ja-sarenka
20.03.05, 18:22
itajcie..Pomóżcie sie otrzasnąc...Poznałam wspaniałego człowieka.Od poczatku
zaiskrzylo..Mamy oboje rodziny,nie chcielismy burzyć nic.Pozostała
przyjaźń-taka przez duże P.Rozmowy godzinami,rzeczowe dyskusje, czasem
zarty-nigdy wczesniej nie czułam takiej bliskosci.Wiedziałam,że przezył duzo
traum-wielką, niespełnioną miłośc..stracone złudzenia..Wspominał,że ma dość
pustki w zyciu,że nie chce już..ale wiecie ..czasem prawie każdy ma ochote
wyskoczyc z X pietra.w takich slowach odreagowujemy..I myslalam,ze u niego to
po prostu słowa...to nie byly słowa.nie ma Go juz.Nie ma mojego przyjaciela.A
ja myslalam,ze ta depresja to tylko dolek,ze pomoge ,ze minie..co mam
robic.Jak zyc.boze, czasem w to nie wierze!!zostawil 2 malych
dzieci!!Przyjaciol,rodzine..Dlaczego tacy wartosciowi ludzie odchodza?jak mam
sie pozbierac teraz??