Dodaj do ulubionych

Nie wiem jaki tytuł

27.02.21, 20:40
Hej,
chce mi się płakać.

Mam 23 lata, jestem na urlopie dziekańskim, po nim mam nadzieję zaliczyć piąty - ostatni rok studiów.
W moim życiu nigdy nie miałam nikogo bliskiego.
Owszem, mam rodzinę, ale nie jestem tam z nikim totalnie emocjonalnie związana.
Raczej po prostu uczepiona do rodziców jak do jednego bytu. Nie wiem nawet jak to powinno wyglądać.
Czy to normalne czy nie takie zapatrzenie w nich jakby samemu się nie miało znaczenia.
Od pewnego momentu. w przedziale 4-6 lat przed każdym trzeba było chować uczucia, każdy był w pewnym sensie wrogiem. A i tak byłam dość ospała.

Jak byłam mała, gdy wchodziłam do wanny mówiłam, że woda jest za gorąca i słyszałam w odpowiedzi, że wcale nie jest za gorąca, właź.
Może się to wydawać błahe, ale to jakbym w ogóle nie mogła nakreślić niczego swojego i zostać usłyszana.
To tylko przykład jak to wyglądało. Mam kilka wspomnień, kiedy byłam mała po prostu próbowałam poskarżyć się na coś przykrego dla mnie i spotkałam się ze strasznym szyderstwem i zostałam obśmiana przez mamę i babcię.

Absolutnie nie pamiętam, żeby ktoś mnie przytulił, a co dopiero powiedział, że mnie kocha.
To był zawsze trochę wstyd i słabość. W pewnym momencie w domu pojawiły się dość poważne kłótnie i sceny oraz alkohol.
Nie opowiadałam, co działo się w szkole. Nikogo nie interesowało jak lubię spędzać czas, jakiej muzyki lubię i ogólnie co lubię. Dostawałam tylko codziennie opieprz, że znowu przed komputerem, powinnaś pomagać i że jestem nierobem.
Do teraz nie wiem co lubię. Zwykle czuję, że jak jestem sama, to równie dobrze mogłoby mnie nie być. Jakbym nie istniała. Większość życia poświęciłam chodzeniu za innymi, na pierwszym miejscu było dla mnie, żeby otoczenie mnie akceptowało i chciało.

Nie pamiętam wcale niektórych okresów mojego życia, ostatnio było dla mnie zaskoczeniem, kiedy dawna koleżanka przypomniała mi, że kiedyś razem spędzałyśmy całkiem sporo czasu.
Wszyscy moi znajomi byli nie tacy jak trzeba.

Całe życie jednak spotykam się z przeszywającą obojętnością.

Z tych lepszych momentów w moim życiu wnioskuję, że jestem całkiem inteligentna.
Problem w tym, że te lepsze momenty są tylko wtedy jak wejdę z kimś w dziwną relację.
Zakończenie każdej takiej relacji powoduje u mnie załamanie, a w trakcie każdego okazuje się, że niczego o sobie nie wiem, nie mogę wstać z łóżka i nawet nikogo to nie obchodzi.

Jeśli nie mam o kim myśleć, kiedy nie mam komu opowiadać w myślach co robię, czym się przejęłam
(muszę myśleć o realnej osobie) to moje myśli nie formują się wcale.

Mój rozum zagłusza taki wewnętrzny ból, który powoduje, że na niczym nie mogę się skupić, nie odczuwam z niczego radości, a każdy nadchodzący dzień mnie w*urwia jak samo to, że muszę istnieć, zjeść, przeżyć.

Trzy lata temu właśnie był taki moment, wpadłam w dołek, ale byłam na tyle samoświadoma, że poszłam po pomoc i trafiłam do psychiatry, od tamtej pory biorę prochy na depresję.
Zmieniałam z lekarzem dawkę kilka razy, ale nie wiem czy one coś dają w ogóle.
Wystarczy, że pokłócę się z dotychczasowym kumplem, jest pandemia i nie widuję się z koleżanką i znowu załamanie.
Jakbym miała tożsamość tylko dzięki nim, a sama nie mam nic swojego. Choć wtedy byłam pewna, że umiem mieć własne zdanie. A teraz niczego nie wiem.
To też nie były relacje, gdzie jakoś nam na sobie emocjonalnie zależało. Nie wiem jak to opisać, nie wiem kiedy jest normalnie.

Ja wiem, że ten wpis nie rozwiąże problemu, ale czegoś szukam.
Obserwuj wątek
    • xawery39 Re: Nie wiem jaki tytuł 06.03.21, 12:23
      A co studiujesz ? Kilkakrotnie stwierdzałem objawy depresyjne u studentów w twoim wieku , sam je również miewałem . Wynikają przypuszczalnie z wyczerpania umysłowego . Przydałaby by ci się psychoterapia .
      • aniam97 Re: Nie wiem jaki tytuł 16.03.21, 09:56
        Grafikę. Na artystycznym. Prawdę mówiąc mam już mocno dosyć pytań czy lubię te studia i co chcę robić później.
        Kurczę, prawdę mówiąc mam za sobą już kilka podejść do psychoterapii i non stop mam tylko poczucie, że czegoś tam ode mnie chcą.
        Chcę sobie pomóc, a czuję się jak na przesłuchaniu, ilekroć padają pytania o moją przeszłość.

    • mardaani.74 Re: Nie wiem jaki tytuł 06.03.21, 20:17
      Nie wiem co co w tym pandemicznym świecie napisać. Wszystko teraz jest inaczej i trzeba na nowo odnaleźć siebie nawet jak ma się więcej niż 23 lata. To może się tak wydawać że już powinnaś mieć coś więcej w życiu ustalone, jakoś bardziej czuć się osadzona w rzeczywistości, mieć już to swoje życie, ale 23 lata ro bardzo mało i tak naprawdę nic jeszcze człowiek o sobie nie wie. Ty i tak już wiesz bardzo dużo, żyjesz w tej chwili tak jakby bardziej do wewnątrz niż na zewnątrz, rozbudowałaś wewnętrzny świat, bo zewnętrzny był zimny i obojętny. Mimo rodziny jesteś takim trochę odrzuconym dzieckiem.
      Kiedyś doradziłabym Ci wyprowadzkę, zamieszkanie z samą sobą i zajęciem się meblowaniem własnego życia po swojemu, teraz realia są inne niż kiedyś. Choć nadal wydaje mi się że zmiana otoczenia to jedyne dobre i skuteczne wyjście, bo niestety rodziny często są toksyczne i mogą podciąć skutecznie skrzydła a rodziców już nie zmienisz, tacy jacy są będą zawsze, a przywary będą się raczej wyostrzać.

      Jedynie mogę Ci napisać, że dobrze rozumiem co możesz czuć bo w tym opisie odnajduję wiele ze swojego dzieciństwa. Współczuję ale też zachęcam do buntu, do zmiany. Samo nic się nigdy nie poprawia.
      • aniam97 Re: Nie wiem jaki tytuł 16.03.21, 10:12
        Bardzo dziękuję za odpowiedź.
        Wiesz, już od dawna nie mieszkam z rodziną, ale przyznam, że chyba to do mnie nie dociera.
        Niby psychoterapia to taki dobry krok, ale jak na ironię ciągle słyszę, że coś muszę; że jak nie będę opowiadać, to ta terapia mi nie pomoże.
        Ale ja mam opór i nie chcę i nie dlatego, że mam taki kaprys, tylko dlatego, że jakby każdy już chodził z buciorami po mojej głowie i życiu. Jakbym w ogóle nie miała o sobie pojęcia i non stop ktoś z zewnątrz wie lepiej.
        A ja się czuję ostatnio stłamszona i osaczona, rozszarpana przez ludzi wokół.
        To może się wydawać niedorzeczne, ale teraz spotykam się z chłopakiem, z którym właściwie nie chcę się spotykać. Wiem, że to mnie nie tłumaczy, ale...
        Problem w tym, że mieszkamy praktycznie na przeciwko siebie i trudno na siebie nie wpaść. Trochę żyję w rzeczywistości, w której totalnie nie wolno mi być asertywną.
        Ja chciałam tylko być życzliwa, dodatkowo to osamotnienie mnie totalnie dobija i zanim się obejrzałam znaleźliśmy się bardzo blisko siebie.
        Tyle, że ja jestem obojętna i co najwyżej samotna, a on się turbo stara i ja nie wiem jak mu przetłumaczyć, że ja tego nie widzę. Nie chcę go ranić, już o tym rozmawialiśmy, ale on nie przestaje, właściwie to sam tu wlazł, a ja się czuję mega bezsilna. Kiedy próbuję stanąć po stronie tego cichego głosiku, który informuje mnie że coś mi nie odpowiada, to od razu mam poczucie, jakby ktoś mnie mocno skarcił; dostaję policzek w postaci ogromnych wyrzutów sumienia i mam wrażenie że każdy na planecie ma mi to za złe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka