Wazne dla Wszystkich

15.11.04, 23:44
Zamiast pielęgnować związki z bliskimi, wolą dopieszczać siebie samych

Samotni w tłumie

W gabinecie psychoterapeutki Anny Tanalskiej-Dulęby pojawiła się nowa
kategoria pacjentów, żądających uleczenia specyficznej choroby: – To odmiana
samotności, która dotyka ludzi w wieku 20-30 lat. Mam wrażenie, że brak im
duszy – mówi terapeutka.

Młodzi ludzie są przeświadczeni o tym, że wszyscy naokoło żyją tylko dla
pieniędzy i myślą wyłącznie o sobie. Postrzegają społeczeństwo jako masę
rządzącą się prawami dzikiego rynku. W związku z tym oni sami też są zmuszeni
tak postępować, bo inaczej skazaliby się na zadeptanie. Z drugiej strony,
jest im z tym źle i chcieliby się „uleczyć”. – Moi klienci nie narzekają na
brak kontaktów społecznych, ale na brak bliskich, głębszych przyjaźni –
podkreśla Tanalska.

Według CBOS, zaledwie 4% z nas czuje się osamotnionych. Do tego, że nie ma
żadnych przyjaciół, przyznaje się zaledwie co setny z nas, a przeciętny Polak
może się pochwalić aż... 12 przyjaciółmi! Brzmi to wspaniale, ale świadczy
tylko o tym, że inaczej rozumiemy słowo przyjaźń. Bo jak wytłumaczyć, że aż
16% Polaków nie ma z kim porozmawiać o swoich problemach osobistych? – Nasze
kontakty są zdominowane przez interesy do załatwienia i pośpiech, a coraz
mniej przez zwykłą ludzką sympatię – mówi dr Zofia Dołęga zajmująca się
samotnością na Uniwersytecie Śląskim. – Nie doceniamy wartości więzi
międzyludzkich! Zdaniem dr Dołęgi, samotność to głód intymności i... sensu.
Zaspokoić go mogą głębokie, mądre więzi: – Tymczasem zastępujemy je przez
powierzchowne związki oparte na zasadzie załatwiania sobie jakichś doraźnych
korzyści.

Towarzyska pustynia

Choć z badań wynika, że najbardziej osamotnieni są ludzie starzy i biedni,
tak naprawdę problem ten dotyka coraz większej grupy młodych ludzi: – Gdy
współtworzyłam szkołę społeczną w Gliwicach na początku lat 90., zauważyłam,
że młodzież boryka się z samotnością, a my, psychologowie – z brakiem
literatury fachowej na ten temat – wspomina dr Dołęga. Kiedy w końcu lat 90.
przeprowadziła badania w śląskich szkołach, okazało się, że 30% młodzieży w
wieku 12-20 lat ma duży problem z poczuciem osamotnienia: – Jedna trzecia
uczniów to już poważny problem społeczny.

Polska nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Kiedy pismo „British Medical
Journal” zapytało czytelników, jakie dzisiejsze problemy zasługują na miano
jednostki chorobowej, samotność znalazła się w pierwszej dwudziestce. Badania
przeprowadzane w USA i Kanadzie pokazują, że każdy człowiek ma za sobą
doświadczenia związane z poczuciem samotności, a około 20-25% ludzi silnie
przeżywa ten problem. Samotność doczekała się nawet klasyfikacji na
podgatunki: chrześcijański psycholog Craig Ellison wyróżnił trzy jej typy:
emocjonalną, społeczną i egzystencjalną.

Samotność społeczna to brak grupy przyjaciół czy rodziny – według sondaży, na
nią raczej nie możemy narzekać. Co innego, jeśli chodzi o dwa pozostałe
gatunki. Osoba osamotniona emocjonalnie potrzebuje nowych, głębokich związków
z ludźmi. Samotność egzystencjalna łączy się z poczuciem izolacji i braku
sensu w życiu, a wynika często z kryzysu wiary. Według badań CBOS, w polskim,
katolickim społeczeństwie jedynie 3% osób deklaruje, że znajduje oparcie w
księdzu. Dla porównania 2% ma oparcie psychiczne w swoim lekarzu, a 7% może
liczyć na sąsiada. Zdaniem dr Heleny Mrzygłód z Uniwersytetu Szczecińskiego,
zanik więzi i samotność to procesy ogólnocywilizacyjne: – Przechodzimy dziś
od kolektywizmu do struktur demokratycznych. Jednostka sama odpowiada za swój
los, odchodzi w przeszłość model wspólnotowy. Podobnie uważa dr Dołęga: –
Intuicja badacza i obserwacja życia społecznego podpowiadają, że poczucie
samotności jest częstsze w środowiskach wysoko zurbanizowanych, nastawionych
na indywidualny sukces.

Wśród ludzi żyjących pośpiesznie, nieuważnie i w sposób mało wrażliwy. Już
lis z bajki „Mały książę” Saint Exupery'ego pouczał samotnego księcia:
oswajanie wymaga czasu. A to dziś towar deficytowy. Dwie trzecie Polaków
uważa, że po roku 1989 zaczęliśmy mieć dla siebie drastycznie mało czasu.
Adrianna Bęza (35 l.), dyrektor sprzedaży w dużym koncernie, rozstała się z
partnerem, bo choć zawsze mogła liczyć na jego pomoc finansową, to jednak
nigdy nie miał czasu: – Dla mnie związek polega także na tym, że jak trzeba,
facet wbije gwóźdź w ścianę, a nie zamówi do tego fachowca. Czułam się wciąż
zdana na własne siły.

Z mniejszym lub większym poczuciem braku oparcia społecznego i niepewności
żyje obecnie ponad jedna piąta Polaków. Wielu z nich wcale nie chce tego
zmienić – bo czas potrzebny jest im na pracę, inwestowanie w siebie lub po
prostu na własne przyjemności. Jola Burzyńska, 30-letnia dyrektorka
finansowa, idealnie wpisuje się w ten schemat: – Mam już za sobą pracę po
kilkanaście godzin dziennie. Wiele mnie kosztowało dojście do punktu, w
którym jestem. Dziś spokojnie mogę wyjść z pracy po godz. 18. Chodzę po
sklepach albo czytam sobie w domu. Uwielbiam książki.

Rodzina to jest siła?

Do niedawna uważano, że ten, kto ma rodzinę, nie może być samotny. Tymczasem
rodzina zdecydowanie traci na znaczeniu, szczególnie wśród ludzi młodych: 98%
najmłodszych ankietowanych woli spotkania ze znajomymi niż krewniakami. –
Rodzinie, która była ongiś małym społeczeństwem, społeczeństwo „wielkie”
odbierało stopniowo zadania: organizowanie produkcji i miejsca zamieszkania,
przysposobienie zawodowe, inicjację w małżeństwo – uważa socjolog Marcin
Czerwiński. Poza tym kiedyś słuchano starszych autorytetów. Dziś wiedza
starszego pokolenia nie odgrywa roli, bo młode grupy społeczne patrzą w
przód. Poza tym rodzina co czwartego respondenta CBOS rozproszona jest po
całej Polsce. Swoje kontakty z krewnymi większość Polaków ogranicza do kilku
wizyt w roku – głównie w święta. Prawie jedna trzecia utrzymuje bardziej
zażyłe kontakty co najwyżej z trzema osobami z rodziny.

Jeżdżenie do rodziny na wakacje nie jest już popularne: o ile 41%
ankietowanych przez CBOS wysyła swoje dzieci do krewnych, o tyle wśród
dorosłych tylko 11% spędza urlop z rodziną. Anna Tanalska-Dulęba,
psychoterapeutka: – Znajomy Holender, dobrze sytuowany, żalił mi się kiedyś
na samotność. W tej samej rozmowie oznajmił, jako rzecz oczywistą, że jego
rodzice przenoszą się wkrótce do luksusowego domu spokojnej starości. Nie
wiązał tych dwóch faktów ze sobą. Efektem bogacenia się społeczeństwa jest
przerzucanie wielu obowiązków na instytucje. W tzw. dawnych czasach robiło
się remont ze szwagrem i sąsiadem – dziś zatrudnia się ekipę. Zamiast babci
jest baby-sitter.

Lepiej być egoistą

Mariusz Bielak, pisarz i copywriter agencji Adcon, skończył właśnie kolejne
studia: – To nie ostatni kierunek – zapowiada – zabieram się do doktoratu o
komunikacji. Jego zdaniem, jesteśmy egoistami z wyboru: – Albo się w siebie
inwestuje, albo dzieli z innymi. Jeśli stawiasz na budowanie siebie, dla
innych nie starcza ani czasu, ani emocji. Dziś tylko wyjątkowe talenty mogą
połączyć spełnianie się i dzielenie z innymi. Współczesna kultura Zachodu,
której wzorce przyjęły się w Polsce, nie sprzyja życiu w kolektywie.

Amerykańscy naukowcy, Elliot Aronson, Timothy D. Wilson i Robin M. Akert,
autorzy „Psychologii społecznej”, są zdania, że obecność innych często
prowadzi do poczucia utraty własnego Ja. Tę teorię popiera wielu młodych
ludzi. „Nie wiem, dlaczego słowo samotność wywołuje u większości dziwne
skojarzenia – jakby było to coś z pogranicza bycia ufoludkiem i chorym na
jakąś chorobę typu wirus Ebola”, irytuje się na forum dyskusyjnym Onetu
Pełna wersja