Dodaj do ulubionych

Żałuję macierzyństwa

12.07.20, 23:36
Na depresję choruję od 3 lat. Zaczęło się od problemów w pracy, mobbing etc. Do psychiatry trafiłam będąc zdecydowana się zabić. Pomógł mi bardzo wtedy, leczenie uratowało mi życie. Nie mniej jednak choroba wraca. Nie mogę się pogodzić z utratą pracy o jakiej marzyłam od dziecka. Udało mi się zmienić branżę, zacząć od nowa, zarabiam dużo lepiej, praca spokojniejsza, ale... Czuję się jakbym przeżywała żałobę po utraconym życiu.
Mam dwoje dzieci, 8 lat i 4 lata. Na ciąże zdecydowałam się niby świadomie, ale bardziej żeby spełnić marzenie męża. Ja miałam wszystko o czym marzyłam: wymarzoną pracę, męża, który zrobiłby dla mnie wszystko... Aż zaszłam w ciążę... Wtedy on dostał to, czego pragnął i przestał się starać... Przestał spełniać moje prośby, błagania... A ja byłam w sytuacji, z której nie mogłam się już wycofać - byłam w ciąży...
Nie miałam wsparcia w mężu przy dziecku. Uważał, że jest idealnym mężem, bo kąpał dziecko, a nie robił nic poza tym. Nasze małżeństwo zaczęło się sypać... Ja mając na głowie cały dom, małe dziecko, nie mogłam poświęcić na pracę tyle czasu ile bym chciała, ile ta praca wymagała. Jak ja mu zazdrościłam, że mógł po prostu wyjść do pracy! Ja musiałam najpierw przewinąć dziecko, nakarmić dziecko, przebrać dziecko, zapakować dziecko do samochodu, zapakować torby dziecka, zawieźć dziecko do opiekunki, znieść krzyk dziecka przy zostawianiu u niani i skonana porannym użeraniem się z dzieckiem dopiero mogłam wyjść do pracy. Po południu to samo tylko w odwrotnej kolejności... Byłam wykończona - a dziecko było przecież jego marzeniem, nie moim - ja całe życie chciałam pracować.
W pracy przestało się układać. Wiecznie niewyspana, żywe zombi, przestałam się wyrabiać, do tego despotyczna szefowa, chore układy i układziki... Potrzebowałam przerwy... Wtedy odezwały mi się hormony, nakręciłam się na drugie dziecko, wierzyłam, że tym razem będzie inaczej - jak można się domyślić nie było... Było jeszcze gorzej - sama z dwójką dzieci do ogarnięcia. Po powrocie z macierzyńskiego w pracy zaczęły się docinki, że jak śmiałam pójść na urlop macierzyński, jak tak można, zlecanie niewykonalnych zadań po godzinach, w weekendy... Wtedy pojawiła się depresja, silna, coraz silniejsza, aż myślałam tylko o tym żeby odejść z tego świata. Odeszłam z tej pracy. Straciłam moje marzenie, jedyne co napędzało moje życie, jedyną rzecz, której pragnęłam, zostałam z niczym.
Dzieci kocham, bardzo. Ale wiem, że gdyby nie one mogłabym dalej mieć tą pracę, na której mi zależało, o której marzyłam od dziecka. Byłabym szczęśliwa. Odkąd zaszłam w pierwszą ciążę straciłam moje życie. Nie mogę nigdzie wyjść nie organizując opieki nad dziećmi. Nie mogę zwiedzać, bo dzieci to nudzi, krzyczą w muzeach, nudzą się... Nie mogę chodzić po górach, bo one są za małe i nie dają rady... Nie mogę robić nic, co kiedykolwiek dawało mi choć odrobinę radości. Do puki mogłam pracować miałam chociaż coś, co dawało mi radość, satysfakcję. Teraz nie mam nic. Mam "jakąś" pracę. Wychodzę z domu, żeby nie być z dziećmi. Nie odnalazłam się jako matka. Nie umiem się nimi zajmować, nawiązać z nimi kontaktu. Cały czas rozpamiętuję, że zanim zaszłam w ciążę była taka szczęśliwa, miałam wszystko, teraz nie mam nic i to już nigdy nie wróci... Już nigdy nie będę szczęśliwa, niezależna, straciłam swoją szansę w życiu, na własne życzenie... Przegrałam swoje życie.
Obserwuj wątek
    • martyna2525 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 10:20
      O przegranym zyciu mozna mowic u jego ewidentnym schylku, poki zyjesz mozesz go zmienic. Czy ojca dziecka nie da sie bardziej zaangazowac bys miala czas dla siebie?
      Masz do kogo sie wygadac? Pojsc nna przyslowiowa kawe?
      Moze terapia by pomogla.
      • zosia_styczen Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 12:07
        Dziękuję za odpowiedź.

        Niestety, nie mam z kim porozmawiać. Przyjaciele wyemigrowali, kontakt się urwał. Rodzina nie rozumie.

        Terapii próbowałam, ale nie widziałam poprawy. Najpierw prywatnie - czułam się naciągana na kasę. Przerwałam. Zapisałam się na NFZ, odczekałam w kolejce. Po pół roku nie widziałam żadnej różnicy, nie rozumiałam jak to mam mi pomóc. I przerwałam też tą terapię - akurat zmieniałam pracę, nie mogłam już jeździć na terapię do tej samej osoby, bo godziny już nie pasowały z nową pracą a kolejny raz od nowa nie chciałam zaczynać.

        Mąż twierdzi, że przecież zajmuje się dziećmi - włącza bajki na tablecie na cały dzień... Wtedy u mnie pojawiają się wyrzuty sumienia, że nie tak powinno wyglądać wychowywanie dzieci i próbuję coś im zorganizować... ale zawsze swoim kosztem. On nie zrezygnuje z siebie, swojego czasu, swojej pracy czy pasji... A mi żal tych dzieciaków, że takie podrzutki, albo u niani albo przed bajką. I to ja rezygnuję z siebie.

        Tylko czy tak powinno wyglądać życie? Wieczne poświęcenie, zmuszanie się do robienia innym dobrze? A ja? Nic mi się od życia nie należy? Nie mam prawa do szczęścia?

        To prawda, mogę coś zmienić. Zmieniłam pracę. To był nadludzki wysiłek dla mnie... I nic się tak na prawdę nie zmieniło... Nie mam siły na więcej. Jedyna zmiana, o której znowu myślę to zakończenie tego wszystkiego.
        • mardaani.74 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 13:18
          Powiem Ci, że jak tak się czyta artykuły o "prawidłowym" wychowaniu dzieci w dzisiejszych czasach to mam wrażenie że to mission impossible. Sprzeczność goni sprzeczność, młode matki mają poprzeczkę ustawioną tak wysoko że strach na to patrzeć. Jeżeli miałabym wychować dziecko według wszystkich obowiązujących reguł, żeby poświęcać mu taką ilość czasu sił i środków jak zalecają obecnie, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty od rozwoju psychoruchowego, przez eko dom, super zdrową dietę, po zapewnienie świetnego wykształcenia i startu w dorosłe życie to bym się załamała już na starcie i potrzebowałaby doby z 48 a nie 24 godzin i ogromnych zasobów materialnych. Dziecko to nie glina, nie można go lepić według szablonu. Wychowanie to życzliwe towarzyszenie, uczenie świata i podanie ręki kiedy młody osobnik potrzebuje pomocy, a nie pilnowanie harmonogramu dnia i robienia z dziecka małego księcia czy księżniczki. Tak ja to widzę, mając dorosłe dziecko. Co więcej matka to nie jakiś doczepiony do dziecka służący na każde zawołanie, trzeba pamiętać o sobie i swoich potrzebach a nie żyć tylko jako matka i nic więcej, bo to się zawsze kończy rozczarowaniem.
            • mardaani.74 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 14:18
              Masz prawo do szczęścia i do realizacji swoich potrzeb, ale nie licz na to że świat sam Ci to umożliwi. Musisz jasno komunikować mężowi swoje potrzeby, nie poddawać się presji, że Ty MUSISZ. Dzieci są wspólne, decyzja była wspólna, odpowiedzialność też jest wspólna.

              Podejrzewam że Twój mąż to nie jest jakiś potwór bez duszy i sumienia tylko zwyczajnie tradycyjne role ma wdrukowane i nawet nie myśli jak bardzo Tobie jest źle i trudno.
              Jak wiadomo do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja więc mąż jako bardziej asertywny szybko uplasował się na wygodniejszej pozycji, "udowadniając" że wszystko będzie robił źle lub byle jak. To dość powszechna metoda i nie Ty jedna dałaś się wpuścić w maliny. Byś może z początku trochę go wyręczałaś w przekonaniu że Ty zrobisz lepiej i tak zostało. Ale nie musi tak być. Potraktuj tę sytuację jak wyzwanie, jak projekt do zrealizowania, przemyśl, zaplanuj na nowo i zrealizuj jak projekt . jestem pewna że poradzisz sobie lepiej niż myślisz. Wierzę że uda Ci się przynajmniej przesunąć środek ciężkości tak żeby ten związek był bardziej partnerski a Ty nie była tak nierówno obciążona opieką nad (przez męża przecież chcianymi i planowanymi) dziećmi. Nie od razu Rzym zbudowano ale od czegoś trzeba zacząć.
        • igge Re: Żałuję macierzyństwa 04.10.20, 23:49
          Zosia. Sama sobie wypisałaś receptę. NIE REZYGNUJ Z SIEBIE. Nie poświęcaj się. JESTEŚ/ BĘDZIESZ WYSTARCZAJĄCO DOBRĄ MATKĄ dla swoich dzieci i bez tego poświęcania się, bez rezygnowania z siebie. Twoje dzieci chcą mieć zdrową, zdrowiejącą, zadowoloną, chcącą żyć mamę, która czerpie satysfakcję z życia.
          Jeszcze, od biedy, mogłabym zrozumieć Twoje decyzje ( bo motywację rozumiem: chcesz po prostu tego, co najlepsze dla malców) tej rezygnacji z siebie i poświęcenia i dawania z siebie zamiast tabletu ( a daj im ten cholerny tablet i już, jako mniejsze zło chociaż) gdybyś była absolutnie zdrowa i byłaby to rezygnacja z czegoś ważnego dla Ciebie i brak/ utrata xyz, ale do zniesienia dla Ciebie z mniejszą lub większą przykrością i rezygnacją. Ale tak nie jest. Cena, którą płacisz swoim zdrowiem jest za wysoka. Widać, że ta rezygnacja z siebie jest NIE DO ZNIESIENIA.
          Ty zrezygnowałaś z czegoś z samego szczytu swojej hierarchii wartości. I skoro chorujesz - Twoja hierarchia wartosci nie została zmieniona na inną, zmodyfikowaną:-(
          W Twojej sytuacji - lepszą dla Ciebie, korzystniejszą dla Twojego zdrowia psychicznego i poziomu satysfakcji z życia zgodnego ze swoimi wartościami.
          Skoro nie jesteś w stanie zmodyfikować swoich wewnętrznych wartości i poukładać je wg ważności inaczej niż były przed dziećmi - to won z tym poświęcaniem się i rezygnacją z siebie bo niszczy i marnuje Ci życie. Zdrowie.
          Paradoksalnie też to poświęcanie się okołodzieciowe w ostatecznym efekcie źle wpłynie na Twoje dzieci dla których właśnie się na taką zgubną dla Twojego zdrowia działalność zdecydowałaś.
          Jak gryzie Cię komar i niedźwiedź jednocześnie to olej komara;-)
          Komar to tablet/ opiekunka itd
          Niedźwiedź to Twoja depresja.
          Nie masz tego luksusu, co niektórzy zadowoleni z życia i zdrowsi, żeby wywalić ten tablet do kosza i zamiast niego spędzić radośnie z dziećmi czas ucząc się rysunku/ niemieckiego/ jeżdżąc na rowerze lub w filharmonii.
          Ty musisz zadbać o siebie i swoje ważne potrzeby skoro próbowałaś je zmienić i nie, nie są zmienialne, zbyt ważne są dla Ciebie. Stawka jest wysoka dla całej Twojej rodziny: Twoje zdrowie i życie i zadowolenie i satysfakcja i szczęście.
          Masz obowiązek zatroszczenia się o siebie i masz obowiązek nie mieć žadnych wyrzutów sumienia związanych z nieidealnym wg Ciebie ewentualnym stylem życia i dorastania Twoich dzieci, będących konsekwencjami Twoich koniecznych zmian życiowych na rzecz swojego zdrowia.


    • mardaani.74 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 13:04
      Jesteś w głębokiej depresji, widzisz teraz wszystko raczej krzywo i do leczenia depresji pewnie trzeba y zacząć.

      Po przeczytaniu Twojego wpisu nasunęły mi się takie refleksje, że żałujesz nie prawdziwej "klęski" ale pewnych wyobrażeń o tym jak mogłoby być
      Sama siebie dobijasz wmawianiem, że przegrałaś życie. Sztywne trzymanie się wyobrażeń z młodości, co do planów życiowych i wyobrażeń o tym jakie to życie "musi" być to przepis na ciągłe uczucie zawodu i niedosytu. Podejrzewam że gdybyś nie miała dzieci i pracowałabyś tak jak chciałaś to teraz mogłabyś przewrotnie mieć refleksję że dla pracy zawodowej która po latach już nie była tak fascynująca jak za młodu, straciłaś coś ważnego bo nie masz dziecka i też byś miała poczucie że "coś Cię ominęło".

      Myślenie "już nigdy nie będę szczęśliwa" to myślenie typowo depresyjne, w życiu nie ma nic na zawsze ani szczęście ani nie szczęście nie są czym co jest constans. Nie umiemy być nieustannie szczęśliwi, tak samo jak nie umiemy być nieustannie nieszczęśliwi.
      Co do uczucia "uwiązania przy dzieciach" i ograniczeń związanych z tym że dzieci są małe to jest to doświadczenie wspólne dla wielu matek, choć wielkim "grzechem" jest przyznanie się do tego w realu. Trzeba być wyjątkową domatorką albo mieć kogoś na co dzień do pomocy, żeby tego nie czuć i żyć swobodnie bez ograniczeń.
      Ja swego czasu też bardzo mocno to odczuwałam, ale teraz chciałabym choć na jeden dzień cofnąć się w czasie i pobyć z moim synem jak był 4-latkiem. Oczywiście też naprawiłabym wszystkie moje błędy :) Z perspektywy czasu inne rzeczy są cenne niż kiedyś mi się wydawało. Bardziej wspominam piknik na łące niż rewelacyjnie wykonany projekt. No, ale to ja.
    • mardaani.74 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 13:30
      "despotyczna szefowa, chore układy i układziki... Po powrocie z macierzyńskiego w pracy zaczęły się docinki, że jak śmiałam pójść na urlop macierzyński, jak tak można, zlecanie niewykonalnych zadań po godzinach, w weekendy...

      serio, aż tak bardzo jest o co kark kręcić? dla mnie to raczej mało fajna perspektywa spędzenia młodości.
      • zosia_styczen Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 13:47
        Dopuki mogłam się poświecić pracy na tyle na ile chciałam, na ile było to potrzebne, było dobrze. Nawet bardzo dobrze. Dawało mi to wiele satysfakcji, której nigdy potem nie czułam. Problemy zaczęły się potem, kiedy miałam dzieci.
        Bardzo mi brakuje tego zaangażowania w coś co daje radość, satysfakcję.
        Nie umiem pracować po łebkach, robić czegoś na "odwal", byle jak.
        I świadomość, że jestem w czymś dobra daje mi radość.

        Piknik z dziećmi... Tak zabieram ich czasami. Ale muszę się do tego zmuszać. Nie lubię tego. Drażni mnie to. Potrzebuję dorosłych, prawdziwych relacji. Nie mam cierpliwości do dzieci. Nie lubię z nimi przebywać. To jest problem.

        Leczę depresję. Od prawie pół roku znowu jestem na lekach. Biorę Depratal 60 mg. Ale ostatnio jest coraz gorzej znowu.
        • mardaani.74 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 14:32
          Ja akurat nie o pikniku z dziećmi myślałam :)
          ja też nigdy nie lubiłam dziecięcych zabaw i też się zmuszałam, ale za to lubię rozmawiać. Dla mnie byłoby najlepiej gdyby dzieci miały od razu 15 lat.

          W każdej pracy dopóki jest się dyspozycyjnym i na każde zawołanie to jest cacy, ale to tak po prawdzie jest wykorzystywanie i żerowanie na Tobie. Bo najczęściej wyżej postawiony orze w tych niżej postawionych jak się da i Ty jako człowiek jesteś na ostatnim miejscu. To poklepanie po pleckach po tym jak się przez tydzień po nocach i w weekendy zrobiło projekt to naprawdę, skórka nie warta wyprawki, pochwały nic nie kosztują. Sory, za dosadność, ale obowiązkowe, nieumiejące odpuścić i zawsze same się pilnujące pracownice to tzw pożyteczne idiotki które odwalają robotę za cwaniaków którzy potrafią tak zrobić żeby się nie narobić ale są wygadani, pewni siebie i wiedzą kogo i kiedy w dupę pocałować a kogo kopnąć. Pracowitość i kompetencje to ostatnia rzecz na jakiej robi się w Polsce karierę i jaka jest doceniana. Pierwsze "nie" na pracę w weekend i już być była ta zła. To zresztą dotyczy nie tylko korpo. Dobrze zrozumiana asertywność to podstawa, nie muszą Cię lubić, nie musisz tańczyć jak grają. Słowo "musisz" powinno być zarezerwowane dla jakichś ostateczność a nie codziennych banalnych drobiazgów. Zamień muszę, na "mogę, chcę, nie muszę, nie chcę". Wszystkim będzie lepiej, bo dzieci też nie będą szczęśliwe jak się dowiedzą po latach że to przez nie matka ma całe życie depresję. Poczucie winy mogłoby je wtedy dosłownie zabić.
          • igge Re: Żałuję macierzyństwa 04.10.20, 23:14
            To nie chodzi wcale o poczucie winy u dzieci ewentualne kiedyś ( to raczej mało prawdopodobne;-) ).
            Na dzieci bardzo szkodliwie działa depresja rodzica, tego nie da się całkiem ukryć. Mocno szkodliwie. I nie piszę tego by dowalić ojcom i matkom i wpędzać rodziców/ obciążać bez sensu rodziców depresyjnych dodatkowym poczuciem winy bo to nie jest ich wina żadna, że chorują.
            Ale próby leczenia/ wyleczenia/ trzymania w ryzach i pod kontrolą depresji swojej muszą być priorytetowe nie tylko w trosce o siebie ale i o dziecko/ dzieci.
            Warto zadbać o siebie przede wszystkim, o swoje dorosłe zdrowie, być dobrym dla siebie bo i dzieci wtedy na tym korzystają.
            I czlowiek silniejszy, ma zdrowie by nimi lepiej się zająć.
            Lepiej to nie znaczy warując przy nich nonstop.
            Lepiej to znaczy - nie obciążając ich nieświadomie swoją chorobą bo taką chorobę czuć w domu.
            Leczenie/ dobrostan rodzica najpierw, potem dokładanie sobie obowiązków przy dzieciach ( o ile kiedykolwiek w ogóle) które pogłębiają, jak widać w tym wątku, depresję u autorki.
            To jak maseczka nad glową w samolocie. Najpierw trzeba w razie awarii założyć sobie - potem dziecku.
    • baron_von_cipherblatt Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 18:04
      Jak piszesz to nie jakieś przekleństwo od diabła tylko diabeł który tkwi w szczegółach logistycznych. Nie wystarczy powiedzieć mężowi że generalnie za mało się udziela tylko wypunktować rzeczy które by ci pomogły, bez krzyku i pretensji żeby nie przerodziło się to w licytację tylko szczerze ale i spokojnie. Czy mógłby to, to i to. A chociaż tylko to, np. odstawianie poranne dzieci. A czy jest możliwość zaangażować dziadków którzy czasem dostają świra na punkcie wnuków.
      • zosia_styczen Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 20:01
        Poprosiłam męża o to, żeby zajął się dziećmi jedno popołudnie w tygodniu. Zgodził się. Obiecał, że to będzie robił. Zabrał ich dwa razy. Tyle wytrzymał... Potem zawsze było coś ważniejszego... Wiadomo, wszystko jest ważniejsze od żony... Nawet na to nie zasługuję - na jedno popołudnie w tygodniu.
        Ja zawsze chciałam pracować w weekendy. Nie mogę odkąd mamy dzieci. Bo ktoś musi się nimi zająć. A on przecież z pracy w weekendy nie zrezygnuje. Nie dla mnie, nie po to, żeby się nimi zająć.
        Tak, zawsze zostaje opiekunka. Ale na 7 dni w tygodniu? To po co te dzieci?
        Ja mam dość. Znowu doszłam do ściany. Nie mam siły na więcej. Leki już nie podtrzymują chęci życia. Znowu chcę z tym skończyć, bo po co tak żyć...
        • mardaani.74 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 22:57
          Leki nie załatwią kwestii życiowych, to musisz zrobić Ty. Ta sytuacja nie spadła na Ciebie z kosmosu, musisz sobie uświadomić, że jest ona wynikiem Twoich decyzji a nie jakiegoś nieznanego fatum. Masz to na co się sama zdecydowałaś, a że żałujesz decyzji, no cóż zdarza się, nigdy nie możemy być pewni jak ostatecznie nasze decyzje odczujemy, ale weź to wreszcie do serca, że nie leki, nie lekarz, nie znajomi, nie praca, alei Ty i tylko Ty jesteś w stanie coś zmienić, nic się tu samo nie naprawi.

          Słodko już było, czas na kwas. Zdecydowałaś się na dzieci i one już są, istnieją ze swoim życiem które muszą przeżyć, choć powołał je na świat kaprys dwojga niedojrzałych egoistów. Twoje samobójstwo nie wchodzi w rachubę, byłby to skrajny egoizm i spieprzenie życia dwóm niczego nie winnym istotom, one się na świat nie prosiły i nie rób z nich potworów rujnujących Ci czas wolny i karierę.

          Ustalenie że mąż się zajmie dziećmi jeden dzień w tygodniu to żadne ustalenie, to nawet nie jest zgniły kompromis to żenada.Jakby mi stary tak sprawy stawiał to ja bym mu zostawiła dzieciaki i wyszła i niech sobie robi co uważa, chciał to niech ma. To już nie są niemowlęta, nie muszą zostawać z Tobą, mogą spokojnie zostać z ojcem nawet jak mu to nie pasuje. Przecież krzywdy im nie zrobi, czy zrobi?

          Przyznam że nie do końca to rozumiem? Czy Ty jesteś od niego zależna ekonomicznie? Czy to jest jakiś despota? Czy Ty go kochasz czy raczej się boisz? O co tu kaman?
        • igge Re: Żałuję macierzyństwa 04.10.20, 22:57
          Kwestie życiowe pewne musisz rozwiązać bo sama zmiana twojego myślenia, zrozumienie większe siebie, nie wystarczy.
          Nie wiem czy dasz radę przebudować swoją hierarchię wartości, możesz choć uporządkować ją trochę. Bo Twoje wartości są w konflikcie, u wielu z nas tak jest. Nie możesz mieć ciastka i zjeść ciastka. Co, da się zaakceptować zaakceptuj, a resztę spróbuj zmienić na lepsze. Dla siebie. Wykończysz się mając tyle zadań i ról i jeszcze chorując. Jak cholerny mąż za mało dba o Twój dobrostan, choć powinien, to sama o siebie dbaj i się troszcz i tyle.
          Nie każdy musi być matką stulecia i uwielbiać macierzyństwo.
          Twoj partner poprzestał na chęci i inicjatywie rozmnożenia się i nie podjął beztrosko pełnej roli ojca, partnera matki swoich wytęsknionych dzieci. To nie w porządku bardzo ale może dasz radę wymusić zmiany. Pracy mu nie zmienisz ale niech daje kasę, więcej kasy na płatną opiekę, przyszywaną babcię, ciocię, studetkę, emerytkę dla dzieciaków ( plus delikatesy/ sprzątacza/ prasowanie ubrań w punkcie usługowym/ restauracje itp).
          Naprawdę jak nie lubisz nie zmuszaj się do mega ilości czasu samodzielnej opieki nad malcami. To jak karmienie piersią, niby lepiej samemu ale zdrowe dzieci na butelce też się wychowały i nie narzekają. Czas spędzony z dobrze wybraną fajna, odpowiedzialną, lubiącą Twoje małe osobą, której dobrze płacisz za opiekę nad Twoimi skarbami - nie jest wcale gorszym czasem rozwojowo i emocjonalnie dla Twoich latorośli. Serio. Będą miały quality time z Tobą. I mam nadzieję ojcem swoim. Oraz dużo czasu z innymi osobami, które też są wartościowe choć nie są ich rodzicami. Zadbaj o swoje zdrowie. Zadowolenie.
          Dla Twoich dzieci, wierz mi, jest to bardzo ważne i teraz i w przyszłości.
          Jak byłam młoda to też głupio wydawało mi się, że wszystko przy dzieciach muszę sama i lub z mężem. Błąd. Trzeba było opłacić dobrą, serdeczną, jakościową opiekę.
          Widzę dzieciaki tak chowane i jest to też dobra rzecz i opcja i wcale nie tylko dla rodziców ale i dla dzieci.
          Nie mówię o zostawianiu ich z byle kim. Z przyszywaną ciocią też można stworzyć ciepłą dobrą więź. Utrzymywać kontakty. Nawet kiedyś i w przyszłości.
          Piszesz, że to po co te dzieci? Jak masz zatrudnić opiekunkę na 7 dni w tygodniu?
          Jak jest potrzeba zatrudnić opiekunkę na 7 dni w tygodniu, a u Ciebie psychiczna ważna potrzeba jest bo musisz zdrowieć i mieć chęć do życia, to dlaczego nie??? Zatrudniaj. Bez namysłu.
          Dzieci zapamiętają szczęśliwszą mamę.
      • mardaani.74 Re: Żałuję macierzyństwa 13.07.20, 23:00
        Mam wrażenie że autorka wątku nie chce nic zmienić ani naprawiać, chce to wszystko tylko rzucić w diabły. Są i takie historie. Może zamiast myśleć o samobójstwie powinna wyjechać sama choćby na dwutygodniowe wczasy? Czasem z odległości widać wyraźniej.
    • husarv Re: Żałuję macierzyństwa 16.07.20, 01:16
      Niemcy zrobili mnostwo dzieczi ze ich jest ponad dwa razy wiecej od nas polakow. Dlatego powinismy znoszic trudy z wychowaniem dzieczi chetnie, aby polska mogla byc fajnym krajem. Jest trudno wychowywacz dzieczi i jak sa nastolatkami to moze zachca wolnosci ale lepiej im nie dawac duzo wolnosci wtedy. To trzeba pamietac.
    • cetherena Re: Żałuję macierzyństwa 16.07.20, 19:01
      zosia_styczen napisał(a):

      > skonana porannym użeraniem się z dzieckiem dopiero mogłam wyjść do pracy. Po południ
      > u to samo tylko w odwrotnej kolejności... Byłam wykończona - a dziecko było prz
      > ecież jego marzeniem, nie moim - ja całe życie chciałam pracować.

      Piszesz o ogromnym zmęczeniu. Może warto pomyśleć o zwolnieniu lekarskim? Piszesz też że prosisz męża o pomoc a on na to słabo reaguje. Może trzeba mu uświadomić że chorujesz na depresję i bez pomocy Twój stan się nie poprawi? Dzieci 8 i 4 lata można zostawić na kilka dni z mężem i samodzielnie pojechać w góry. Co o tym myślisz? Oprócz tego, lek można zmienić. Masz prawo zmieniać lekarza, terapeutę i leki dopóki nie nastąpi poprawa. Podobno depresja to w wielu przypadkach stłumiona, skierowana przeciwko sobie złość. Z tego co piszesz mąż chciał dziecka a potem Cię zostawił z wieloma sprawami samą, a to może budzić złość. Wydaje mi się że mogłaby pomóc psychoterapia poznawczo-behawioralna która uczy rozumieć co się z człowiekiem dzieje i modyfikować zachowanie tak, żeby czuć się zdrowiej. Szukaj pomocy. Aż znajdziesz taką która naprawdę pomaga.
    • pixie.oo Re: Żałuję macierzyństwa 22.09.20, 12:33
      Dalas się wpuścic w maliny, ja znam taką, co do dziś prawa jazdy nie zrobila, chociaż ją stać i to mąż zapi/erdala z dziećmi autem rano i po pracy szybciuteńko, aż przebiera nóżkami, jedzie do przedszkola je odebrać :D hahaha Czy zrobiła źle? Na pewno nie dla siebie.
      pranie leży? nie pierz
      Gary brudne leżą? nie myć, nie wkładać do zmywarki.
      Niech tak leży z tydzień dwa. Jeśli nie pomaga przy dzieciach, to będzie ogarniał całą resztę.
      Nianię taką zatrudnij, która będzie przychodzić do was do dziecka, a nie dziecko do niej, bedzie o tyle prościej.
      Daj sobie kobieto na luz.
      Obudź się, masz dwoje dzieci, zwolnij, za pare lat wrocisz do tej ukochanej pracy i bedziesz się realizować.
      Dzieci to się wygodnie wychowuje, jak mąż pracuje, a kobieta na spokojnie ogarnia to w domu. Innej opcji nie ma. W takim ukladzie gdzie oboje pracują jest wieczny zapierdol aż głowa pęka.
    • igge Re: Żałuję macierzyństwa 04.10.20, 22:05
      Muszę wrócić kiedyś do Twojego wątku. Jeśli nie jesteś trollem to bardzo mi Ciebie żal. Pewne decyzje życiowe już podjęłaś, nie zmienisz ich, masz nowe obowiązki. Dzieci. I kochasz je.
      Rozumiem, że jeśli masz depresję/ chorujesz na coś - to jest to ogarnięte. Baza czyli lekarz/ leki/ psychoterapia jakościowa.
      Relacje rodzinne, nie piszesz dużo o partnerze, o teściach, swoich rodzicach wcale - ogarnięte? Masz wsparcie w rodzinie, pomoc, dzielenie się sprawiedliwe obowiązkami domowymi?
      Jak mąż taki fajny to razem zajmujecie się dziećmi, nie większość spada na Ciebie?
      Finanse? Może płatna pomoc w domu/ opieka nad malcami możliwa?
      Wymarzona praca, może jeszcze nie wszystko stracone?
      Może w przyszlości jak nie już teraz?
      Nie neguję Twoich uczuć, masz prawo czuć złość, gniew, żal za utraconym lubianym stylem życia:-)
      Ale, hello, część z tego, co piszesz to zwykłe ZNIEKSZTAŁCENIA POZNAWCZE typowe np w depresji. Nie jest to objawiona święta prawda;-) Bo Ty masz dużo naprawdę. " Jakąś" ale jednak pracę. Rodzinę. Męża, którego piszesz lubisz. No i te dzieciaki upierdliwe i nużące, zawracające Ci głowę;-)
      Kochane.
      Kiedyś docenisz, że je masz. Już mają 8, 4 lat. Coraz mniej w końcu będą wymagać od Ciebie. Ja tam zazdraszczam malców.
      Czas wolny tzn Twoje przyjemności: tutaj możesz dużo zmienić na lepsze. Jak nie dasz rady/ nie dacie rady z mężem upchnąć gdzieś u kochanych dziadków, ciotek/ wujków, u opiekunki płatnej malców częściej i wtedy mieć chwilę czasu we dwoje czy samotnie na ulubione dawniej rozrywki - wymyśl nowe rozrywki i frajdy i relaks i rozwój/ wyjazdy/ galerie sztuki/ koncerty/ parki/ muzea/ biblioteki/ gotyckie katedry/ zamki/ baseny/ restauracje/ lasy/ zabytki i milion innych rzeczy. O ile nie masz anhedonii. Te nowe frajdowe pomysły na spędzanie czasu w domu i poza nim mogą mieć zawsze niemal opcję z dziećmi. W towarzystwie dzieci. Jest to, przyznaję opcja nieco uciążliwa ale bez przesady, da się.
      Za chwilę Twoje dzieci będą miały swoje zajęcia dodatkowe po przedszkolu i szkole, o ile już nie mają i wtedy też możesz zyskać czas na lekturę spokojną czy co tam chcesz.
      Nie możesz zapisać do np Helen Doron na angielski, na judo, na basen, na zajęcia w bibliotece itd????
      Posiedzisz sobie Ty lub mąż lub razem przy kawie czekając i macie święty spokój.
      Trzeba zaakceptować, że jesteś starsza trochę, Twoje życie zmieniło się nieodwracalnie, inny etap. Nie musi być gorsze od tego, co było.
      Obiektywnie nie jest.
      Przytłoczyły Cię te zmiany.
      Luz. Będzie dobrze. Masa frajdy i sensu czeka na odkrycie przez Ciebie na świecie i w życiu. Wybierzesz coś w końcu, wymyślisz, ktoś bliski podsunie pomysły. Nawet jeśli czujesz, że teraz nie ma nic wokół, co lubisz. Nawet gdybyś depresję miała. Da się żyć nawet jak jest ciężko:-)
      Życzę trochę szczęścia i zabawy, uśmiechu, przyjemności..
      Lubisz piękno?



      • igge Re: Żałuję macierzyństwa 04.10.20, 22:14
        PS
        Przeczytałam jeszcze raz post startowy.
        Rzuca się w oczy, że ten lubiany przed dziećmi mąż był/jest jednak sorry do dudy jako ojciec i Twój partner niestety bo obowiązki olewa. Literalnie.
        Przyczynił się masywnie do Twojej depresji. Masywnie.
        Da się go ( terapia, rozmowa, perswazja, przemówienie do rozumu, poszukania metod odciążenia wreszcie ciebie) zreformować???!!
        Masz depresję.
        Ma wspierać chalera i już.
        Niech stanie na wysokości zadania. Kreuje dodatkowe problemy dla Ciebie. A jak chorujesz to masz być pod ochroną i noszona na rękach;-)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka