Dodaj do ulubionych

2.5 roku od niesposziewanej śmierci męża

15.10.21, 03:09
Mówi się o etapach żałoby... Ja nie potrafię pogodzić się ze śmiercią męża. Na zewnątrz staram zachowywać się normalnie, jakby nic się nie stało... Śmieję się, żartuję Wiem, że jestem potrzebna moim dorosłym dzieciom właśnie taka (silna) ale wewnątrz jest inaczej... Mieszkam sama na ścianach zawiesiłam mnóstwo zdjęć męża, codziennie z nim rozmawiam ale nie jak żyjącą osobą tylko opowiadam mu co robię jak minął dzień. Tak mi lżej. Wieczorem przed snem od ponad roku nie jestem w stanie już oglądać w telefonie zdjęć męża chociaż wcześniej robiłam tak każdego wieczoru. jeśli tak próbuję zrobić to już nie zasypiam do rana i strasznie boli mnie serduszko. nie jestem w stanie wracać myślami to tych złych dni sprzed 2,5 roku, tych kilku dni które odmieniły całe moje życie. mam świadomość, że zbieg okoliczności spowodował iż mój mąż odszedł... Tak niezwykłe inteligentny a przede wszystkim dobry i kochający życie. Mógł jeszcze długo żyć.... PYTANIE: Czy to normalne że nie mogę się pogodzić śmiercią Czy to normalne że wieszam tyle zdjęć na ścianie, czy to normalne wreszcie, że mówię do męża i że bywają takie dni, kiedy wydaje mi się, że to wszystko mi się śni, że mój mąż stanie w drzwiach i z uśmiechem, czułością obejmie mnie ramionami... ?
Obserwuj wątek
    • mardaani.74 Re: 2.5 roku od niesposziewanej śmierci męża 15.10.21, 18:14
      Moim zdaniem, jeżeli było się z kimś tak blisko o ten związek był szczęśliwy to jest to normalne.
      Nie wywieraj na sobie żadnej presji że powinnaś teraz czuć się tak a tak, że już nie powinnaś odczuwać żalu, żałoby. To wszystko co czujesz jest normalne i nie zmienisz nic na siłę i nie ma takiej potrzeby. Ty nie opłakujesz jak wiele kobiet tylko formalnego związku który dawno wygasł i oprócz nawyków niewiele w nim było, Ty opłakujesz swoją wielką miłość. To nie zdarza się często i ludzie nie będą rozumieli.

      Co do dorosłych dzieci, nie udawaj silnej, nie musisz, one nie potrzebują tego pozoru, jeżeli wychowałaś je na dobrych ludzi, a myślę że tak to one i tak czują że to wszystko tylko przykrywka, zdobądź się na szczerość i pozwól im siebie wesprzeć, myślę że tylko szczere zachowanie ma sens w kochającej się rodzinie, na tym polega wsparcie nie na udawaniu że wszystko ok, kiedy w środku rozpadasz się na kawałki.
      • 1kinga1 Re: 2.5 roku od niesposziewanej śmierci męża 15.10.21, 23:04
        Dziękuję, to dla mnie ważne, co napisałaś... Tak, opłakuję wielką miłość. Byliśmy 41 lat małżeństwem a nasze uczucia były tak mocne... przetrwały tyle lat... Wspólne pasje, ta sama wrażliwość na piękno przrody, w te wrażliwość na krzywdę ludzką, miłość do gór a
        nade wszystko ogromna miłość do dzieci. Mam ich całą gromadkę. To mąż zawsze był tą osobą silniejszą. Poczułam, że muszę przejąć jego rolę, być wsparciem. Podświadomie też czuję, że gdy przestanę być mocna na zewnątrz całkiem się rozsypię...
        • mardaani.74 Re: 2.5 roku od niesposziewanej śmierci męża 15.10.21, 23:55
          Po tym co napisałaś ja sama mam ochotę zapłakać. Nie bój się łez, nie bój się rozkleić, to nieprawda, że jak już raz zacznie się płakać to już nigdy się nie przestanie. Łzy przynoszą wielką ulgę, czasem trzeba się rozsypać, pozwolić sobie na to, nie bronić się przed zejściem w te doliny, użalić się nad sobą do głębi to jest normalna reakcja i jedyna jaka może przynieść trochę ulgi, nie od razu ale z czasem.

          Nie musisz przejmować roli męża, dzieci są dorosłe pozostań sobą, bądź ich mamą ze swoimi słabościami i potrzebami, zaufaj swoim dzieciom, mów im czego potrzebujesz, z czym jest Ci trudno, np jest Ci trudno być samej w weekendy w domu, albo nie radzisz sobie z załatwianiem pewnych spraw, to tak dla przykładu. Trzeba się odważyć i wyrażać swoje emocje i potrzeby, to nie jest słabość ani egoizm, to dbanie o siebie.

          Jesteś bardzo dzielna i radzisz sobie najlepiej jak umiesz, nie wymagaj od siebie rzeczy niemożliwych, wbrew Twojej naturze, Ty jesteś jedyna unikalna, Wasz związek był jedyny i unikalny, i Twoja strata i to jak ją przeżywasz to Twoja osobista rzecz, nikt nie wie lepiej niż Ty co czujesz i czego potrzebujesz żeby znaleźć w sobie siły do dalszego życia.

          Trzymaj się dobrych wspomnień ale i buduj nowe dobre wspomnienia. Kiedyś mi tak poradzono i mi pomogło, więc może i Tobie? Spróbuj każdego dnia zrobić coś czego nie robiłaś nigdy, to może być zupełna drobnostka jak spacer w miejscu w którym nigdy nie byłaś, potrawa jakiej jeszcze nigdy nie jadłaś, jakaś nowa umiejętność, pojechanie do domu inną drogą niż zawsze, to dobry sposób na gromadzenie nowych pozytywnych doświadczeń i oddzielenie się trochę od przygnębienia i rutyny. Bo wspomnienia choćby i najlepsze to zawsze jednak jakiś żal za minionym, a żyć trzeba zawsze do przodu, nie da się inaczej. Trzymaj się, pisz jeśli czujesz że Ci to pomaga. Przytulam.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka