Tylko dla doroslych

22.11.04, 00:09
) Zwłoki leżały w wannie. Na twarzy denata zastygł grymas strachu i
zdziwienia.
) Przed drzwiami łazienki leżały części rostrzaskanego laptopa. Była siódma
) trzydzieści. Ktoś dzwonił do drzwi.

Ciszę w mieszkaniu przerywało tylko natrętne dzwonienie do drzwi, raz po raz
przypominające o z dawna zapowiedzianym gościu.

Policja byla na miejscu po pietnastu minutach. Koroner zabezpieczyl slady,
sfotografowal miejsce zbrodni, umiescil cala dokumentacje w skorzanej teczce.
W
glowie mial kompletny chaos - skad w wannie tyle ptasich pior? Trzeba
zadzwonic
po komisarz Schneider - pomyslal - i siegnal po telefon komorkowy.

-Ło jezu, czego? - mruknęła komisarz. Niedawno poszła spać. Całą nac
pracowała
nad portretem psychologicznym seryjnego gwałciciela. -Zwłoki w wannie-
wycedził
komisarz. Wystarczyło. -Adres! - rzuciła Schneider, wku..ona nie na żarty

Telefon komisarz Schneider nie odpowiadał.

oooo, powieść dostaje rozdwojenia jaźni

Wreszcie na schodach dal sie uslyszec rytmiczny i szebki stukot. Gliniarze od
razu rozpoznali odglos wysokich obcasow. Kozaczki Schneider budzily strach -
i
tym razem odmalowal sie na twarzach policjantow strzegacych miejsca
przestepstwa. Chwile potem drzwi otworzyla "Nemezis" - tak nazywali Schneider
od lat. Czasem - "Ruda malpa". Ale Nemezis - to przezwiskao wszystkim
wydawalo
sie adekwatne.

Nie traciła czasu na grzeczności. -Odciski palców zabezpieczone? Pierze
oddane
do laboratorium? Lekarz w drodze? - pytała ostro, celując palcem z długim,
pomalowanym na czarno paznokciem w oficerów operacyjnych. Potknęła się o
coś. -
Co jest kur...

Wysoki kozaczek Schneider zawadzi o cos, co przed chwila wytoczylo sie spod
wanny. Jajo. Ogromne jajo. A wlasciwie to, co z niego zostalo - lekko
naruszona
skorupa. Na niej - pierze tego samego koloru, ktory mieszal sie z biela wanny
i
czerwienia krzepnacej krwi denata.

-Co to jest, do k..wy nędzy!!!!- rynęła Schneider. -Czemu nikt tego nie
zabezpieczył! Stado baranów i debili! Młoty! Z kim ja pracuję!
Po chwili ochłonęła: -Co wiadomo o zamordowanym? Stan cywilny, rodzina,
dzieci?
Mieszka sam?
-Nie - odparł koroner -Mieszka z konkubiną. Nasiek Kowalska, uodzona w 1979
roku w Nieząbkowicach Śląskich. Nie wiemy, gdzie jest. Czy rozesłać listy
gończe? -Bez jaj, stary - udobruchana nieco Schneider przychylnie popatrzyła
na
przystojnego koronera. -Poczekamy na ptaszka w jego gniazdku...-zachichotała,
spoglądając znacząco na pióra i skorupy jaja.

Wypowiedziawszy te slowa, Schneider przeniosla sie do salonu, usiadla na
kanapie. Siegnela po papierosa. Odtracila reke policjanta, usilujacego podac
jej ogien. Zapalila. Niedbale czynnosci dobrze maskowaly, ukryty dodatkowo za
lustrzanymi okularami, proces. Schneider wydobywala z pamieci dawno nie
widziana twarz i sylwetke. Tak, znala kiedys - i to wiecej niz dobrze -
pewnego
ornitologa. Siegnela po telefon.
- Dzien dobry, mowi Schneider. Chcialabym mowic z ....

Tymczasem Nasiek Kowalska siedziała w kawiarence internetowej i na gadu -
gadu
snuła plany morderstwa. "Głupi gnojek" - pisała - "wkleił jakieś świństwa do
laptopa. Zamorduję go. Będziecie przysyłać pomarańcze do więzienia?" Powoli
zbierała się do wyjścia. Skoczyła jeszcze po papierosy, kupiła zapas wody
minerelnej i zastanawiała się, co zrobic na obiad. "Może kaczkę po pekińsku?
EEE, nie zasłużył. Dostanie jajecznice. Zresztą jest jeszcze wcześnie"
Kupiła tuzin jaj i wolnym krokiem szła w stronę domu. Nie zwóciła uwagi na
radiowozy policyjne. Pod drzwiami zaniepokoiła się. Z mieszkania dobiegały
podniesione głosy...

- Czy pani Nasiek? Mam dla pani... - sierzant nie dokonczyl, odepchniety
przez
Schneider.
- Sluchaj, dziewczyno. Nie wchodzisz dalej. Wszystko, co musisz wiedziec i
wszystko, co mozesz zniesc - to informacja, ze twoj kolezka jest zupelnie
sztywny. Chcialabym zadac kilka pytan. I nie pochlipuj, nie moge patrzec na
rozmazany makijaz i nie znosze pociagania nosem. Hej, Zielinski, przynies
pani
szklanke wody.

-Alle, jjjak ttto sztywny? - Nasiek nie mogła uwierzyć, w to co usłyszała.
Boże, jej kochany robaczek, jej cudny pieseczek....Niemożliwe. Nagle
przypomniała sobie, co wypisywała w kafejce i otrzeźwiała natychmiast. -co
sie
stało? spytała juz znacznie spokojniej.
Uduszony. W wannie. Śmierć nastąpiła prawdopodobnie między trzecią a piątą
rano. A można wiedzieć gdzie się pani podziewa po nocach? - kąśliwy ton
Schneider był jak siarczysty policzek. -Ja, my...ten...pokłóciliśmy się.
Byłam
w kawiarence internetowej...
-O co? - przerwała ostro Schneider
-O laptopa, o boże! - Nasiek dopiero teraz zobaczyła roztrzaskany komputer.

Doktor Python byl juz w drodze. Rozmowa ze Schneider byla krotka, konkretna -
jak zwykle. Wiedzial juz, ze sprawa jest naprawde powazna. Nie slyszal
jeszcze
o gatunku ptaka, ktorego piskle zaraz po wykluciu potrafiloby zmasakrowac
silnego mezczyzne i odleciec. Takie wyzwania podobaly mu sie. Niepokoil sie
tylko, jak ulozy sie wspolpraca ze Schneider. Tego nigdy nie mogl byc pewny.

Schneider powitała Pythona wzgardliwym cmokiem obok policzka: -No!- mruknęła,
co miało oznaczać powitanie. -Sam zobacz. Zajmij się ptaszyskiem, toż to
pitekantrop zupełny.
Sama pochyliła się nad resztkami laptopa. -O co konkretnie poszło w tej
kłótni?
-Oj, nie znam się na tym - wydukała Kowalska - Oglądał jakieś strony,
myślałm,
że pornosy, ale chyba nie, raczej RPG ściągał. Tyle, że to dużo miejsca
zajmuje
na dysku..
-I co, panienka się obraziła na niewinne gierki? - spytała niewinnie
Schneider,
zbyt niwinnie. Wiedział, że Nasiek nie mówi prawdy...

-Jędza! - rzucił jeden z nich za oddalającą się parą. -Ale ja jej jeszcze
pokażę. Podinspektor Kociokwik miał 25 lat i wciąż czekał na na awans. Marzył
o
stopniu inspektora. Postanowił, że tym razem pokaże, na co go stać. "O czym
mogłem zapomnieć?" -zastanawiał się, marszcząc czoło - "No jasne, sąsiedzi!"
Wstąpiła w niego nowa energia. Zadzwonił do drzwi naprzeciwko. Otworzyły się
szybciej, niż myślał. "Dobra nasza" uśmiechnął się do siebie. Lubił takich
sąsiadów. Cierpiące na bezsenność staruszki były nieocenione i zawsze dla
niego
uprzejme. Przypominał im chyba własne wnuki...
-Dzień dobry pani. Nazywam się Kociokwik. Jestem z policji. Czy mógłbym zadać
kilka pytań

W tym czasie Schneider i Python przegladali juz twardy dysk. 40.000 plikow,
mnostwo wirusow, kilka pornoskow, ale - przede wszystkim - slady tansakcji
karta kredytowa. Denat placil nia za kolejne dodatki do "Baldur's Gate VII -
Krolowa Hardkoru i nocne ptaki".

Schneider uruchmiła swoje kontakty. Transakcji dokonano na Florydzie. Python
się zadumał...
*******
Tymczasem Kociokwik pił już trzecią herbatkę jaśminową wzmocnioną nalewką
domowej roboty. To, co usłyszał było na wagę złota.
-Czyli kiedy to mogło być? Ten łomot?
-Kochaniutki, toć powtarzam. Siódma trzydzieści rano. Wiem na pewno, bo wtedy
muszę zażyć krople na serce. Walił kto, dzwonił, jakby się paliło. Ja tam nie
possłuchuję, broń boże, kochaniutki, ale z ciekawości spojrzałam. No wielki
chłop, ze dwa metry. Dzwonił i walił. Ja Ci się kochaniutki od razu przyznam,
to ja zadzoniłam na policję, ale nie przedstawiłam się. Powiedziałam, że ktoś
się chce włamać, boć mi się to dziwne wydało...No, nikt nie otwierał. A co
się
włąściwie stało?
Kociokwik postanowił nie wtajemniczać staruszki w szczegóły: -Wypadek, nic
wielkiego...

Schneider, Schnaider, wiecznie ta Schneider. Ale teraz mam ja na widelcu.
Przeoczyla tak istotny slad. Ilu wysokich mezczyzn moze mieszkac na Jackowie?
Same polskie, wasate karly. Opychaja sie kielbasa i "beegosem", wygladaja jak
baryleczki. Popytam tu i tam, postawie mala czystaktoremus z tych oferm i
szybko dotre do sprawcy. Mysli pedzily Kociokwikowi pod czaszka, gdy
skierowal
kroki do knajpy ma rogu. "Ziuta's" - bywal
    • romy_sznajder cz.2 22.11.04, 00:16
      Ziuta's" - bywal tam czasem, gdy chcial zapomniec o
      zrzedliwej malzonce. Tym razem byl pewien, ze awans i wczasy w Europie sa
      blizej niz kiedykolwiek. Nie wiedzial jeszcze, jak bardzo sie myli. Byl
      glupcem. I jedyna osoba w wydziale, ktora o tym nie wiedziala.
      ***

      Bibliotekarka przyniosla Pythonowi zamowione ksiazki. "Prehistoryczna fauna
      Florydy", "Programowanie w jezyku maszynowym", "Teoria chaosu" i podreczniki
      gracza serii "Baldur's Gate". Potrzebowal pieciu-szesciu godzin na ich dokladne
      przestudiowanie. Obawial sie, ze nie maja ze Schneider tyle czasu. Chodzily mu
      tez po glowie wspomnienia z czasow studenckich, wspomnienia wykladow
      paleoontologa, profesora Johna Ptero.

      Nasiek zasępiona piła dwunastą kawę. Zupełnie niepotrzebnie wdała się w romans
      z Waldemarem. 'To była tylko przygoda" tłumaczyła się sama przed sobą. Nie
      mogła teraz całkiem szczerze pogrążyć się w rozpaczy po tragicznej śmierci
      ukochanego. Zaczęła wspominać..."O co tu mogło, do cholery chodzić! O czym on
      mówił wczoraj? Coś o aferze Orlenu? Co to jest afera Orlenu? Chyba powinnam
      obejrzeć dziennik". Westchnęła. Najgorsze było to, że ten wstrętny rudzielec ma
      ją jeszcze wypytywać. Włączyła telewizor: "...znany biznesmen, Jan Kulczyk nie
      stawił sie na przesłuchanie sejmowej komisji śledczej. Dwa dni temu został
      wypisany ze szpitala na Florydzie. Nikt nie wie, gdzie się ukrywa."
      -Cholera! No jasne! - Nasiek aż podskoczyła.

      ********

      Python przypomniał sobie słowa swojego profesora: "Powiadam wam, drodzy
      studenci, pojęcie "niebieski ptak może znaczyć więcej, niż wielu z was myśli"...
      -Ciekawe - pomyślał Python - ciekawe.

      Usilnie probowal odtworzyc atmosfere, jak wytwarzal wokol siebie profesor
      Ptero. Po tylu latach nie bylo to latwe, chociaz malo kto wplynal na jego zycie
      tak silnie, jak ten ekscentryczny dzentelmen. Wlasciwie zastepowal mu ojca -
      wyciagnal z rynsztoka, w ktorym byl juz nie mniej niz jedna noga. Naklonil do
      powrotu do college'u, pomogl odstawic gorzale i dragi. Pokazal kawal swiata,
      wreszcie - byl nie tylko przybranym ojcem, ale i wspanialym nauczycielem.
      Zarazil Pythona miloscia do zwierzat, zwlaszcza ptakow. Dziecioly, szpaki,
      wroble, sikory i gile, marabuty, ibisy i flamingi - dzieki Ptero poznal
      niemalze ich mowe. Teraz czekalo go wielkie wyzwanie. Tajemnicze opowiesci
      profesora przypominaly mu sie z cala moca. Niebieski ptak, niebieski ptak,
      niebieski ptak... Teraz zdaB sobie spraw, ze krew denata, barwa wanny i ptasie
      piora ukladaly sie w obraz francuskiej flagi. Musial powiedziec o tym
      Schneider. Szybko wybiegl z biblioteki.

      -Pitolisz- orzekła Schneider wyniośle. Nigdy gadułą nie była. Zaintrygował ją
      jednak ten niebieski ptak. To mógł być symbol. Jak ryba na Sycylii. -Cholera, o
      kim ostatnio mówili "niebieski ptak"? - wymamrotała pod nosem. Poszła tam, skąd
      własnie wrócił Python. Do miejskiej biblioteki. Pożyczyła "Who is who in
      Poland". Przerzucając kartki spojrzała w stronę wejścia...Nasiek rozglądała się
      niepewnie. Nigdy nie była w tym miejscu. Zastanawiała się, gdzie znajdzie prasę
      z rodzinnej Polski. Ich spojrzenia się spotkały, lecz Nasiek szybko spuściła
      wzrok. Chciała uciec, lecz Schneider była szybsza.
      -Ejże, paniusiu! Dokąd to? Może pogadamy? - te ostatnie słowa zabrzmiały prawie
      przyjaźnie.
      -No tak. Nie ucieknę przed panią. Przyszłam tu, bo mój stary przed śmiercią...
      Rozmawiały ponad godzinę.

      Schneider po tej rozmowie szybko pojechala do biblioteki. Intuicyjnie pojela,
      po co powinna siegnac. Powoli przechadzala sie wsrod polek w dziale "Inzynieria
      genetyczna", "Zoologia". Zboczyla tez ku polce z dzielami wszystkimi R.L.
      Stevensona. "Dr Jeckyll i Mr Hyde" - tego wlasnie szukala.
      Zadzwonila tez do starego kumpla, analityka finansowego. Miala kilka pytan,
      dotyczyly operacji bankowych Kulczyka. Tych opiewajacych na naprawde wysokie
      kwoty. Tych nie dalo sie ukryc. Tak jak nie daje sie odsunac ludzkiego
      pragnienia zapewnienia sobie niesmiertelnosci...

      Intuicja Kociokwika nie zawiodła. Już od progu rzucił mu się w oczy ogromny
      mężczyzna. Był naprawdę olbrzymi. Kontuar sięgał mu zaledwie do pasa. "Dobra
      nasza", pomyślał podinspektor i podszedł do baru. Zadzierając głowę, spytał
      bojaźliwie:
      -Czy można się dosiąść?
      Gigantyczny facet nie raczył odpowiedzieć, Kociokwik usiadł zatem na barowym
      stołku. Dodało mu to kilka centymetrów, poczuł się pewniej. Zaskoczony
      dostrzegł łzy w oczach mężczyzny. "O ja nie mogę, zalewa robaka! Nie mogło być
      lepiej!"
      -Setkę! - zawołał. Wychylił ją, zanim kelner zdążył wydać resztę.
      -Następną! - barman był szybki, ale znał swój fach. Zagaił: -Kobieta, co?
      "Naprawdę mam szczęście", gliniarz był zachwycony. -Wszystki baby to dziwki! -
      odpowiedział i kątem oka obserwował olbrzyma. -Człek takiej nieba by
      przychylił, a one co? Byle łachudra się napatoczy, a one zapominają o bożym
      swiecie.
      Na te słowa olbrzym rozpłakał sie jak dziecko.
      -Kolejka dle mnie i dla tego pana - zadysponował Kociokwik - Wypijmy. Konstanty
      Kociokwik jestem. Wyciągnął rękę do nieznajomego.
      -Waldemar - przedstawił sie tamten.
      -Co, też jakaś ździra Cię wystawiła?
      Waldemar nie odpowiadał. Otworzył się dopiero po ósmej kolejce, ale tego
      Kociokwik już nie pamiętał...Zresztą gdyby zapamiętał cokolwiek, nie byłby
      zadowolony. Waldemar nie skrzywdziłby nawet muchy...

      Schneider i Python rozumieli sie bez slow. Tym razem tak|e niewiele ich padlo.
      Pozostalosc dawnych, dobrych czasow.
      - Doktor... - rzucila przez telefon Schneider
      - ...Kulczyk - dokonczyl Python.
      - Doktor...
      -...Jeckyll
      - ...i Pan Hyde
      - Niebieski ptak, doktor niebieski ptak - Schneider podsumowala wymiane mysli.

      Zalegla cisza, oboje wiedzieli, ze tym razem nie chodzi o byle morderstwo. Losy
      swiata wisza na wlosku. Oboje zdali sobie z tego sprawe.

      Schneider połączyła fakty. "Symulacyjna gra komputerowa. Kulczyk w mgnieniu oka
      przemieszcza się na drugi koniec świata..."
      Poczuła dreszcz emocji: "Tak samo musiał myśleć mężczyzna zamordowany we
      własnej wannie...I prawdopodobnie dlatego kupił via Florida nowatorski projekt
      internetowy. Za przerażające zresztą pieniądze. Czy doktor Kulczyk w ten sposób
      zarobił swój pierwszy milion dolców? Nie, do licha, pierwszy milion dostał od
      ojca... Co jeszcze wiedział nieboszczyk?"
      Schneider czuła, że stąpa po grząskim gruncie. To dawało jej napęd. Od czasów
      studenckich, kiedy zaangażowała się w działność ultralewicowej bojówki w Chile,
      wielokrotnie stawała oko w oko ze śmiercią. W głębi duszy była trockistką, choć
      sentymentem darzyła Kropotkina. Z dawnych czasów pozostała jej niechęć do
      wszelkich hierarchicznych instytucji totalnych i tatuaż pod lewą łopatką "Je
      suis anarchiste".
      Myślała o zamordowanym. Czym się mógł narazić mordercy? Wiedział za dużo, czy
      właśnie za mało? Jednego była pewna: nie znał Pythona. "Tu mam przewagę"
      zaśmiała się w myślach, "ale Python nie może się o tym dowiedzieć. Znowu
      zacznie te idiotyczne gierki. Dobry chłopak, ale niestety nieuleczalny
      romantyk."

      Python siedzial w pokoju obok. Dobrze czul sie w mieszkaniu Schneider,
      zwlaszcza gdy, omiatajac je wzrokiem, natrafial na drobiazgi, ktore
      przypominaly mu najlepszy - jak teraz sklonny byl sadzic - okres jego zycia.
      Spod zuzla lat akademickiej pracy wydobywal lawe swojego mlodzienczego zapalu -
      "Ksiazke dla Manuela" Cortazara, manifest chilijskiego "Poder Popular", "Moje
      zycie" Trockiego i tykwe, z ktorej dawno temu w Santiago de Chile popijal wraz
      ze Schneider i reszta towarzyszy doskonala yerba mate. Takiej nie dostanie sie
      juz nigdzie, nikt tez nie zwroci zycia Alvaro, Pedro, Juanicie, Sebastianovi,
      Isabeli i Marii Clarze. Z oddzialu, ktory wycofal sie w gory, gdy szwadrony
      Pinocheta zaczely deptac im po pietach w Santiago, zostali tylko Schneider i
      Python. I plomyki wspomnien, ktore corocznie rozpalali, stawiajac znicze pod
      chilijska ambasada w Waszyngtonie.
      Te
    • gloom cz.3 22.11.04, 00:17
      Nasiek Kowalska siedziała w knjpce na rogu i leniwie sączyła drinka. Była
      odprężona. Od czasu do czasu rzucała tylko tęskne spojrzenie na jędrne pośladki
      kelnera. Taraz nie mogła pozwolić sobie na romans. Musi pamiętać o zmarłym -
      zresztą jego ciało było najlepsze, jakiego kiedykolwiek dotykała. I już nie
      dotknie. Po policzku spłynęła łza."Takie ciało! I już go nie ma. I przez co?
      Przez jakąś grę?" Tak sobie rozmyślała. Ale była spokojna. Wierzyła, że ruda
      policjantka rozwiązę tę zagadkę. Przecież opowiedziała jej wszystko. I awanturę
      o czas tracony w sieci i propozycję wspólnej partyjki, którą tak lekkomyślnie
      wyśmiała...Żałowała, że nie zna się na polityce. "To się zmieni!" - postanowiła
      nagle.

      Nasiek Kowalska wyszla na ulice. Swiat wokol wydal sie jej odmieniony, jak
      gdyby widziala go w nowej, zupelnie innej postaci. Kolory zyskaly na
      intensywnosci, dzwieki nabraly glebi, porywaly ja tez zapchy kawiarenek,
      perfumerii i sklepow odziezowych. W tym stanie przechodzila obok magazynu
      Marksa&Spencera. Jej wzrok przykul mannekin okryty pieknym, srebrno-czarnym
      futrem syberyjskiego wilka. Cena znacznie przekraczala mozliwosci, a nawet
      ewentualny spadek po utraconym mezczyznie. W tych myslach zastal ja telefon
      Schneider.
      -Tak, mam pani cos do powiedzenia - rzucila w odpowiedzi na pytanie Schneider.
      Za piec minut byla juz na schodach prowadzacych do mieszkania komisarz.

      Po przekroczeniu progu zwrocila uwage na dochadzace jej uszu chrapanie. Za
      chwile dostrzegla Pythona owinietego w obiekt niedawnego pozadania. W tym
      momencie pojawila sie Schneider.
      - A wiec - o co chodzi? - spytala komisarz
      - Kilka dni temu znalazlam to - wyjela z lnianej torby ksiazke - Ten biedny
      dran czytal to przed smiercia. Przeczytalam marginalia i pomyslalam, ze dobrze
      bedzie o tym pani powiedziec - dokonczyla
      - Pisma mlodego Marksa? - w oczach Schneider zapalil sie plomyk zapalu, by za
      chwile zamienic sie w plomien - I to z nazwiskami Pythona i moim na
      marginesach. To ciekawe, bardzo ciekawe.

      W tej chwili obudzil sie Python. Rzucil zaspane "dzien dobry". - Co pania do
      nas sprowadza? - zapytal.
      Schneider pokazala mu ksiazke. Python przewertowal i nieznacznym ruchem glowy
      dal znak, ze wszystko jasne.
      - Pani Nasiek. Wydaje mi sie, ze mozemy wymienic Marksa na Marksa - rzucila
      Schneider i, zerwawszy futro z ramion Pythona, podala je Naskowi. - Teraz,
      chocby w imie dobrej pamieci zmarlego, powinnas nam pomoc. Chyba wiemy, kto
      stoi za jego smiercia. Powinnas nam pomoc.

      -Jasne!- uśmiechnęła się Nasiek, czule głaszcząc futerko -Obawiam się jednak,
      że już wszystko powiedziałam, teraz tylko przyniosłam...
      -Spokojnie- Schneider uciszyła ją gestem - Musimy dokłądnie odtworzyć ostatnie,
      powiedzmy...72 godziny życia pani konkubenta. To interesujące, to wręcz
      znamienne, że on przeglądał tę pozycję. Chciał nas nawet zawiadomić...O tu
      spójrzcie - wskazała paznokciem - podkreślił zdanie:
      „Być radykalnym znaczy to sięgać do korzeni rzeczy. Lecz dla człowieka
      korzeniem jest sam człowiek". Dlaczego akurat to?
      -O, to akurat proste - Nasiek wzruszyła ramionami - Mój narzeczony lubuł bon-
      moty. Zawsze naklejał post-ity na lodówce i tam były różne złote myśli. Tą
      pewnie też chciał przepisać.
      -Dziewczyno, do jasnej cholery, przestań grać słodką idiotkę!- komisarz
      poczerwieniała.
      -Przepraszam. Chciałam powiedzieć, że on kojarzył sobie te złote myśli z
      różnymi znanymi osobami, które je wygłaszały. Ostatnio ktoś powiedział, że ten
      biznesmen z mojego kraju, ten Kupczyk...
      -Kulczyk - poprawił uprzejmie Python - Jan Kulczyk. Doktor Jan Kulczyk.
      -Tak, że ten Kulczyk ma niemieckie korzenie, czy endeckie...Nie taki konflikt
      tożsamości miał - niemieckie korzenie i endeckie poglądy i że można go
      zrozumieć wnikliwie czytając Marksa. Więc na naszej lodówce już wisiały rózne
      zdania. Ja je znam na pamięć. To szło tak: „Filozofowie rozmaicie tylko
      interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić". I jeszcze
      było: „Rewolucje to lokomotywy historii". A już na samym końcu doszło
      zdanie: „Anatomia człowieka jest kluczem do anatomii małpy". To było inaczej
      napisane. Na czerwono. Dużymi literami. I mój narzeczony często powtarzał o tej
      anatomii.
      -Nic takiego nie widziałem - zdziwił się Python.
      -No wczoraj już nic nie było, bo zatrudniłam nową do sprzątania. Z Ukrainy. I
      ona nie wiedziała, że to ważne i wyrzuciła.
      Schneider się zamyśliła: "Anatomia, Kulczyk, nieśmiertelność, ptaki...czy można
      narażać tę dziewczynę na takie emocje?" Spojrzała na Naśka.
      -Czy lubi pani mocne wrażenia?
      -Co to znaczy?
      -Sensacje, kryminalne sprawy, ryzyko, poczucie zagrożenia...
      Nasiek pokraśniała.
      -Pewnie! Uwielbiam! I horrory lubię!
      -A zatem spróbujemy zagrać w tę grę. Pani się przyłączy?
      Nasiek w odpowiedzi tylko zakwiczała z zachwytu.

      *******

      Kociokwik powoli trzeźwiał. Docierało do niego, że wpadł na jakiś trop. Ale o
      co chodziło? Dowlókł się do lodówki i wyjął kefir. Żona popatrzyła z
      politowaniem:
      -Znowu piłeś - ni to spytała, nie to stwierdziła i włączyła "Oprah Winfrey
      Show". Dziś zapowiadali odcinek o depresji

      Nasiek i Python usiedli do komputera, Schneider spogldala im przez ramie.
      Python sprawnie zainstalowal "Baldur's Gate VII - Krolowa Hardkoru i nocne
      ptaki", skonfigurowal gre i uruchomil. Przelaczyl tryb na multiplayer, ustalil
      protokol polaczenia internetowe. Potem - glosno westchnal.
      - Nasku - wymowil jej imie bardzo starannie, jak gdyby wymawiajac pierwsze
      inkantacje wtajemniczenia - ustalilismy, ze smierc twojego konkubenta ma
      zwiazek z Doktorem Janem Kulczykiem. Mamy wszelkie przeslanki, by przypuszczac,
      ze dokonal tego dzieki tej grze. Za chwile uruchomimy nowa rozgrywke i
      pograzymy sie w tym tajemniczym swiecie. Musisz nam pomoc - przejmiesz kontrole
      nad graczem - dokonczyl z naciskiem.
      - Dobrze. Zrobie wszystko, co w mojej mocy - odpowiedziala.
      Teraz Python i Nasiek zabrali sie za tworzenie postaci.
      Plec - mezczyzna.
      Rasa - czlowiek.
      Klasa - paladyn Helma.
      Imie - Profesor Ptero.
      Cechy:
      Kondycja - 12
      Inteligencja - 19
      Sila - 13
      Madrosc - 19
      Zrecznosc - 16
      Charyzma - 19
      Szczescie - 14.

      Teraz byli juz gotowi do poszukiwania sladow Johna Bluebirda. Nasiek polozyla
      dlon na myszce. Schneider rzucila: "Zaczynajcie". Python nacisnal (enter). Gra
      o swiat rozpoczela sie.

      Tymczasem podinspektor Kociokwik wypił kolejny kefir i zastanawiał się, co
      począć. Postanowił, że wpadnie do komisariatu. Może operacyjni mają coś
      ciekawego. Jakoś to od nich wyciągnie.
      -Cześć - rzucił od progu -Macie coś nowego, chłopaki?
      Siedzący najbliżej gliniarz obrzucił go lekceważącym spojrzeniem. Wyczuł woń
      przetrawionego alkoholu i aż się wzdrygnął. Zdążył pomyśleć: "My tu odwalamy
      robotę dla Schneider, a ten znowu chlał", kiedy zadzwonił telefon.
      -Tak? Rozumiem. Dziękuję. Zaraz będę.
      Wyminął Kociokwika i wyszedł. Konstanty usiadł przy jego biurku i przerzucił
      papiery. Początkowe leniwie, potem z większym zainteresowaniem. Wszystko
      wskazywało na to, że Kulczyk skupował akcje Orlenu od banków amerykańskich.
      -O, kuuur..czę! - gwizdnął przeciągle. W jego głowie zaświtała pewna myśl. Tak,
      miał plan. Szatański plan.
      Przeszedł do najdalszego telefonu i rozejrzał się po komisariacie. Nikt go nie
      usłyszy. "Dobra nasza" pomyślał niezbyt jeszcze trzeźwo i wykręcił numer.
      -Rezydencja państwa Kulczyków, w czym mogę pomóc - odezwał się ponury głos
      lokaja.
      -Mówi, ęęę, mówi Python. Tak, nazywam się Python i mam ważne wiadomości dla
      pana doktora. Myślę, że mógłbym pomóc. Czy doktor mógłby się ze maną spotkać?
      Dzwonię ze Stanów.
      -Pan raczy zaczekać. - Kociokwik usłyszał oddalające się kroki. A potem inne,
      jakby truchcik.
      -Halllloou, z kim mam przyjemność? - odezwał się kobiecy głos. -Grażyna Kulczyk
      z tej strony.
      -Ach, witam sznanowną małżonkę...Czy ma pani tu jakiegoś zaufanego człowieka?
      -Mój małżonek ma wszędzie zauf
    • romy_sznajder cz.4 22.11.04, 00:19
      Umówili się. Kociokwik obrzucił przeciągły spojrzeniem komisariat i uwijających
      się tam policjantów. "Głupcy, za grosz myślenia strategicznego" pomyślał i
      wyszedł.
      Spieszył się.
      Miejsce spotkania - Central Park, ósma ławka od stony północnej. Zapadał
      zmierzch. Podinspektor usiadł, spojrzał na zegarek, westchnął i spróbował
      czytać gazetę. Nie było to łatwe, bo najbliższa latarnia była jakieś 15 metrów
      dalej. Zanurzył się w tekst o romansie bejsbolisty z gwiazką filmów porno.

      Następnego dnia rano gromada dzieciaków bawiła się w chowanego. Rudy chłpczyk w
      popłochu szukał schowka. Biegł, nagle upadł. Potknął się o śpiącego mężczyznę.
      Zły na cały świat chciał kopnąć faceta, ale spostrzegł, że tamten na niego
      patrzy. Nie, nie patrzy, śpi z otwartymi oczami. Chłopiec zrozumiał. Znalazł
      zwłoki. Będzie bohaterem.

      Ptero znalazl sie na otwartej rowninie Hardkoru. Zapadal zmierzch. Nasiek
      wiedziala, ze nalezy skierowac postac w miejsce, gdzie da sie bezpiecznie
      rozpalic ognisko i pozostac niezauwazonym. Kto wie, jakie stwory, z ktorego
      przychodzace piekla, mogly czaic sie w wysokiej trawie lub wsrod kep drzew
      rzadko rozrzuconych na sawannie. Po przetrwaniu nacy nalezalo udac sie do
      najblizszego miasta, kupic niezbedny ekwipunek, rozpytac sie o wiesci. Moze
      ktos slyszal o Johnie Bluebirdzie. Moze...
      Schneider i Python - obeznani z taktyka walki partyzanckiej - dostarczali
      niezbednych rad. OgieD powinien by niewielki, a dreno - mozliwie such, dajace
      jak najwiecej ciepla przy niewielkiej ilosci dymu. Ptero rozpalil ogien i
      usnal. Do nadaejscia poranka nic juz go nie niepokoilo.

      ****
      Kociokwika nie opłakiwał nikt. Żona dostała okrągłą sumkę z ubezpieczenia,
      koledzy z pracy wystosowali oficjalny komunikat z odpowiednimi wyrazami i
      niespecjalnie spieszyli się z wyjaśnieniem przyczyn morderstwa. Zaskoczy ich
      dopiero billing rozmów wychodzących z komisariatu, ale do tego czasu sprawa
      będzie zamknięta.
      Tylko Waldemar przeczytał nekrolog i zamyślił się. "Konstanty Kociokwik, skąd
      ja znam to nazwisko..." Wreszcie sobie przypomniał. Lawina skojarzeń ruszyła.
      Knajpa, wódka, żal za kobietą...Śmierć niedawnego kumpla od kieliszka
      zmobilizowała go do działania. Postanowił odzyskać Naśka.

      Ptero ruszyl w droge poprzez rownine. Byl dziwnie zmeczony. Polozyl sie w
      trawie. Zasnal. Nawiedzaly go koszmary... Zwlaszcza jeden z nich zapamieta - a
      wraz z nim Nasiek, Schneider i Python - na cale zycie.

      Do drzemiącego Ptero zbliżała się bezszelestnie tajemnicza postać. Ciemna,
      przerażająca, o kocich zręcznych ruchach. Jakby frunęła kilka centymetrów nad
      ziemią. Zastygła nad profesorem, wsłuchując się w jego oddech.
      Najłatwiej atakować o świcie, bo wtedy ofiary śpią najmocniej. Ale nie Ptero.
      On budzi się zazwyczaj rano, grubo przed świtem. Tak było i tym razem.
      Profesor wyczuł czyjąś obecność. Myślał. Własne szczęście w
      dwudziestostopniowej skali oszacował na czternaście, ale zręczność już na
      szesnaście...
      Nasiek zamarła. Wiedziała, że jest w miejscu, do którego dotarł jej ukochany...

      ****

      Waldemar odrzucił gazetę. Niecierpliwie szuka telefonu. Zaczyna biec. Nie
      zwraca uwagi na przechodniów, na klaksony, na światła. Wybiera numer Naśka.
      Sekretarka. Eh, postanawia napisać SMSa. Mylą mu się klawisze. Usiłuje
      wystukać: "Kochana, nie chcę się narzucać, ale jesteś jedyną kobietą..."
      W tym momencie potrąca go samochód. Klakson, hamowanie z piskiem opon - tego
      Waldek nie słyszał. Lexus, który go podrzucił zatrzymuje się kilka metrów
      dalej. Wypada z niego kobieta. Kobieta...Prawdziwy kobieton. Olbrzymia. Ma na
      imię Paloma i właśnie się spóźniła na trening koszykówki, kiedy ten przepiękny
      mężczyzna wpadł na jej zderzak. Pochyliła się nad nim:
      -Dobrze się pan czuje?
      Waldemar jest pewien, że nie żyje. Ktoś tak piękny musi być aniołem
      -Czzuję, że jestem już w niebie - wyszeptał -Pięknie tu...

      Nasiek zapauzowala gre spacja. Przeszla do okna ekwipunku. Ptero predko zalozyl
      na palec pierscien niewidzialnosci. Zabojca zamarl na chwile, po ktorej poczul
      potezny lekki cios w potylice. Profesor nie musial uderzac mocno -
      najwazniejsza byla tu, zapewniana przez niezla zrecznosc, precyzja ciosu.
      Zabojca padl jak martwy. Profesor sciagnal pierscien z palca, a nastepnir
      metodycznie przeszukal powalonego wroga. Zabral jego miecz, klejnoty, zywnosc.
      Miecz posluzy do obrony, klejnoty sprzeda w Hardkorze za sakiewke zlota. Na
      nocleg w luksusowym zajezdzie wystarczy. Ale najwazniejszy byl pergamin, ktory
      znalazl wcisniety za majtki egzekutora.
      "Do wszystkich czlonkow Mrocznego bractwa:

      Niniejszym wydaje rozkaz dostarczenia mi glowy Profesora Ptero. Komukolwiek uda
      sie ta sztuka, otrzyma w nagrode 500 sztuk zlota oraz zamek w Wielkopolsce z
      prawem dziedziczenia przez potomkow.
      Podpisano:
      Dr JK/JB"

      Trójka graczy spoglądała na siebie w milczeniu. Wciągała ich ta gra, ale
      wiedzieli, że to zaledwie początek. Nie zbliżyli się na milimetr do rozwikłania
      zagadki tajemniczego jaja. Musieli bardzo uważać.
      Nasiek wyposażyła Ptero w gniadego rumaka, na którym ten przybył do Hardkoru.
      Sprzedał wszystko, a dostał więcej, niż się spodziewał. Wszystko na pniu kupił
      tajemniczy dżentelmen o wyglądzie mefistofelesa. Dokładnie zlustrował
      profesora, ale nie pytał o pochodzenie klejnotów. Tak, jakby doskonale
      wiedział, do kogo wcześniej należały...

      Szkatulka w szkatulce a w niej - kolejna szkatulka. W tej chwili rozlegl sie
      przerazliwy dzwiek tluczonego szkla. Do mieszkania Schneider wpadl jakis
      przedmiot, tlukac szybe. Schneider wrzasnela: "Granat. Pod sciane, ku.., pod
      sciane". Za chwile wszystko ogarnela ciemnosc. Wszyscy troje stracili
      przytomnosc.

      Pierwszy ocknął się Python. W pokoju wciąż był pełno dymu i kurzu. Rozejrzał
      się w poszukiwaniu kobiet. Leżały niedaleko. Spawdził obu puls - żyły.
      Zastanawiał się, od której zacząć akcję raenimacyjną. "Nasiek jest młodzsza"
      pomyślał "więc muszę zacząć od Schneider". Co pomyślawszy zdarł z komisarz
      czarny golf i zaczął masaż serca. Po chwili przeszedł na oddychanie usta -
      usta.
      Efekt był natychmiastowy:
      -Python, spier...alaj, bo zwymiotuję na ciebie. - wymamrotała Schneider.
      -Sorry, królewno, ale uratowałem Ci życie - Python ratował się kpiną, ale
      cynizm tej kobiety sprawił mu przykrość. Poszedł do Naśka. Dziewczyna powoli
      odzyskiwała świadomość.
      Python podszedł do barku, wyjął trzy ogromne mszalne kielichy, napełnił je po
      brzegi Ballantinesem i od razu wypił swój. Wzdrygnął się i podał dziewczynom
      drinki. Wychyliły bez słowa. Wszyscy odzyskiwali przytomność umysłu

      Drogi Czytelniku, kazda powiesc w odcinkach, jesli jest dostatecznie dluga, ma
      swoj czterdziesty trzeci odcinek. Nie trzeba tlumaczyc, ze odcinek czterdziesty
      trzeci wyobrazamy sobie zwykle jako mlody dab, ktory nie jest juz zoledziem
      odcinka czterdziestego drugiego, ale wiele jeszcze brakuje mu do poteznego,
      rozlozystego krola dabrowy, jakim jest zawsze odcinek czterdziesty czwarty. W
      tym, polozonym na rozdrozu, czterdziestym trzecim odcinku nasi najdrozsi
      bohaterowie takze znalezli sie na rozdrozu. Przypadkiem unikneli smierci z rak
      tajemniczego zamachowca. W scianach mieszkania Schneider tkwia dymiace jeszcze
      odcinki rozpryskowego granatu zaczepnego, ktory skradziono z magazynow
      jednostki wojskowej na warszawskim Bemowie. Domyslamy sie juz, kto stoi za tym
      zamachem, wiemy tez, ze Profesor Ptero znalazl sie chwilowo w pozalowania
      godnym polozeniu - pozostawiony sam w obcym, wrogim swiecie, zdany jest na
      wlasne sily. Jak powiedzialby Pascal, jego Bog-Nasiek - milczy i nie pozostawia
      znakow istnienia. John Bluebird, znany lepiej jako Szatan, moze czaic sie za
      kazdym zakretem drogi, za kazdym zalamaniem muru, w kazdej gospodzie i na
      kazdym moscie, gdzie pobiera zlowrogie myto od podroznych wirtualnego swiata
      Hardkoru. Ciemno wszedzie, glucho wszedzie - co to bedzie, co to bedzie????
      Tego dowies
      • gloom cz.5 22.11.04, 00:28
        Tego dowiesz sie, Czytelniku, w kolejnych odcinkach...

        ODCINEK CZTERDZIESTY CZWARTY
        Python wiedział, że jest coś, o czy zapomniał. Alkohol zrobił swoje, więc
        usiłował się skoncentrować. Co takiego to mogło być...granat w mieszkaniu, jajo
        u denata, Ptero cudem ratujący skórę...Schneider i Nasiek starały się nie
        oddychać, obserwowały mężczyznę.
        Pierwsza odezwała się Schneider:
        -Słuchajcie, zjedzmy coś, bo pomrzemy z głodu. Proponuję gulasz z tofu. Jestem
        wegetarianką - dodała widząc zdziwienie Naśka -Odkąd aktywnie uczestniczę w
        federacji na rzecz obrony wielorybów, nie wezmę do ust żadnego ścierwa.
        Python zerwał się na równe nogi.
        -Coś Ty powiedziała?
        Schneider patrzyłą na niego jak na raroga.
        -Coś Ty ku...a powiedziała?- powtórzył głośniej
        -Odbiło ci skarbie? - komisarz spojrzała spode łba na kumpla -Odkąd to tak
        dbasz o wykwintność frazy?
        -Głupia jesteś! Co powiedziałaś? Ścierwa nie jesz?! Mam! Mam! Słuchajcie,
        dziewczyny. Wiem, o co k..rwa chodziło. Skąd ten granat. To nie był granat. To
        miało tylko postać granatu....
        -Jebi Cie stary? - Schneider przypatrywała się uważnie, jak Python nerwowo
        chodzi w tę i z powrotem -A co to niby jest? -wskazała na ogromny lej w ścianie.
        -Tak, wiem, wiem, ale zobaczcie.... gdzie to było....- szukał gorączkowo
        odpowiedniej strony w instrukcji.
        -Mam! Zobaczcie! Nie pamiętałem, bo to ze starszej edycji, ale musi być i w
        tej, tylko ulepszone. Ulepszone. Sto razy lepsze.
        -Co lepsze? - spytała Nasiek zaglądając mu przez ramię.
        -Zaklęcie.Zaklęcie "przywołanie ścierwojada". Zobaczcie opis
        (Sprowadzanie/Przywoływanie)
        Zasięg: 40 metrów
        Czas działania: 7 rund + 1 runda/poziom
        Czas rzucania: 1 runda
        Obszar działania: specjalny
        Rzut obronny: brak
        Czar przywołuje 1(65% szansy) lub 2(35% szansy) pełzacze ścierwojady.
        -Jezu, wszystko jasne - wyszeptała Nasiek pobladłymi usty. To ścierwojad wpadł
        do pokoju? Z komputera jakby? A udawał, że przez okno?
        -Właśnie. Rozumiecie, co to znaczy?
        -On nam pokazuje, na co go stać....
        Schneider milczała.

        Profesor ptero odczul nagle wielkie zawirowanie energii magicznej. Wiedzial, co
        to moze znaczyc - ktos przyzwal istote z innego wymiaru. Na szczescie juz za
        chwile Nasiek powrocila do klomputera i Ptero poczul sie znacznie bezpieczniej.
        Wiedzial, ze musi zdrzemnac sie chociaz kilka godzin, by odzyskac sily i
        zapamietac czary. Bluebird jest niebezpieczny, naprawde niebezpieczny.
        Najwyrazniej opanowal juz wiele wysokopoziomowych czarow, sposrod
        ktorych "Przyzwanie pelzacza-scierwojada" nie musialo byc wcale najbardziej
        przerazajacym.
        Po przespaniu nocy Ptero postanowil udac sie czym predzej do Hardkoru, by
        w "Magicznych rozmaitosciach" zaopatrzyc sie w kilka zwojow, ktore moglyby dac
        ochrone przed mroczna magia Bluebirda. Grunt to "Odeslanie", "Milczenie" i -
        jesli tylko bedzie osiagalny - "Palec smierci", niewatpliwa Wunderwaffe serii
        Baldur's Gate. Tej nocy mial tez sen - toczace sie skorupki jaja. I ten dziwny
        lopot skrzydel, przypominajacy odglos oddalajacej sie wiwerny. Lub czegos
        jeszcze gorszego...

    • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:27
      no to teraz jest jasne, co robiłeś kiedy Cię nie było :)
      • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:29
        Autorzy dziekuja za pierwsza recenzje:)
        • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:30
          ach, faktycznie, nie doczytałem :) Romy też gratuluję pracowitości :)
          • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:32
            a mowia, ze depresyjni to leniuchy:) tymczasem - tworza kanon lektur szkolnych:)
            • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:33
              jakie leniuchy? oni tam sobie tylko kombinuja w zaciszu, żeby w końcu pokazać
              wszystkim na co ich stać :)
              • mystery20 Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:38
                A jutro do pracy nie wstaną,a wraz z nimi parę innych szaleńców. I co wtedy ?
              • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:38
                Od jutra w empiku rozdajemy autografy. Wpadniesz:)? Moze akurat bedziesz
                jezdzil 111,116,122,175,195 lub 503?:D
                • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:40
                  no popatrz, a ja jutro mam właśnie spotaknie z promotorka na Nowym Swiecie i
                  planowałem dojechać tam 195, albo 116 :)
                  • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:42
                    Czyli mieszkasz na Zoliborzu. Komisarz Schneider Cie wytropila:)
                    • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:44
                      Nie całkiem na Żoliborzu, ale blisko. Uprawiam partyzantkę w lesie bielańskim,
                      po tacie mi zostało :)
                      • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:45
                        To moze opublikujesz tu jakas powiesc z serii z tygrysem:)
                        • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:49
                          nie ma problemu, tyle że na razie mam co innego na warsztacie :)
                          • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:52
                            Wielbicielki i wielbiciele talentu poczekaja:) Zreszta - co innego bedzie
                            bestsellerem tego sezonu:)
                            • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:54
                              no właśnie, nie będę popełniał błędu marketingowego i poczekam, aż minie szał
                              na ten bestseller :)
                              • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:56
                                a przy okazji, czy masz możliwość odtwarzania plików real media (rm)? Bo wpadło
                                mi w ręce interesujące nagranie - niezbędnik dla każdego pisarza zajmującego
                                się mrocznymi zakątkami polskiej mentalności? ;)
                                • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:03
                                  Chyba mam. Kazda pomoc przyjme, by doskonalic swoje rzemioslo:)
                                  • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:09
                                    no to wysyłam. mocna rzecz. Pasikowski wysiada :)
                                    • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:12
                                      Dzieki, przepyszne:)
                                      • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:15
                                        od razu ma sie ochote zapłacić zaległe rachunki ;)
                                        • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:18
                                          lub napisac bestsellera:) "Ale ja nie mam dlugów,k..." To moja ulubiona
                                          kwestia:)
                                          • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:19
                                            facet rzeczywiście może mieć 100% skuteczności :)
                                            • mystery20 Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:22
                                              Nie wiem jak Wy, ale ja juz układam się do snu.
                                              Dobranoc Wszystkim Artystom i Pomocnikom.
                                              :)
                                              • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:23
                                                A powiesc przeczytana na dobranoc? Slodkich snow:)
                                              • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:24
                                                Dobranoc, zimowych snów :)
                                            • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:23
                                              Jesli nie wielokrotnosc zobowiazan dluznika:) Skad Ty bierzesz takie fajne
                                              szpargaly? Polozyles mnie juz raz Ksieciem, a teraz jestem rownie zachwycony:)
                                              • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:26
                                                trochę szczęścia, ale najważniejsze to mieć wszędzie swoich ludzi ;) Ten
                                                dostałem dzisiaj od swojego "źródła" :)
                                                • gloom Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:29
                                                  Tajne specjalnego znaczenia:) Ja chyba tez bede sie kladl lulu. Takie wrazenia!
                                                  Bardzo dziekuje:)
                                                  • kierowca.autobusu Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 01:31
                                                    no to miłych snów :) ja też odpływam, butros butros gali.
                  • mystery20 Re: Tylko dla doroslych 22.11.04, 00:45
                    Przecież w Warkowie jeżdzą jeszcze minibusy z nr 15, 512 i inne.
Pełna wersja