nie wiem sama co czuję

04.04.05, 22:17
Zastanawiam się gdzie jest granica i gdzie w ogóle mamy kwestię wybaczenia i
tolerancji na czyjeś wady, bo zależy nam na kimś z punktu widzenia jego
zalet, a gdzie jest uzależnienie od człowieka, zniewolenie w toksycznej dla
nas relacji, która jest źródłem stresu, doła i złości.
Na konkretnym przykładzie: przyjaźniłam się kiedyś z nią(tak mi się zdawało,
to wielka różnica). Oszukała mnie i zawiodła, staram się wybaczyć, choć to do
końca nie nastąpiło. Problem w tym, że odkryłam jeszcze dużo później jej
totalne, 100% zakłamanie, zaprzecza sobie prawie w każdym zdaniu. Nie mogę,
nie potrafię tego zdzierżyć. Takie mam zasady, chcę być konsekwentna, być w
zgodzie z moimi zasadami. Nie możemy się porozumieć. Ona odbiera info zwrotne
jako atak, próbowałam na różne sposoby. Zawsze stwierdza, że każdy ode mnie
ucieka, jestem chorym człowiekiem.... Stosuje chwyty poniżej pasa.
Jest najcieplejszą osobą jaką znam, dobrze mi się z nią rozmawia, ale za
chwilę znowu coś co zaprzecza temu co ona robi bądź mówiła przed chwilą. Nie
umiem zerwać z nia znajomości, chociaż czasem bardzo tego chcę. Myślę o
sobie, że nie mam bliskich znajomych, a ona mimo tego, że jest taka niektóre
rzeczy rozumie. Myślę o osbie, że kiedyś coś się stanie i wtedy to do nei
jzadzwonię. Wiem jaki będzie scenariusz, będzie miała to gdzieś. To chyba
efekt mojego malutkiego poczucia własnej wartości - myslę, że jestem do
niczego i nie znajdę przyjaciółki. Nie umiem zdecydować się na radykalny
krok, choć myslę o tym tak długo, że myslę, że mogłabym do tego dojrzeć. Nie
potrafię jej powiedzieć, ze nie chce się już z nią zadawać.
Myślę o sobie, że jestem żałosna, za kilka słów wypowiedzianych miękkim
głosikiem(od wielu meisięcy nie ma czasu by się ze mną zobaczyć czyt.unika
konfrontacji) godzę się na złe traktowanie.
    • matka_nadzieja Re: nie wiem sama co czuję 04.04.05, 23:11
      Nie widzę problemu.Twoja kumpela jest jak wszyscy to raczej ty jesteś tak stała
      w tym co założyłaś ze ci to szkodzi.Każdy zmienia poglądy i odgrywa różne role.
      Bo musi.Inaczej wariuje ;-))) Pozdrawiam.Z Nadzieją.
      • lizavieta1 Re: nie wiem sama co czuję 04.04.05, 23:13
        wiesz, jesli nie widzisz problemu w tym, ze ktos mowi 2 rozne rzeczy w jednym
        zdaniu. Ma 2 wersje tego samego wydarzenia. Zapiera sie swoich słów, to oki....
    • ria2 Re: nie wiem sama co czuję 05.04.05, 10:06
      Hej!

      Znam to, aż za dobrze. Jeżeli nie uda Ci się doprowadzić do konforntacji (tzn.
      jasno wyjaśnic, co jej zarzucasz i czego oczekujesz) i z jej strony nie będzie
      chęci współpracy (wysłuchania Twoich racji), to chyba nie ma się co łudzić. Nie
      uda się Wam nawiązać prawdziwego kontaku.
      Są dwie możliwości: 1. Potraktujesz tę znajomość "lekko" - bez wygórowanych
      oczekiwń. Jak zawiedzie to trudno, jak nie - to miła niespodzianka.
      2. Jeżeli potrzbujesz prawdziwej bliskości, zaangażowania (czyt. przyjaźni) -
      to szukaj dalej.

      Powodzenia!
      Wiem jedno, przyjaźń jest tak samo trudna jak miłość (bo to właściwie
      przyjaźń+namiętność), ale jeżeli jest prawdziwa - to zwykle jest trwalsza od
      miłości. Namiętność, niestety, nie trawa wiecznie, choć można ją podtrzymywać,
      hehe.

      Ria
      • lizavieta1 Re: nie wiem sama co czuję 05.04.05, 14:31
        dzięki za rozsądną radę. Już kiedyś nauczyłam się lekko to traktować, wycofałam
        się, ale ona wciąga mnie w to wszystko. Dzwoni pyta czemu się izoluję, czemu
        tworzę sztuczny dystans, a dla mnie to naturalne, że skoro ktoś mnie zranił i
        zawiódł, to odeszłam. Chyba nie może wytrzymać tego dystansu zwłaszcza, że
        widujemy się i stoimy czasem gdzieś nieopodal siebie. Może ma poczucie winy.
        Dąży do utrzymania pozorów, a ja tego nei chcę. Po co??? Pozory serdeczności,
        skoro już się okazało, że ludzie nie mogą nawzajem na siebie liczyć, ja nie
        darzę jej szacunkiem, bo nie potrafię kłamców, manipulatorów darzyć respektem.
        Nie zabiega o mnie, ale o to bym przyznała, że nic się nie działo i zaprzecza
        własnym słowom, faktom. Na bazie zaprzeczania temu co się zrobiło lub
        powiedziało wmawia mi że wszystko jest ok i chce bym do niej podchodziła,
        dzwoniła. Ja nie każę jej nawet mówić o starych sporawach, sama ona czuje taką
        potrzebę, widocznie musi się tego pozbyć. ale ja nie będę komuś pomagać w
        samookłamywaniu.
        Już raz mi się wydawało, że się z tym pogodziłam, ale pod wpływem jej działań,
        odżyły we mnie tamte emocje. Teraz od początku pracuję nad pogodzeniem sięz
        rzeczywistością, że pewni ludzie muszą coś zakłamać, bo nie znoszą
        rzeczywistości....
    • bubas6 Re: nie wiem sama co czuję 06.04.05, 00:09
      To tak boli.Jestes lojalna a ktos ma Cie w d...ie,nie mozesz sie z tym pogodzic
      choc masz doswiadczenie ze mozna sie naciąć.Bo chcesz zeby to zrozumiala ze ty
      jestes ok,ale są ludzie co maja to gdzies.I wolisz udawac bo nic nie tracisz ,a
      zostac samemu to jeszcze bardziej boli ,ale do czasu.

      ps.

      Mnie nie ma kto oszukac,bo wszyscy juz mnie oszukali .Konakty zerwane,duma
      wieczna,czesc czesc i tak cie nie lubie,co z tego ze mi pomogles,on ma lepsze
      od ciebie,nikt ci sie nie prosil,łaski mi nie robisz,takie zycie i sprawa
      załatwiona itp.A my z dobrym sercem czekamy na pochwałe i sie kiedys
      doczekamy ,ale od kogos innego.
Pełna wersja