Dodaj do ulubionych

Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie.

20.09.21, 20:58
Witam.
Minął ponad miesiąc od kiedy chciałam się zabić. Nienawidzę słowa "próba samobójcza". To nie była próba, chciałam się zabić. Te gadki o wołaniu o pomoc, zwróceniu na siebie uwagi... Moim zdaniem to pokazuje utrwalony w społeczeństwie obraz samobójcy.
Mam męża, prace, mieszkanie.
Mogłabym napisać, że tatuś pił, a mama za mało mnie przytulała. Ale jakie to ma znaczenie.
Nie lubię grzebania w przeszłości i doszukiwania się tam "przyczyny".
Diagnoza: ostra depresja z zaburzeniami odżywiania plus zachowania autodestrukcyjne. Od niedawna do kolorowego koktajlu dodane leki na dwubiegunową.
Przechodząc do meritum. Jest tu ktoś po nieudanym targnięciu się na swojej życie? Ktoś kto nadal żałuję, że go odratowano? Boję się tych myśli. Myślę nad oddziałem, szpitalem, czymkolwiek. Ale wiem, że ze swoją łatwością manipulacji wejdę i wyjdę stamtąd w takim samym stanie.
Mam mętlik.
Tak uczęszczam na terapię, tak jestem pod stałą kontrolą psychiatry. Ba mogę do nich pisać i dzwonić o każdej porze.
Chodzi o te natrętne myśli...
Obserwuj wątek
    • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 20.09.21, 21:40
      a co sugeruje Twój lekarz prowadzący? uważa, że możesz się leczyć ambulatoryjnie? proponował Ci przyjęcie na oddział? Może jakiś kompromis typu oddział dzienny? Moim zdaniem lepiej z takimi myślami nie siedzieć w domu.

      Rodzina też ma z przeproszeniem przejebane pilnując Cię w domu na każdym kroku, nie żal Ci męża, nie lubisz go?.
      • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 20.09.21, 21:48
        Moj lekarz prowadzący hmm.. Zapytał gdy zobaczył mnie po próbie: dlaczego mu to zrobiłam, że nie mogę się zabijać jego lekami.
        Ostatnio nawet silił się na żart, że póki mnie leczy nie mogę się zabić.
        Szanuje Go owszem, ale tylko chyba tą stroną mnie która ma mgr z kierunku pomocowego. Ale druga strona ma ochotę Go wyśmiać.
        Miałam wybór albo oddział albo opieka rodziny. Destrukcyjna cześć wybrała opiekę. Owszem mają prze. bane ze mną. Ale mogę już sikać bez nadzoru.
        Z soru wypuszczono mnie po ustabilizowaniu stanu. Ledwo szłam, ale zwolniłam łóżko. Rozumiem, mieli kogo ratować.
        Czy lubię męża? Teraz kwestionuje mój byt więc uważam, że koleś zasługuje na coś więcej.
        • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 20.09.21, 22:29
          Zasługuje na coś więcej a więc "usunę mu się szlachetnie z drogi raz a dobrze", znam takie przemyślenia, tylko widzisz to tak nie działa. To jest nasze depresyjne spaczone myślenie. Oni cierpią i jakby Ci się ta próba udała to by cierpieli w pewnym sensie do końca życia. To jest jednak grube świństwo, trzeba to brać pod uwagę choćby ostanim wysiłkiem woli.

          Tak myśle sobie ja i z wiekiem się w tym tylko utwierdzam. Pewnie że życie jest kruczne i mruczne i dobre są w nim raczej chwile niż tygodnie, ale jednak nic poza tym nie ma i nie będzie. Lepiej próbować nawet odmienić wszystko, postawić swoje życie na głowie, ale nie kusić się myślą o natychmiastowej śmierci, bo śmierć i tak przychodzi szybko, nawet jeśli żyje się długo. To tylko za młodu wydaje się taki niezmierzony ocean czasu, potem już te lata tak myk myk robią.
          • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 20.09.21, 22:45
            U mnie jest inaczej.
            Jeżeli nie dno to tak duża chęć korzystania z życia, że idę pod prąd. Seks i związek z kobietą, chętnie. Seks bez poznania imion, wchodzę w to.
            Jest albo wszystko albo nic. Zioło, anfa idę jak w dym. Bulimia anorektyczna macza w tym swoje palce.
            Nie patrzę na swoje samobójstwo jak na coś co "zasługujecie na coś lepszego". Raczej jak na coś:dałam Wam wszystko, teraz czas odpocząć.
            Na dobrą sprawę mogłabym Go zdradzić.
            Tosz to paradoks. Zniszczę mu życie samobójem, a nie przyprawieniem rogów.
              • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 06:14
                Nie fikam. Grzecznie idę po leki. Gorzej z tym buntem. Wiem, że wszyscy chcą jak najlepiej.
                Pisząc tutaj chciałam po prostu spotkać kogoś kto ma (niestety, bo nie życzę nikomu tego bałaganu w głowie) podobnie. Kogoś kto wie co myślę i czuję ale z własnego doświadczenia.
                Wiesz ze mną jest taki problem, że teorie tych wszystkich stanów i wychodzenia z nich przerobiłam na studiach. Ale jeżeli chodzi o praktykę to czuję się okropnie samotna. Boje się tych myśli, są jak natrętne robaki, dłubią, gryzą.
                Monolog jaki nieustannie prowadzę w glowie męczy.

                Zawsze tak szybko wystawiasz diagnozę nowym na forum? Myślę, że po kilku postach nie da się "zbadać" człowieka.
                • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 10:58
                  Byłaś na forum CHAD? tutaj nie ma za wielu osób z Chadem a z I typem obecnie tylko Ty.

                  Nie zawsze, ale jeśli to co piszesz o sobie jest prawdą to sory, ale nie ma wielu opcji. Chyba że wolisz borderline ale to to jest dopiero gówno bo nawet dropsów na to nie ma. Ewentualnie jak chcesz możesz myśleć że jesteś jedyna na świecie i unikalna z takim problemem, w tym przypadku nakłada Ci się na wszystko narcyzm. Jak widzisz te puzzle nie są takie trudne. No chyba że konfabulujesz, no wtedy zaczyna się robić problematycznie, ale ja zakładam że piszesz szczerze.

                  A tak serio, nie diagnozuję ja tylko Twój lekarz, przecież napisałaś że dostałaś stabilizatory, więc chyba to oczywiste. W Chadzie typu II nie ma manii, a Ty opisujesz typowe stany maniakalne. Tak więc o jakim "badaniu" mowa, chyba o umiejętności czytania i to nie w myślach.
        • lelum3 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 13:40
          A gdyby tak w pełni przyjąć na siebie odpowiedzialność za chorobę i chronić przed jej skutkami najbliższych? Być obciążeniem dla innych - jak dla mnie - jest kiepską sytuacją. Przeżyłam epizod, gdy myśl o najbliższych powstrzymywała mnie przed samobójem. Nie, tego nie mogę im zrobić.
          • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 13:54
            Widzisz, mnie nawet myśl o najbliższych nie powstrzymała.
            Mój mąż ma syndrom zbawcy. Liczę się tylko ja i ja. Więc oddział masz rację pozwoli odpocząć ale obu stronom. Nie twierdzę, że te cechy męża są złe. Raczej duszące.
            Wiesz... Ja nawet jak mi robili płukanie żołądka darłam się żeby zajęli się Nim. Że ja sobie poradzę, a On cierpi.
            Wiem, że ten ból, cierpienie spowodowałam ja.
            Biorę na klatę wszystko co mu, im robię.
            Dlatego bojąc się siebie samej szukam alternatywy od samobója.
              • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 14:07
                Wierzę. Oj bardzo wierzę. Może jestem w większym kryzysie niż sądziłam.
                Najlepsze jest to, że nadal gotuję, sprzątam, pracuję. Nawet dzień po samobóju byłam gotowa pójść do pracy. Nie spałam wtedy ponad 60 godzin, miałam halucynacje ale nadal pełna werwy.
                Jestem bardziej walnięta niż sądziłam.
                Jeżeli słowo walnięta kogoś urazi, przepraszam.
                Kocham męża, naprawdę. Wierzę w to uczucie mimo, że od niedawna podważam wszystkie swoje dotychczasowe decyzję. Podważam całe swoje życie.
                Odwaliło mi.
                • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 16:27
                  W tej chwili to jesteś w kryzysie i za wiele nie możesz od siebie oczekiwać, to że trwasz i starasz się przetrwać i zrozumieć to już jest dużo.
                  Z czasem uda Ci się to chorowanie "zorganizować", nie umiem tego jakoś określić bardziej, ale chyba rozumiesz co mam na myśli. Po prostu wykorzystać napęd na to co będzie Cię budować a nie niszczyć i zrozumieć kiedy trzeba zwolnić, odpuścić, zejść w doliny bardziej kontrolowanie. Można trochę płynąć z falą, nie zawsze trzeba bardzo walczyć, ale są chwile że trzeba. Nie zawsze będzie tak trudno jak teraz, ale okłamywać Cię nie będę, że będzie różnie.

                  natrętne myśli - w tej chwili nic innego jak spacyfikować to lekami. Bądź w kontakcie z lekarzem, to najlepsze co możesz zrobić dla siebie.

                  Problem w takich gwałtownych zmianach samopoczucia z manii w depresję (Ty wręcz masz stan mieszany) jest w tym żeby chorując nie spustoszyć otoczenia, tu nie chodzi o robienie innym dobrze i ignorowanie siebie, ale o to żeby nie zostawić za sobą spalonej ziemi, bo człowiek nie może żyć w próżni, a każda mania i depresja w końcu mija i dobrze zawczasu trochę przewidzieć do czego się wróci jak choroba trochę odpuści.
                  • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 17:51
                    Rzucasz medycznymi rozpoznaniami jak z rękawa :)
                    U mnie chyba cechy, które wykształciłam w dzieciństwie pozwalają nie zostawiać za sobą spalonej ziemi.
                    Zawsze inni są na piedestale dlatego też autodestrukcja i zaburzenia odżywiania. Kieruję złość, cierpienie, zahamowane popędy na siebie, wewnątrz siebie.
                    Jak to mówi moja terapeutka: jestem w środku zagłodzonym, wycieńczonym człowiekiem.

                    Od kiedy mam męża, pracę umiem wyhamowywać. Mimo, że nie chce. I tu jest pies pogrzebany. Robię innym dobrze zabijając się od środka.

                    Jedynym potknięciem był samobój i zbliżenie z ex dziewczyną.
                    Tak to jestem idealnym depresyjnym człowiekiem. Czy tam maniakalno-depresyjnym.

                    Doskonale zdaje sobie sprawę, że będzie gorzej ale i lepiej. Męczę się juz z tymi stanami od podstawówki więc mam świadomość tego bujania.

                    Mardaani jak to jest z Tobą? Leki Cię stabilizują czy umiesz też jakoś przekierować te myśli?
                    • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 18:25
                      Wiesz co, tak naprawdę nazwy czy określenia i tak nigdy nie oddzadzą Ciebie i Twojego chorowania, bo nie ma dwóch takich samych depresji. To tylko taka wskazówka która pozwala uchwycić pewne ogólne schematy, dzięki czemu lepiej można dostosować leczenie.

                      Z pewnością dużo przeszłaś, dużo musiałaś przełknąć złego i przeżyć rzeczy nie na swoją miarę w dzieciństwie ( jak większość z nas tutaj) bo znikąd takie problemy się nie biorą, pogubiłaś się bo jeszcze nie zdążyłaś rozeznać kim jesteś, czego potrzebujesz a czego nie.
                      Jesteś ciekawą osobą, zdecydowanie nietuzinkową, warto żebyś pobyła na tym padole bo myślę że masz w zanadrzu fajne rzeczy dla świata a świat coś tam chowa też dla Ciebie.
                      Bądź dla siebie mniej surowym sędzią, poboksuj się trochę z wewnętrznym krytykiem. Na zawojowanie świata masz jeszcze czas, teraz pochyl się nad sobą i bądź dla siebie tak dobra jak potrafisz być dla innych. Przytul tą małą zagłodzoną istotę w sobie, to ważne.
                      • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 22.09.21, 15:22
                        Mimo całego syfu, które dzieciństwo narobiło mi w głowie idę przez to życie, z małymi lub dużymi potknięciami. Jak sama zauważyłaś jak znakomita część z Nas tutaj.

                        Mam spore luki lub całkiem wykasowaną pamięć z lat poniżej 12 roku życia, pewnie się tam coś porobiło ale wykształciłam w sobie ogromną chęć ochrony i pomocy innym, brak egoizmu i perfekcjonizm.
                        Ale wykształcił się również ten potwór we mnie, który zjada złość moją i innych, który jest tak jakby wchłaniaczem bólu. Stąd może moja nienawiści do siebie.
                        Na terapii mówimy, że jestem takim świadomym samobójcą, zabijam się od środka z nienawiści, na raty. Dodatkowo katalizuje często sytuację, że których inni mogą mnie zranić.
                        Może to jest to co sprawia, że jestem wyjątkowa.
                        Każdy widzi wytatuowane ciało, fioletowe włosy, ciepło i opiekę. Mówią, że poruszam ludzi ale zdaję sobie sprawę, że płacę za to ogromną cene. Jestem w ch.j świadoma swojej choroby. Jeżeli ktoś zbliży się za bardzo wchłaniam Go, spalam.
                        • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 22.09.21, 17:20
                          Nikt z nas tutaj nigdy do końca nie będzie umiał rozgraniczyć co jest jego naturą a co już "chorobą". Jenak nie można się z chorobą utożsamić za bardzo, stopić. Fakt chorowania trzeba zaakceptować a jednocześnie nie uważać tego za jedyną definicję siebie.

                          Małymi krokami, pojedynczymi zmianami można daleko zajść. Czasem pozornie niewielka zmiana w dobrą stronę pociąga za sobą łańcuszek następnych i zaczyna się to wszystko robić bardziej ogarnialne, przejrzyste.

                          Ty na razie widzisz przed sobą wielką górę i chcesz zrobić wielkie hop żeby ją przeskoczyć, a tak się nie da, trzeba się wspinać po trochu, życie to nie są wyścigi. Robisz krok i patrzysz jak się z tym czujesz, czy jest ok, czy rozedrganie wewnętrzne narasta czy wręcz przeciwnie i jeśli jest ok, to następny i następny. Z czasem sama droga staje się ciekawsza niż cel, poznawanie siebie to fascynująca wędrówka.

                          To nielubienie siebie i traktowanie się jak maszynkę do wykonywania zadań i realizacji celów to jest przekleństwo kobiet w naszym kraju, trzeba to dobrze przemyśleć i przestać być dla siebie sędzią i katem w jednej osobie. Żeby żyć nie trzeba sobie na to "zasłużyć", życie się ma i już i nie trzeba się z niego tłumaczyć, zasługiwać, udowadniać wartość. Ty cały czas wołasz do ludzi wyglądem zachowaniem, zaakceptujcie mnie, ja też tutaj jestem, ale wiesz jeżeli Ty sama siebie nie polubisz to zawsze będzie Ci się wydawało że świat jest przeciwko Tobie, a świat jest trochę jak morze, ono nie jest wrogie, nie jest dobre, nie jest złe, ono jest, można po nim pływać, można się w nim utopić, ale ono samo w sobie nie ma żadnych wobec człowieka zamiarów.

                          Czy Twoje zachowanie nie przypomina Ci trochę zachowania dzieci adoptowanych które wciąż naginają i przesuwają granicę, prowokują bo testują, bo nie wierzą że mogą być akceptowani tacy jacy są? Teorię znasz, więc nie muszę Ci jakoś tego specjalnie opisywać, ale moim zdaniem masz w sobie coś takiego, nie lubisz siebie, więc testujesz innych na maksa, prowokujesz, bo chcesz się upewnić.

                          Ciekawe jest to co napisałaś o pamięci, moja starsza siostra też tak ma, ona po prostu ma wykasowane całe bloki pamięci z dzieciństwa. )Zdaniem terapeuty to reakcja na traumę. Ja niestety pamiętam, od najwcześniejszego dzieciństwa. Moja praca z pamięcią polegała głównie na "odczuleniu się" żeby wspomnienia nie dawały od razu kopii tamtych emocji z całym ich natężeniem, tylko ich coraz słabszy cień.

                          Co do perfekcjonizmu się nie wypowiem, bo na to zawsze byłam zbyt leniwa ale wystarczy, że jestem typową zodiakalną panną :D
                          • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 23.09.21, 13:38
                            Skłaniasz do refleksji tym co piszesz.

                            Cierpliwość nie jest moją zaletą :)
                            Ale nie sądzę abym chciała zrobić wielkie hop. Boję się nowości i zawsze bardzo ostrożnie podchodzę do wszystkiego. Jestem nieufna, do chorowania i zdrowienia podchodzę z dystansem.
                            Może to fakt tego, że boję się wyjść ze strefy komfortu, którą teraz jest (paradoks) choroba.

                            Nie chce definiować się tym, że mam depresje, chad, zaburzenia odżywiania... Ale ciężko mi znaleźć to coś, siebie. Nie mam określonego stylu muzyki, ubrań.
                            Nie umiałabym się chyba teraz zdefiniować.

                            Myślę jednak, że nie jesten typową przeklętą kobietą tego kraju. Nie marzę o dzieciach, siedzeniu w domu i cerowaniu skarpet.
                            Wiem, wiem spłyciam definicję. Po prostu czuję, że to iż tak skaczę wokół ludzi jest spowodowane tym, że w dzieciństwie wzięłam na klatę bycie dorosłą.
                            Nigdy nie byłam dzieckiem i chyba tylko tak potrafię się zachowywać.

                            Co do tego czy wyglądem staram się o akceptację... Hmm myślę, że wręcz odwrotnie. Właśnie tym co robię ze swoim ciałem staram sie pokazać, że tego jaka będę na zewnętrz nie mogą skontrolować. Kontrolę nad moim ciałem mam tylko ja. To granicę tego ciała, umysłu i duszy przekraczam. Nie dla akceptacji ale dla pokazania, że tego nie mogą mi odebrać. Mimo, że mama przeklina mnie za każdy nowy tatuaż, babcia mówi że wypadną mi te włosy jak będę je tak kolorować.
                            Ale to jestem ja.
                            W artystycznej duszy terapeutka i psychiatra widzą potencjał do zdrowienia. Kto wie może kiedyś namaluje obraz albo napiszę książkę. Ha!
                            Prowokuję ludzi ale chyba po to żeby ich zrazić, żeby zobaczyli że obraz który widzą jest kłamstwem.

                            Co do wykasowanej pamięci. Jeżeli mogę zapytać, siostra dotarła z terapeutą do tego co może być tą traumą? Odzyskuje utraconą pamięć? Ja wszystkie migawki z dzieciństwa mam raczej w czarnym odcieniu. Ale przestaje pomału wciąż do nich wracać.
                            Pewne rzeczy wybaczyłam, ale nienawiść pozostała.

                            Ja również zodiakalna panna. Ale widzę, że pisząc tutaj jestem trochę nierozgarnięta...
                              • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 24.09.21, 09:39
                                Też ciągle pokutuje we mnie właśnie taki "bohater".
                                Sądzę, że jeżeli zawsze było się postrzeganym w ten sposób, ciężko spojrzeć na siebie inaczej.
                                Przez całe życie byłam tą kotwicą dla innych i właśnie teraz po nieudanym samobójstwie wkurza mnie opieka jaką chcą nademna roztaczać.
                                Mam ochotę czasami powiedzieć mamie, że za późno o 28 lat na traktowanie mnie jak dziecko. Ale oczywiście tego nie powiem, bo ją zranię.
                            • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 23.09.21, 17:14
                              Z kontrolą jest tak, że im bardziej chcesz ją mieć tym bardziej wszystko wymyka się z rąk. Możesz mieć kontrolę nad kolorem włosów czy tatuażem, ale już nad tym czy zachorujesz nie. Trzeba umieć odpuścić te sznurki, bo nie da się wszystkiego kontrolować i zresztą nie ma takiej potrzeby. A tylko zjada to Twoje zasoby energii życiowej i blokuje na wielu płaszczyznach. Potrzeba kontroli to w gruncie rzeczy problem, który sprzedawany jest nam od dzieciństwa jako zaleta.
                              Pisząc o typowej Polce nie myślałam o siedzeniu w domu z gromadą dzieci (choć jak ktoś lubi i stać go to proszę bardzo), tylko o tym że Polki są wychowywane w pewnych schematach, np tego, że trzeba nieustannie być przydatną, pomocną dla innych, że trzeba siebie stawiać na drugim miejscu, że powinno się być wielozadaniową, że powinno się być perfekcyjną na wielu płaszczyznach symultanicznie, że trzeba, że się musi, że się powinno. W słowniku kobiet z mojego pokolenia nie było "chcę" bo to było zło, egoizm. Króluje "muszę". Młodsze pokolenie za to łapie 5 srok za ogon. Czyli dobra pracownica, żona, matka, córka, przyjaciółka, do tego nienagannie ubrana, uczesana, wyćwiczona, piękna zewnętrznie i z unikalnymi umiejętnościami i niebanalnymi zainteresowaniami, gotująca eko i vege zakupy robiąca u zaprzyjaźnionego rolnika, zwiedzająca świat autostopem i czort wie co i kto jeszcze. Wszystko to 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Obłęd.

                              Jeżeli masz jakiś potencjał artystyczny to korzystaj z tego, twórz choćby tylko dla siebie, dla przyjemności tworzenia, to takie super, ja nie mam niestety żadnych talentów, a chętnie bym czasem odbębniła jakąś etiudę na pianinie, albo wymalowała dzieło pt "wschód słońca w górach" akwarelą.
                              • purple_tattoo Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 24.09.21, 09:47
                                Wiem, że nie da się kontrolować każdego i wszystkiego. Dlatego wyrobiłam w sobie chorobliwą kontrolę nad swoim ciałem.
                                Ale mam ogólnie ogromny problem z kontrolą. Potrafię juz we wrześniu planować co będzie w święta. Każdy dzień mam zaplanowany i jak coś idzie nie tak jestem wściekła.
                                Wiem,wiem powinnam odpuścić ale pracuje nad tym.

                                I widzisz, nie umiem siebie znaleźć w żadnej z kategorii kobiet o których piszesz.
                                Wychowałam się praktycznie sama, z boku, cicha i nie sprawiająca problemu. I wtedy wyrobiłam ten perfekcjonizm żeby nie być problemem.
                                Kur.a zastanawiam się co się podziało w mojej dziecięcej głowie, że jestem taką a nie inną dorosłą kobietą.


                                Jestem cukiernikiem (ta, cukiernik z zaburzeniami odżywiania hah), uwielbiam malować, pisać. Myślę, że może nie zmarnowała bym swojego życia studiami gdyby ktoś zauważył, że potrafię to i tamto. Ale stłamsiłam to, bo trzeba bylo iść na ratunek rodzinie i zachować się jak trzeba. Według mojego widzenia odpowiedzialnie.
                                • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 27.09.21, 20:00
                                  Z tym zmarnowaniem życia studiami no to już bez przesady. Owszem nie każde studia da się przekuć w zawód, ale każde studia to jednak jakaś wiedza, nowe doświadczenie, przepustka do nowych możliwości być może kiedyś tam za ileś lat będziesz jednak sobie za te studia wdzięczna. Ja nie dałam rady skończyć i jednak trochę tego mgr w cv brakuje, bo jak przychodzi co do czego to panie z hr nie obchodzą Twoje faktyczne umiejętności ale papier. Nie wiesz czy całe życie będziesz chciała i mogła być cukiernikiem, różnie to bywa, zawsze lepiej mieć ten jeden dyplom więcej niż mniej.
                        • lelum3 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 27.09.21, 10:46
                          Tam zaraz wyjątkowa. Osób podobnych do Ciebie są krocie. Wątpliwa to pociecha, ale może jakaś.
                          Grubo przesadzasz. Wydaje Ci się, że dla innych jesteśmy szczególnie ważni. Najczęściej pomijają nas, jak i innych, puszczając nasze zwierzenia mimo uszu. W tym momencie starają się zrozumieć nasze cierpienie, ale za moment o nim zapominają, zanurzając się w historie innych ludzi równie powierzchownie.
                          Nasz pech, że wchłaniamy cierpienie innych głęboko w siebie. Błąd. Zdarzyło mi się nieraz, że truję się cudzym nieszczęściem bardziej i dłużej niż dany delikwent.
                          Tobie i sobie mówię; pracujmy nad sobą. Nieszczególnie ktokolwiek nam pomoże, jeśli nie zrobimy tego same.
                    • mardaani.74 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 21.09.21, 18:37
                      Monolog wewnętrzny z osobistym krytykiem jest bezwzględnie ucinany w zarodku. Staram się być też asertywna, nie pakuję się w sprawy nie na moją miarę, roztoczyłam nad sobą parasol ochronny. Uważam nawet na takie banały jak to żeby nie być jednocześnie np niewyspaną, zmarzniętą i głodną bo takie pozornie fizyczne nakładające się sprawy wyzwalają złe w mojej psychice.

                      Moim problemem było "najpierw wszystko inne, potem ewentualnie ja, po latach zrozumiałam że zdrowy egoizm jest dobry dla wszystkich, i staram się żeby w takiej zwykłej codzienności było "najpierw ja". Oczywiście z pożaru uratowałabym najpierw kogoś innego, ale jeśli np mam pół godziny wolnego czasu w ciągu dnia to już nie poświęcę tego dajmy na to na pranie, tylko np na spacer, albo przesadzanie kwiatka, albo siedzenie i gapienie się na trzmiela, na coś co jest tylko dla mnie. I od tego czasu jest mi lepiej i innym ze mną też.

                      Lekarstwa biorę bardzo konsekwentnie.
    • martyna2525 Re: Co dalej? Życie po nieudanym samobójstwie. 30.09.21, 19:37
      przebrnełam przez wątek ;)
      i tak mi się nasuwa że jestes podobna do mnie, 23 lata zaburzeń odżywiania, niby jestem zdrowa ale pewne mechanizmy w głowie zostały i zostaną, nie znaczy że za nimi idę ale jednak...
      próbe samobójcza miałam jedną, zreanimowali mnie , mało brakowało, reanimowac zaczeli rodzice, 2 wdechy 30 ucisków, nie chcę myśleć co musieli czuć, byłam trochę starsza od ciebie. I miałam żal do świata że mnie uratowano, czasem teraz tez tak myślę mimo że jestem w remisji.
      Pozniej sama przeżyłam samobójczą śmierc kogoś bliskiego, tyle pytań bez odpowiedzi, poczucia winy, łez i krzyku, wiem że nie mogę zrobić tego nikomu. Dlatego gdy coś się dzieje szukam pomocy boja nie chcę umierać ale nie chce już cierpieć i trwać.
      Mimo że jestem starsza od ciebie nie znalazłam recepty na siebie, nie okrzesałam choroby, pojawiają się krótkie remisje ale inaczej na to patrzę już teraz wiem, że to mija, że ten czas nie trwa wiecznie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka