czy to...deprecha?

30.10.04, 09:32
Chce mi sie spac,wogole sie nie moge skupic jestem ciagle
zamyslona ,zmeczona .czasem smutna bez powodu,budze sie rano i czuje ogromna
niechec ,lek boje sie czegos nie wiem czego...zycia? jestem przytloczona
wszystkim,wszystkim!czy to deprsja?a moze jej poczatki?jesli jej poczatki to
moze da sie jej uniknac?
    • speedychicken Zależy ile masz lat, prawdopodobnie to tylko burza 30.10.04, 13:05
      hormonalna związana z dojrzewaniem.
    • sylwek07 Re: czy to...deprecha? 30.10.04, 15:21
      najlepiej udac sie do specjalisty,niech On oceni co i jak...
    • mskaiq Re: czy to...deprecha? 30.10.04, 15:44
      Mysle ze mozesz jej uniknac. Piszesz ze chce Ci sie spac, wtedy idz na spacer,
      rob jakies cwiczenia fizyczne. Jesli zaakceptujesz sen to bedziesz spala wiecej
      i wiecej. Zamiast ulgi sen bedzie przynosil jeszcze wieksze zmeczenie. Z tym
      snem laczy sie rowniez popadanie w obojetnosc.
      Ten smutek zwykle przychodzi kiedy jestes bezczynna. Staraj sie byc ciagle
      zajeta. Moze byc to czytanie, pisanie, zmywanie naczyn, itp. Bezczynnosc
      przynosi smutne mysli wypelniasz sie nimi. Te mysli sciagaja Cie w dol.
      Jesli chodzi o czas po przrebudzeniu to zawsze jest to bardzo trudny okres
      dnia. Wszystko wtedy zdaje sie byc rozregulowane.
      Wtedy moj codzienny bieg, bardzo mi pomaga w rozbudzeniu sie, jestem po takim
      biegu pelen energi. Pomaga rowniez w odrzucaniu tego nieokreslonego strachu.
      On nie istnieje to tylko uczucie. Kiedy przychodzi swiadomnie ignoruj je. Nie
      mozesz sie bac czego nie potrafisz okreslic.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • leny3 Re: czy to...deprecha? 30.10.04, 16:11
        Czytam wiele Twoich rad i wydaje mi się, ze są sensowne, tyle że... dla osób
        zdrowych, odrobinę zgnuśniałych, lub tych z lekką depresją (bardzo lekką). Ja
        próbowałem się "zaktywizować" w chwilach kiedy sie naprawdę źle czułem i
        pamiętam to jako torturę. Przerabiałem wychodzenie na spacery, jazdę na
        rowerze, wielogodzinną, wyjazdy w góry, pracę fizycxzną na wsi, wychodzenie na
        imprezy, do kina... mógłbym jeszcze długo wymieniać. W stanie depresji
        potęgowało to tylko ból, zmęczenie i rozpacz. Nie chce szerzyć defetyzmu i
        namawiać do bierności, na pewno z depresją trzeba walczyć na wszystkie sposoby,
        takrze poprzez aktywizację, mobilizowanie się. Ale takie hurraoptymistyczne
        przekonanie, że to jest rozwiązanie zawsze skuteczne wydaje mi się nie na
        miejscu. Szanuję Twoją dobrą wolę i chęć pomocy, ale zastanow się czy to co
        przeżyłeś było depresją we wlaściwym tego słowa znaczeniu, czy po prostu jesteś
        kompetentny, by udzielać tych rad, rad, co podkreślam, dobrych i sensownych.
        Pozdrawiam
    • mskaiq Re: czy to...deprecha? 30.10.04, 17:42
      Wlasnie jest dokladnie tak jak napisalas leny3. Kiedy zaczynasz pozytywne
      dzialania aby pozbyc sie depresji, wszystko sie jakby aktywizuje, leki staja
      sie silniejsze, mysli bardziej negatywne, tak jakby probowaly przelamac nasza
      wole pokonania depresji.
      Zwykle zniechecamy sie i odchodzimy od pozytywnych dzialan. Wtedy pojawia sie
      nawet jakby ulga, ta ulga jest bardzo krotkotrwala, wszystko wroci jeszcze
      silniej. Przeszedlem przez to, tez sie cofnalem ale nie mozna sie cofnac.
      Pozytywne zmiany musza byc trwale, jezdzenie na rowerze nie moze trwac mieciac
      czy dwa, to musi zostac z nami.
      Unikanie negatywizmu, szukanie radosci, sensu, aktywnosci nie moze byc
      czasowym dzialaniem. To musi w nas pozotac na stale. Ja biegam, cwicze, jestem
      pozytywny, unikam krytyki itp nawet teraz kiedy depresji nie ma. Wiem ze powrot
      do mojego dawnego zycia oznacza powrot do depresji.
      Serdeczne pozdrowienia.
Pełna wersja