obserwator.jeno
26.02.05, 12:23
aby nie pogrążała nas ona w czeluści pieklieł wewnętrznego samoniezadowolenia
z siebie - czyli dlaszego słowa potrafią ranić bardziej.
W czasie moich najbardziej odiechanych jazdeczej, często miałam wrażenie, że
Bóg ociera się o mnie. Najlepiej zobrazuje to opowieść o tym, jak kiedyś
poszłąm do kościoł, stanełam przy stoliczki z Biblią i zaczęłąm na głos ją
czytać. Każde słowo mówiło do mnie. Wibracja mojego zaangażowanego głosu
wprowadziła mnie w pewien rodzaj transu - to było mistyczne przeżycie.
Oczywiście złapano mnie za ręce, wykręcono i wyrzucono z kościoła. Nigdy nie
przeżyłam takiego upokorzenia. Wiecie jaka była moja chora reakcja? Zaczełam
płakać i krzyczeć, że skoro tak, to niech rzucają tymi zasranymi kamulcami,
że to nic nowego i że raz już to przezrzyłam, że tak, że to ja jestem
Katarzyna. Żeby rzucali i mnie ukamieniowali, bo to poczucie upokorzenia jest
po 100kroćgorsze. Przed ciosem kamienia, można się uchylić. Przed złym
słowem - trudniej, zwłaszcza jak ma się problemy z emocjami.
Tak. Właściwie mogłabym zakończyć i dać już Wam spokój. Ale tego nie zrobię.
Chcę Wam powiedzieć, że atakujecie niewłaściwy cel. Waszym głównym zadaniem
jest wygrać z chorobą. Ja nie mam tu żadnego znaczenia. Po prostu wiem, bo
przeżyłam i tyle. Nikt nie musi korzystać tej wiedzy, nikt nie musi czytać
skoro to co piszę jest dla niego szkodliwe albo wywołuje spazmatyczny śmiech.
Chociaż śmiech akurat bardzo zdrowy jest. I bardzo pomaga.
Nikt nie jest w stanie skrzywdzić mnie bardziej niż ja sama. Uwierzcie mi.
Obciach to moje drugie imię i nauczyłąm się przyjmować to na klatę. Może
właśnie na tym polega wielkość? Że człowwiek nie zamyka sie na żadne
doświadczenia, że bierze i analizuje i zastanawia sie tak długo, dopóki nie
rozgryzie problemu. Jestem uparta. Mam to po Córce (nie smiać się, bo
napisałam specjalnie i lepiej się zastanó, co stoi za tą myślą, bo tu właśnie
jest odpowiedź, na prawdę). Zdolność abstrakcyjnego myślenia, łamamie
konwencji, wystawianie się na ciosy, aby zwiększyć swoją odporność.
Ten świat mi się nie podoba. Nie znajduję w nim ukojenia. Ale nie da sie go
zmnienić. Szkoda. Ale można zmienić się samemu. Można otoczyć się ludźmi,
którzy odczuwają podobnie. Zorganizować się. Stworzyć lepszą opcję (i nie
sadzić mi tu kwiatków, że sekta i korzyści z nieszczęśćia, bo na taki zarzut
też jestem przygotowana). Ludzie są prości. Kierują się instynktami. Ja i
Greta i jej Facet i jeszcze kilku innych ludzi - chcemy żyć inaczej.
Śmieszy Was moje uniesienie? Cóż. Nie jestem naćpana, nie mam manii, nie
piłam ani grama alkoholu przez czas kiedy klikałam. Jedyną moją słabością
jest jeszcze to, że próbowałam dialogu i próbowałam być jedną z Was.
Ale Wam nie tego trzeba. Mam nadzieję, że kiedyś doczekacie się tego co
przyniesie Wam ulgę. Ja idę dalej. Idę bo mogę. Bo mnie na to stać. Bo
podjęłam wyzwanie. Bo zawalczyłam. I wygrałam.
Przepraszam raz jeszcze i dziękuję. To właściwe dzięki Wam, nie spodziewałam
się, że tak to się dziwnie poukłada. No dobra. Trzymajcie się ciepło i
trzymajcie kciuki za mnie. Byłoby mi bardzo miło.
Do zobaczenia. Gdzieindziej :P
cześć