koleżanka ze schizofrenią

26.11.04, 20:46
to naprawdę nie o mnie
o mojej przyjaciółce-kiedyś przyjaciółce-teraz już tylko koleżance
zachorowałab jak miała 23 lata
jest moją rówieśnicą
czemu teraz o niej wspominam?
nieprzypadkowo
ona ma na imię tak jak ja
i mam z nią teraz problem
jaki?
ona widząc jak ja sobie poradziłam ze swoimi problemami...chce
przejść "metamorfozę".
kiedyś nawet napisała książkę pod tym tytułem
nie, nie wydała jej
ponoć zniszczyła w ostrej fazie choroby
powinnam zerwać z nią kontakt
nie jest dobrze przyjaźnić się z kimś tak chorym, który w swoich chorobowych
wizjach uważa mnie za wroga nr1 czy 2 naprzemiennie
nie mogę być z nią całkiem szczera
a w psychozie wytyka mi fałszywość moją
i...ma w pewien sposób rację
już tak trwa od paru lat
ja już nie mam chęci dłużej ciągnąć za sobą tej znajomości
jak mam się "wyplątać"?
czy takie wyplątanie z tej chorej w końcu znajomości jest możliwe?
    • uri_ja Re: koleżanka ze schizofrenią 26.11.04, 20:51
      łot? chyba czegos nie zrozumiałam.albo zaakceptujesz ja i jej chorobe i
      nauczysz sie rozróżniać i nazywać, albo rzeczywiscie zerwij z nia kontakty, bo
      taka znajoma nie jest jej potrzebna.
      • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 21:14
        uri_ja napisała:

        > taka znajoma nie jest jej potrzebna.

        czy jesteś pewna?
        jeśli tak, to jak mam to zrobić, aby jej nie urazić?
        już kilkakrotnie "przerywałam" nasze kontakty, a jednak...
        coś ją do mnie "ciągnie"
        pewnie jestem jej jednak potrzebna nawet "taka" nie całkiem szczera
        ale JA się źle czuję z tą swoją "fałszywością"
        czy naprawdę istnieje jakieś dobre i niebolesne dla niej rozwiązanie?
        moim problemem nie jest nieakceptowanie jej jako osoby chorej.
        moim problemem jest to moje "udawanie", że wszystko jest OK jak przed wielu laty
        • xxxxnonamexxxx Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 21:25
          Mogę to zrozumieć, bo trzeba dużego samozaparcia, zeby nie wybuchnąć, nie
          obrazić sie, nie pie..ąć drzwiami, nie zatrząść człowiekiem, kiedy w
          bezradności brak argumentów mających przekonać chora osobę, ze nie jest tak jak
          sobie wyobraża i myślio świecie o nas o wszystkim. Pomimo właśnie świadomości,
          że mamy do czynienia z osobą CHORA. Jest to czasem na granicy ku.. wytrzymałości.
          • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 21:31
            xxxxnonamexxxx napisał:

            > Mogę to zrozumieć, bo trzeba dużego samozaparcia, zeby nie wybuchnąć, nie
            > obrazić sie, nie pie..ąć drzwiami, nie zatrząść człowiekiem, kiedy w
            > bezradności brak argumentów mających przekonać chora osobę, ze nie jest tak
            jak
            > sobie wyobraża i myślio świecie o nas o wszystkim. Pomimo właśnie
            świadomości,
            > że mamy do czynienia z osobą CHORA. Jest to czasem na granicy ku..
            wytrzymałośc
            > i.

            ja aż tak tragicznych przejść nie mam z moją koleżanką
            kiedy ona jest w tym najgorszym stanie to ja jestem jej wróg i nie może mnie
            widywać
            ale potem
            w stanie półzdrowia, kiedy już potrafi powstrzymać swoje emocje to...bardzo
            chce bym była "na życzenie" do słuchania
            jest to de fakto "przyjaźń' jednostronna, bo kiedy ja kiedykolwiek byłam w
            potrzebie, to ona nigdy nie miała dla mnie czasu
            nawet wytarcie kurzu w domu było dla niej ważniejsze w momencie kiedy
            poprosiłam ją o rozmowę dwa dni po mojej nieudanej próbie samobójczej.
            • xxxxnonamexxxx Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 21:53
              Ja znam to z autopsji.
              Moja mama ma rozpoznaną schizofrenię paranoidalną i depresję.
              Od kilku lat jest nieźle a nawet bardzo dobrze biorąc pod uwagę jej stany
              wcześniejsze; częste hospitalizacje z powodu albo cięzkiej depresji albo objawów
              schizofrenii a najczesciej jednego i drugiego.
              • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 21:57
                xxxxnonamexxxx napisał:

                > Ja znam to z autopsji.
                > Moja mama ma rozpoznaną schizofrenię paranoidalną i depresję.
                > Od kilku lat jest nieźle a nawet bardzo dobrze biorąc pod uwagę jej stany
                > wcześniejsze; częste hospitalizacje z powodu albo cięzkiej depresji albo
                objawó
                > w
                > schizofrenii a najczesciej jednego i drugiego.

                czy twoja mama przed chorobą miała szczęśliwe i udane życie?
                • xxxxnonamexxxx Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:14
                  Tak, do czasu kiedy nie poznała ojca.
                  • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:23
                    xxxxnonamexxxx napisał:

                    > Tak, do czasu kiedy nie poznała ojca.

                    moja koleżanka i ja miałyśmy jednak gorzej

                    koleżanka miała fatalnego ojca (siedział nawet za znęcanie się nad rodziną)

                    mnie mój ojciec i matka nie wykończyli :)
                    zrobił za to mój ex mąż
                    dałam mu na to dość czasu
                    całe 17 lat
                    • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:24
                      a dlaczego wartosciujesz cierpienie. ojciec alkoholik lepszy od podłego męża?
                      • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:26
                        no i jescze sie zaplątałam. przecież dla jego matki to był mąż właśnie.
                        • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:32
                          uri_ja napisała:

                          > no i jescze sie zaplątałam. przecież dla jego matki to był mąż właśnie.

                          i zacznij opowiadać nowe dowcipy
                          tego starego już mam po dziurki w nosie
                          chyba cię zdelejtuję za tą sygnaturkę
                          nie luvbię się stressować przez innych kiedy mogę w prosty sposób tego uniknąć
                          • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:34
                            Ty, Tobie też pogoda szkodzi, czy jesteś oporna na krytykę?warta od mojej
                            sygnaturki, a czy mnie będziesz czytać to mi lata.
                            • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:41
                              uri_ja napisała:

                              > Ty, Tobie też pogoda szkodzi, czy jesteś oporna na krytykę?warta od mojej
                              > sygnaturki, a czy mnie będziesz czytać to mi lata.

                              no to napisz co nowego do dyskusji wniósł twój już kolejny wpis?
                            • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:42
                              uri_ja napisała:

                              > Ty, Tobie też pogoda szkodzi, czy jesteś oporna na krytykę?warta od mojej
                              > sygnaturki, a czy mnie będziesz czytać to mi lata.

                              ty pewnie jesteś koleżanką gini i nurniego
                              pasujesz do nich jak ulał w stylu i pisania i projekcji w rozumie
                              • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:47
                                jasne, antysemitka też jestem! Ty cierpisz na jakąś powzniejszą chorobe niż
                                depresja wiesz?
                      • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:30
                        uri_ja napisała:

                        > a dlaczego wartosciujesz cierpienie. ojciec alkoholik lepszy od podłego męża?

                        urija
                        za dużo ksiązek o psychologi czytasz
                        jak będziesz miała jakąś własną myśl o podłożu psychologicznym to wtedy pogadamy
                        zgoda?
                        • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:36
                          odczep sie od mojej wiedzy na temat psychologii. Podłe jest pisanie: ja mam
                          gorzej, miałam gorzej. myslisz, ze tylko Ciebie los doświadczył?
                          • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:39
                            uri_ja napisała:

                            > odczep sie od mojej wiedzy na temat psychologii. Podłe jest pisanie: ja mam
                            > gorzej, miałam gorzej. myslisz, ze tylko Ciebie los doświadczył?

                            a czy ja vchoć jednym postem się tu na tym forum poskarżyłam?
                            masz jakieś projektory z którymi nie możesz sobie poradzić sama?
                            weź tabletkę
                            ja w takich chwilach szukam narzędzi do naprawy projektora
                            opowiadam tu jedynie basnie z przeszłosci
                            ile ty urija masz lat, ze basni od realiów nie rozróżniasz?
                            • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:45
                              słuchaj, bo Ci wirtualnie przywalę. przestaję się dziwić kierowcy, masz talent.
                              ODCZEP SIĘ. a ile mam lat to tez Ci wara, myslisz, ze jak jesteś stara klępa to
                              mozesz obrażać młodszych od siebie? sama napisałaś i mogę Ci przytoczyć co
                              zaraz zrobię, bo nie lubie jak ktos po mnie jeździ za bezdurno.
                              • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:46

                              • 100krotki Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:47
                                uri_ja napisała:

                                > słuchaj, bo Ci wirtualnie przywalę. przestaję się dziwić kierowcy,

                                kasuję cię
                                tak jak kierowcę
                                nieodwołalnie
                                nie skorzystałaś z szansy jak i on
                                • uri_ja Re: nierozrywalne związki 26.11.04, 22:48
                                  O Bożę, chyba się zabije!
                    • xxxxnonamexxxx niebezpieczne związki 27.11.04, 12:52
                      Nie wiem jakie kryterium stosuje się do porównywania indywidualnych nieszczęść i
                      komu rankingi takie służą. Może miałyście gorzej, może nie.

                      Ojciec nie był tyranem, jego umiłowanie flaszki oczywiście przyczyniło się do
                      stanu w jakim znalazła się mama ale zanim bez skrępowania zaczęło się wyjawiać,
                      nie ono ją zadręczało.

                      Była nią teściowa. Ciężar uroków współżycia z ową starszą panią, nie rozkładał
                      się równomiernie na barki rodziców. Synek był oczkiem w głowie, synowa intruzem
                      i rywalem. Przez długi okres czasu mama pracowała w barze przy garach, zajmowała
                      się domem, moją siostrąi mną, pomagała ojcu w zakładzie rzemieślniczym (zwykle
                      późnymi popołudniami) a teściowa i tak uważała że za mało się stara, nie dba o
                      syna, o nią o dzieci, snuła maxymalnie chore urojenia i w zgodzie z nimi
                      postepowała (potrafiła np. w nocy wchodzić co pół godziny do pokoju mamy, budzić
                      ją pytając o ku.. bzdury żeby sprawdzić czy faktycznie śpi u siebie a nie w
                      łóżku lokatora, tudzież z pretensjami, że ona śpi a Zdzisio tam robi po nocy i
                      czemu ona nie idzie do niego z kolacją) itp itd.

                      Starszy oczywiście wiedział co się dzieje, zdarzyło się np, ze przy jednej ze
                      standrdowych sytuacji przy stole, kiedy po raz kolejny robiła synowej wyrzuty o
                      zupy za słone albo zupy niedosolone, że na zasmażce a nie na śmietanie a jak na
                      śmietanie to, że za tłuste, zwyczajnie nie wytrzymał, pie..ął talerzem o
                      ścianę i wyszedł. Oczywiście jakaklolwiek objaw złości na matkę próby rozmowy na
                      temat jej zboczonych reakcji i zachowań z jego strony, były dla tamtej
                      potwierdzeniem, złego wpływu synowej na Zdzisia.
                      Dlatego tatuś wolał przesiadywać całe dnie, wieczory i często noce w warsztacie
                      organizując sobie tam robotę, kompanów do wódki i święty spokój.

                      Pytanie czemu nie oddalił klempy.
                      Jej mąż był ponoć człowiekiem mądrym i dobrym, wiedział, że z wiekiem stan zony
                      sie pogarsza (zawsze miała trudny charakter chociaż ponoć bardzo ją kochał),
                      mimo to na łozu śmierci, zobowiązał syna pod rygorem przysięgi do opieki nad
                      nią. Powiedział w ten deseń, że ma swiadomość jak trudno wytrzymywać cierpliwie
                      jej humory i że tylko tatko da radę z trójki rodzeństwa a ona sama nie przeżyje.
                      Wyraził pełnej obawy nadzieję, że syn znajdzie kobietę, która zrozumie sytuację
                      i że jakoś między nimi wszystkimi będzie się układać.

                      Czemu mama została? Bo nigdy nie potrafia zdobyć się na nawet krztynę zdrowego
                      egoizmu, była zbyt dobra a może źle to dobro pojmowała? Nigdy nie robiła jazd
                      teściowej wierząc, że jeżeli okaże wyrozumiałość szczerość otwartość, dobre
                      chęci, będzie ustępować to tamta zrozumie, że nie jest jej wrogiem. Myliła się.
                      Stan ten trwał kilkanascie lat i walnie przyczynił się do choroby mamy chociaż
                      pierwsze poważniejsze problemy pojawiły się kilka lat po śmierci teściowej,
                      tyle, że wówczas stary chlał już na umór i nie było za bardzo czego odbudowywać
                      i ratować.

                      100krotki napisała:

                      > xxxxnonamexxxx napisał:
                      >
                      > > Tak, do czasu kiedy nie poznała ojca.
                      >
                      > moja koleżanka i ja miałyśmy jednak gorzej
                      >
                      > koleżanka miała fatalnego ojca (siedział nawet za znęcanie się nad rodziną)
                      >
                      > mnie mój ojciec i matka nie wykończyli :)
                      > zrobił za to mój ex mąż
                      > dałam mu na to dość czasu
                      > całe 17 lat
                      • uri_ja Re: niebezpieczne związki 27.11.04, 12:55
                        toż jej napisałam, jakim prawem tak pisze. to mnie zdelejtowała. ja tam nikomu
                        tak nie napisałam. kazdy ma swój "krzyż" .
                        • xxxxnonamexxxx Re: niebezpieczne związki 27.11.04, 13:12
                          musisz być wyrozumiała, stoktokka ćwiczy asertywność a początki bywają trudne.
                • xxxxnonamexxxx oczywiście mojego 26.11.04, 22:15
                  • 100krotki Re: oczywiście mojego 26.11.04, 22:25
                    xxxxnonamexxxx napisał:

                    >
                    no to witam twoją mamę w klubie wykończonych żon :)
    • 100krotki Re: koleżanka ze schizofrenią i.....metamorfozą 27.11.04, 14:04
      100krotki napisała:

      > to naprawdę nie o mnie

      rozmowa była długa
      rozmowa była szczera
      aż do głębi ....
      nie
      nie bólu
      nic z tych rzeczy
      po raz kolejny ...okazałam się być dla kogoś "lekiem na nie całe zło"
      teraz już powinna sobie moja koleżanka poradzić sama
      życzę jej tego z całego serca
      o jej "podartej książce" też rozmawiałyśmy
      ale tylko jako "dowód", ze metamorfozy sa możliwe

      życzę jej z całego serca, aby tego "wewnętrznego demona" pokonała do końca
    • carlabruni Re: koleżanka ze schizofrenią 03.12.04, 20:43
      Myślę, że mimo wszystko jesteś jej potrzebna. Okaż jej więcej ciepła, a być
      może w fazach choroby nie będziesz już wrogiem nr 1. Musisz ją zrozumieć. To
      jest chory człowiek. Inna sprawa jest tego typu, że ty po prostu możesz nie
      mieć siły i dla tego jesteś jak to ona mówi trochę wredna. Przemyśl to sobie.
      Zastanów się czy masz siłę ciągnąć to. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja