samobójstwo bliskiej osoby..

20.03.05, 18:22
itajcie..Pomóżcie sie otrzasnąc...Poznałam wspaniałego człowieka.Od poczatku
zaiskrzylo..Mamy oboje rodziny,nie chcielismy burzyć nic.Pozostała
przyjaźń-taka przez duże P.Rozmowy godzinami,rzeczowe dyskusje, czasem
zarty-nigdy wczesniej nie czułam takiej bliskosci.Wiedziałam,że przezył duzo
traum-wielką, niespełnioną miłośc..stracone złudzenia..Wspominał,że ma dość
pustki w zyciu,że nie chce już..ale wiecie ..czasem prawie każdy ma ochote
wyskoczyc z X pietra.w takich slowach odreagowujemy..I myslalam,ze u niego to
po prostu słowa...to nie byly słowa.nie ma Go juz.Nie ma mojego przyjaciela.A
ja myslalam,ze ta depresja to tylko dolek,ze pomoge ,ze minie..co mam
robic.Jak zyc.boze, czasem w to nie wierze!!zostawil 2 malych
dzieci!!Przyjaciol,rodzine..Dlaczego tacy wartosciowi ludzie odchodza?jak mam
sie pozbierac teraz??
    • lira_korbowa Re: samobójstwo bliskiej osoby.. 20.03.05, 19:10
      Nie wiem, Sarenko, co masz robić.
      Masz się nie obwiniać. Masz sobie pozwolić na przeżywanie bólu, i żalu. Na
      bunt, i na pytanie: dlaczego? Teraz.
      • ja-sarenka Re: samobójstwo bliskiej osoby.. 20.03.05, 19:14
        dzieki.tak robie.Dopuszczam żal,smutek.Musze to przezyc.czas. Tylko najgorsze
        jest to,ze jak sie pojawi światełko w tunelu(tunel=moje życie),dlaczego musi
        gasnac..Musze sobie poradzić,poradze sobie jakos..ale teraz..tak na swiezo..ech:(
        • sabeena Re: samobójstwo bliskiej osoby.. 21.03.05, 11:02
          Sarenko, ściskam Cię bardzo mocno.
          Tak, jak pisała Lira - nie obwiniaj siebie. Czasami, pomimo własnych
          doświadczeń, nie dostrzeże się głębokiej depresji u kogoś bliskiego. Ja przez
          jakiś czas pomieszkiwałam z bliskim przyjacielem, znamy się od wielu lat, sama
          miałam depresję więc niby mogłam się zorientować, że coś z nim jest nie tak. Nie
          zorientowałam się odpowiednio wcześnie. Gdy zdałam sobie sprawę, że sytuacja
          jest poważna, było już naprawdę bardzo źle. Mój przyjaciel trafił pod opiekę
          psychiatry w ostatniej chwili. Z depresji wychodził wiele czarnych miesięcy. A
          to, że zdążyłam się zorientować to bardziej łut szczęścia, bo nawet prowadząc go
          do lekarza nie byłam pewna, czy nie podejmuję działania na wyrost. Zdążyłam, ale
          równie dobrze mogłam nie zdążyć. Gdybym nie mieszkała z nim, i nie miała
          możliwości obserwowania jego stanu na bieżąco, prawdopodobnie też już by go nie
          było.
          Sarenko, trzymaj się mocno. Będzie bolało, ale kiedyś przestanie. Myśl teraz o
          sobie. I broń ręka boska nie obciążaj siebie tym, co się stało. Nie możesz za
          nikogo przeżyć jego życia. Pozdrawiam bardzo ciepło,
          S.
    • mskaiq Re: samobójstwo bliskiej osoby.. 21.03.05, 15:00
      Mysle ze im mniej bedziesz o tym myslala tym mniej ucierpisz Sama. Rozwazanie
      niczego juz nie zmieni a bedzie dolowalo Ciebie. To co zrobil to Jego wybor.
      Kazdy z nas wielokrotnie staje przed takim wyborem. Sily zycia byly w Nim zbyt
      slabe, chociaz mial motywacje aby zyc ale sila strachu i brak wiary byly
      silniejsze.
      Mysle ze w pewnym momecie tracimy wiare ze depresje mozna pokonac i wtedy nie
      wiemy co zrobic z reszta zycia ktora jest koszmarem.
      Ten koszmar mozna pokonac, bardzo malo jest przykladow ze jest to mozliwe i ze
      istnieje droga ktora prowadzi do zycia bez depresji.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • transsybir Re: samobójstwo bliskiej osoby.. 24.03.05, 15:50


      ja-sarenka napisała:
      >Dlaczego tacy wartosciowi ludzie odchodza?



      Właśnie dlatego. Nie przystają do TEGO świata i decydują się przyśpieszyć
      nieuniknione. Swoją drogą ludzi rozważających takie rozwiązanie jest
      całkiem sporo... Wiem to.




      • suchyxxx Re: samobójstwo bliskiej osoby.. 24.03.05, 17:37
        Cześć.Ja również ślę wyrazy współczucia bo wiem co to znaczy stracić kogoś
        bliskiego,komu życzyło się jak najlepiej.Ten smutek minie napewno ale czy szybko
        to zależy od osobowości.Ja dopiero niedawno przestałem myśleć o śmierci ojca
        chrzestnego,który zmarł 2,5 roku temu.Teraz myślę o babci,która przed śmiercią
        bardzo cierpiała na otępienie.Czasem nie poznawała rodziców i była przez
        ostatnie 2 miesiące w domu seniora bo inaczej nie dało się.Niestety zmarła
        jakieś 4 miesiące temu niecałe.Nadal jestem smutny i wiem że kiedyś minie ale
        obwiniam się za to że jak babcia leżała w domu seniora przez ostatnie 2 miesiące
        życia to jej nie odwiedziłem bo ciągle byłem czymś zajęty.Chciałem ją odwiedzić
        w dzień babci ale pojechaliśmy tam tylko po to żeby dowiedzieć się że babcię
        wzieła karetka.Zmarła wieczorem tego samego dnia w szpitalu...A chciałem ją
        odwiedzić i akurat musiała odejść.Nie wybaczę sobie tego chyba nigdy.Ty się nie
        martw tobie to minie bo chociaż widziała się z nim i to nie z twojej winy
        umarł.Ja mam poczucie że będę si smażył całe życie w piekle za to że babci nie
        odwiedziłem i mogłem być dla niej lepszy...Trzymaj się i pamiętaj minie ale może
        trwać nawet kilka lat ten smutek.
Pełna wersja