Witajcie...

02.11.04, 07:24
kiedyś już zaglądałam na to forum, depresję mam od ładnych paru lat i często
szukam na necie jakichś dodatkowych informacji, porad. Mam depresję endogenną
z zaburzeniami lękowymi. Początkowo było tragicznie, ani ja ani moi bliscy
nie potrafili pogodzić się z faktem że to choroba. Ale teraz jest już
dobrze :-) No i teraz mówię w czym rzecz.
Od ponad roku chodzę z chłopakiem - Arturem. Jesteśmy z dwóch różnych
miejscowości, dość oddalonych od siebie dlatego na początku spotykaliśmy się
rzadko, powiedzmy raz w miesiącu. Po maturze wszystko się zmieniło, właściwie
byliśmy razem cały czas, albo u niego albo u mnie. I było pięknie. Miesiąc
temu wprowadziliśmy się do wspólnie wynajmowanego mieszkania. No właśnie...
pierwsze tygodnie były ok, teraz tak stopniowo się pogarsza. Jestem pewna, że
wynika to z mojej depresji, bo często jestem tak po prostu smutna a on wtedy
myśli że nie jestem z nim szczęśliwa i zaczynają się sprzeczki... Artur nie
potrafi zrozumieć, że to jest choroba, że to się leczy i że niektóre stany
(smutek, zamyślenie) są, powiedzmy, naturalne... wiele razy mu tłumaczyłam że
to minie, ale to nic nie daje. Już sobie "zakodował", że np. nigdy nie chce
mi się iść na spacer i nawet kiedy ja zaproponuję jakieś wyjście to on uważa
że robię to tylko ze względu na niego bo tak naprawdę to mi się nie chce i
zaczyna się ten sam temat... zwariować można... albo np. on coś zrobi źle
(często jakąś głupotę), jest wymiana zdań i później do mnie wraca smutek,
siedzę i nic nie mówię - to on jest pewny, że wzbudzam w nim poczucie winy.
Przecież to paranoja!!!
Teraz były święta i oboje pojechaliśmy do swoich domów. Wczoraj wieczorem
pisaliśmy troche smsy, właściwie to on zaczął od tego, że boi się co z nami
będzie, że mnie kocha i że boi się że znianawidzi siebie. Kieyd spytałam
dlaczego miałby znienawidzić siebie odpisał mi:"znienawidzę siebie, bo po raz
kolejny będziesz próbowała wzbudzić we mnie poczucie winy... i ja w to
uwierzę...boję się tego". Nie mam pojęcia o co mu chodzi, ale naprawdę mam
dość tego wszystkiego...
Proszę powiedzcie mi jak mu wytłumaczyć że to mój organizm a nie ja jestem
smutna, że naprawdę staram się z tym walczyć... dla mnie już sukcesem jest
jak spotkam się z jakąś znajomą... co zrobić żeby on spojrzał na to wszystko
z innej strony?
    • sabeena Re: Witajcie... 02.11.04, 07:37
      No wiec tak:
      - wspolna wizyta u psychologa
      - lektury pogladowe
      - rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac

      Takie trzy mozliwosci przychodza mi do glowy. Przyznaje sie bez bicia, ze to sa
      pomysly w praktyce niesprawdzane, moj chlop jakos od razu "zaskoczyl", ze to
      jest choroba i ze pewne rzeczy, ktore sie ze mna dzieja ani nie maja nic
      wspolnego z nim, ani ja ich tak po prostu hop siup nie przeskocze.
      Pozdrawiam
      S.
Pełna wersja