pstryk..........

18.11.04, 14:16
Ostatnio tak mało czuję – tak w ogóle, tak wiele rzeczy i ludzi jest mi po
prostu tak obrzydliwie i nie do zniesienia obojętnych,. Coraz więcej tez
chyba lęku we mnie- że ktoś ważny dla mnie odejdzie, porzuci, odrzuci że
przestanę być ważna, wartościowa. Statki się rozminą. Miś zostanie odstawiony
do pudełka w miejsce nowego.
Nie umiem chyba do końca wyjaśnić jak się czuję i co się ze mną dzieje. To
tak jak włącznik, który tak często u mnie jest wyłączony. Wyłączenie go to
pustka, stan zawieszenia, samotność przerażająca, obojętność i sekunda, która
trwa w wieczność, stan paraliżu, nic nie jest warte zajęcia się nim, bo
wszystko co ulubione kiedyś traci wtedy sens, a słowa przede wszystkim. I ta
wiejąca wtedy nuda, bo nic nie warte, wszystko obojętne.
Miałam takie stany, kiedy nie było mojej córki, że przesypiałam całe
praktycznie dnie, by tego nie czuć, a kiedy się budziłam znów była we mnie
ciemność i nic nie warte……. Miałam kiedyś stany smutku, przygnębienia, takie
normalne, zwyczajne, powiązane z czymś. Problemy, brak czegoś, jakieś
niezrealizowane marzenia. I to było ok. Można było sobie czymś, kimś innym
poprawić humor. Tej pustki nie można zakryć. Walczę i staram się jak najmniej
pokazywać to na zewnątrz, bo to tez daje mi poczucie, że utrzymuję się na
powierzchni. Ale wciąż jednocześnie moje myśli pędzą wtedy dwutorowo-jestem z
kimś i jednocześnie jest we mnie ta pustka i poczucie bezsensu wszystkiego co
robię i błaganie o koniec tego, bo wydaje mi się, że nie jestem w stanie
znieść właśnie tej następnej sekundy. Wiem, że dużo mam –dom, córkę, partnera,
To wszystko sprawia, że żyję, ale dalej nie umiem cieszyć życiem, kiedy ten
cholerny włącznik się wyłącza. Nic mnie wtedy nie cieszy. Jakie to jest
wkurzające, że niczym nie można poprawić sobie humoru.Nawet kiedy przytulam
się do partnera nie mogę odetchnąć z ulgą i zatopić się tak po prostu. może
to faktycznie brak tej walniętej serotoniny w mózgu. Choć moja terapeutka
twierdzi, że u mnie leki nie załatwią sprawy.
Czasem włącznik się włącza, i jest jak dawniej. Mogę cieszyć się drobiazgami,
no i przede wszystkim zająć się czymś i czuć wtedy satysfakcję. Nie wiem co
go włącza i wyłącza.
Jak mam wiązać się w takim stanie z kimkolwiek? Partner już widzi ten
włącznik i wyłącznik. ale nie wiem, jak długo z tym wytrzyma.
Od dwóch lat życie to dla mnie łzy, tarzanie się po podłodze w bólu, modlitwy
o litość i śmierć, zwlekanie się z łóżka z przerażeniem zaczynając nowy
dzień, próby podcięcia sobie żył (zostają cholerne ślady),
czy................ codzienna walka o to, by przebić się przez swój marazm i
poczuć (POCZUĆ TO W SOBIE, A NIE WIEDZIEĆ), że jest ważne to, co moja córka
do mnie mówi. Żeby przebić się przez swoje poczucie bezsensu, chęci
zaśnięcia, czy tępego gapienia się w sufit i odpowiedzieć na jej pytania, czy
pobyć z nią.
Żyję wciąż, bo jest córka(a wiem, co oznacza odejście rodzica) i dlatego, że
boję się konsekwencji.Boję się, że po śmierci może być jeszcze wtedy gorzej,
bo włącznik nigdy by się ni włączył choć na moment..............
Są chwile, kiedy jest pstryk i wraca wszystko do normy-ciesze się wtedy jak
dziecko z głupich małych rzeczy-jak chociażby kąpiel w wannie.
Pstryk.....................
    • mskaiq Re: pstryk.......... 18.11.04, 15:27
      Tak jest jak napisalas, samo sie wlacza i samo sie wylacza. Kiedy sie wlaczy
      jestes szczesliwa, kiedy wylaczy ogarnia ciemnosc nie do przebycia.
      Ty mozesz zaczac sama to wlaczac. Ta radosc i szczescie wlaczaja dobre mysli,
      milosc tyle ze one nie przychodza same, musisz o nie walczyc. Te zle przychodza
      same. My bezwiednie akceptujemuy te zle i wtedy wszystko sie zmienia w pieklo.
      Kiedy pojawia sie u Ciebie pesymizm beznadziejnosc probuj przeciwstawiac jej
      radosc. Masz jej wiele bo masz corke, zacznij sie cieszyc jej radoscia. Jest
      partner ktorego kochasz ale jest i zlosc ktora to wszystko psuje.
      Nie mozna tej zlosci ulegac, jestes od niej silniejsza, jest jednak warunek,
      musisz obnizyc sile Twoich emocji. Sila tej zlosci zalezy od emocji ktore sa w
      Tobie. Mozesz je zredukowac przez odpowiednie odzywianie i cwiczenia fizyczne.
      Rob codziennie dlugi spacer, jeszcze lepiej bieg czy rower, cokolwiek co
      lubisz. Kiedy zaczniesz to robic, powoli zaczniesz Ty decydowac i jedenego dnia
      uda Ci sie wlaczyc dobry nastroj samemu. Pozniej bedzie coraz latwiejsze.
      Serdeczne pozdrowienia.
Pełna wersja