waranka
15.02.05, 13:41
dostałam dziś szału ,szału..zrobiłam awanture,ze az pzrleciały sasiadki pyać
czemu takie krzyki i przekleństwa...i zeby spadały..chyba przewaliałio mi
sie ,no mam w nosie co mysla i co mówia o mnie..w ub roku zmarłą moja mama i
brat..wszytsko sma organizowałam wczesniej Mama zajmowałam się 4 lat .Mama
była chora..mama sisostre,która uwiesza sie psychicznie ow szytsko
pyta ,bratowa zimna ..po smierci brata pojawiła się dopiero po 4 dniach jak
formalności pozałatwaiałm,dodtakow problemy finasowe,praca brak stablizacji i
pękłam choc się trzymałam...na pogrzebie Mamy zacięłam się ,ale cóz życzliwi
sasiedzi doniesli ,ze obgadalimnie ,ze jak jestem okropna skoro na pogrzebie
wsłasnej matki nie płakałam...ale za to np straciłam głos..jest mi dokłdnie
wszytsko jedno,,reki nie podniose ,zeby pomoc komukolwiek..nawet nie
wypłakałam się,bo ciagle cos kazdy ode mnie coś chciał...jestem
zmęczona ,zmeczona,zmęczona..padałam dzis ,bo córke prosiłam od dwoch
dni ,zeby mi pomogła w sprzataniu,bo porzadkuje rzeczy ,a ona co ja sprzatne
to rozwala..dzis rano miała poscielic łozko,bo miałam miec wizytę ,ale nic
nie zrobiła i sie kapała obrazona..i poszło ..tak sobie mysle,ze tak mam w
nosie tych ludzi co mówią o mnie i jak czuja się lepsi obgadujac
mnie...doszłam do momentu ,ze zacznę mowic parwde ,nie mam ochoty na
jakaklowiek ogładę i dobroć..bo ja zawsze wszytskich musze rozumiec...jak
zmarła moja mama ,moja bratowa zadzwoniła dzien poxniej i mowiła,ze nie
zadzwoniła w dniu smierci ,bo nie wiedziałą co powiedzieć...kiedy
powiedziałam ,ze szkoda ,ze wczesniej nie zadzwoniła,powiedzdziała ,ZE MUSZE
ja zrozumiec ,ze było jej cięzko zadzwonić...chrzanie te
kondersztubę ,sąsiadów ,opinię..wszytsko..chrzanię..rodzinę..bo nikt nie
zadał sobie trudu choc pomyslec co dzieje się ze mną jak mi jest tak ,ze az
się rozrywa człowieka z bólu..dzis mysle ,ze wiem ,ze nie ejstem ze
stali....padłam ..po prostu..