No i co z tym zrobić???

IP: 213.77.91.* 06.05.02, 09:49
Chciałabym się Was poradzić. Mój partner od wielu lat cierpi na depresję, która
ciągle się pogłębia. Do tego dochodzi agresja i alkohol. Nie wiem, jak mu
pomóc, gdyż właśnie szczególnie tej pomocy nie chce ode mnie, a wręcz
przeciwnie - jego agresja skierowana jest we mnie.
Pozrywał kontakty ze znajomymi, większością rodziny.
"Rozmowa" z nim to wysłuchiwanie monologów, w których zaprzecza sam sobie - po
prostu się miota. Mówi o samobójstwie, mówi, że spali dom, mówił, że zabije
mnie itp...
Początkowo byłam przerażona takim obrotem spraw w naszym związku, istotnie
czułam się tak, jak on mi to mówił. Próbowałam walczyć, milczałam, złościłam
się, podejmowałam te idiotyczne "dyskusje", w czasie których czułam się jak
przestępca przed prokuratorem i sama zaczęłam popadać w depresję.
Jednak powoli zaczęłam rozumieć, że problem nie leży we mnie. Co bym nie
zrobiła i tak będzie źle. I że moje zachowanie było błędne, bo od poczatku
należało zrobić wszystko, aby on zaczął się leczyć.
Ja sama wybrałam się kiedyś do psychiatry, w przekonaniu, że jednak
problem "leży we mnie". Przed wizytą on pouczał mnie, jakie mam problemy ze
soba i co mam mówić. Po wizycie jednak zrozumiałam, że to on potrzebuje pomocy,
a moim największym problemem jest właśnie on.
Od czego jednak zacząć, kiedy nawet nie da się porozmawiać... Nie umiem z nim
rozmawiać, nie chciałabym na niego naskakiwać, a każda próba kończy się:"nie
mówmy o mnie, porozmawiajmy o tobie, bo ty jesteś..." A mimo to chcę mu pomóc,
chociaż, nie ukrywam, moja wiara w uratowanie jego czy też naszego, trwającego
lata, związku jest coraz mniejsza.
Może ktoś z Was ma doświadczenia lub pomysły, od czego zacząć - będę wdzięczna.

    • Gość: miśka Re: No i co z tym zrobić??? IP: *.acn.pl / 10.131.132.* 06.05.02, 10:23
      taki człowiek to kamien ciagnacy do dna przez całe zycie. pomyśl o tym.
      chyba,ze chcesz byc jego opiekunką-cos w rodzaju misji. z takim czlwiekiem nie
      bedziesz miala zycia tylko ciagle cierpienie. pomysl o dzieciach.
      • Gość: Sylla Re: No i co z tym zrobić??? IP: 213.77.91.* 06.05.02, 10:39
        Dobrze, masz rację - czasami miewam "przebłyski świadomości".
        Z dziećmi to faktycznie problem, bo są coraz większe i niestety coraz więcej
        widzą i rozumieją. Zdaję sobie sprawę, że najlepiej było by odejść i zapomnieć,
        ale po pierwsze nie wiem czemu z tym zapomnieniem miałabym problem (już
        próbowałam), a po drugie jeszcze się nie rozpakowałam po szóstej czyba
        przeprowadzce w ciągu ostatnich kilku lat.
        Z drugiej strony czasami sobie marzę o tym, że wracam do domu z radością i bez
        obaw, co się może wydarzyć, że mogę kogoś zaprosić, że mogę być radosna...
        Chociaż tak właściwie, to jeszcze nie zatraciłam umiejętności cieszenia się
        najmniejszymi choćby drobiazgami.
        Ale to nie miało być o mnie. Złapałam się bowiem jak tonący brzytwy tego, że
        wiele wskazuje na to, że on jest chory. Nie wiem, moze boję się samotności i
        tego, że kolejny raz poniosę porażkę, ale chcę spróbować mu pomóc...
      • Gość: lopez Re: No i co z tym zrobić??? IP: 5.1R2D* / *.pg.com 06.05.02, 13:16
        Jasne, czyli najlepiej po prostu rzucic faceta w diably i poszukac lepszego,
        zdrowego, przy okzaji pewnie z kasa? Ciekawe czy jakby bylo odwrotnie tez
        chcialabys, zeby Twoj partner kopnal Cie w dupe i wybral sobie dziewczyne bez
        depresji...... Takie jestescie.
        • Gość: Sylla Re: No i co z tym zrobić??? IP: 213.77.91.* 06.05.02, 13:32
          Może powinnam Cię wogóle zignorować, skoro nie rozumiesz, co piszę. Jak na
          razie, to nie ja nikogo kopię w d, tylko wręcz przeciwnie, mój facet jest
          agresywny wobec mnie. I faktycznie, przy takim układzie, w jakim się znajduję
          czasami najlepszym wyjściem było by zwinąć manaty i odejść, szczególnie, że
          cierpia na tym dzieci.
          Ale ponieważ wiele wskazuje na to, że facet tkwi w głębokiej depresji napisałam
          z prośbą o radę, jak można mu pomóc, szczególnie, że on takiej pomocy nie chce.
          I nie oczekuję głupot, tylko ew. jakiś doświadczeń w podobnym przypadku, bo ja
          do niego dotrzeć nie potrafię.
          • Gość: Benka Re: No i co z tym zrobić??? IP: *.bredband.skanova.com 07.05.02, 01:24
            Odejdz.
            To, niestety, jedyne, co mozesz zrobic w tej sytuacji, szczegolnie, ze on nie
            chce przyjac zadnej pomocy. Rozumiem Twoje opory moralne, porzucanie tonacego
            itd. Ale... ile razy juz probowalas? I z jakim skutkiem?
            Ratuj siebie, dziewczyno, jego agresja bedzie sie tylko powiekszac.
            Teraz mi przyszlo do glowy, ze jedyny sposob w jaki mozesz mu podniesc poziom
            samopoczucia(tymczasowo), to wziac wine na siebie za jego stan, tzn przyjac
            jego projekcje, odciazyc, mea culpa itd.Skutek natychmiastowy gwarantowany.
            Ale... czy odpowiada Ci rola kozla ofiarnego?chlopca do bicia?
            Uciekaj, dopoki jestes jeszcze normalna i jeszcze chce Ci sie zyc.
    • Gość: Rob Re: No i co z tym zrobić??? IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.02, 05:36
      Nie ma co biadolić, zaprowadź go do lekarza psychiatry, niech się leczy. I
      niech odstawi alkohol, a zacznie jeść prozac.
      Myślę, że to wcale nie musi być depresja.
      Pozdrawiam
      • Gość: Sylla Re: No i co z tym zrobić??? IP: 213.77.91.* 07.05.02, 11:25
        Łatwo powiedzieć, zaprowadź... Tylko jak, przecież go nie zwiążę. Może ktoś
        wie, jak skutecznie rozmawiać, no bo przecież nie powiem:" jesteś chory, chcę
        ci pomóc itd...", bo to przyniesie tylko odwrotny skutek. Do tej pory
        próbowałam mu udowadniać , że jest coś nie tak, dawałam mu przykłady z jego
        konkretnych zachowań i słyszałam tylko "no i co z tego". Z drugiej strony
        jednak widzę, że potrzebuje pomocy, a już wiem, że bez lekarza ani rusz. Tylko
        jak???
        I to nie dlatego, że chcę pomóc sobie, bo mogę sobie dać radę i bez niego, ale
        ten facet idzie donikąd, a w końcu coś tam razem przeżyliśmy...
        • Gość: Rob Re: No i co z tym zrobić??? IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.02, 17:44
          Z twojego pierwszego listu wnioskuję, że tkwisz w jakimś chorym związku!!!
          Zacznij działać. Porozmawiaj z własnym facetem na poważnie, niech się bierze za
          leczenie. Nie rozumiem, dlaczego nie powiesz tego wprost. Jeszcze wizyta u
          psychiatry nikomu nie zaszkodziła. Musisz mu to po prostu uświadomić. Niech coś
          robi ze sobą, bo tobie jest źle. Łagodna perswazja jeszcze nikomu nie
          zaszkodziła. Perswazja nie pomaga? To uświadom mu, że potrzebuje lekarza.
          Jeżeli ma rodzinę (matka, ojciec, brat, etc.) to może oni także powinni mu
          uświadomić fakt, że należy się leczyć.
          Jak go kochasz, to mu pomożesz. Jeżeli nie, to daj sobie spokój, tylko, że
          facet faktycznie może się zabić. Ciężka sprawa. Spróbuj mu jednak pomóc!!!
          Pozdrawiam
          • Gość: mamma2 Re: No i co z tym zrobić??? IP: *.chello.pl 10.05.02, 21:20
            Absolutnie i kategorycznie nie zgadzam się z argumentem, że jak się kogoś
            kocha, to można mu pomóc. Pomóc można tylko takiej osobie, która tej pomocy
            chce. Która próbuje coś zrobić, wtedy można go wspierać, pomagać mu. Rozumiem
            Twoje opory, żal za wspólnie spędzonymi latami, ale smutna prawda jest taka, że
            nie zrobisz nic za swojego partnera. To on musi chcieć się leczyć, poprawiać
            sytuację, jeśli nie - będzie jak jest albo jeszcze gorzej. A ty możesz tylko
            zdecydować: odchodzisz czy zostajesz.
            Bardzo przejęła mnie Twoja historia, podziwiam Twoją wytrwałość i chęć pomocy.
            Przyszła mi do głowy rozpaczliwa myśl, że może szantaż: albo się leczysz, albo
            odchodzę w jakiś sposób dała by mu do myślenia?
Pełna wersja