gloom
22.11.04, 00:09
) Zwłoki leżały w wannie. Na twarzy denata zastygł grymas strachu i
zdziwienia.
) Przed drzwiami łazienki leżały części rostrzaskanego laptopa. Była siódma
) trzydzieści. Ktoś dzwonił do drzwi.
Ciszę w mieszkaniu przerywało tylko natrętne dzwonienie do drzwi, raz po raz
przypominające o z dawna zapowiedzianym gościu.
Policja byla na miejscu po pietnastu minutach. Koroner zabezpieczyl slady,
sfotografowal miejsce zbrodni, umiescil cala dokumentacje w skorzanej teczce.
W
glowie mial kompletny chaos - skad w wannie tyle ptasich pior? Trzeba
zadzwonic
po komisarz Schneider - pomyslal - i siegnal po telefon komorkowy.
-Ło jezu, czego? - mruknęła komisarz. Niedawno poszła spać. Całą nac
pracowała
nad portretem psychologicznym seryjnego gwałciciela. -Zwłoki w wannie-
wycedził
komisarz. Wystarczyło. -Adres! - rzuciła Schneider, wku..ona nie na żarty
Telefon komisarz Schneider nie odpowiadał.
oooo, powieść dostaje rozdwojenia jaźni
Wreszcie na schodach dal sie uslyszec rytmiczny i szebki stukot. Gliniarze od
razu rozpoznali odglos wysokich obcasow. Kozaczki Schneider budzily strach -
i
tym razem odmalowal sie na twarzach policjantow strzegacych miejsca
przestepstwa. Chwile potem drzwi otworzyla "Nemezis" - tak nazywali Schneider
od lat. Czasem - "Ruda malpa". Ale Nemezis - to przezwiskao wszystkim
wydawalo
sie adekwatne.
Nie traciła czasu na grzeczności. -Odciski palców zabezpieczone? Pierze
oddane
do laboratorium? Lekarz w drodze? - pytała ostro, celując palcem z długim,
pomalowanym na czarno paznokciem w oficerów operacyjnych. Potknęła się o
coś. -
Co jest kur...
Wysoki kozaczek Schneider zawadzi o cos, co przed chwila wytoczylo sie spod
wanny. Jajo. Ogromne jajo. A wlasciwie to, co z niego zostalo - lekko
naruszona
skorupa. Na niej - pierze tego samego koloru, ktory mieszal sie z biela wanny
i
czerwienia krzepnacej krwi denata.
-Co to jest, do k..wy nędzy!!!!- rynęła Schneider. -Czemu nikt tego nie
zabezpieczył! Stado baranów i debili! Młoty! Z kim ja pracuję!
Po chwili ochłonęła: -Co wiadomo o zamordowanym? Stan cywilny, rodzina,
dzieci?
Mieszka sam?
-Nie - odparł koroner -Mieszka z konkubiną. Nasiek Kowalska, uodzona w 1979
roku w Nieząbkowicach Śląskich. Nie wiemy, gdzie jest. Czy rozesłać listy
gończe? -Bez jaj, stary - udobruchana nieco Schneider przychylnie popatrzyła
na
przystojnego koronera. -Poczekamy na ptaszka w jego gniazdku...-zachichotała,
spoglądając znacząco na pióra i skorupy jaja.
Wypowiedziawszy te slowa, Schneider przeniosla sie do salonu, usiadla na
kanapie. Siegnela po papierosa. Odtracila reke policjanta, usilujacego podac
jej ogien. Zapalila. Niedbale czynnosci dobrze maskowaly, ukryty dodatkowo za
lustrzanymi okularami, proces. Schneider wydobywala z pamieci dawno nie
widziana twarz i sylwetke. Tak, znala kiedys - i to wiecej niz dobrze -
pewnego
ornitologa. Siegnela po telefon.
- Dzien dobry, mowi Schneider. Chcialabym mowic z ....
Tymczasem Nasiek Kowalska siedziała w kawiarence internetowej i na gadu -
gadu
snuła plany morderstwa. "Głupi gnojek" - pisała - "wkleił jakieś świństwa do
laptopa. Zamorduję go. Będziecie przysyłać pomarańcze do więzienia?" Powoli
zbierała się do wyjścia. Skoczyła jeszcze po papierosy, kupiła zapas wody
minerelnej i zastanawiała się, co zrobic na obiad. "Może kaczkę po pekińsku?
EEE, nie zasłużył. Dostanie jajecznice. Zresztą jest jeszcze wcześnie"
Kupiła tuzin jaj i wolnym krokiem szła w stronę domu. Nie zwóciła uwagi na
radiowozy policyjne. Pod drzwiami zaniepokoiła się. Z mieszkania dobiegały
podniesione głosy...
- Czy pani Nasiek? Mam dla pani... - sierzant nie dokonczyl, odepchniety
przez
Schneider.
- Sluchaj, dziewczyno. Nie wchodzisz dalej. Wszystko, co musisz wiedziec i
wszystko, co mozesz zniesc - to informacja, ze twoj kolezka jest zupelnie
sztywny. Chcialabym zadac kilka pytan. I nie pochlipuj, nie moge patrzec na
rozmazany makijaz i nie znosze pociagania nosem. Hej, Zielinski, przynies
pani
szklanke wody.
-Alle, jjjak ttto sztywny? - Nasiek nie mogła uwierzyć, w to co usłyszała.
Boże, jej kochany robaczek, jej cudny pieseczek....Niemożliwe. Nagle
przypomniała sobie, co wypisywała w kafejce i otrzeźwiała natychmiast. -co
sie
stało? spytała juz znacznie spokojniej.
Uduszony. W wannie. Śmierć nastąpiła prawdopodobnie między trzecią a piątą
rano. A można wiedzieć gdzie się pani podziewa po nocach? - kąśliwy ton
Schneider był jak siarczysty policzek. -Ja, my...ten...pokłóciliśmy się.
Byłam
w kawiarence internetowej...
-O co? - przerwała ostro Schneider
-O laptopa, o boże! - Nasiek dopiero teraz zobaczyła roztrzaskany komputer.
Doktor Python byl juz w drodze. Rozmowa ze Schneider byla krotka, konkretna -
jak zwykle. Wiedzial juz, ze sprawa jest naprawde powazna. Nie slyszal
jeszcze
o gatunku ptaka, ktorego piskle zaraz po wykluciu potrafiloby zmasakrowac
silnego mezczyzne i odleciec. Takie wyzwania podobaly mu sie. Niepokoil sie
tylko, jak ulozy sie wspolpraca ze Schneider. Tego nigdy nie mogl byc pewny.
Schneider powitała Pythona wzgardliwym cmokiem obok policzka: -No!- mruknęła,
co miało oznaczać powitanie. -Sam zobacz. Zajmij się ptaszyskiem, toż to
pitekantrop zupełny.
Sama pochyliła się nad resztkami laptopa. -O co konkretnie poszło w tej
kłótni?
-Oj, nie znam się na tym - wydukała Kowalska - Oglądał jakieś strony,
myślałm,
że pornosy, ale chyba nie, raczej RPG ściągał. Tyle, że to dużo miejsca
zajmuje
na dysku..
-I co, panienka się obraziła na niewinne gierki? - spytała niewinnie
Schneider,
zbyt niwinnie. Wiedział, że Nasiek nie mówi prawdy...
-Jędza! - rzucił jeden z nich za oddalającą się parą. -Ale ja jej jeszcze
pokażę. Podinspektor Kociokwik miał 25 lat i wciąż czekał na na awans. Marzył
o
stopniu inspektora. Postanowił, że tym razem pokaże, na co go stać. "O czym
mogłem zapomnieć?" -zastanawiał się, marszcząc czoło - "No jasne, sąsiedzi!"
Wstąpiła w niego nowa energia. Zadzwonił do drzwi naprzeciwko. Otworzyły się
szybciej, niż myślał. "Dobra nasza" uśmiechnął się do siebie. Lubił takich
sąsiadów. Cierpiące na bezsenność staruszki były nieocenione i zawsze dla
niego
uprzejme. Przypominał im chyba własne wnuki...
-Dzień dobry pani. Nazywam się Kociokwik. Jestem z policji. Czy mógłbym zadać
kilka pytań
W tym czasie Schneider i Python przegladali juz twardy dysk. 40.000 plikow,
mnostwo wirusow, kilka pornoskow, ale - przede wszystkim - slady tansakcji
karta kredytowa. Denat placil nia za kolejne dodatki do "Baldur's Gate VII -
Krolowa Hardkoru i nocne ptaki".
Schneider uruchmiła swoje kontakty. Transakcji dokonano na Florydzie. Python
się zadumał...
*******
Tymczasem Kociokwik pił już trzecią herbatkę jaśminową wzmocnioną nalewką
domowej roboty. To, co usłyszał było na wagę złota.
-Czyli kiedy to mogło być? Ten łomot?
-Kochaniutki, toć powtarzam. Siódma trzydzieści rano. Wiem na pewno, bo wtedy
muszę zażyć krople na serce. Walił kto, dzwonił, jakby się paliło. Ja tam nie
possłuchuję, broń boże, kochaniutki, ale z ciekawości spojrzałam. No wielki
chłop, ze dwa metry. Dzwonił i walił. Ja Ci się kochaniutki od razu przyznam,
to ja zadzoniłam na policję, ale nie przedstawiłam się. Powiedziałam, że ktoś
się chce włamać, boć mi się to dziwne wydało...No, nikt nie otwierał. A co
się
włąściwie stało?
Kociokwik postanowił nie wtajemniczać staruszki w szczegóły: -Wypadek, nic
wielkiego...
Schneider, Schnaider, wiecznie ta Schneider. Ale teraz mam ja na widelcu.
Przeoczyla tak istotny slad. Ilu wysokich mezczyzn moze mieszkac na Jackowie?
Same polskie, wasate karly. Opychaja sie kielbasa i "beegosem", wygladaja jak
baryleczki. Popytam tu i tam, postawie mala czystaktoremus z tych oferm i
szybko dotre do sprawcy. Mysli pedzily Kociokwikowi pod czaszka, gdy
skierowal
kroki do knajpy ma rogu. "Ziuta's" - bywal