierze leków czyli jest zdrowy.No to co robić?Masz dzieci.Trzeba je wychować do dorosłości a on Ci w tym nie pomaga a wręcz przeciwnie.
          • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 21:43
            Jeszcze jedno zostało Ci do zrobienia.Pójść do psychiatry u którego się mąż leczy i dokładnie dowiedzieć się co mu dolega i czy dolega,dlaczego jak jest chory to lekarz nie przepisał żadnych leków.Wziąć zaświadczenie od lekarza o stanie jego zdrowia bo może być potrzebne w Sądzie i zająć się wreszcie sobą i dziećmi.Po co Ci utrzymywać trzy osoby jak można dwie.Mniejszy koszt.
            • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 22:05
              Czyli dostanę taką informację? To jest jedno z głównych moich pytań. Dzwoniłam kiedys do jego psychoterapeuty i odmówiono mi info o jego stanie psychicznym.
              Piszesz też o "żadnym pożytku" wydaje mi się że człowiek to coś więcej niż jego dochód . Może jestem naiwna i wyprowadzicie mnie z błędu?
          • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 22:09
            To naprawdę jest takie zero-jedynkowe? Miałaś kiedys do czynienia z kimś z fobią społeczną?
            • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 22:41
              Jako żonie powinna Ci być udzielona informacja o stanie zdrowia męża,chyba że nie jesteście w związku małżeńskim,bądź mąż zastrzegł sobie.Nie wiem.
              Moja lekarz psychiatra udzielała informacji mojej rodzinie.

              Tiaaaa.To człowiek.No to go utrzymuj a on niech sobie gra na tym swoim komputerze dalej i jak napisałaś jest to kropla w morzu jego uzależnień.Nie chcę w to wnikać i nie mam prawa.Zastanawia mnie tylko czemu opisałaś swój problem na forum skoro jak rozumiem akceptujesz sytuację w jakiej jesteście.
              Mąż chodzi na psychoterapię.Myślę że mogłabyś pójść razem z nim i opowiedzieć ze swojej strony jaki jest problem i jak sobie z tym radzić.Co Ty na to?
              Pytasz-odpowiadam.Nie musisz skorzystać z moich rad.Masz własny rozum i postępuj zgodnie ze swoimi zasadami.



              • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 22:48
                Dzięki, pójdę do tego psychiatry.
                Między brakiem zgody na jego zachowanie, rozwodem a przyzwoleniem jest Jeszce szeroki wachlarz możliwości i uczuć. Uznaję że gościu jest chory i próbuje się w tym odnaleźć. To że nie przyklaskuję Ci w kwestii rady i rozwodzie nie znaczy że mi dobrze w tej sytuacji. Dziwne że tak myślisz, ja to właśnie nazwałam zero-jedynkowe myślenie.
                Próbowałam kiedyś nawiązać kontakt z jego psychoterapeutką spotkałam się z dezaprobatą z jej strony jak i męża. Podobno jest to nie zgodne z etyką zawodową.
                • lucyna_n Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 23:01
                  Wypytywanie co on na swojej indywidualnej terapii przerabia to nei był dobry pomysł, faktycznie słusznie że terapeutka się nie zgodziła. lepszą opcją byłaby psychoterapia dla par, lub pani własna psychoterapia bo frustracja i gniew przepełniają panią po tak zwaną kokardę i mota się pani bardzo, myślę że przydałaby się bezstronna ocena osoby która pozna wersję obu stron.
                  • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 23:08
                    Popieram.Bardzo dobry pomysł o ile pan małżonek wyrazi na to zgodę.
                  • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 27.08.15, 23:14
                    Mąż trafił na pierwszą terapię w epizodzie depresyjnym. Dzwoniłam z pytaniem jak mam się do tego odnieść, czy go obsługiwać czy zachęcać do działania. Pewnie był to zły trop.

                    Ja jestem po terapii. A obecnie, tak jestem wkurzona choć bardziej zdezorientowana i wystraszona. Nie mam za co wrócić na romowę z moim psych, nawet jeśli udałoby mi się wstrzelić w jego napięty grafik.
                    Mąż od wielu lat konsekwentie odmawia terapii małżeńskiej.

                    Ja dziś, poczułam że zdawanie się na jego prośby i czekanie na jego przebudzenie nie ma sensu. A jedyne pole manewru jakie przysżło mi do głowy to sąd. Ale może dystymików z fobią społeczną powinno się traktować inaczej i moje życie z nim nigdy nie będzie "normalne" .

                    Gdybym chciała iśc na noże to rozwiodłabym się już dawno. Doceniam męża i szanuję za wiele rzeczy ale nadszedł czas by wyszedł na rynek pracy, jakikolwiek. Jeśli o mnie chodzi to może i sprzątać klatki schodowe. On też się bardzo ceni i marzy o ambitnym zajęciu szkoda tylko że bliżej nieokreślonym.
                    • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 28.08.15, 08:06
                      Gdy się ma dwoje dzieci na utrzymaniu to nie marzy się raczej o ambitnym zajęciu a bierze się pracę jakąkolwiek bo wiadomo że dzieci mają potrzeby,że chodzą do szkoły,potrzebują jedzenie,ubranie i wiele innych rzeczy.
                      To jest zwykły narcyzm.
                      Jeśli godzisz się mieć troje dzieci zamiast dwoje to ok.
                      Co to znaczy że mąż odmawia terapii małżeńskiej?Nie chce zrobić nic a nic dla Waszej rodziny?Dla waszego małżeństwa?
                      Czy z jego strony to jest miłość i dbałość o rodzinę?
                    • lucyna_n Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 28.08.15, 11:54
                      Nie odważyłabym się radzić iść na noże czy nie iść, ani mówić co Pani powinna zadecydować w kwestii dalszego związku bo to są bardzo prywatne i bardzo delikatne sprawy, ani oceniać wyborów pani czy zachowania pani męża tym bardziej że do końca nie wiadomo na ile wpływa na nie choroba, ale niezależnie od tego czym ta sytuacja jest spowodowana, nawet jeśli na 100% chorobą to zabezpieczenie finansowe i prawne chyba jest po prostu zdroworozsądkowe w takiej sytuacji. Może mi pani wierzyć nawet największy depresyjny potrafi narobić długów, i niekoniecznie w banku.

                      Dezcyzje podejmowalabym nie na zasadzie jak nie będziesz się leczył to się z tobą rozwiodę, tylko jak nie będziesz się leczył będę musiała podjąć kroki zabezpieczające życie moje i dzieci bo Ty nie jesteś w stanie tego zapewnić. To nie ma być złośliwość czy szantaż to po prostu czysty fakt, jakkolwiek bolesny, ale tak to wygląda.

                      Jeżeli wogóle mogłabym coś doradzić na 100% to proszę bardziej zadbać o siebie, bo ta frustracja w krotkim czasie może panią wykończyć psychicznie i fizycznie, stawianie się w roli opiekunki chyba nikomu tu nie wychodzi na zdrowie, nie sądzę też, że sytuacja samoczynnie ulegnie poprawie, raczej problemy będą się pogłębiać. Po prostu chyba trzeba na nowo ustalić zasady i role w tym związku, i zrobić tak żeby kompromis był dla wszystkich jak najmniej bolesny, ale bez bólu to się nie uda.

                      Co pani może już teraz żebys ię trochę odciążyć mimo wszystko to próbować każdego dnia znaleźć choćby pół godziny w czasie którego po prostu nie będzie Pani wogóle myśleć o niczym innym tylko o swojej przyjemności, odpoczynku, takie wyłączenie, bańka oddzielająca na chwilę od wszystkich problemów świata, czy to będzie sport, książka, ugotowanie czegoś co pani lubi, joga czy gapienie się na drzewo to już od pani charakteru i upodobań zależy, ale proszę nie zapominać że oprócz roli matki i żony jest pani też istotą samą dla siebie i warto sobie zbudować taką przestrzeń tylko własną:) Tak żeby swoje jestestwo że tak to ujmę oprzeć na wielu filarach, bo wtedy jak któryś się wykruszy to będzie można oprzeć się na pozostałych, ale w centrum głównym największym filarem powinna być pani sama, reszta powinna być wokół. Nie wiem czy to zrozumiale, ale mam nadzieję że tak:) Wiem ze rada wydaje się banalna ale jeżeli zaobserwować kto jest spokojny i szczęśliwy i silny to są to osoby ktore umieją dbać o swoją czasoprzestrzeń i cenią sobie swoją własną osobę, w sobei znajdują wszystko co potrzebne i dzięki temu potrafią stworzyć udane związki, wypełniać z powodzeniem role społeczne, dają radę sprostać tak zwanym wyzwaniom losu od których nikt nie ucieknie. Typ "cierpiętnica" jest destrukcyjny dla siebie i otoczenia.
                      • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 28.08.15, 18:31
                        Byłam w toksycznym związku kilka lat.
                        On nie pracował,siedział przed komputerem,grał w gry,potem dostrzegłam że pisze na portalu randkowym.W konsekwencji poznał tam kobietę i pewnego dnia porzucił mnie dla niej.
                        Wiadomo.Przeżyłam traumę rozstania,już to poza mną,nauczyłam się czegoś.
                        Czemu tkwiłam przy nim?Na co liczyłam?Nie wiem.Manipulował mną a ja na to przyzwoliłam.
                        Co mogę powiedzieć o sobie?Byłam głupia i naiwna.Ufałam że.......teraz sama nie wiem co napisać.
                        • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 28.08.15, 22:33
                          To przykre, co Pani napisała o swoim zyciu. Mam nadzieję, że teraz rzeczy układają się dobrze.
                          Ja chyba czekam na moment, kiedy osiągniemy to dno i on sam zrozumie, że nie dał rady. Wtedy moje radykalne kroki będą w jakimś tam stopniu usankcjonowane i nie obróci się to przeciwko mnie. Nie wiem. Na razie mam umówiony termin do psychiatry. Rozglądam się też za prawnikiem.
                      • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 28.08.15, 22:29
                        Dziękuję za rozsądne słowa. Nie wiedziałam o tendencji do długów u depresantów.
                        Czas dla siebie mam. Jak pisałam, jestem po terapii i w zasadzie to fakt ten ratuje mi chyba teraz życie. Na wiele spraw patrzę inaczej niż kiedyś i nie wpływają na mnie aż tak destrukcyjnie jak kiedyś. Choć nie ukrywam, że odczuwam obecnie duży zawód i żal do męża.
                        Zakładając wątek nie chciałam rad typu: rozwiedź się, sama tę decyzję podejmę jeśli uznam za konieczną. Nie wiem jak z nim porozmawiać o konkretach, w taki sposób żeby mnie nie zbył standardowym "jestem zmęczony" albo "zrobiłem tak duży postęp na terapii, a Ty mnie dalej dołujesz. Nigdy nie ma końca Twoim rządaniom" (Zdaniem męża jestem roszczeniowa, bo karzę mu dbać regularnie o higienę, bo oczekuję, że najpierw sprzątnie kuchnie zamiast serii gier, czy że po powrocie do domu będzie gotowy obiad i dzieci ogarniete. Dla mnie to sa normalne codzienne sprawy, dla niego Everest.)

                        Co Pani rozumie przez zabezpieczenie finansowe? Pozew o alimenty, bez rozwodu (bo na razie do niego nie dążę) czy istnieje coś jeszcze? Rozdzielność majątkowa? Co ona mi da, my w zasadzie niczego wartościowego nie mamy.
                        • lucyna_n Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 29.08.15, 11:17
                          Zabezpieczenie finansowe to np rozdzielność majątkowa. Daje to że jak mąż narobi długów to ich pani nie będzie musiała płacić, co innego nie mieć nic a co innego mieć długi, w pni przypadku nawet kilka tysięcy byłoby nie lada kłopotem prawda? Najlepiej o tym jak najlepiej postąpić porozmawiać z prawnikiem.
                          Od męża może pani wymagać tego żeby utrzymywał higienę i sprzątała w domu skoro pani pracuje poza domem, jeżeli nie jest tego w stanie spełnić to albo ma coś więcej niż dystymię albo ja wiem, no taki ciężki charakter? Może jest wychowany tak że to kobieta ma wszystko w domu robić? ale w takim razie sam powinien poczuwać się do pracy zarobkowej. Czy z nim tak było zawsze czy on się jakoś nagle tak zmienił?
                          • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 30.08.15, 19:58
                            Mąż ogarnia dom i gotuje ale nieregularnie, albo tyle o ile. Np. Przerzuci klamoty z dywanu do pudła. Nie ma siły wieczorem sprzatnac kuchni po jedzeniu i czasem leży to wszystko parę dni. Ja nie pracuję. Zrezygnowałam pracy żeby skończyć studia i najdalej w październiku oddać pracę dyplomową. Więc, on też ma argument i że ja nie pracuję i nawet jak spedzam pół dnia w bibliotece to on uznaje to za oddech i czas wolny od dzieci. Więc mogę po powrocie wyjść w pełni w życie rodziny. Swoją drogą nie robi mu to różnicy czy jest czysto czy brudno i mniejszego syfu w ogóle nie dostrzega.
                            I niego w domu rodzinnym sprzatała Pani.
                            Z nim było kiedys gorzej niż teraz, dlatego pisałam że jest duży postęp. Ale problemem jest systematyczność i dokładność ac raczej ich brak.
                            No cóż widziały gały co brały...
                            • lucyna_n Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 30.08.15, 21:33
                              jeżeli taki był od początku znajomości no to jak to się mówi starego psa nie nauczy się nowych sztuczek, a ma ta chłopina wogóle jakieś pozytywne cechy, z jakiegoś powodu w końcu postanowiłaś kiedyś z nim być?
                              • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 30.08.15, 21:39
                                Tak, ma wiele pozytywnych i wartościowych cech :)
                                A to że wyszłam za niego za mąż to raczej nie najlepiej świadczy o mnie. Trzeba było wiać, a że sama byłam mocno zaburzona to tego nie zrobiłam. teraz próbuję się polubownie odnaleźć w tym co mam.
                                • lucyna_n Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 31.08.15, 11:52
                                  Dobrze że ma wiele tych cech, bo z opisu ta już taka czarna rozpacz że strach, no nędza po prostu i głód oraz gry komputerowe :)
                                  Jeżeli są pozytywne cechy to może i warto jakoś próbować ale wiesz, zmienianie dorosłego człowieka jest nierealne, raczej Ty możesz zmienić swe podejście, wyznaczyć swoje granice, zakresy obowiązków, coś w ten deseń. jednakże sytuacja w której żadne z Was nie pracuje przy dwójce dzieci jest bardzo na krótką metę, dla dzieci też taki wzorzec jest nie za bardzo.
                        • ya-rn Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 29.08.15, 14:09
                          akn82 napisał(a):

                          > Nie wiem jak z nim porozmawiać o konkretach (...)
                          > Zdaniem męża jestem roszczeniowa, bo karzę mu dbać regularnie o higienę, bo
                          > oczekuję, że najpierw sprzątnie kuchnie zamiast serii gier, czy że po powrocie
                          > do domu będzie gotowy obiad i dzieci ogarniete. Dla mnie to sa normalne codzien
                          > ne sprawy, dla niego Everest.

                          Dla mnie takie objawy to albo poważna depresja (wtedy bez leków nie da rady) albo po prostu ignorowanie partnera (na to leki nie pomogą).

                          Jeśli wg lekarza leki nie są konieczne, to po prostu może być tak, że nie da rady się dogadać w dorosły sposób ponieważ partner schował się za słowami "jestem chory" i korzysta z przywileju nicnierobienia.

                          "Postęp w terapii" to bardzo enigmatyczne określenie, za którym można się fajnie schować.
                          Zgodnie z moją wiedzą i doświadczeniem, prawdziwy postęp w terapii przekłada się na realne zmiany w życiu (na przykład, nagle człowiek dochodzi do wniosku, że codzienne obowiązki są do wykonania). Poza tym, wielu ludzi chodzi na terapię pracując i zajmując się rodzinami.
                          • ditta12 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 29.08.15, 17:53

                            <Jeśli wg lekarza leki nie są konieczne, to po prostu może być tak, że nie da rady się dogadać w dorosły sposób ponieważ partner schował się za słowami "jestem chory" i korzysta z przywileju nicnierobienia. >

                            Człowiek w depresji raczej nie ma siły siedzieć przy komputerze cały dzień i grać w gry.
                            Ja miewałam depresję bo choruję na chad a wtedy wcale nie odpalałam komputera.Leżałam przy zasłoniętych oknach z cierpiącą duszą.Dobrze że mam kotkę bo inaczej nawet nie wyszłabym po zakupy,umarła z głodu.Nie miałam nawet chęci na rozmowę jakąkolwiek.To straszny czas,może nie miałam depresji głębokiej bo myślę że są i takie,ja jestem typem maniakalnym ale to co przeżywałam było straszne.Brałam leki antydepresyjne,zresztą stale biorę leki i dziwne mi się wydaje że psychiatra nie przepisuje człowiekowi leków gdy ten skarży się na depresję.

                            Jeśli chodzi o moje słowa o rozwodzie to ja nie napisałam żebyś się rozwiodła a można zawsze się rozwieść.To różnica.Decyzja należy do osoby która znajduje się w danej sytuacji i uważa to za dyskomfort.
                            Jeśli zabrzmiało to nietaktownie z mojej strony to gorąco przepraszam.Czasem coś napiszę wprost.Nie wczułam się może w sprawy uczuciowe.W kwestie ważniejsze niż sytuacja finansowa rodziny.Z zewnątrz widać to trochę inaczej.
                            • akn82 Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 30.08.15, 21:36
                              O słowa o rozwodzie nie mam żalu :) Generalnie irytuje mnie łatwość z jaką ludzie podchodzą do rozwodów. Ja raczej jestem zwolenniczką pracy nad związkiem, tymbardziej że widzę efekty - przynajmniej w dużej części.
                              Niemniej jednak nadal mam obawy i zadry z przeszłości czasem się odzywają i szepczą "odejdź, odejdź". Ja sama też aniołem nie jestem.
                              Dystymia jak rozumiem to stałe i nieustępujące obniżenie nastroju. Mąż jest wiecznie przygnębiony, rzadko się uśmiecha i a chwile totalnej ekscytacji i pozytywnej euforii w zasadzie można policzyć na jednej ręce. Trudno się, żyje z kimś takim. Tymbardziej że ja jestem towarzyska i roześmiana.
                              Teraz pójdę do psychiatry i do prawnika po poradę. Poczekam do końca września i zobaczę co mąż wymyśli. On chce spokoju i twierdzi że czeka aż cóka wróci do przedszkola.
                              No zobaczymy. Trzymam za niego kciuki.
                              • zoliborski_goral Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 31.08.15, 10:34
                                Po pierwsze jeśli nie zna polskiego to nie dziwię się że mu ręce opadają i boi się wyjść (chociaż nawet przed komputerem może zacząć się uczyć). To nie jest przede wszystkim kwestia samopoczucia bo ono jest raczej wtórne, wydaje mi się. Rada czy coś myśli o robocie trafi w próżnię gdy nie ma na pracę pomysłu. Może niech spróbuje np. uczyć w Polsce swojego ojczystego języka? Albo zajmie się kontaktami polsko-ojczyźnianymi w turystyce czy handlu? Jak będzie plan na aktywność to i nastroje miną.
                              • ya-rn Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 31.08.15, 19:57
                                akn82 napisał(a):

                                > On chce spokoju i twierdzi że czeka aż cóka wróci do przedszkola.
                                > No zobaczymy. Trzymam za niego kciuki.

                                Tak, rzeczywiście, powrót córki do przedszkola rzeczywiście może znacząco poprawić stan zdrowia męża. To zapewne przez córkę jest chory, przedszkolaki są takie irytujące.
                                (tylko zacznij już zbierać na terapeutę dla córki, bo z tak kochającym tatusiem prawdopodobnie długo zdrowa nie będzie).
                                • lucyna_n Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 31.08.15, 23:45
                                  tatuś może być i kochający ale leń i król wymówek.
    • szarpnerv Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 31.08.15, 11:04
      Nie czytałem całego drzewka z dyskusją ale rozumiem jak znam życie że utrzymują was - oczywiście przeżuwając niecenzuralne słowa - twoi rodzice? No, to i tak nie jest tragicznie bo jakiś wielbłąd Bogu dzięki jednak jest. Powiem szczerze: jaką miałaś wizję przyszłości ściągając do Polski egzotycznego chłopaka bez wykształcenia o chęci do nauki języka nie wspominając i robiąc sobie z nim dwójkę dzieci?... No właśnie, nie dziw się zatem że i on tym bardziej. Musisz pogadać z kimś rozsądnym w otoczeniu, sądzę w tej sytuacji.
    • zoliborski_goral Re: Depresja, dystymia a życie rodzinne 31.08.15, 12:23
      Nie, opisana sytuacja jest tak absurdalna że trąci mi to trollem.
      • akn82 Auć! 31.08.15, 13:19
        Kurcze, moje życie w oczach innych trąci trolowaniem.
        Czas to zmienić! Zabieram się więc do roboty.
        Dzięki za oba wpisy, dobry człowieku.
        • zoliborski_goral Re: Auć! 31.08.15, 14:01
          Nie ma za co. Wziąłem najpierw twoją wypowiedź za dobrą monetę ale jak się zastanowić... Sytuacja jest cokolwiek dziwna. Jesli cię to pobudzi to planowego ROZSĄDKU a nie do gwałtownego wybuchu to dobrze.
Pełna wersja