Warto o tym poforumować?

31.10.04, 00:13
Aidka napisała:

> ja nawet o tej bułczynie suchej dałabym radę
> i jedzeniu normalnym dla kotów, bo są pod moją opieką
> dałabym radę
> gdybym była kochaną przez tych, ktorych kocham i lata ostatnie o miłosc tę,
o
> nieodrzucanie mnie, zabiegałam
> ale traciłam i traciłam
> nie byłam nachalna
> miałam nie być smutna ? - dobrze - udawałam, ze nie jestem
> ale nie udalo się nikogo odzyskać
> a od kiedy odeszły ostatnie z tych osób
> ja jeszcze rok
> takiego bólu, że tylko na prochach
> jeszcze rok czekalam
> próbowałam coś...

W jakim stopniu zależność emocjonalna od innych ludzi determinuje los
dorosłego człowieka? Gdzie są jej dopuszczalne granice, a od jakiego momentu
staje się ona wyniszczająca?
    • gloom Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 00:40
      Aneto,
      zaleznosc emocjonalna - mysle, ze te slowa warto na poczatek obrac z
      wartosciujacej otoczki, jaka zdaje sie je otaczac. Polowa macherow od duszy
      powie przeciez, ze to destrukcyjne, zniewalajace, nie sprzyja samorealizacji.
      Ale, kiedy masz w sobie tego czarnego pajaka, to albo masz dosc sily, by sie z
      nim zmagac, albo jestes (jestem) zalezna/zalezny emocjonalnie od innych. )
      To "albo-albo" jest, oczywiscie, przesadnym wyostrzeniem. Sa warianty mieszane,
      zalezy od dnia, miesiaca.)To zaleznosc na dobre i na zle. Bo jedni potrzymaja
      za reke, a inni nie podadza reki. Z mojej strony tyle na rozpalke. W rozmowie
      moze cos mi sie wyklaruje. Pozdrawiam.
      Michal
      • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:46
        No i fajnie, że zwróciłeś uwagę na pejoratywne zabarwienie _zależności
        emocjonalnej_. Też mi sie termin nie podobał, ale nic trafniejszego nie
        przychodziło mi do głowy. Więzi uczuciowe?
        Aneta
        • gloom Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:52
          Wiezi uczuciowe brzmia lepiej, chociaz te "wiezi", "zwiazki", "wiezy" zalatuja
          w polszczyznie wiezieniem, czego uczona interpretacje pozostawiam madrzejszym.
          Ale moze i wtym cos jest na rzeczy? Chyba wole to od sterylnych "relacji, bo
          wlasnie czuje sie zwiazany i jest mi to potrzebne, by ciagnac za soba ten
          wozek. Inaczej juz dawno bym sobie poszedl.
          Michal
    • xxxxnonamexxxx Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:03
      jak mawiał jeden tomasz nikt nie jest samotną wyspą (oprócz mnie) i ludziom
      organicznie potrzebni są bliźni do szczęścia (doprawdy nie wiem po kiego),
      ponoć przecie człowiek to zwierzę stadne o czym przekonuje antropologia
      socjologia, psychologia tudzież coś tam jeszcze. Natomiast chciałem zwrócić
      uwagę na świadectwo bardów i innych grajków lirycznych którzy twierdzą, że
      miłość to najsampierwsza siła która porusza zyciodajnymi sokami człowieka, może
      coś w tym jest. za bardzo się na tym nie znam ale chyba jedak o to tu się
      rozchodzi.
      Ludzie sobie imaginują, ze to jest to czego szukają i co im zrekompensuje
      dojmujące poczucie niedosytu istnienia i wiecznego braku
      zwierzęca atawistyczna siła przycągająca ich do stada tylko calowość owego
      pragnienie inadzieję jego zaspokojenia tylko w nich utwierdza
      Pielegnuja więc w sobie ten niezasiany ugór, sublimujac i pieszcząc nedościgły
      ideał szczęscia.
      Błąd w sztuce chyba na tym polega, że realizację tego pomysłu zaczyna się od
      dupy strony,zamiast szukania rekompensaty własnych braków czyimś nadistnieniem
      nalezałoby zaistnieć dla siebie potem ewentualnie dopiero ma szansę coś
      trwalszego zostać zbudowane wspólnie
      mnie wiem czy to na temat i czy ma jakiś sens no ale dałem się ponieść wenie
      uwolnionej przez bimber destylowany z winogron więc proszę o wyrozumiałość i
      oszczędną krytykę

      • aidka Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:23
        xxxxnonamexxxx napisał
        /.../nikt nie jest samotną wyspą (oprócz mnie) i ludziom
        > organicznie potrzebni są bliźni do szczęścia (doprawdy nie wiem po kiego),
        > ponoć przecie człowiek to zwierzę stadne /.../

        /.../zwierzęca atawistyczna siła przycągająca ich do stada /.../

        mówisz o stadzie w sensie stadło rodzinne ?
        bo jesli o stadzie w sensie ogół ludzi - z pracy, imprezy, schodów klatki - to
        nie o to idzie

        myslę, że 10taAnetka na mysli miala bliskie osoby
        współmałzonków na to dajmy..
        a.
      • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:58
        xxxxnonamexxxx napisał:

        > jak mawiał jeden tomasz nikt nie jest samotną wyspą
        A myślalam, że to moje...

        > nalezałoby zaistnieć dla siebie potem ewentualnie dopiero ma szansę coś
        > trwalszego zostać zbudowane wspólnie
        Wtedy nie ma miejsca na tragedię odrzucenia, zdrady i nie wiem jaką tam
        jeszcze ... Skłonna jestem się z Tobą zgodzić.

        > bimber destylowany z winogron
        Pamiętam czasy prohibicji, ale destylat z winogron, to chyba zachodni nabytek .
        Ciekawe.
        Pozdrawiam
        Aneta
    • aidka Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:16
      aneta10ta napisała:

      > W jakim stopniu zależność emocjonalna od innych ludzi determinuje los
      > dorosłego człowieka? Gdzie są jej dopuszczalne granice, a od jakiego momentu
      > staje się ona wyniszczająca?

      Miła 10taAnetko,
      moim zdaniem w stopniu najwyższym nawet.
      niekórzy malżonkowie, tak, jak niektóre gatunki zwierząt, po smierci
      współmałżonka, szybko umierają sami
      często, w zasadzie bez powodu- tj. bez wczesniejszych chorób itd. po prostu
      zalamuje się cały system obronny organizmu, tak silny jest stres i umiera się
      na pierwszy , lepszy kawałek kataru /oczywiście z lekka przesadzam , ale to dla
      `całej jaskrawosci`/

      wiem, co dzieje się z moim fizycznym zdrowiem od lat 4.
      jakby odbicie psychicznych tortur, bo całej serii strat, która trwa
      mówie o stratach bliskich ludzi
      także tych, którzy odeszli, bo chcieli ustawic sie po stronie czyjejś
      koniecznie - oplacalo sie bardziej po stronie niby ex męza
      tych, ktorzy odsuneli mnie, bo jestm za smutna
      tych, Ktorzy mi umarli

      tego typu straty,
      czyli stopień o jaki pytasz, to j/w napisałam, może być najwyższy
      i najwyższa cena

      nie za bardzo rozumiem pytania o "dopuszczalne granice" zależności
      kto ma dopuszczać lub nie do tego, by nie bylo uzależnienia wyniszczającego ?
      życie się dzieje, zależność się rodzi i dzieje, wszystko sie dzieje samo i
      zalezy też nie tylko od uzależniciela, ale głownie od osobniczej wrażliwości
      uzależnianego, jego rzeszłości, charakteru
      trudno mi, na przykład, trzyma ckontrole, choć wiem, jak bardzo ualezniam się
      od bliskich mi ludzi, jak lata mijają a moich ran żaden tam czas nie goi,
      trodno, niemożliwie wręcz dla mnie jest trzymac nad sobą kontrole non stop i
      nie dopuścić do przekroczenia granicy o której mówisz, bo potem, grozi mi, że
      gdy ktos odejdzie, zginę i ja

      nie mówie tylko o facetach
      mówie , np. o mych teściach
      z braku wlasnych, oni stali się moimi rodzicami
      może nie tylko z braku wlasnych
      byli dla mnie dobrzy
      ja miałam duzo wdziecznosci za dobroc i chęciu rewanżu - oddania dobroci
      kochałam i chyba kocham ich, choć wymagalo to ode mnie wiele tolerancji
      choc, w ostatnich latach, zrobili rzeczy, wg mnie, straszne
      a też mówili, jak jestem im droga
      kochają mnie
      potem zas
      po niby "rozwodzie" z ich synem potraktowali mnie bez słowa rozmowy ze mną, bo
      do takowej nie dopuścili, jak wroga publicznego nr 1
      nie mogło byc gorszej sytuacji, gdy w obliczu śmierci nawet, demonstrowali, że
      20 lat jest dla nich niczym
      ja jestem nikim
      bylam żoną ich syna, dodatkiem, a nie Aleksandrą Aidą
      nie sobą
      nie powiedzieć mi o śmierci Ś. P. Babci mego meża
      mojej Babci też przecież też...
      trzasnąc słuchawką, gdy dzwonię, by po usłyszeniu tej smutnej informacji 2
      tygodnie po fakcie, złożyć mamie i tacie kondolencje..?
      wchodząc do kościoła na slubie mego synka, podejść do ławki na której
      siedzielismy my tylko - mój niby ex mąz i ja
      obsciskac się z synem
      na mnie nie spojrzeć
      nie skinąc głową
      choc wstałam
      czekalam na złapanie ich spojrzenia...

      by nie być zależną emocjonalnie od nich, męża, musiałabym tyle lat sobie mówić
      : "uwaga na mamusię, uwaga na tatusia, uwaga na Krzysia, bo nigdy nie
      wiadomo..."
      a i tak wiem, ze nawet klepiąc to co dzien jak pacierz, "dopuszczalną granicę"
      bym przekroczyła
      tak, jak to zrobiłam miliony razy

      co jest dopuszczalną granica i kto ma jej pilnować
      i jak ?
      to utopia
      sto tysięcy czynników jednym pozwala przeżyć, innym każe zginąc...
      przynajmniej ja tak uważam
      pozdr.
      a.
      • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:44
        aidka napisała:

        > nie za bardzo rozumiem pytania o "dopuszczalne granice" zależności
        > kto ma dopuszczać lub nie do tego, by nie bylo uzależnienia wyniszczającego ?
        > życie się dzieje, zależność się rodzi i dzieje, wszystko sie dzieje samo i
        > zalezy też nie tylko od uzależniciela, ale głownie od osobniczej wrażliwości
        > uzależnianego, jego rzeszłości, charakteru
        > trudno mi, na przykład, trzyma ckontrole, choć wiem, jak bardzo ualezniam się
        > od bliskich mi ludzi, jak lata mijają a moich ran żaden tam czas nie goi,
        > trodno, niemożliwie wręcz dla mnie jest trzymac nad sobą kontrole non stop i
        > nie dopuścić do przekroczenia granicy o której mówisz, bo potem, grozi mi, że
        > gdy ktos odejdzie, zginę i ja

        Wierzę, że uchwyciłaś faktyczny obraz rodzaju Twoich związków z ludźmi. Ale
        absolutnie się nie zgadzam, że ich matryca jest wtłoczona w Twoją psychikę raz
        na zawsze. Można ją przemodelować w taki sposób, abyś sama ze sobą czuła się
        spełnioną, zamkniętą całością. Jaką to otwiera perspektywę, nie muszę
        dodawać.

        > by nie być zależną emocjonalnie od nich, męża, musiałabym tyle lat sobie
        mówić
        > : "uwaga na mamusię, uwaga na tatusia, uwaga na Krzysia, bo nigdy nie
        > wiadomo..."
        > a i tak wiem, ze nawet klepiąc to co dzien jak pacierz, "dopuszczalną
        granicę"
        > bym przekroczyła
        > tak, jak to zrobiłam miliony razy
        >
        > co jest dopuszczalną granica i kto ma jej pilnować
        > i jak ?
        > to utopia
        Nie jest to wcale tak dramatyczne, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka.
        Nie sposób opisać wszystkich etapów dochodzenia do świadomości, że jakość
        mojego istnienia w interesującym nas teraz zakresie zależy głównie ode mnie
        samej. Kocham, ale to nie znaczy, że nie mogę żyć pozbawiona kontaktu z
        obiektem miłości czy doznawszy od niego krzywdy. A i to dyskusyjne, co jest
        krzywdą, a co nią nie jest. Ból mija, minie i zostanie wspomnienie, ciepły cień
        w ulubionym przez kogoś fotelu.

        > sto tysięcy czynników jednym pozwala przeżyć, innym każe zginąc...
        Naturalnie. Warto jednak pytać, jak to zrobić, żeby przeżyć i podjąć
        niebagatelny wysiłek wyjścia z siebie, stanięcia obok i ponownego umieszczenia
        się we właściwym miejscu. Skoro inni mogą, dlaczego nie ja? Zdarłam już prawie
        gardło nawołując na tym Forumie: PSYCHOTERAPIA. Albo kontakt z kimś mądrym,
        bardzo mądrym...
        Pozdrawiam
        Aneta

        • aidka Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 00:37
          nie mam siły tego czytać
          zwłaszcza po tym, jak na wysokości oczu zatrzymało sie napisane przez mnie
          naprawdę
          przeze mnie
          jak ja napisałam "trudno" - czas spadać
          a.

          pierwsze "trudno" bylo dobrze
          kolejne inaczej
          odwala mi
          spadać w te pędy
          co nie ?
          papa
          a.
          • gloom Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 00:48
            Aidko, dokad Ty chcesz spadac??? Najcieplejsze usciski.
            michal
    • gloom "Pregi" 31.10.04, 01:55
      Czy ktos widzial? Co sadzicie? Film jest "w temacie" watku
    • mskaiq Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 14:12
      Napisalas Aidko

      >choć wiem, jak bardzo ualezniam się
      > od bliskich mi ludzi, jak lata mijają a moich ran żaden tam czas nie goi,
      > trodno, niemożliwie wręcz dla mnie jest trzymac nad sobą kontrole non stop i
      > nie dopuścić do przekroczenia granicy o której mówisz, bo potem, grozi mi, że
      > gdy ktos odejdzie, zginę i ja

      Ty nie pozwalasz aby te rany sie zgoily, otwierasz je codziennie, wzbudzasz
      wiele bolu, zlosci i cierpienia. Znam ludzi ktorzy robia dokladnie to samo co
      Ty. Znam ich cierpienie, jest bardzo zblizone do Twojego.
      Kazdego dnia wybierasz pomiedzy rozdrapywaniem ran i wybaczeniem, ciagle
      wybierasz ich rozdrapywanie. Wierze ze jednego dnia dokonasz innego wyboru. Ta
      decyzja jest na wage pozbycia sie depresji.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 19:21
        Mask.. A tak po ludzku, konkretnie... To jak to zrobić? Proszę krok po kroku.
        Wszystkim moze się przydać.
        Pozdrawiam
        Aneta
    • uri_ja Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 14:23
      aneta10ta napisała:

      > Aidka napisała:
      >
      > > ja nawet o tej bułczynie suchej dałabym radę
      > > i jedzeniu normalnym dla kotów, bo są pod moją opieką
      > > dałabym radę
      > > gdybym była kochaną przez tych, ktorych kocham i lata ostatnie o miłosc t
      > ę,
      > o
      > > nieodrzucanie mnie, zabiegałam
      > > ale traciłam i traciłam
      > > nie byłam nachalna
      > > miałam nie być smutna ? - dobrze - udawałam, ze nie jestem
      > > ale nie udalo się nikogo odzyskać
      > > a od kiedy odeszły ostatnie z tych osób
      > > ja jeszcze rok
      > > takiego bólu, że tylko na prochach
      > > jeszcze rok czekalam
      > > próbowałam coś...
      >
      > W jakim stopniu zależność emocjonalna od innych ludzi determinuje los
      > dorosłego człowieka? Gdzie są jej dopuszczalne granice, a od jakiego momentu
      > staje się ona wyniszczająca?

      właśnie tu...
      kiedy człowiek wie, a raczej myśli, że zniesie każde upodlenie za cenę
      miłośći...
      • looserka Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 15:22
        uri_ja napisała:
        > > W jakim stopniu zależność emocjonalna od innych ludzi determinuje los
        > > dorosłego człowieka? Gdzie są jej dopuszczalne granice, a od jakiego mome
        > ntu
        > > staje się ona wyniszczająca?
        >
        > właśnie tu...
        > kiedy człowiek wie, a raczej myśli, że zniesie każde upodlenie za cenę
        > miłośći...

        i kiedy człowiek znosi każde upodlenie za cenę miłości...
        kiedy zatraca własną tożsamość w drugim człowieku
        kiedy wszstkie jego emocje, samopoczucie, poczucie własnej wartości jest
        zależne jedynie od emocji,słów i zachowania tego drugiego człowieka

        i dopóki tak jest to jest to chory związek, bez względu na siłę uczuć
        wiem, co mówię...
        • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 19:24
          A potem jest chory człowiek.
          • wedrowiec0 Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 20:11
            aneta10ta napisała:

            > A potem jest chory człowiek.

            po takich przejściach trudno być zdrowym
            ale może jest się mądrzejszym?
            • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 08:51
              Raczej poplątanym.
          • looserka Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 20:33
            aneta10ta napisała:

            > A potem jest chory człowiek.



            Myślę, Aneto, że częściej to p r z e d t e m jest chory człowiek...
            • wedrowiec0 Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 21:20
              looserka napisała:

              > aneta10ta napisała:
              >
              > > A potem jest chory człowiek.
              >
              >
              >
              > Myślę, Aneto, że częściej to p r z e d t e m jest chory człowiek...

              ale to p r z e d t e m to są chorzy rodzice i środowisko
              • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 08:56
                Dzieje się tak, że w tych samych warunkach jedni zachowują pełnię zdrowia
                psychicznego, inni zaś łapią świrunek. Myślę, że ci pierwsi są wyposażeni w
                skuteczniejsze mechanizmy obronne. Warto byłoby je podpatrzeć, nauczyć się
                stosować.
                Aneta
            • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 08:51
              Taaa... podatny na chorobę.
      • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 19:22
        Bingo!
        • gloom Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 19:34
          Radykalnie sie sprzeciwiam o tyle, o ile to jest o znanej z nicka osobie i jej
          bagazu. Moze milosc przewaza wszystkie upodlenia (cokolwiek jedno i drugie
          znaczy, bo z tym roznie bywa)? Skad wiadomo?
          Pozdrawiam,
          Michal
          • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 09:02
            Ano nie wiadomo. Ale nie dążymy do ustalenia prawdy o znamionach naukowości.
            Stąd twierdzę, że upodlenie - jeśli nawet najpierw nie zabije miłości -
            wyniszczy psychicznie a często fizycznie szukającego za wszelką cenę miłości
            tam, gdzie jej nie ma, może nigdy nie było.
            Pozdrawiam
            Aneta
            • gloom Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 09:22
              Nie kwestionuje tego i sam tak mysle, ale i opatruje tysiacem zastrzezen.
              Pozdrawiam,
              Michal
              • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 01.11.04, 09:33
                Oczywiście nie można się z Tobą nie zgodzić. Nic nie jest tak proste ani
                jednoznaczne jak się może wydawać na pierwszy rzut oka.
                Pozdrawiam
                Aneta
  • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:10
    gloom napisał:

    > Wiezi uczuciowe brzmia lepiej, chociaz te "wiezi", "zwiazki", "wiezy"
    zalatuja
    > w polszczyznie wiezieniem, czego uczona interpretacje pozostawiam madrzejszym.
    Uchachałam sie kiedyś po pachy, słuchając Konceru Życzeń: związki małżeńskie,
    więzi, okowy, kajdany...
    _Do mazura stań wesoło, kajdaniarsko wiaro,
    suń wesoło, dalej w koło..._

    > Ale moze i wtym cos jest na rzeczy? Chyba wole to od sterylnych "relacji, bo
    > wlasnie czuje sie zwiazany i jest mi to potrzebne, by ciagnac za soba ten
    > wozek. Inaczej juz dawno bym sobie poszedl.
    Milionynas. Staram się brykać do przodu, nie bardzo oglądając się na to, co się
    za mną wlecze. Hipokryzja, bo i tak dociera do mnie skrzypienie niutni w
    przyczłapach.
    Pozdrawiam
    Aneta
    > Michal
    • gloom Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:19
      Czas sie cofnal, zupelne wariactwo w datowaniu i nastepstwie postow. I tak to
      wlasnie jest z tym, co sie za soba wlecze. W srodku nocy wyskoczy i za kark
      ulapi. A ze sa to przewaznie jakies fantomy osob, to jestesmy przy inicjalnym
      pytaniu. Te trzymane w pamieci fantomy to dopiero potrafia wyniszczyc.
      Porozmawiac sie z nimi nie da, chyba ze z wlasnym echem. Eh.
      Pozdrawiam,
      Michal
      • aneta10ta Re: Warto o tym poforumować? 31.10.04, 01:50
        gloom napisał:

        > Te trzymane w pamieci fantomy to dopiero potrafia wyniszczyc.
        To są wampiry. Sami je hodujemy. To trochę jak z trollami.
        Aneta




  • aneta10ta Re: "Pregi" 31.10.04, 01:51
    Nie widział, ale by zobaczył.
    • gloom Re: "Pregi" 31.10.04, 19:35
      Warto, z mocno zacisnietymi zebami. Sam tez mowie z mocno zacisnietymi.
      M.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja