Dodaj do ulubionych

Wyjść ze studni- do Oli i chorych. cz.I

11.10.04, 00:20
Oleńko,
Kochani,
absolutnie wszystko, co piszesz, jest zgodne z moimi sposobami wyłażenia ze
studni, zgodne też z tym, co mówi moja, naprawdę dobra, doktor i zgodne z
tym, co robiłam dotąd z tą chorobą, ale teraz
ale teraz dla mnie szans nie ma

sa dla innych, dlatego, nie tylko do Ciebie kieruję ten post
chciałabym, by choc jedna osoba ciezko chora też przeczytała i zobaczyła,
jaką drogą mozna się wygrzebać
a że mozna - gwarantuję, bo robiłam to sama
tylko, że obecnie to inna sprawa i ja nie chcę życ

ja, gdy to się zaczęło tu w w-wie, rozpoczełam próby, jak za każdym nawrotem
depresji :
tj.
usunąć najpierw to, co dam radę, a co dodatkowo przeszkadza
może to być, np. bałagan - normalny w tej chorobie, gdy jest się samym i nie
ma kto posprzątać
albo brudne włosy umyć
i koniecznie trzeba pomysleć, że nie to, iż zwlekę się z łóżka i od razu
MUSZĘ zrobic generalne porządki, ale umyję jedną szklankę, bo nic nie muszę,
nikt na mnie nie nakrzyczy, nie jestem flejtuchem, tylko będzie wiedział, że
jestem chora
/moim bliskim dawałam do przeczytania broszurki na temat depresji - wiele
rozumieli/
a jesli nie mam siły włosów umyć, to choć buzię tylko
zacząć od drobiazgu nawet
i u mnie zwykle kończyło się tak, że gdy umyłam jedną szklankę, samo szło
dalej - rozpędzałam się - umyłam tyle, ile sił starczało, tj. ja zazwyczaj
przekraczałam granice siły fizycznej
ale to już dawało okruch zadowolenia, że coś się zrobiło pozytywnego
czulo się naturalne zmeczenie, więc już relanium czy inny xanax
było niepotrzebne, bo spokój względny sam przychodził od tego wysiłku i
uczucia wygrania z samą sobą

w w-wie, gdy wylądowałam 3 lata temu po niby "rozwodzie"
byłam już dość mocno rozsypana
w zasadzie prawie totalnie
rozwaliłam się całkiem, gdy przywieziono tu moje meble z konina, co dało mi
pełen obraz nieodwracalności tego, co się stało

gapiąc się z oczyma, jak koła młyńskie z przerażenia na te meble, błagalam
mego męża przez telefon, w kompletnej panice, by pozwolił mi wrócić i
zamieszkac choćby na strychu u nas w domu...
krzyczał
nie pozwalał przyjeżdżać
ale w końcu
pojechałam w upalną niedzielę do konina z zamiarem padnięcia na kolana przed,
Krzysztofem, bo juz wiedziałam, że wiele nawrotów depresji przeszłam, wyszłam
z tego, ale, że tym razem nadciaga coś niewyobrażalnego - nie dam rady sama,
w w-wie, chce być w swoim domu, patrzec na swój ogród, tulić głowę do
wielkiego łba mojej najmilszej psineczki.

w koninie w domu nie bylo nikogo
to była upalna niedziela sierpniowa
pojechali gdzieś nad jezioro chyba
żaden tel. kom. nie odpowiadał - syna, jego dziewczyny, męża
także mojego konińskiego psychiatry

widok wnętrza domu mnie załatwił
mąż pozwolił mi zabrac stare meble rozwalające się
wiele lat prosiłam, byśmy je wymienili, zrobili porządki w ogródku -
potrzebowałam pomocy fizycznej, bo tam był kawałek ziemi jednak...
ale nic mąż w domu nie robił
teraz, zobaczyłam, że gdy sie mnie pozbył, pozbył się tez wszystkiego, co
miało ze mną związek
zmienil nawet wybrany przeze mnie kolor ścian
kupił nowe meble
telewizor

miotałam się po pokojach patrząc na ten brak śladów mego tu istnienia
jakby mnie nienawidził, a nie, jakby usunął te wszystkie przedmioty ze mną
związane, by go nie bolało
ja wiem
to było, bo mnie nienawidził
choć co innego wtedy mówił jeszcze
a mówił, że ma tyle życzliwości,że tyle byliśmy razem...

bolało mnie to , co widziałam
potwornie
nie mogłam usiedzieć na miejscu
nie wiedzialam, kiedy wrócą - może pojechali na kilka dni
tego samego dnia wróciłam do w-wy
najadłam się masy tabletek popitych piwem
pare nastepnych dni - nie wiem, co się działo

no i potem byłam w studni
potwornej
wiele miesięcy
bez leczenia
dzwoniłam do męża, wysyłałam maile, sms-y
błagałam o pomoc
o jedno życzliwe słowo ze 2 razy w tygodniu, bo potem faktycznie o wiele,
wiele lepiej się czułam
czasem wysyłał więc te sms-y
wszystkie te, które były dobre, jak je nazywałam, trzymałam sobie w telefonie
i czytałam w te i nazad dla pokrzepienia się

ale doszła zaraz psychosomatyka
tyle rzeczy mnie bolało
i tu jest ten punkt w depresji do zrobienia - bolało ciało, więc zwiększal
się ból depresyjny
ale ciało można łatwiej leczyć, niż psychiczne zawirowania
no to zwlekłam się jednak z łóżka traktując próbę uleczenia niedomagającej
fizyczności, jako jedną szklankę do umycia
no
może jednak stertę garów
ale i tak - wymysliłam, że od tego zacznę
od ciała

i zaczęłam od lekarza z publicznej służby zdrowia
rodzinnego
nigdzie, nigdy się nie zapisywałam do takiego lekarza
w domu,w koninie, gdy byłam, dosc było lekarzy w rodzinie i potrzeby
korzystania z przychodni nie było nigdy
cud wielki, że umiałam znaleźć przychodnię blisko mnie
dałam radę zadzwonić, zapisać się, odczekać tydzień i pójść
to wszystko sama i nie wiem, jak zdołałam to zrobic w stanie, w jakim byłam
chciałam przestać cierpieć i chyba chciałam żyć

wtedy
już tyle czasu
nie spałam
nie jadłam
łzy nawet w nocy w koszmarnych drzemkach na które zapadałam same mi leciały
po twarzy
serce mnie bolało /mam taki niewielki defekt - czasem boli - myślałam - bole
serca zawsze powodują lęk - niech lekarz mnie uspokoi, zbada i powie, że nic
się nie popsuło, że to tylko ta wada serca niezbyt groźna - no i już, bym
miala kawałek lęku czy smutku, odjęty/
od 3 miesięcy też kulałam, bo ból kolana okropny nie wiedzieć skąd
trzustka wysiadła
żołądek
i ja powiedzialam sobie, że tym razem, zamiast myć szklankę, trzeba więcej -
odjąć te somatyczne bóle, które dodatkowo pogarszają nastrój
bo one są najłatwiejsze do eliminacji
na pewno łatwiejsze, niż depresja

ale w gabinecie pani doktor, gdzie się dowlokłam
przytargałam wszystkie karty info ze szpitali
badania - to tez niesłychanie trudne było poszukać wszystkiego, bo , wiadomo -
koncentracja zero i wszystko takie trudne się wydaje
i jak jakaś Calineczka z tonami ciężarów uwiązanymi do rąk, nóg - szperałam w
tych papierach i jednak znalazłam wszystko, poukładałam datami nawet
no bo zdawało mi się, że idąc po raz pierwszy do lek. rodzinnego,winno się
takie rzeczy mieć

lekarka jednak, w tym samym czasie, co mnie, przyjmowała staruszkę chorą na
nerki oraz panią z firmy farmaceutycznej od której przyjmowała własnie
gadżety różne
w moje karty, papiery nie zajrzała
tamtej pacjentki od nerek nie ostukała,nie zbadała, skierowania do urologa
jej nie dała, tylko wypisała w ciemno jakieś leki

mnie też nie dotknęła
nie osłuchała serca
nie pomacała brzucha
nie spojrzała na kolano, tylko powiedziała ; - Eeee.... tam.... Zwyrodnienie.
nie sluchala, co mowię i , bo gadała z tą osobą z farmacji
usłyszawszy hasło depresja i bezsenność wypisala mi coś na `r` - już nie
pomnę w ilości, której zażycie normalnemu człowiekowi mogło grozić śmiercią
mnie - nie wiem, bo tyle w życiu brałam leków - jestem bardzo odporna
o skierowaniu do psychiatry nie wspomniała

wszystko trwało ze 3 minuty
wychodziłam ze łzami w oczach
tyle, jak dla mnie wtedy, herkulesowych starań, tydzien czekania...
nie miałam siły dopominac się o swoje prawa
tylko jej powiedziałam : - Może pani wypisze mi choć skierowanie do chirurga,
bo już 3 miesiące na tę nogę kuleję i tak boli...
- Noooooo. Nie wszystko od razu - usłyszałam
jeszcze w tejże przychodni spytałam w okienku o psychiatrę
wyznaczono mi termin za....3 miesiące..

płakałam wracając
bo tyle wysiłku i na nic
i już mi się odechciało ratować siebie
i wtedy, gdy nie udaje się to wypełzanie ze studni z jakichś przyczyn
zewnetrznych
gdy cos jest niesprawiedliwe
gdy rozwalić by mógł żal na łopatki
proponuję Wam to poczucie krzywdy zamienić na słuszny gniew - okazany z
pełnią kultury
taki gniew, co dodaje siły i wcale nie jest uczuciem złym czy destrukcyjnym

ja tak leżałam z tymi rozsypanymi kartami ze stu tysięcy szpitali, które
lekarkę nie obchodziły
płakalam
potem mi sie łzy skońc
Obserwuj wątek
    • aidka Re: Wyjść ze studni- do Oli i chorych. cz.II 11.10.04, 00:22
      c.d.

      ja tak leżałam z tymi rozsypanymi kartami ze stu tysięcy szpitali, które
      lekarkę nie obchodziły
      płakalam
      potem mi sie łzy skończyły

      aż nagle z tego żalu i takiego uczucia upokorzenia - gniew się zrodził
      nie dałabym rady gdzies pójść, a nawet dzwonić, by upominac się o swoje, ale
      już mówiłam tu wiele razy, najłatwiej mi pisać
      jestem wtedy schowana ze swymi emocjami, niesmiałością
      no i usiadłam do komputera
      poszukałam w internecie wszelkich możliwych adresów co do których sądziłam,iż
      mogą urzędować tam zwierzchnicy takich ludzi z poradni publicznych zdrowia sług
      m.in. do Kasy Chrych Mazowieckiej napisałam
      nawet chyba na konkretne nazwisko, które bylo podane
      i ulżyło mi nieco
      choć w sumie, przekonana całe życie o tym, że mam pecha, że i tak nic się nie
      uda - na nic nie liczyłam
      a opisałam cały przebieg wizyty
      moje nadzieje z nią związane i trudność w przybyciu do poradni z powodu depresji
      napisałam, że dając środki antydepresyjne bez konsultacji psychiatry, bez
      żadnej rozmowy z pacjentem na dodatek,
      tamta lekarka naraża życie pacjenta, bo, jak większość takich środków, 2-3
      tygodnie od momentu ich zażywania, ludzie z myślami samobójczymi są niejako
      aktywizowani przez lek, do zamiany mysli na realne działanie przeciw sobie
      trzeba więc wiedzieć komu, co się daje i ew., przynajmniej na począatku, mieć
      taką osobę pod kontrolą, a niektórych nawet hospitalizować
      napisałam też o tym terminie 3 miesięcy do psychiatry i że do tej pory sto razy
      mogę odwalić kitę, z przeproszeniem Was /tam tak tego nie ujęłam/
      zakończyłam to tak, że patrząc na wysokość mej renty, to składka na ZUS z niej
      ściągana jest wysoka, zatem chcę wiedzieć czy rzetelne, bezpłatne leczenie w
      ramach tej skladki mi przysluguje czy też od razu mam się powiesić

      gdy sie nawypisywałam, to padłam umordowana i zrezygnowana, choć ulżyło nieco,
      bo powiedziałam to, czego tam w poradni nie miałam siły i smiałości
      no i tu zaskok - następnego dnia na sekretarkę nagrała mi się /bo byłam na
      etapie nieodbierania telefonów/szefowa psychiatrów i psychologów tej poradni -
      że miała telefon od kogoś tam z góry i proszono ją o zaproponowanie mi wizyty
      jak najpredzej - czy moge jutro przyjsc...
      przyszłam - i jako ta, co naskarżyła, byłam gościem specjalnym i godzinę w
      gabinecie mi poświęcono.
      bez sensu, o czym pisałam już w innym mailu, bo to była pani, której warunki
      osobowościowe nie predysponowały, IMO, do wykonywania zawodu psychiatry
      no ale byłam tę godzinę uslyszawszy całą stertę głupstw, których nie mówi się
      zdrowym, ani chorym z katarem, ani, tym bardziej, z depresją
      pozostali z tłumu czekających mieli dla siebie od 1-3 minut
      u psychiatry !!!
      tak tam jest zawsze
      katastrofa, jak dla mnie
      no i jeszcze od tej psychiatry, prócz antydepresjaków dostałam ze 150 sztuk
      czegos tam na sen - tyle naraz wypisała

      wracając do tematu
      3 dni później, dostałam pismo z Kasy i skądś tam inąd jeszcze
      informowano mnie, że moja skarga jest rozpatrywana
      tydzień po moich żalach - kolejne pismo
      tak
      moje żale są uzasadnione, lekarka dostała naganę, a ja moge wybrać lek. rodzin.
      w innej poradni, albo w tej samej, gdzie dyrektor został zobowiązany do pomocy
      mi w tymże

      i to było niesamowite
      ja
      takie nic
      ledwo zipiąca
      i taka prędka reakcja, oferta pomocy i pierwszy raz taki fakt- że lekarz
      lekarza nie kryje, tylko sprawdza rzetelnie co i jak /wystarczyła przecież ta
      moja karta, w której lekarka nie napisała nic, prócz chyba tej recepty na leki
      psychiatryczne/
      nie obchodziła mnie nagana
      nie miałam ja myśli o zemście itd.
      ale miałam szalone poczucie, iż sprawiedliwości stalo się zadość i czułam się
      zobowiązana, to mnie zmotywował - bo jesli ktoś mnie potraktował poważnie, to
      muszę skorzystać z tego,że owa osoba, choćby z urzędniczego obowiązku, o moje
      zdrowie się zatroszczyła
      rozpatrując rzetelnie moją sprawę, dostałam od ludzi, ktorzy to zrobili, mocne,
      psychiczne wzmocnienie i zdziwienie połączone z przekonaniem, że trzeba się
      rozgniewać czasem z kulturą i zawalczyć, a nie rezygnowac z góry, jak mam w
      zwyczaju..

      wybrałam innego lekarza w tej samej poradni
      o żadne skierowania błagać nie musiałam
      widział, że daleko mi do hipochondrii
      oglądał przecież tę stertę kart i wypisów ze szpitali

      tamta psychiatra bezsensowna też mnie zmoblizowała do pójscia, gdzie indziej
      no bo skoro dotargałam się tam, gdzie mi nie umie kobieta pomóc, to tym
      bardziej powinnam wysilic się i spróbowac tam, gdzie może mogą pomóc
      no i nie wiem juz skad o prywatnej poradni się dowiedziałam
      trafiłam do dr T i parę lat u niej się leczyłam do niedawna
      teraz nie
      bo juz wiem, że nie zmienimy sytuacji
      z wewnętrzem moim ona zrobiła wiele
      ale tego
      tego, to nikt nie zrobi poza winnymi wysokiego płotu z cierni, który się
      zakleszcza i zakleszcza wokol mnie
      i co dr mnie podleczyła, to ja dostawałam cios z zewnątrz
      ciernie się wbijały w najdelikatniejsze miejsca
      od bliskich one były
      zero wsparcia bliskiej osoby, a jeszcze przeszkadzanie
      to z tym już nie da rady

      niemniej ze 2 lata na effektinie,zrobiło swoje
      np. dwa kolejne lata po raz pierwszy w życiu, ja z lękiem wysokości
      niesamowitym, leciałam samolotem na wakacje nad morze cieplutkie, ukochane

      przedtem inne leki brałam - bo - uwaga dla tych, ktorzy nigdy się nie leczyli -
      nie denerwujcie się, że psychiatra zmienia leki
      robi to zależnie od samopoczucia po danym specyfiku, więc dobry lekarz, na
      początku leczenia, chce często widzieć swego pacjenta, by móc sprawdzić, jak
      przepisane środki nań działają
      kiedys mój psychiatra z konina powiedział cos bardzo mądrego
      i szczerze, bo byliśmy też, poza wszystkim, znajomymi
      - Prawda jest taka - rzekł był - że ostateczną diagnozę można postawić dopiero
      wtedy, gdy wreszcie trafi sie z lekiem.

      bo to coś jakby ktoś nie wiedział czy boli go brzuch czy głowa - daje mu się
      tabletki od bólu brzucha - nic
      dostaje leki na mogrenę i jest lepiej
      no więc jest już wiadomo - to głowa, nie brzuch, mówiąc w duzym uproszczeniu
      no i organizmy ludzkie sa tak rózne i nawet na ten sam ciężar, "jakość"
      depresji, jednemu pomaga to, innemu zupełnie inny lek

      ja byłam przez moją doktor doprowadzana do stanu uzywalności takiego, że i
      starałam się tu ogródek zrobić sama, choć mąż obiecał sfinansowac pomoc
      fizycznych pracowników, zakup roslin etc.
      urządziłam, jak mogłam lokal w bloczysku
      szukałam nawet pracy wiele razy
      nie znalazałam w swym zawodzie
      w konie , mnie znali
      gdy odeszłam na rentę z GW, szef jednego z tygodników sam do domu do mnie
      przyszedł proponując mi etat /bo ja mam II grupę i wolno mi było pracowac -
      teraz już nie dałabym rady - chyba, że pisac w domu, gdybym chciała zyc/
      ale w w-wie.....
      tu jest praca dla ludzi do 30-tki, a już kobieta po 35 r.ż. - na szmelc.
      nikt mnie nie chciał

      no ale co jeszcze się udało zrobić..
      z tą nogą...
      doszedł ból drugiego kolana
      ponieważ ta rodzinna cała odmówiła nawet skierowania do chirurga ortopedy,
      poszłam prywatnie
      wtedy mąż jeszcze , jak obiecał, mnie finansował
      lekarz chciał operowac zaraz obie nogi
      mówił przy tym, że nie wiadomo czy to coś da i że z życia byłabym na co
      najmniej półtora roku wyłączona, tj. z chodzenia
      musiałabym tez mieć dyspozycyjnego człowieka, który przywoziłby mnie na
      rehabilitacje samochodem
      wszystko to to było niemozliwe dla mnie do spełnienia

      ale brałam ten effektin i pilnie chodziłam do psychiatry
      więc nie bylo załamki, tylko, jak normalny człowiek, sprawdzałam inne możliwości
      weszłam w sieć
      pomyslałam, że tak powazne decyje winnam skonsultowac z innym jeszcze lekarzem
      odnalazłam najlepszą w Polsce w rankingu Wprost Carolinę Medical Center
      poczytałam, co mówią tu, na tym portalu, pacjenci
      i tam poszłam

      drogo, jak nie wiem, ale na ścianach plakaty z wizerunkami i podziękowaniami od
      znanych sportowców, artystów etc.
      to mi dodało otuchy
      po różnych badaniach, lekarz powiedział,że wymiękanie chrząstek mające byc
      przyc
      • aidka Re: Wyjść ze studni- do Oli i chorych. cz.III 11.10.04, 00:25
        c.d.

        drogo, jak nie wiem, ale na ścianach plakaty z wizerunkami i podziękowaniami od
        znanych sportowców, artystów etc.
        to mi dodało otuchy
        po różnych badaniach, lekarz powiedział,że wymiękanie chrząstek mające byc
        przyczyną operacji nie jest tak duże
        operacji nie trzeba
        ale wypytał mnie całościowo m.in. o depresję, czy jestem emocjonalna, czy
        jestem nadopiekuńcza, czy wolę, gdy zbyt zimno czy gdy zbyt gorąco
        i zalecił rehabilitację
        powiedział, że u mnie problemem są sprawy emocjonalne, stres, depresje - z tego
        bierze się ciągłe napięcie mieśni, które naciskają na kolana nie tak, jak trzeba
        no i te mięśnie trzeba wzmocnić i przebudować
        wybrał dla mnie specjalnego rehabilitanta, który, poza wszystkim, był też dobry
        z psychologii
        spytałam wtedy męża czy jest w stanie i czy zechce mi pomóc - tak, jak przedtem
        pytałam o pomoc w leczeniu u psychiatry - że to długie, drogie leczenie, czy
        pomoże
        potwierdził bez wahania
        to też było takie budujące psychicznie
        to jego - bez wahania 
        po 3 miesiącach rehabilit. bóle w obu nogach jak ręką odjął
        i zaczęłam ćwiczenia siłowe
        pociłam się jak szczur - b. pilnie ćwiczyłam i jeszcze uboczny efekt
        antydepresjaków, ale nie wstydziłam się tak bardzo, bo Andrzejowi powiedziałam,
        że biorę te leki i dlatego...
        w ogóle tam była świetna atmosfera i ruch już tu polecałam i polecam
        inna biochemia zaraz jest organizmu chyba i to zadowolenie po ostrych
        ćwiczeniach, że zrobilo się cos mądrego dla siebie 
        a dzięki lekom, psychiatrze, ortopedzie i rehabilitancie miałam tam takie
        nastawienie...
        no...
        dobre bardzo
        takie, że cała klinika była pozytywnie zadziwiona, jak mi wszystko dobrze idzie
        no i to bylo zupełne przeciwienstwo mego życiowego pesymizmu
        potem jedno kolano i tak trzeba bylo operować - ale tylko artroskopia
        masa pieniędzy, ale mój mąż mi je dał
        gdyby nie on, nie chodziłabym 
        to było to, co mi tez tak ogromnie pomagało - kontakt sms-owy,mailowy z nim, z
        synem, potem jego zoną i miałam też wsparcie osoby tutaj, której zależało na
        mnie
        innych na operację odprowadzały całe rodziny
        mnie nikt
        ale wcale nie byłam nawet smutna przez to
        w klinice każdy się dziwił, że kompletnie nie mam obaw, że łaziłam już
        nastepnego dnia po operacji - sam się umyłam, nawet bieliznę uprałam 
        gadam o tym szeroko - bo, uwierzcie, Kochani - to banał, ale prawdziwy -
        nastawienie psychiczne, to 80 proc. sukcesu
        a jeszcze z tą siłównią - ja w dodatku jestem perfekcjonistką - gdy Andrzej
        kazał mi robic jakichs siłowych wypchnięc nogami 100, ja robiłam 150
        w któryms momencie miał pod opieką mnie i Gołotę po operacji barku
        sama widziałam, że ćwiczę lepiej od niego
        z zawziętoscią
        nogi mają byc sprawne i już
        i były
        sama widziałam te mięśnie, które miały się wzmocnić - fajnie wyglądały, były,
        są do tej pory twarde
        choć mam drobne kości i te mięśnie też w sumie - doktor zażartował, że mam
        mięśnie wręcz atletyczne
        bardzo byłam dumna 
        ale, w połowie leczenia psychiatrycznego i rehabilitacji, której też nie mogłam
        przerwać , bo było już po operacji jednej nogi i trzeba było ją do pełnej
        sprawności przywrócić
        mój mąż, który, jak mówiono w koninie /bo znany on tam jest bardzo i cała jego
        rodzina/, zostal złowiony przez rozwódkę z dwójką potomstwa 10 i 11 lat, zaczał
        chyba tam pakowac pieniądze, po przestal mi pomagac w leczeniu, aczkolwiek
        jeszcze wysyłał mi obiecaną pensję czy , tzw. dobrowolne alimenty
        ale najgorzej - nie czułam już takiej przyjaźni, z mej strony była i jest
        miłość jak do ojca, brata, matki i brakowało mi jego psychicznego wsparcia, jak
        zakochanej kobiecie nowej, cudnej  bielizny i sukni na wieczór i noc z
        najukochańszym swym. 
        no i stała się rzecz okropna, przed którą ośmielam się ponownie ostrzec z racji
        autopsyjnych zdarzeń oraz rodzaju kończonych studiów, czytania masy najnowszych
        lektur na ten temat,a nie dlatego, że się głupio mądruję - no ta rzecz to już
        na tym Forum wspomniane nagłe odstawienie leków antydepresyjnych
        ja byłam na najwyższej dawce ok 2 lat chyba i raptem zabrakło funduszy od męża
        leki, wizyty u psychiatry były drogie - ok. 350 miesięcznie minimum wydawałam
        i jeszcze rehabilitacja nóg... 
        no więc nie poszłam do Pani dr na kolejną wizytę po receptę
        2 lata nie tylko były na nic w ciągu paru dni, gdy lek całkowicie wylazł z
        organizmu, ale znalazłam się w studni, która była o wiele bardziej głęboka,
        szeroka i czarna, niż ta, przed podjęciem leczenia 
        przestalam chodzić na rehabilitację
        najadłam się znów wszystkich leków, jakie mi jeszcze zapisywała ta nieszczęsna
        psychiatra z placówki publicznej
        obtłukłam się o ściany, spałam i spałam i....znowu żylam
        egzystowałam z trudem 
        ale wtedy jeszcze byl ktoś, kto mnie dowiózł do psychiatry
        Pani dr powiedziała, że w takich sytuacjach brak pieniędzy nie ma znaczenia
        mam przychodzić
        dała mi tez za darmo zapas effektinu /chyba efektinu albo efectinu czy
        effectinu - prawda? - nie chce mi się sprawdzać - każdy wie o jaki lek chodzi,
        bo nazwa się tu przewija/, jaki był w klinice - od firmy farmaceutycznej chyba 
        zaczęłam znów brac leki
        i znów pierwsze tygodnie były straszne - psychicznie, fizycznie - mdłosci,choc
        dawka zwiększana stopniowo...
        ale dostałam też na to doraźną osłonę - xanax czy cos innego, co tłumiło ten
        zły stan po rozpoczynaniu kuracji antydepresjakami
        i wypełzłam po tygodniach ze studni
        wróciłam ćwiczyć kolana wydając tę moją rezerwę na czarna godzinę bez której
        czułam bardziej zalękniona, niepewna 
        ale ćwiczyłam też w domu
        zakończyłam rehabilitację
        tylko, wraz z zachowaniami męża, z ktorych uciekła życzliwość, który płacił
        coraz mniej i nieregularnie, wszystko zaczęło mi się psuć
        leki miałam zmienione na tańsze dużo
        w zasadzie czułam tylko coś po wzięciu większej od zaleconej dawki
        potem mąż przestał mi płacic wcale 
        , ze nie zrobi obiecanego remontu tu w lokalu, jaki kupił dla mnie
        przez okna stare hulał wiatr
        ja prosiłam o te pieniądze, jak żebraczka, upokarzałam się
        już nie było nikogo bliskiego 
        mogę nie miec pieniędzy, byle się nie bac długów jakichs prądowniczych czy
        telefonicznych
        nie musze jeść
        byle tylko woda była mineralna , niegazowana do picia,bo przy lekach tyle piję..
        ale muszę mieć bliską osobę
        żebym wiedziała, że komuś zależy 
        syna z żoną nie wolno mi było zobaczyć nawet na wigilię
        żadne święta nie pozwalał mi maż przyjechac do domu
        po slubie, syn z Olą zamieszkali w domu naszym z mym niby "ex" mężem
        byli uzależnieni od niego finansowo
        przedtem przyjeżdżali do mnie nawet z Oli mamą
        potem nic
        cisza
        nawet życzeń w Boże Narodzenie
        mnie się zdaje, że oni są indoktrynowani tam cały czas na korzyść tego kloca
        /to nazwisko jest takie/
        po co komu chora matka, ktora nawet dobrze nie daje rady udawać, że nie jest
        smutna
        lepsza może kloc - macocha z małymi, wesoła, z kasą, zdrowa
        nie
        nie wiem o co chodzi
        nikt mi nic nie mówi
        i ja w wigilię w tym głupim barszczem knorra
        sama z kociczką, bo wtedy jedna tylko była jeszcze 
        i z tego wszystkiego chyba to się stało znów
        i mnie podłamało
        bo mówiłam - tak naprawdę pracy duzo włozyłam , by nogi ratować
        a tu znów coś ?
        najpierw niby zespół cieśni kanałów nadgarstka
        tak dr z publicznej sł. zdr. zdiagnozowała
        ale wiadomo było, że coś nie tak, bo nie powinno aż tak bardzo boleć
        i wszystkie palce rano spuchnięte
        albo, gdy długo piszę
        i to zimno w lokalu /bo ja na to tu nie mówie `dom`, a nawet `mieszkaniem`
        cięzko mi to to nazwać/ było dla tych rąk nie do zniesienia
        w rękawiczkach wełnianych łaziłam
        potem doszły inne drobne stawy
        wszelkie badania nie wykazały nic poza stanem zapalnym gdzies
        i jeszcze gorączkowałam co jakis czas wysoko prawie rok cały
        nikt nie wiedział co jest
        może to było przez to wszystko
        no że tak mnie odepchnięto 
        potem znów kolana zaczęły...
        i te ręce...
        ojeju
        no i musiałam zebrać grosze i iść prywatnie, bo ponad pół roku państwowego
        leczenia z tym wystawaniem w kolejkach na zimnie od 5 rano i albo cię przyjmą
        • aidka Re: Wyjść ze studni- do Oli i chorych. cz.IV 11.10.04, 00:28
          c.d.

          no i musiałam zebrać grosze i iść prywatnie, bo ponad pół roku państwowego
          leczenia z tym wystawaniem w kolejkach na zimnie od 5 rano i albo cię przyjmą
          albo nie, a już bałam się ludzi, wychodzenia, zimna
          poszłam do mojego ortopedy
          kolana są w porządku - powiedział, ale bolą, bo na chwilę nie jestem rozluźniona
          dał skierowanie na badanie dłoni i guzik prawda - okazało się, że kanal cieśni
          był może, ale mniej pisałam znacznie z użyciem komputera i się poprawiło
          wszystko jest ok. gdy chodzi o przewodzenie nerwów
          mialam iść z rtg  cyfrowym nadgarstków do ortopedy od rąk, ale już był czas
          zerowej motywacji
          po co
          choć z drugiej strony, to po to, po co biorę teraz te uspokajacze - wyrok na
          siebie wydałam, ale zminimalizować cierpienia wszelkie
          czemu mam nawet na koniec jeszcze tak się męczyć 
          teraz myslę - te ręce mogą puchnąć,boleć i wszystkie inne drobne stawy, bo
          załatwiłam nerki lekami - sama tyle się nabrałam tego
          półtora roku temu, co tu pisałam, moja niby ex szwagierka, lekarz, krzyczała :
          - Umrzyj, No umieraj wreszcie. Tylko weź nie 2 tabletki, ale tyle , ile trzeba.
          I mąż,niby nie mój , tylko kloca, powiedział, że jego bratowa ma rację - trzeba
          wziąć, ile trzeba
          a ja wciąz za mało
          mnie tam się wydawało, iż niebotyczne ilości brałam
          zawsze tak, by nikt nie ratował
          no, ale jesli brat, ten drugi, ze szczecina,
          wziął 700 - dobrał tak, by były interakcje wzmacniające działanie
          i nic
          lekarze mysleli, że śnią - tyle tego było w osoczu krwi...
          i żyje
          żyje, bo wpadł, w w/w sensowny gniew: - Tylu skur..synów chodzi po świecie,
          czemu akurat ja mam się zabijać - powiedział sobie i już.
          no i w tabletki jego wiara upadła całkiem
          mówi, że tylko ...
          ojej - co ja robię...
          dawno powinnam była skończyć pisać 
          dalej nie ma już co pisać, bo to, co dotąd, chciałam napisać dla tych, którzy
          nie wiedzą, nie wierzą, że można wyjsc z depresji
          nawet, jesli po drodze noga sie poślizgnie na ścianie studni i spadnie się iles
          metrów w dół, to warto dalej i dalej przeć do góry, bo nie ma nic milszego, niż
          po miesiącach nieszczęścia, braku zadowolenia z czegokolwiek, zainteresowania
          czymkolwiek, braku umijętności cieszenia się, raptem umiesz niebywale uradowac
          się rozkwitającym w maju bzem w aksamitnym lila-fioletowym kolorze 
          ze mną, to inna sprawa teraz, bo okoliczności mnie przywaliły
          ale Wy, walczcie ludzie
          to jest choroba uleczalna
          a nawet, gdy są nawroty, to mozna nauczyć się z nimi walczyć - tj. korzystać z
          doświadczenia poprzedniego ataku choroby i wychodzenia z niej 
          uściski
          a. 
          / tych leków, to mi w szpitalach tez napchano z różnych powodów i po tym
          wypadku przecież tyle tego było, i te migreny, które jakoś, tfu, tfu, tfu,
          ucichły,
          no i całe lata juz sie zbiorą antydepresyjnych i innych masa
          teraz to już w ogóle
          o tyle tylko mnie to obchodzi, bym czasem zanim zdechne tak, jak ja chcę, nie
          zaczęłam zdychać z bólami, długo, w jakims obskurnym szpitalu, gdzie nikt mi
          nie przynieise nawet bielizny czystej i gdzie się zawsze kibla brzydzę
          /oprócz tego w Carolina Medical - rzecz jasna - tam było czyściej,niż ja w domu
          miałam w koninie kiedykolwiek, choc na punkcie czystości kibli, sięgam
          granicy...
          nie
          zdecydowanie przekraczam granicę natręctwa 
          może cos tak boleć z powodu nerek? mogłam nerki lekami załatwić odmownie ?
          chyba tak. ale dobrze byłoby miec ręce sprawne do końca./ 
           

           
    • mskaiq Re: Wyjść ze studni- do Oli i chorych. cz.I 11.10.04, 08:43
      Napisalas pieknie o tych szklankach. Umylas jedna, przelamalas sie a potem
      umylas cala sterte, na koncu bylo zadowolenie i satysfakcja. To samo jest z
      kazdym dniem, trzeba przezyc pierwszy radosnie, przelaqmac smutek bol i
      beznadzieje, wtedy drugi dzien bedzie rowniez dobry a potem cala pleiada
      dobrych radosnych dni.
      Dostalem Twoje listy, odpisze dzisiaj wieczorem. Trzymaj sie Aidko i pisz bo
      piszesz bardzo pieknie i bardzo pomagasz.
      Serdeczne pozdrowienia.
        • Gość: aidka Re: Wyjść ze studni- do Oli i chorych. cz.I IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.04, 00:21
          napisałam tu przed chwilą odpowiedź i się skasowało...
          Jezu...

          Nadjo,
          1/nie wiedziałam, że już masz podłączony komputer - ostatnio w sms-ie pisalaś,
          że nie masz dostępu...

          2/po tamtej Twojej nocy okropnej, sms-ie ostatnim, wiem, jak cieżko Ci - nie
          chce dokładać Tobie moich ciężarów, choć o nich wiesz, a nie mam siły udawać,
          że jest jako tako.
          bo nie jest

          sprzedałam co do ostatniej resztki akcji dziś po mizernym kursie
          niedługo nie stac mnie bedzie nawet na sms-a

          mąż wydaje się być głuchy na wszystko
          nie mam siły egzekwować swych praw - darmowa adwokat z tego ośrodka przy parafii
          powiedziała, że on zrobił tak, by minęły wszystkie mozliwe terminy.
          już nie moge go skarzyć nawet za kradziez korespondencji, bo od tego czasu
          minał rok
          to okropne, bo fakt, że on ukradł korespondencje do mnie z sądu całą, sprawił,
          że orzeczono moją winę "z powodu niestawiania się na rozprawy mimo prawidłowego
          powiadamiania o ich terminie", a orzeczenie mojej winy, uniemożliwia mi
          ubieganie się o nalezne alimenty - mam zdrowie przez niego zrujnowane do
          reszty, najniższą z możliwych rentę, nie mam rodziców, rodzeństwa, nikogo, kto
          mógłby mi pomóc
          on jest otoczony bogata rodziną, w tym lekarzami - nie ma pojęcia co to znaczy
          próba leczenia w publicznych placówkach i mu to nie grozi
          gdyby nawet wyleciał z pracy, rodzina mu nie da zginac
          mnie zabrał wszelkie mozliwe zabezpieczenia, jakie miałam - te akcje i
          mieszkanie po Ś.P. Tacie
          sam opływa już w nieruchomości od rodziców, ma zapisy, mieszka w wielkim domu
          tow. kloc, ma pół domu innego, cały dom nasz i buduje pałac dla niej i jej
          potomstwa
          ma zapisy na nieruchomosci rodziców
          nie zazdroszczę mu tego
          kompletnie
          tylko jestem rozrywana na strzepy od środka, że on własnie, mógł mnie tak
          oszukać - wiedząc o mych chorobach, o wszystkim
          dawał te niby dobrowolne alimenty, groząc, że jeśli zwrócę sie do sądu, to
          "dopiero mnie załatwi"
          dawał, bo chodzilo o czas
          by mnie uśpić
          by terminy odwołań, skarg, apelacji mineły

          a ja, głupia, brałam jego słowa za prawdę, w najlepszej wierze, choc przecież
          już mnie oszukał z rozwodem - nie dopuścił mnie na sale sądową, bo żaden sędzia
          nie uznałby mej winy
          musiałby płacic alimenty, które teraz nazywa gestem czy wsparciem, bo był taki
          dobroduszny...
          okradł mnie
          on mnie okradł
          ON, ktoremu tak wierzyłam

          wie, że nawet na jakieś witaminy, owoce nie miałam, a przedtem opowiadał, że on
          chce inwestować w moje zdrowie, że tylko na tym mu zalezy...
          to mnie boli
          bo wierzyłam
          a on kłamał tańcząc tango na mej wierze albo polkę z przytupem

          to, że objechał moją rodzinę po POlsce, listy porozsyłał, jego rodzice to samo -
          miało ten sam cel - uśpic i ich
          byle mineły terminy, a oni byli spokojni
          a nawet źli na mnie
          bo wylewał z rodzicami na mnie wiadra pomyi, zapewnial jednocześnie rodzine z
          mej strony, że mnie zabezpieczył i tak zabezpieczył siebie przed ewentualnymi
          radami czy działaniami mej rodziny
          by ktoś z wujków nie zainteresowal się przepiegiem sprawy za wcześnie
          gdy jeszcze mozna było skarzyc go o kradzież korespondencji, uniemożliwianie
          stawienia się w sądzie, pobicia, znęcanie psychiczne, nakłanianie do
          popełnienia samobójstwa i słowne i swym zachowaniem etc.etc.

          nie widziałam, że masz podłączony komputer, nadjeńko...
          tylko tyle
          całuję bardzo
          a.
          • Gość: aidka P.S./nie dla wyłażących ze studni/ IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.04, 00:47
            skoro i tak tyle napisałam smutactwa, to jeszcze powtórzę, co pisałam jednemu z
            rozmówców tu, bo sama więcej nie dam rady dziś - ręce bolą i spuchły znów bardzo

            wczoraj i dziś
            ciężko szczególnie
            długo starałam sie o utrzymanie czy odbudowanie więzi z bliskimi mi osobami 
            nie dało rady 
            a poniżałam się okropnie, byle było dobrze 

            dziś przeprowadziłam rozmowę, choc nawet trudno to tak nazwać, z pewną osobą
            trudno gadac z tym kimś na poważne tematy, bo nie chce słuchac o trudnych
            rzeczach 
            wrzeszczy, by dać spokój etc. 

            w nocy napisalam , by uniknąć próby mówienia i spodziewanej awantury z tego
            powodu, że mówię 
            napisałam, że czuję się fatalnie
            że ostatnie - nie wiem - dni, tygodnie, może miesiące życia są dodatkowo mi
            bolesne, bo raniona jestem w w-wie, rani mnie mąż , syn swym zachowaniem -
            wręcz nienawiścią /nienawiść nie dotyczy syna/ 

            wiem z czego to się bierze
            to samo ola napisała dziś /ciekawe - ja wczoraj, ona dziś to samiutko, ale to
            nie ola z konina, nadjo - stąd ola/
            często ludzie nakręcają sami w sobie nienawisc do tych, których skrzywdzili 
            inaczej, nie mogliby zniesć wyrzutów sumienia  
            /zawsze przy tej okazji, gdy obwiniam innych, dodaję - ja też wiele zła
            zrobiłam, nie zrzucam całej winy na innych, prawda najczęściej jest pośrodku,
            ale przysiegam - swe winy wyznałam, przeprosiłam, robiłam ,co moglam , by
            zadośćuczynić - odepchnięto mnie i więcej nic zrobić już nie mogę/ 
             
            próbuję jakby zacząć załatwiac ostatnie sprawy
            sprzedaję jutro resztkę akcji, jaka mi została /dziś już to zrobione jest/
            niewiele 
            a mój mąż opowiadał, że jestem wprost milionerką, gdy liczyc w starych
            złotych... 
             
            chcę napisac listy do paru osób, bo kilkanaście lat , na przykład, noszę się z
            czymś, czego nigdy nie powiedzialam niegdys ważnej dla mnie osobie
            teraz myslę - szkoda 
            bo nie dowie się nigdy, gdy umrę 

            chce też zabrać się za posiadane listy - tyle ich mam 
            swoich, cudzych 
            chcę je odesłać lub zniszczyć 
            komputer jest tak stary, że nie żal bedzie kompletnie go zniszczyć, wywalić na
            smietnik, by nikt nie próbował nawet niczego odczytywac z twardego dysku 
            ale to na koniec 
             
            takie przygotowania...
            i dlatego tak cięzko
            metodyczne, pozornie spokojne i konsekwentne wchodzenie w korytarz z napisem
            `niebyt` nad wejściem jest ...jest niesamowite

            perspektywa przeglądania tych listów, co na pewno mnie rozwali
            łatwiej w emocjach skoczyć z piętra, choć, ja tego nie mogłabym zrobić 
            takie smieszne - chcę się zabić, a nie mogłabym skoczyc z wysokiego piętra, bo
            mam lęk wysokosci... 
             
            ale naprawdę trudno jest tak konsekwentnie organizować własną śmierć
            zbieranie tabletek... 
            wciąż mam obawy, że za mało ich mam 
            za mało 
             
            brat, ten , ktory wział 700 i nic, mówi, że tylko pistolet z lufą włozoną do
            ust zapewnia taki kąt i przelot kuli, że jest pewnikiem
            ale mnie w tym wszystkim 
            wiem, ze zabawnie to brzmi 
            zależy na nieodrażającym wyglądzie 
            nie chcę zmasakrowac twarzy 
             
            no i nikt z nas nie wie i jaki to ból
            niby pół sekundy i koniec 
            ale może moze te pół sekundy to straszliwy ból jakiś nie do opisania ? 
            ja tyle w życiu fizycznych cierpień dzielnie , jak mówiono mi, przeszłam 
            zawsze wstydziłam się u lekarzy, w czasie zabiegów, rodzenia dziecka, operacji,
            leczenia zęba, krzyczeć czy choćby jęknąć 
             
            u denstysty, póki nie leczył mnie mój szwagier - najlepszy chirurg szczękowy i
            stomatolog w koninie, kiedys po prostu cichutko osunełam sie z fotela
            zemdlałam, ale nie zhańbiłam sie krzykami 
             
            potem u tego męża brata już było ok - odpowiednie znieczulenie, otwarte okno,
            spokojna muzyka i jego spokojne wyjaśnianie wszystkiego , co robi
            no ale już do leczenia u niego straciłam prawo, bo nie byłam Olą, tylko zoną
            brata 
             
            nieważne
            kiedy jeszcze jeszcze miałam nadzieję na życie, wyleczylam w w-wie i szczecinie
            najmniejsze nawet dziurki 
            mam mocne zęby 
            gdy bylam mała nic nie jadłam, ale piłam bardzo duzo mleka 
            i jakoś na tym mleku wyżyłam... 
            może stąd te zęby zdrowe 
             
            albo, gdy poroniłam
            i niemądra pielegniarka, gdy tak bardzo mnie bolalo 
            kazała mi przyjsć na zastrzyk pyralginowo-pabialginowy do gabinetu 
            to niezwykle bolesne są zastrzyki 
            trzeba jej podawac powoli bardzo 
             a ona, dzien po tym poronieniu 
            ja ledwo żywa psychicznie, fizycznie 
            dała mi taki zastrzyk w pośpiechu , na stojąco, nawet nie każąć się położyć 
            no to zemdlałam sobie 
             
            fatalnie się czuję
            ja chyba zrobie tak, że po prostu wezmę te pieniądze z akcji i stąd wyjadę 
            pojadę albo do konina 
            albo nad morze na plażę 
            i tam się zabiję 
             
            nie wiem co z mieszkaniem
             
            syn mieszka w naszym domu
            ale mąż, który tak oszukuje moze okazać się ostatnim z najostatniejszych, dom
            sprzedając nasz na pałac dla tow. kloc
            i co z synem moim ?
            a może mąż zapisze nasz dom jej potomstwu ?
            przecież jesli tyle rzeczy zrobił mnie, to może zrobic wszystko
             
            duzo osob chciało je kupic 
            to mieszkanie
            co rusz na tym bloczysku ktoś wieszał kartke z anonsem, że kupi mieszkanie w
            tym własnie bloku 
            podawano rózne n-ry telefonu, więc to chyba kilka osob 
             
            ale, jako się rzeklo
            w zasadzie wszystko mi jedno 
            gdybym miała siły łazic po urzędach, notariuszach - zapisałabym to może
            schronisku dla zwierząt 
             
            tak naprawdę zależy mi tylko na tym, by nie przechwycil go ex mąż,np. dla
            potomstwa swej flamy
            i by mój syn nie wylądował na bruku

            widząc na własne oczy, jak w państwie prawa, mąż robił przekrety niewiarygodne
            dotyczące mnie i w konsekwencji zostawiające mnie bez środków do życia -
            wierzę, że i mojemu bezposredniemu spadkobiercy - synowi, wywinąłby taki numer,
            że i jego mógłby oszukać, skoro oszukał mnie 

            a moj syn potrzebuje pomocy, a nie stresowania go
            gdy jeszcze mogłam pomóc, mąż mi nie pozwolił
            i zostawił dzieciaka samemu sobie
            jedynaka
            poszedł sobie zajmować się cudzymi
            a moje dziecko ?
            dorosły facet
            ale dziecko i tyle
            ja nie jestem moją matką
            nie jestem nią
             
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka