cassis
30.09.04, 12:04
Bo ja bym stawiała w moim przypadku na dzieciństwo, a konkretnie na charakter
mojej matki i jej wpływ na mnie. Wałkowałam to już na psychoterapii i powiem
że dużo mi to dało - pozwoliło spojrzeć na cała sprawę trochę inaczej, z
boku, i co najważniejsze - "odbrązowić" moją matką i zauważyć jej zdecydowane
słabości.
Natomiast pamiętam dokładnie dzień i moment, kiedy poczułam pierwsze
kołatanie serducha, trzęsawkę i drżenie rąk. Wtedy jeszcze łudziłam się że to
chwilowe... i wiem, co wyzwoliło moją nerwicę z ryzów i pozwoliło jej ujrzeć
światło dzienne.
A jak było z Wami?